Nie godzę się z bezprawiem

Orzeczeniami Komisji Dyscypliny i Najwyższej Komisji Odwoławczej Polskiego Związku Piłki Nożnej zostałem ukarany za czyny niepopełnione.

Za podstawę ukarania organy dyscyplinarne pod przewodnictwem prawników odpowiednio Mikołaja Bednarza i Waldemara Głowackiego przyjęły doniesienia prasowe oparte na donosach (nie zeznaniach) anonimowych świadków, obciążających mnie mailach, notatkach nie posiadających rangi dokumentu. To są dowody na stronniczość orzekających, a nie na moją winę. Nawet sprowadzony z Irlandii na koszt PZPN i goszczony przez trzy dni za pieniądze stowarzyszenia świadek strony skarżącej, dziennikarz Toma Tuite świadczył w dużym stopniu na moją korzyść, zaprzeczając podanym medialnie insynuacjom.
Pominięto także całkowicie zeznania Pawła Siarkiewicza, które powinny rozwiać wszelkie wątpliwości, co do mojej obecności pod stadionem w Dublinie z dwunastoma biletami w kieszeni.
ODRZUCONO WSZYSTKIE WNIOSKI OBRONY. Teraz zrozumiałem w pełni jak wyglądał „stalinowski” wymiar sprawiedliwości.
Pragnę zaznaczyć, że pod orzeczeniem Komisji Dyscypliny podpisały tylko dwie osoby. Pozostali członkowie z siedmioosobowego składu jako zawodowi prawnicy mieli inne zdanie i nie chcieli firmować swoim nazwiskiem tego prawnego kabaretu.
Podobnie było w NKO. Trzech arbitrów kierując się wymową zgromadzonych dokumentów, a więc brakiem dowodów winy wnioskowało za umorzeniem sprawy. Niewyobrażalne w kraju prawa, ale kara została orzeczona.

Celny komentarz do tej sprawy na portalu futbol plus.pl opublikował redaktor Jacek Kmiecik:
Zbigniew Boniek postawił na swoim. Najwyższa Komisja Odwoławcza PZPN działająca pod dyktando prezesa PZPN ukarała Kazimierza Grenia za niepokorność i postawienie się sternikowi polskiej piłki, bo przecież nie za domniemane sprzedawanie biletów przed stadionem w Dublinie.
Boniek, któremu Greń jako jedyny z członków zarządu PZPN otwarcie stawił czoła, publicznie go krytykował za łamanie związkowego statutu (reklamowanie nielegalnej w Polsce bukmacherki czy zasiadanie w radzie nadzorczej Ekstraklasy), organizował opozycję, a przede wszystkim śmiał zaatakować przewodniczącego Kolegium Sędziowskiego, Zbigniewa Przesmyckiego, który wespół z prezesem PZPN ustawiają ligę i mogą swobodnie wpływać na wyniki meczów w zależności od kursów bukmacherskich w reklamowanych przez Bońka nielegalnych zakładach, wreszcie pozbył się największego zagrożenia.
Greń stał ością w gardle Bońkowi od dwóch lat, kiedy zaczął następcy Grzegorza Laty patrzeć zbyt zuchwale na ręce i swym niepohamowanym wścibstwem dociekać niezbyt przejrzystej prezesowskiej działalności prezesa. A przede wszystkim, kiedy zniweczył wprowadzenie w życie chytrego planu zmiany statutu PZPN, mającego pod płaszczykiem nadania związkowi nowych korporacyjnych reguł, zapewnić „Zibiemu” dyktaturę i nieskończoną prezesurę. Podkarpacki „baron”, który pomógł w październiku 2016 roku wygrać Bońkowi wybory na prezesa, stał się dla sternika polskiej piłki strasznie niewygodny.

Nie poddam się. Korzystając ze swoich praw KONSTYTUCYJNYCH i praw statutowych, które nie mogą być sprzeczne z zapisami w Konstytucji RP odwołam się od tych bezprawnych orzeczeń do Walnego Zgromadzenia Delegatów Polskiego Związku Piłki Nożnej, jako najwyższego organu władzy związkowej.
Przypominam, że zostałem wybrany na członka Zarządu PZPN obecnej kadencji przez Delegatów na Walne Zgromadzenie Wyborcze. Dopiero Zarząd powołał członków Komisji Dyscypliny i członków Najwyższej Komisji Odwoławczej, więc orzeczenia tych Komisji, tworzonych osobowo z mandatu Delegatów Walnego Zgromadzenia nie mogą w myśl zapisów Konstytucji RP stać ponad uprawnieniami statutowymi Delegatów na Walne Zgromadzenie PZPN.
Będę dochodził swoich praw przed sądami powszechnymi, w ministerstwach sportu i sprawiedliwości, wszędzie.
Dzisiaj wpływy króla bukmacherki w Polsce są duże. Do czasu.