Tarasiewicz kontra Sasal, czyli niespodziewany atak trenera Pogoni – Futbolfejs

Tarasiewicz: Trzeba pokazać charakter jak się dupka pali

Po ostatnim meczu ligowym Pogoni Siedlce z Miedzią Legnica (0:0) doszło do kuriozalnej sytuacji na konferencji prasowej. Trener Pogoni Marcin Sasal wypalił ni z tego, ni z owego: „Uważam, że był telefon z góry, że Miedź się musi utrzymać”, odnosząc to do sędziowania. Trener Miedzi Ryszard Tarasiewicz usiłował przez chwilę dyskutować, po czym wyszedł z konferencji.

FUTBOLFEJS.PL: Zachował się pan i tak zaskakująco spokojnie. Takie sytuacje nie zdarzają się nagminnie.
RYSZARD TARASIEWICZ: Nie chciałbym się specjalnie do tego odnosić. Było, minęło. Można popatrzeć na zapis tego meczu – zobaczyć, kto miał jakie sytuacje i co z nich wynikało. Teraz ta sprawa jest w „wyższych” instancjach i niech tak zostanie (Miedź skierowała sprawę do Wydziału Dyscypliny PZPN – red.).

Sasal zaskoczył takim atakiem?
Opinia, wywód – sam nie wiem, jak to nazwać – trenera Pogoni były nieadekwatne do tego, co się działo w meczu. I tyle.

Szkoleniowiec rywali mówił o kilku kontrowersyjnych sytuacjach…
Nie było podstaw, żeby tak mówić. Mecz był dość dynamiczny, agresywny. Moi piłkarze starali się nie reagować na agresję rywali. I naprawdę nie było podstaw, by wyrażać taką opinię.

Czerwona kartka dla Pogoni zdaje się ewidentną. Duda wyraźnie podeptał pańskiego piłkarza, gdy ten leżał na ziemi.
I zawodnik Pogoni zobaczył czerwoną kartkę tak, jak mu się należała. Nie ma dyskusji, nie ma nawet punktu zaczepienia, jak próbować podważyć tę kartkę.

Ale najmocniejsze słowa to te o tajemniczych telefonach mających chronić Miedź.
To oszczerstwa, które nie wiadomo, skąd się wzięły. Jest mi bardzo przykro że doszło do takiej sytuacji, ale jaki ja na to miałem wpływ?

W tym momencie wstał pan i wyszedł z konferencji prasowej.
Bo zawsze uważałem, że lepiej, żeby uważano człowieka za chama niż za idiotę. Proszę, zostawmy to.

Dobrze, ale nie zostawimy pana bez przypomnienia słów z wywiadu dla nas. Deklarował pan pościg za czołówką, a lecicie w dół.
Wtedy miałem powody, by tak mówić. Ale też trzeba pamiętać, że na koniec roku okazało się, że nasza strata do czołówki nie była małą przy zaledwie 13 meczach do rozegrania. A potem detale zdecydowały o tym, że w tym roku mamy już na koncie pięć remisów. W każdym z nich brakowało nam niewiele do tego, by strzelić gola więcej. A jednocześnie proszę popatrzeć nawet na zespoły z czuba – strzelają, to prawda, ale ile goli też tracą. A my prawie nie dopuszczamy przeciwników pod naszą bramkę. Styl, jaki prezentuje Miedź, jest dobry, tylko brakuje nam przełożenia tego na gole. I nie jest to styl defensywny, to po prostu dobra organizacja gry przekładająca się i na grę obronną i na stwarzane sytuacje.

Sytuacje może i stwarzacie, ale co z tego? Trzy remisy z rzędu na 0:0. Z takimi napastnikami jak Bartosz Ślusarski czy Tadas Labukas?
To sprowadza się nie tylko do napastników. Przy wykańczaniu akcji zawodzi ofensywa w całości, bo przecież nasze gole nie zależą tylko od napastników. Mamy kreatywnych piłkarzy w drugiej linii: Garguła, Łobodziński… To świetni technicznie piłkarze, ale jak nie idzie, to nie idzie. Też nie zwykłem płakać nad tym, że nam się trochę posypało fizycznie, ale taka jest prawda. Łobodziński ma problemy z mięśniami brzucha i pewnie na koniec rozgrywek czeka go operacja. Garguła problemy z kolanem, Labukas gra, mimo że dolega mu staw skokowy. Nie można powiedzieć, by byli pełni sił i zdrowia. Ale nie ma co się użalać nad sobą.

W porządku, tyle że macie już tylko trzy punkty nad strefą barażową.
Nie brakuje nam jakości, tylko goli. Przy tych sytuacjach, jakie stwarzamy, te gole powinny być, a ich nie ma. Poza tym chciałbym przypomnieć, że kadra dziś jest osłabiona w stosunku do jesieni. Odszedł Marquitos, kontuzje wyeliminowały Daniela i Trifonowa. Na to też trzeba popatrzeć.

Teraz jedziecie do odrodzonych Suwałk. Ewentualna wpadka może skutkować osunięciem się w „strefę mroku”.
Ja się nigdy nie patrzę na tabelę. Liczy się mecz, potem kolejny. I to nie są puste słowa. Po prostu trzeba strzelać gole i wygrywać. A jak się skończy sezon, popatrzymy, gdzie jesteśmy. Teraz przerabiamy trudną serię czterech wyjazdów z rzędu. Po Kluczborku i Siedlcach mamy Suwałki i Bełchatów. Nie ma łatwych meczów i to nie jest prosta sytuacja. Każdy szarpie o punkty, bo tych punktów potrzebuje. To normalne.

Rozmawiał pan już z szefami o ewentualnej przyszłości.
Na razie nie. Wychodzę z założenia, że w trakcie sezonu nie ma co o tym rozmawiać. W ostatnich trzech klubach podpisywałem kontrakty na rok czasu i potem patrzyłem, co dalej. Decyzji o nowej umowie nie można podejmować w 5 minut, ale to też nie jest proces na długie tygodnie. Kończy się sezon, siadamy, dwa – trzy dni i wiemy, czy jesteśmy w stanie wypracować porozumienie satysfakcjonujące dla obu stron. W tej chwili liczy się dla mnie tylko to, czy moi piłkarze się rozwijają i czy idą w dobrym kierunku, a nie to, kiedy kończy się moja umowa.

A tu Ryszard Tarasiewicz o tym, kogo się wybiera, gdy się pali:

Rozmawiał Marcin Kalita

źródło: http://futbolfejs.pl/i-liga/tarasiewicz-kontra-sasal-czyli-niespodziewany-atak-trenera-pogoni/

Latal przed meczem Piast – Lechia: Najbardziej obawiam się o sędziowanie – Futbolplus

Latal przed meczem Piast - Lechia: Najbardziej obawiam się o sędziowanie

Wicelider Piast Gliwice,  podejmie w 33. kolejce najwyższej klasy rozgrywkowej walczącą o puchary Lechię Gdańsk. „Piastunki”, aby myśleć jeszcze o dogonieniu prowadzącej Legii Warszawa, muszą w niedzielę zdobyć 3 punkty. Trener Piasta, Radosław Latal w końcówce sezonu nie martwi się o formę swoich zawodników, lecz o stronnicze sędziowanie.    

- Najbardziej obawiam się o sędziowanie – powiedział przed spotkaniem z Lechią czeski szkoleniowiec gliwickiego zespołu. – To, co dzieje się od dwóch spotkań jest dla nas naprawdę ciężkie do zaakceptowania. Mam nadzieję, że od meczu z Lechią wszystko będzie rozstrzygać się w sportowej rywalizacji, a nie przez osobę trzecią.

Poprzednie dwa mecze Piasta z Cracovią (1:1) i Lechem Poznań (2:2) prowadzili odpowiednio Paweł Raczkowski z Warszawy oraz Bartosz Frankowski z Torunia. Spotkanie z Lechią sędziować będzie Krzysztof Jakubik z Siedlec. Arbitrzy Raczkowski i Jakubik reprezentują Mazowiecki Związek Piłki Nożnej, czyli ten wojewódzki okręg, z którego wywodzi się lider i główny konkurent Piasta do tytułu mistrza Polski – Legia. 

Nie dziwi więc słuszna uwaga prezesa Piasta, Adama Sarkowicza, wygłoszona po meczu w Poznaniu: 

- Zastanawiające dla nas jest to, dlaczego do prowadzenia spotkań naszego zespołu wyznaczani są sędziowie z Warszawy?

źródło: http://futbolplus.pl/kraj/item/6908-latal-przed-meczem-piast-lechia-najbardziej-obawiam-sie-o-sedziowanie

Sędziowski smród w I lidze. Trener Pogoni Siedlce zasugerował, że Miedzi Legnica pomógł „telefon z góry” – Futbolplus

Sędziowski smród w I lidze. Trener Pogoni Siedlce zasugerował, że Miedzi Legnica pomógł "telefon z góry"

Nie tylko w najwyższej klasie rozgrywkowej dzieją się sędziowskie cudawianki, choć w meczach 33. kolejki fałszywe gwizdki jakby nieco zamilkły, poza jednym wyjątkiem w spotkaniu grupy spadkowej Jagiellonia Białystok – Górnik Zabrze (0:0), kiedy arbiter Tomasz Musiał zadziwiająco nie dopatrzył się w 69. minucie faulu w polu karnym gości Szymona Matuszka na Dawidzie Szymonowiczu, co kazało przypomnieć kibicom „Jagi” najsłynniejszy przebój trybun o PZPN.

Hit trybun piłkarskich stadionów w Polsce mógł także zanucić po meczu I ligi, Pogoń Siedlce – Miedź Legnica (0:0), trener gospodarzy Marcin Sasal, który po decyzjach sędziego Jacka Małyszka z Lublina, wypalił na pomeczowej konferencji:

- Uważam, że był telefon z góry, że Miedź Legnica musi się utrzymać w lidze. Dlatego sędziowanie było jakie było. Jest to fatalne, jesteśmy zdruzgotani tym, co się działo na boisku – zacytował Sasala polsatsport.pl..

Szkoleniowiec Miedzi, Ryszard Tarasiewicz odparł wściekły:

- Nie ma pan prawa tak mówić. Musi pan koniecznie obejrzeć ten mecz jeszcze raz. Pan nie powinien trenować tego zespołu.

- Pan już dawno nie powinien – zripostował Sasal.

- Pan wszystko wie lepiej. Trenerze, zachowuje się pan nie w porządku. To nie pierwszy raz – ocenił „Taraś” i obrażony opuścił konferencję.

Sugestie Sasala w sprawie Miedzi pospiesznie zwróciły uwagę prezesa PZPN, Zbigniewa Bońka. Powiadomił na swoim ulubionym koomnikatorze, że sprawę zbada Wydział Dyscypliny PZPN.

Szkoda, że prezes PZPN żyje nadal w czasach związku zarządzanego przez Michała Listkiewicza czy też Grzegorza Laty i wcale nie zamierza w tweetach stosować narzuconej już za swojej prezesury nowomowy w nazewnictwie „pezetpeenowskich” komórek.Wydział Dyscypliny, jak widać przetrwał w umyśle aktualnego szefa PZPN od czasów wszechwładnego „Śląskiego Magnata”, świętej pamięci Mariana Dziurowicza. Tymczasem w korporacji pod nazwą „Łączy nas piłka” funkcjonuje już od ponad 3 lat… Komisja Dyscyplinarna.

Nie ważne jednak, czy „Zibi” komisję nazywa wydziałem, czy wydział departamentem lub innym dupersznytem. Najistotniejsze jest w tym to, że prezesem Miedzi jest Martyna Pajączek, aktywnie działająca również w strukturach PZPN, choćby w niezwykle istotnej związkowej Komisji Rewizyjnej, która ma rewidować, czyli kontrolować wszelkie nieprawidłowości w bońkowym PZPN (na razie sukcesywnie od 3,5 roku przymyka oko na aberracje).

Nieprzypadkowo także na ostatnim lutowym zjeździe statutowym PZPN przedstawiciel Miedzi zagłosował za nieprzyjętymi przez Walne Zgromadzenie Delegatów poprawkami proponowanymi przez prezesa Bońka.

Coś za coś lub, jak kto woli, ręka rękę myje…

Może więc Sasal miał rację z tym „telefonem z góry”, a „Taraś” najzwyczajniej z tym pomeczowym wzburzeniem przyaktorzył?

Salon sukien ślubnych Rzeszów

źródło: http://futbolplus.pl/plus/prasowka/item/6930-sedziowski-smrod-w-i-lidze-trener-pogoni-siedlce-zasugerowal-ze-miedzi-legnica-pomogl-telefon-z-gory

Prawniczy osioł z PZPN poucza Trybunał Arbitrażowy przy PKOl – Futbolplus

Prawniczy osioł z PZPN poucza Trybunał Arbitrażowy przy PKOl

Prezes PZPN, Zbigniew „Śmieszy mnie to” Boniek idzie na wojnę z Trybunałem Arbitrażowym do spraw Sportu przy PKOl. Po kompromitacji związku z odebraniem punktu Lechii Gdańsk, co przy odwołaniu „Biało-Zielonych” do Trybunału Arbitrażowego ds Sportu przy PKOl. groziło paraliżem ligowych rozgrywek na finiszu sezonu, prezes śmieszek odgraża się teraz, że nie daruje ośmieszenia PZPN trybunałowi i poskarży się nań PKOl., gdzie nota bene funkcję prezesa sprawuje ziomek „Zibiego” z Bydgoszczy, Andrzej Kraśnicki.

Śmieszny prezesik, któremu wydaje się, że pozjadał wszystkie rozumy, uważa, że zna się również na prawie (skoro nikt dotychczas nie ukarał go za podżeganie do popełnienia przestępstwa, czyli obstawiania na nielegalnym w Polsce zagranicznym portalu bukmacherskim, nie płacącym w RP podatków, to faktycznie może mu się tak wydawać). Prezes „Śmieszy mnie to” poucza więc tęgie głowy prawnicze, w tym przewodniczącego TAS, byłego ministra sprawiedliwości RP, Zbigniewa Ćwiąkalskiego, że „prawo PZPN to ja” i innym od tego wara. Nie dziwi takie podejście prezesa śmieszka polskiej skopanej, gdyż łamiąc notorycznie prawo (między innymi ustawę bukmacherską, statut PZPN oraz zasady Kodeksu Etyki FIFA), czuje się dotychczas całkowicie bezkarny i nietykalny.

„Zibi” na poparcie swoich dyrdymałów wobec TAS, przytacza jakieś proceduralne paranoidalne farmazony (że w sprawie odebrania punktu Lechii nie chodziło o karę dyscyplinarną, lecz regulaminową i gdańszczanie powinni mieć zgodę PZPN na odwołanie się do trybunału, a przeciwko związkowi nie powinni orzekać w trybunale prawnicy, którzy niegdyś prowadzili postępowania przeciw PZPN), jeszcze bardziej pogrążając piłkarską centralę w kompromitacji i niezbicie unaoczniając, iż na jej czele stoi kompletny prawniczy osioł, wraz tabunem jego prawnych doradców abnegatów, którzy w żaden sposób nie chcą go wyprowadzić z błędu, a wręcz przeciwnie w tą otchłań absurdu go tylko popychają.

Przewodniczący TAS w rozmowie z futbolfejs.pl kwituje to znamiennym:

- Wbrew temu, co prezes Boniek uważa, że jest absolutnym władcą PZPN i tylko on może decydować, kto ma prawo się odwoływać, a kto nie ma, jest to nieprawda. Przypominam panu Bońkowi, że PZPN, jak każda instytucja, też podlega prawu – cytuje mecenasa Ćwiąkalskiego futbolfejs.pl.

Może pierwszy głos rozsądku mec. Ćwiąkalskiego przebudzi wreszcie jurysdykcyjne autorytety w Polsce i zajmą się w końcu śmiesznym ignorantem prawa z PZPN?

Układanie kostki granitowej

źródło: http://futbolplus.pl/plus/rudy-102/item/6877-prawniczy-osiol-poucza-trybunal-arbitrazowy-przy-pkol

Zbigniew Ćwiąkalski: Boniek nie jest władcą absolutnym – Futbolfejs

NX_zbigniew-cwiakalski_001

Zbigniew Boniek nie odpuszcza sprawy odwołania Lechii. „To, co zrobił Trybunał Arbitrażowy, to zamach sportowy!” – grzmi. „Pan Boniek uważa, że jest absolutnym władcą PZPN i tylko on może decydować, kto ma prawo się odwoływać, a kto nie ma. Otóż tak nie jest” – odpowiada prezes Trybunału Zbigniew Ćwiąkalski.

Dla Bońka sprawa odwołania Lechii i zamieszania z rozgrywkami wcale się nie skończyła. Pewnie to dla prezesa kwestia honorowa, bo bałagan w lidze – było, nie było – uderzył w wizerunek PZPN. I choć Boniek zapewnia: „Nie chcemy żadnej wojny”, to po jego słowach trudno nie odnieść wrażenia, że – może jeszcze nie wojnę, ale na razie bitwę – wypowiedział prezesowi Trybunału Arbitrażowego. Sprawa odwołania Lechii niepokojąco zaczyna zamieniać się w spór Boniek – Ćwiąkalski.

Boniek w „Super Expressie”:
Starałem się mu wytłumaczyć [Ćwiąkalskiemu – przyp. red.] różnicę miedzy sankcją regulaminową a dyscyplinarną. Ale nie mam pewności czy zrozumiał. A zawieszenie kary przez TA to nie jedyny problem. Pan Ćwiąkalski do rozstrzygnięcia sprawy wyznaczył trzech sędziów. Ich skład był zdumiewający, w innym kraju to byłoby nie do pomyślenia! Mieliśmy do czynienia z całkowitym złamaniem zasad etyki. Ten problem też poruszymy w piśmie do PKOl.

Boniek dla polsatsport.pl:
Odbieram to jako zamach sportowy… Rozmawiałem z nim [Ćwiąkalskim – przyp. red.] w niedzielę, 10 kwietnia. I bodaj trzy razy słyszałem, że jest wybitnym karnistą. I tłumaczył, że kara to kara… Tymczasem zmieniła się ustawa o sporcie – artykuł 45 mówi jasno, że Trybunał Arbitrażowy zajmuje się odwołaniami od sankcji dyscyplinarnych, a nie regulaminowych.

– Czuje się pan jak ktoś, kto przeprowadził zamach sportowy? – pytamy Ćwiąkalskiego.
– Te słowa pana Bońka to chyba jakieś kompletne nieporozumienie. Wydawało mi się, że pan prezes rozmawiał ze mną dość rozsądnie. Natomiast w tej chwili, z tego co słyszę i czytam, chyba się trochę pogubił i pomyliła mu się kwestia strony prawnej z zarządzaniem PZPN-em. Przypominam panu Bońkowi, że PZPN, jak każda instytucja, też podlega prawu. I tak sobie myślę, że w tej całej sprawie ktoś panu Bońkowie źle podpowiada – twierdzi prezes TA.
Ćwiąkalski raz jeszcze odwołuje się do słynnej niedzielnej (10 kwietnia) rozmowy telefonicznej, jaką odbył z Bońkiem, w której prezes PZPN poprosił go o jak najszybsze zwołanie składu orzekającego, by kwestię odwołania Lechii zakończyć jeszcze przed startem rundy finałowej. – Wytłumaczyłem panu Bońkowi, dlaczego w tym sporze nie ma racji, dlaczego Lechia miała prawo się odwołać, przyjął do wiadomości i myślałem, że sprawa jest zamknięta. Jednak najwyraźniej teraz ktoś panu prezesowi wytłumaczył inaczej. Cóż, nie mam na to wpływu – mówi Ćwiąkalski. – Chciałbym jednak dodać, że wbrew temu, co prezes Boniek uważa, że jest absolutnym władcą PZPN i tylko on może decydować, kto ma prawo się odwoływać, a kto nie ma, jest to nieprawda – dodaje.
Prezes Trybunału pewnie nie zdawał sobie sprawy, w co – przepraszam za wyrażenie – wdepnął. Chciał być miły i pomocny, przychylił się do prośby Bońka, powołał skład orzekający, by ten jak najszybciej doprowadził sprawę do końca, no to teraz zbiera za to cięgi. Przynajmniej od Bońka.
– Nie bardzo się tym przejmuję. Trybunał jest od tego, żeby orzekać i robić swoje. Zazwyczaj jest tak, że z orzeczeń sądów, także powszechnych, ktoś jest niezadowolony. Nic na to nie poradzę. A że byłem politykiem, skórę mam dość grubą, więc jestem uodporniony na tego typu zaczepki – zaznacza.

Trybunał Arbitrażowy wydał oświadczenie, w którym przedstawia swój punkt widzenia w sprawie odwołania Lechii i w którym przytacza wykładnię prawną mającą świadczyć w tym sporze na jego korzyść. Czytamy w nim m.in.:
Po pierwsze, Trybunał Arbitrażowy ds. Sportu przy Polskim Komitecie Olimpijskim był uprawniony i zobowiązany na podstawie przepisów obowiązującego prawa do przyjęcia i rozpoznania skargi Lechii Gdańsk, która wpłynęła do Trybunału 31 marca 2016 r. Skarga została wniesiona w terminie, który zgodnie z art. 45c ust. 2 ustawy z dnia 25 czerwca  2010 r. o sporcie wynosi 14 dni od dnia doręczenia decyzji, i spełniała wszystkie wymogi formalne (…)
Po drugie, decyzja Komisji Odwoławczej ds. Licencji Klubowych PZPN z 5 lutego 2016 
r. nakładała na Lechię Gdańsk karę dyscyplinarną w postaci jednego ujemnego punktu w bieżącym sezonie rozgrywkowym 2015/2016 oraz karę upomnienia. Bezzasadne są zatem sugestie władz PZPN co do rzekomego braku właściwości Trybunału Arbitrażowego w niniejszej sprawie (…)

Za całkowicie pozbawione podstaw należy uznać twierdzenie Prezesa PZPN co do sposobu wyznaczania arbitrów Trybunału orzekających w konkretnej sprawie oraz ich rzekomego braku obiektywności (…) Arbitrzy wyznaczeni do składu orzekającego w danej sprawie składają oświadczenie o swojej bezstronności i mają obowiązek wskazania, czy zachodzą ewentualnie podstawy wyłączenia od orzekania w sprawie (…)
Trybunał Arbitrażowy w swojej działalności kieruje się przepisami obowiązującego prawa, gwarantując uczestnikom postępowania przyznane im uprawnienia i egzekwując ich obowiązki. Taki sposób procedowania miał również miejsce przy rozpoznaniu skargi klubu sportowego Lechia Gdańsk.

źródło: http://futbolfejs.pl/pzpn/zbigniew-cwiakalski-boniek-nie-jest-wladca-absolutnym/

Boniek robi uniki przed sądem. Czyżby w sprawie niegospodarności PZPN i Widzewa miał coś na sumieniu? – Futbolplus

Boniek robi uniki przed sądem. Czyżby w sprawie niegospodarności PZPN i Widzewa miał coś na sumieniu?

Prezes PZPN, Zbigniew Boniek, wezwany na świadka w sprawie niegospodarności PZPN i Widzewa Łódź, przesłał pismo do sądu w Łodzi, że nie będzie mógł stawić się przed temidą w wyznaczonym terminie ze względu na ważne sprawy służbowe. Sąd przyjął do wiadomości tłumaczenia sternika polskiej piłki, ale jednocześnie zapowiedział, że świadek Boniek, jeśli będzie robił uniki, na kolejną rozprawę zostanie doprowadzony.

Dzisiaj w sprawie niegospodarności PZPN i Widzewa miał zeznawać także inny świadek – doradca Bońka w PZPN, Władysław Puchalski, który pezesował łódzkiemu klubowi, kiedy „Zibi” wespół z Wojciechem Szymańskim był współwłaścicielem Widzewa. Wykpił się pilnymi sprawami służbowymi, które nie przeszkodziły mu jednak w obejrzeniu z trybuny honorowej w towarzystwie prezesa PZPN środowego meczu IV ligi łódzkiej Widzew – KS Paradyż (4:1).

Sąd wyznaczył Puchalskiemu termin rezerwowy na 12 maja, kiedy miał zeznawać świadek Boniek. Były prezes Widzewa będzie wyjaśniał sprawę przejęcia Widzewa za symboliczną złotówkę od poprzedniego właściciela Witolda Skrzydlewskiego. Na tej samej rozprawie ma zeznawać dawny widzewski wspólnik Bońka – właściciel nowodworskiej masarni „Lukullus”, Szymański.

Tymczasem Skrzydlewski, który miał odciążyć Bońka (czy aby temu nie miał służyć nieoczekiwany środowy wypad prezesa PZPN do Łodzi?) zrobił zupełnie coś odwrotnego. Były właściciel Widzewa zeznał, że Boniek, Szymański i Puchalski zabiegali o jak najszybsze przejęcie klubu i sami mieli wziąć na siebie dopilnowanie przydzielenia licencji w PZPN. Czyli w przejęciu dogorywającego klubu w 2004 roku do Skrzydlewskiego dostrzegli zrobienie dobrego interesu, co zresztą uczynili opychając Widzew 7 miesięcy później Sylwestrowi Cackowi za grube miliony – oficjalnie 12 mln, a nieoficjalnie aż 17 mln złotych!

Pole Dance Rzeszów

źródło: http://www.futbolplus.pl/pzpn/item/6872-boniek-robi-uniki-przed-sadem-czyzby-w-sprawie-niegospodarnosci-pzpn-i-widzewa-mial-cos-na-sumieniu

Selekcjoner reprezentacji Polski ustawiał mecze? Książka „Stan futbolu” nie pozostawia złudzeń – Futbolplus

Selekcjoner reprezentacji Polski ustawiał mecze? Książka "Stan futbolu" nie pozostawia złudzeń

 Istną nomen omen Nawałkanicę w portalach spolecznościowych wywołał frakgment książki Krzysztofa Stanowskiego „Stan futbolu”, w którym autor przytoczył wypowiedź byłego piłkarza, a do niedawna eksperta telewizyjnego Andrzeja Iwana, dotyczący udziału w korupcji obecnego selekcjonera reprezentacji Polski, Adama Nawałki.

Iwan, który przez lata był kolegą Nawałki w Wiśle Kraków i reprezentacji Polski, został zacytowany przez Stanowskiego:

- Otóż piłkarzem, który przyniósł mu (Iwanowi – przyp. red.) 60 tysięcy złotych, był Adam Nawałka. Powiedział wtedy (Iwan – przyp. red.): Nie piszmy, że to o „Nawałę” chodzi, bo mu coraz lepiej w trenerce idzie. Może kiedyś będzie chciał zostać selekcjonerem? – można przeczytać w „Stanie futbolu”.

Jak słusznie zauważyła wp.pl, Nawałka, mimo że zdaniem Stanowskiego uczestniczył korupcji, może czuć się całkowicie bezkarny, gdyż przestępstwo sportowe, zgodnie z ustawą antykorupcyjną w Polsce, jest ścigane dopiero od 1 lipca 2003 roku. Obecny selekcjoner, miał według autora książki „Stan futbolu”, ustawiać mecze w czasach PRL-u, gdy grał razem z Iwanem w Wiśle i żadnej kary za to nie poniesie. Wprawdzie był trenerem ukaranej za korupcję Jagiellonii Białystok w latach 2004-2006, kiedy piłkarze „Jagi” składali się na łapówki, ale obecny selekcjoner „Biało-Czerwonych” miał w ogóle o tym procederze nie wiedzieć, albo też wcale z nie zdawać sobie z niego sprawy, gdyż nie był w sprawie nawet podejrzanym. Nawałka pracował także w 2002 roku w Zagłębiu Lubin, u boku skazanego za korupcję Jerzego F., ale było to jeszcze przed wprowadzeniem ustawy antykorupcyjnej w polskim sporcie .

Dotychczas panowało przekonanie, że Nawałka nie brał udziału w ustawianiu meczów piłkarskich. Publikacja Stanowskiego kładzie się jednak głębokim cieniem na nieskazitelnym dotąd wizerunku obecnego selekcjonera, stawiając go w wyjątkowo złym świetle. Trener drużyny narodowej winien być bowiem bez żadnej skazy w życiorysie. Bądź co bądź reprezentuje na arenie międzynarodowej całą Polskę.

Nie wiadomo, co skłoniło dotychczasowego piewcę prezesa Zbigniewa Bońka, naczelnego ulubionego portalu „Zibiego”, weszlo.com, redaktora Stanowskiego do wytknięcia Nawałce korupcyjnej przeszłości. Czy chodziło bardziej o zwiększenie zainteresowania książką czy też odbrązowienia pomnika selekcjonera i jednocześnie jego szefa? Nawałka to przecież jedynie słuszny wybór obecnego sternika polskiej piłki, a ujawnienie udziału selekcjonera w ustawianiu meczów bije również pośrednio w jego promotora z PZPN.

Szkoła kosmetyki Rzeszów

źródło: http://futbolplus.pl/plus/prasowka/item/6857-selekcjoner-reprezentacji-polski-ustawial-mecze-ksiazka-stan-futbolu-nie-pozostawia-zludzen

Z miłości do Widzewa? – Futbolplus

Z miłości do Widzewa?

Prezes PZPN, Zbigniew „Śmieszy mnie to” Boniek zapowiedział na swoim ulubionym komunikatorze przyjazd na mecz piątej klasy rozgrywkowej Widzew Łódź – KS Paradyż.

Co skłoniło prezesa śmieszka do odwiedzin Łodzi i obejrzenia spotkania na szczycie IV ligi grupy łódzkiej, między trzecim w tabeli Widzewem a liderującym i wyprzedzającym łodzian o 6 punktów Paradyżem? Czy stara miłość i przywiązanie do swojego dawnego klubu śmiesznego prezesika są aż tak wielkie, że sternik polskiej skopanej wolał wybrać się w końcówce sezonu na mecz piątego poziomu rozgrywek, zamiast pierwszego? Przecież w grupie spadkowej Ekstraklapy odbędą się w środę aż cztery niezwykle interesujące spotkania: Termalica Brut-Bet Nieciecza – Korona Kielce, Górnik Łęczna – Wisła Kraków, Śląsk Wrocław – Jagiellonia Białystok i Górnik Zabrze – Podbeskidzie Bielsko-Biała. Czyżby żaden z tych meczów nie był dla prezesa „Śmieszy mnie to” bardziej interesujący od hitu IV ligi grupy łódzkiej Widzew – Paradyż?

A może obejrzenie meczu piątoklasowego Widzewa miało być jedynie pretekstem do odwiedzenia Łodzi, przed czekającą prezesa śmieszka rozprawą w sprawie niegospodarności PZPN i Widzewa, na której ma się stawić jako świadek 12 maja?

Może śmieszny pezesik chciałby wcześniej zbadać łódzki grunt, poznać nastroje, panujące wokół trwającego ponad 3,5 roku procesu o niegospodarność PZPN i Widzewa, wymienić poglądy z innymi świadkami, choćby wezwanym także przed temidę byłym prezesem klubu, Witoldem Skrzydlewskim, od którego w 2004 roku odkupił Widzew za symboliczną złotówkę, aby w 2007 roku sprzedać go Sylwestrowi Cackowi za grube miliony?

Nikt prezesowi „Śmieszy mnie to” nie broni, jako świadkowi w sprawie niegospodarności PZPN i Widzewa, spotykać się i wymieniać poglądów z innym świadkami czy nawet oskarżonymi. Nikt też nie zabrania odwiedzać prezesowi śmieszkowi swojego dawnego miasta i kibicować swojemu dawnemu klubowi. Nikt również nie śmiałby nawet potępić wykorzystania meczu Widzew – Paradyż do spotkania z dawnymi widzewiakami.

Tylko po co ten cały fałsz i fikcja, że z miłości do Widzewa prezes „Śmieszy mnie to”, dałby się nawet pokroić? Gdyby tak rzeczywiście było, nie zrobiłby przecież na przehandlowaniu Widzewa interesu życia.     

Pokaz barmański

źródło: http://www.futbolplus.pl/plus/rudy-102/item/6856-z-milosci-do-widzewa

Sensacyjne słowa w książce kontrowersyjnego dziennikarza: Nawałka wręczył łapówkę!

Historia z najnowszej książki Krzysztofa Stanowskiego zaskoczy każdego polskiego kibica. Dziennikarz twierdzi, że w czasach PRL selekcjoner reprezentacji Polski wręczył łapówkę Andrzejowi Iwanowi.

Do tej pory panowało przekonanie, że Adam Nawałka nigdy nie brał udziału w ustawianiu meczów piłkarskich. Owszem, w trakcie pracy w Jagiellonii Białystok jego podopieczni zrzucali się na łapówki, ale wszystko odbywało się za plecami obecnego selekcjonera reprezentacji Polski.

Nawałka, w kontekście piłkarskiej korupcji, właśnie został przedstawiony w zupełnie innym świetle. Krzysztof Stanowski w swojej najnowszej książce zdradził pewną historię, która wyszła na jaw przy pisaniu (kilka lat temu) biografii Andrzeja Iwana. Ta historia jeszcze nigdy dotąd nie ujrzała światła dziennego. Oto fragment.

- Otóż piłkarzem, który przyniósł mu (Iwanowi – przyp. red.) 60 tysięcy złotych, był Adam Nawałka. Powiedział wtedy (Iwan – przyp. red.): Nie piszmy, że to o „Nawałę” chodzi, bo mu coraz lepiej w trenerce idzie. Może kiedyś będzie chciał zostać selekcjonerem? – czytamy w książce.

Wpadła nam dzisiaj w ręce książka Stanowskiego „Stan futbolu”. Ciekawe ile jeszcze takich bomb w niej znajdziemy. Nawałka wręczył łapówkę Iwanowi?

W kontekście łapówki nie padają żadne konkrety, czyli kiedy to miało miejsce i jakiego meczu dotyczyło. Pewne jest, że sytuacja wydarzyła się jeszcze w czasach PRL, kiedy to powszechne było ustawianie ligowych pojedynków. Tak przynajmniej twierdzi Krzysztof Stanowski.

Dodajmy na koniec, że tzw. „przekupstwo sportowe” jest ścigane przez organy wymiaru sprawiedliwości od 1 lipca 2003 roku. Czyli nawet, jeżeli Stanowski nie mija się z prawdą, to Nawałka wg polskiego prawa nie zrobił niczego zabronionego.

Opracował CYK

Agencja hostess Poznań

źródło: http://sportowefakty.wp.pl/sportowybar/595400/adam-nawalka-wreczyl-lapowke-sensacyjne-doniesienia-dziennikarza

Lech – Piast 2:2. Piłkarski poker sędziego Frankowskiego, czyli zemsta Bońka na Kręcinie? – Futbolplus

Lech - Piast 2:2. Piłkarski poker sędziego Frankowskiego, czyli zemsta Bońka na Kręcinie?

„Koniec marzeń o »złocie«? Piast zatrzymany przez »Kolejorza« i… sędziego” – zatytułował relację z meczu Lech Poznań – Piast Gliwice (2:2) katowicki „Sport”. Nawet jeśli brać pod uwagę lokalne sympatie, tytuł sprawozdania wskazał jednoznacznie, kto był antybohaterem spotkania przy Bułgarskiej. Sędzia Bartosz Frankowski z matecznika prezesa PZPN, Zbigniewa Bońka, Kujawsko-Pomorskiego ZPN, dał popis stronniczego prowadzenia zawodów, krzywdząc zespół gości.

Frankowski nie odgwizdał faulu Darko Jevticia na Radosławie Murawskim przy pierwszym golu Lecha, strzelnym w 6. minucie przez Karola Linetty’ego. A w drugiej połowie, kiedy gliwiczanie szybko odrobili dwubramkową stratę, arbiter z Torunia w 68. minucie wyrzucił z boiska „motor napędowy” Piasta, Kamila Vacka za ostry wślizg w Dawida Kownackiego, bez wahania pokazując Czechowi czerwony kartonik. Zdaniem sprawozdawcy „Sportu”, „w żadnym wypadku nie było to przewinienie na czerwoną kartkę. Ale Bartosz Frankowski ją »wymyslił«!”. Wątpliwości mieli też reporterzy ekstraklasa.tv, pytając, czy przy tej wielce kontrowersyjnej decyzji, sędzia słusznie odesłał Vacka do szatni? Tym bardziej, że chwilę później arbiter za ostrzejszy faul Tamasa Kadara ostrzegł Węgra jedynie żółtą kartką.

Sędzia z matecznika Bońka rozstrzygnął więc losy mistrzowskiego tytułu na pięć kolejek przed zakończeniem sezonu. Pozbawił Piast możliwości odrobienia strat punktowych do Legii poprzez wykluczenie z gry z najbliższych meczach kluczowego piłkarza zespołu Radoslava Latala. 

Co bardziej krewcy kibice z Gliwic stronnicze decyzje Frankowskiego w Poznaniu zaczęli śmiało porównywać do „Piłkarskiego pokera”.

Jako że w każdej kontrowersyjnej decyzji sędziego doszukujemy się spiskowej teorii dziejów, niezbicie nam z niej wychodzi, że arbiter Frankowski z matecznika Bońka wyśmienicie posłużył prezesowi PZPN do odegrania się na niepokornym byłym koledze ze związku, dawnym sekretarzu generalnym PZPN, a obecnie doradcy prezesa Piasta, Zdzisławie Kręcinie. Pamiętliwy Boniek ukarał gliwiczan za polemikę Kręciny z „Zibim” na ostatnim lutowym zjeździe statutowym PZPN. Nic bowiem w obecnym świecie piłki nie dzieje się przypadkowo.

Wynajem busów Rzeszów

źródło: http://www.futbolplus.pl/kraj/item/6848-lech-piast-2-2-pilkarski-poker-sedziego-frankowskiego-czyli-zemsta-bonka-na-krecinie