Jak NKO zrobiła z siebie jelenia w sprawie Grenia, czyli fanfaronada prezesa Bońka – futbolplus

1

Zbigniew Boniek postawił na swoim. Najwyższa Komisja Odwoławcza PZPN działająca pod dyktando prezesa PZPN ukarała Kazimierza Grenia za niepokorność i postawienie się sternikowi polskiej piłki, bo przecież nie za domniemane sprzedawanie biletów przed stadionem w Dublinie.

Boniek, któremu Greń jako jedyny z członków zarządu PZPN otwarcie stawił czoła, publicznie go krytykował za łamanie związkowego statutu (reklamowanie nielegalnej w Polsce bukmacherki czy zasiadanie w radzie nadzorczej Ekstraklasy), organizował opozycję, a przede wszystkim śmiał zaatakować przewodniczącego Kolegium Sędziowskiego, Zbigniewa Przesmyckiego, który wespół z prezesem PZPN ustawiają ligę i mogą swobodnie wpływać na wyniki meczów w zależności od kursów bukmacherskich w reklamowanych przez Bońka nielegalnych zakładach, wreszcie pozbył się największego zagrożenia.

Greń stał ością w gardle Bońkowi od dwóch lat, kiedy zaczął następcy Grzegorza Laty patrzeć zbyt zuchwale na ręce i swym niepohamowanym wścibstwem dociekać niezbyt przejrzystej prezesowskiej działalności prezesa. A przede wszystkim, kiedy zniweczył wprowadzenie w życie chytrego planu zmiany statutu PZPN, mającego pod płaszczykiem nadania związkowi nowych korporacyjnych reguł, zapewnić „Zibiemu” dyktaturę i nieskończoną prezesurę. Podkarpacki „baron”, który pomógł w październiku 2016 roku wygrać Bońkowi wybory na prezesa, stał się dla sternika polskiej piłki strasznie niewygodny.

Musiał więc prezes PZPN wymyślić jakiś fortel, za pomocą którego utemperowałby bezczelnego śmiałka, a najlepiej usunął ze związkowych struktur, aby już nigdy więcej mu nie bruździł i nie utrudniał realizacji mętniackich założeń.

Dosyć długo, bo ponad rok szef PZPN czekał na nadarzającą się okazję ukarania niepokornego Grenia. Cierpliwość jednak została w dwójnasób wynagrodzona. Choć kosztowała sporo zachodu i zaangażowania niemałych związkowych środków. Media, które Boniek, trzyma dzisiaj na krótkiej smyczy, również spełniły swoje zadanie.

W ukartowanej, w co coraz bardziej zaczynam wierzyć po decyzjach związkowej Komisji Dyscyplinarnej i Najwyższej Komisji Odwoławczej, akcji upodlenia Grenia prezes PZPN posunął się do wielu nikczemnych działań, rodem z ponurych czasów PRL, kiedy wyroki wykonywano bez dowiedzenia winy.

Nie wiem, czy Greń handlował biletami pod stadionem AVIVA, czy choćby usiłował, a może po prostu padł ofiarą swojej naiwności. Sąd w Dublinie tego nie rozstrzygnął, gdyż oddalił pozew ze względu na znikomą szkodliwość czynu, jeśli w ogóle takowy miał miejsce, a nie była to hipotetycznie rzecz ujmując skrupulatnie przygotowana prowokacja. Wiem natomiast, że Bońkowi bardzo ta sprawa ułatwiła dokonanie sądu nad nieposłusznym członkiem zarządu PZPN.

Wykorzystując swoją pozycję i odpowiednie związkowe organa, które dziwnie nie zajmują się ewidentnym (tutaj nie ma już domniemania, jak w przypadku Grenia) łamaniem związkowego prawa przez prezesa PZPN, a także trzymane na krótkiej smyczy media, Boniek przysolił krnąbrnemu „baronowi” karę jak się zowie. Nie powstydziliby się jej nawet stalinowscy oprawcy zsyłający za podebranie bochenka chleba na 10 lat łagru (analogie, niestety, nasuwają się same).

Przewodniczący Komisji Dyscyplinarnej PZPN i Najwyższej Komisji Odwoławczej spełnili rozkaz swojego mocodawcy, całkowicie ośmieszając przy tym tę całą związkową jurysdykcję, która choćby w przypadku skazanych za korupcję w piłce przez sądy powszechne była zdecydowanie łagodniejsza niż w przypadku nieudowodnionej, zasądzonej jedynie na poszlakach, winy Grenia.

Nieprzypadkowo po raz pierwszy w historii NKO w sprawie Grenia zebrała się w miniony piątek, i to w samym środku wakacji, w pełnym 9-osobowym składzie. Nieprzypadkowo NKO zebrała się dzien przed urwylotem na urlop na Sardynię prezesa Bońka. Nieprzypadkowo termin rozprawy przewodniczący, jak mniemam za dyrektywą szefa PZPN, wyznaczył tydzień przed orzeczeniem sądu w Dublinie o ewentualnym udostępnieniu werdyktu w sprawie Grenia. A nuż werdykt byłyby nie po myśli Bońka i członkowie NKO z jej przewodniczącym wyszliby na jeszcze większych dyspozycyjnych durniów niż są w rzeczywistości. Nieprzypadkowo też sześciu z dziewięciu członków komisji obstawionych było przez na tak zwanych żołnierzy prezesa w zarządzie PZPN.

A czy przypadkiem w przeddzień ostatniego posiedzenia zarządu PZPN, tydzień przed zebraniem NKO w sprawie Grenia, prezes Boniek zaprosił na kolację szefów Mazowieckiego ZPN, Zdzisława Łazarczyka, Wielkopolskiego ZPN, Stefana Antkowiaka, Kujawsko-Pomorskiego ZPN, Eugeniusza Nowaka, Zachodniopomorskiego ZPN, Jana Bednarka, Dolnośląskiego ZPN, Andrzeja Padewskiego i Świętokrzyskiego ZPN , Mirosława Malinowskiego oraz członka zarządu PZPP, prezesa Jagiellonii Białystok, Cezarego Kuleszę? Chyba jednak nie.

Przeglądając skład obecnej NKO niezbicie wynika, iż jej przewodniczący Włodzimierz Głowacki z Poznania to człowiek nie tylko Antkowiaka, ale i dobry kolega rzecznika Dyscyplinarnego PZPN, Adama Gilarskiego, który był stroną, to znaczy oskarżycielem w sprawie Grenia, a jednocześnie współpracownikiem Bońka jeszcze z czasów handlującej prawami telewizyjnymi firmy „Go and Goal”. Wiceprzewodniczący NKO, Marcin Ilków z Opola to człowiek Padewskiego. Sekretarz NKO, Agnieszka Syczewska to nie kto inny, tlyko pracownica Jagiellonii, której prezesem jest wspomniany Kulesza. Członek Dariusz Michalak, dyrektor kieleckich targów, to przyjaciel Malinowskiego, szefa kieleckiego przedsiębiorstwa Chemar Rurociągi, który za protekcją Bońka znalazł się w Komitecie Hat-Trick UEFA. Członek Krzysztof Jamrozik to również członek wydziału dyscypliny Mazowieckiego ZPN, któremu prezesuje Łazarczyk. A członek Sylwester Wiśniewski z Lublina to protegowany prezesa Lubelskiego ZPN, Zbigniewa Barnika, któremu podlega Bialskopodlaski Okręgowy ZPN, gdzie przeniesiono za kadencji Bońka Szkołę Trenerów PZPN z Warszawy. Nepotyzmu i kumoterstwa w tejże jedynej komisji wystarczy na co najmniej 10 lat wstecz związkowej „transparentności”.

Wymienieni bońkowi konfidenci oddali sześć głosów za dyskwalifikacją Grenia. Trzech członków NKO – Piotr Kluz, były wiceminister sprawiedliwości z Warszawy, Jerzy Stelmaczuk, również z Warszawy, oraz Grzegorz Jaworski było przeciwnych. Stosunkiem głosów 6:3 NKO podtrzymała więc decyzję zawieszenia Grenia przez Komisję Dyscyplinarną pod przewodnictwem Mikołaja Bednarza, tego samego, który skompromitował się stwierdzeniem, że przewinę Grenia należy „rozpalonym żelazem wypalać” niczym za czasów Świętej Inkwizycji.

Wspaniałomyślnie jednak rzecznik ochrony prawa związkowego PZPN, Krzysztof Malinowski, notabene zadeklarowany piewca bońkowych talentów, wystąpił o złagodzenie wymiaru kary KD przez NKO z 10 do 4 lat. Pierwotnie, jak słyszał Greń na mieście, kara miała zostać zmniejszona o połowę. Gdy jednak podsądny wyśmiał w twarz tę nowinę członkom NKO, ci za namową rzeczonego Malinowskiego złagodzili werdykt o rok, aby nie było dokłądnie tak jak Greń się wcześniej na mieście dowiedział.

Greniowi pozostaje ostatnia deska ratunku, czyli dowołanie się do Trybunału Arbitrażowego przy Międzynarodowym Komitecie Olimpijskim w Lozannie. W CAS macki Bońka raczej nie sięgają (co wykazała choćby sławetna sprawa odwołania Legii Warszawa od ukarania klubu walkowerem przez UEFA w meczu rewanżowym II rundy wstępnej Ligi Mistrzów sezonu 2014/15).

Warto więc chyba dowieść sprawiedliwości przed ostatecznym gremium i wykazać, iż Boniek jest „wielbłądem”.

Jacek Kmiecik

Źródło: http://futbolplus.pl/plus/felietony/item/2660-jak-nko-zrobila-z-siebie-jelenia-w-sprawie-grenia-czyli-fanfaronada-prezesa-bonka