Cel, pal Greń

v3b

Kazimierz Greń to postać wyjątkowo specyficzna. Gdy już mamy wrażenie, że gorzej z nim być nie może, gdy już wydaje się, że osiągnął dno, że niżej nie ma już zupełnie nic – on wyciąga asa z rękawa i kompromituje się jeszcze mocniej. Po aferze irlandzkiej, puszczeniu na oficjalnej konferencji youtube’owej parodii, Maxi Kaz zaatakował w Ciechocinku. Między innymi uciekając z hotelu bez opłacenia pobytu… – takimi zdaniami zaczyna się ostatni artykuł, jaki ukazał się w mediach publicznych, którego bohaterem jest znany działacz piłkarski. I tym razem, jak wiele poprzednich był to tekst anonimowy, czyli autor wstydzi się, bądź boi ujawnić rzeszy czytelników swoje nazwisko z powodów ogólnie nieznanych. Być może, dlatego, że celem artykułu nie była informacja o jakimś tam wydarzeniu, tylko kolejna, z jednej strony chamska, z drugiej infantylna próba zdyskredytowania w oczach opinii publicznej osoby członka Zarządu PZPN, członka Komisji Finansowej PZPN, przewodniczącego Komisji Futsalu i Piłki Plażowej, prezesa Podkarpackiego ZPN.
Problem autora tego artykułu i osoby odpowiedzialnej za upublicznienie go polega na tym, że fakty, o jakich informuje nigdy nie miały miejsca. Kazimierz Greń zaliczył spokojny pobyt w hotelu w Ciechocinku, przeprowadził posiedzenie komisji futsalu, w obecności pracownika PZPN uregulował żądaną opłatę w recepcji za pobyt i pojechał przez nikogo nie niepokojony do domu. Świadków jest sporo, monitoring hotelowy, jak nie zginie, także będzie punktem odniesienia do potwierdzenia prawdomówności stron konfliktu. Jak zginie, to także będzie jakiś dowód i to z pewnością na korzyść pomówionego. Ten z Irlandii (monitoring) też nigdy nie ujrzał światła dziennego, ale o tym za chwilę.
Śmiejąc się z całej tej sytuacji, która miała K. Grenia „ugotować” przed posiedzeniem Komisji Odwoławczej PZPN, chyba sam zadzwonię do pani Magdy z hotelu, z zapytaniem, ile razy w swojej karierze hotelarskiej, borykając się niesfornymi klientami, szukała ratunku poprzez portale internetowe. Z pewnością nigdy, więc nasuwa się kolejne pytanie: – Cóż się stało tym razem, że z kilkunastu ogólnopolskich tytułów informacyjnych, gazet, portali, właśnie ten jeden, na co dzień współpracujący ściśle z PZPN, czyli zajmujący się zupełnie inną sferą życia dostąpił zaszczytu pozyskania newsa. Co ciekawe, te „rewelacje” zostały całkowicie zignorowane w pozostałych mediach. Zarówno oficjalnie jak i na prywatnych komunikatorach panów redaktorów. Wszyscy, nawet ci mało życzliwi Greniowi zauważyli, że ta prowokacja zbyt grubymi nićmi jest uszyta. Żelazną zasadą branży hotelarskiej jest zapewnienie ochrony prywatności swoich gości, nawet gdy ci przysparzają problemów. Ta reguła została złamana i to na nieprawdziwych zarzutach.
Posługując się tylko logiką można było stwierdzić, że cała ta sytuacja została po prostu sfabrykowana, ale z pewnością tym elementem zajmie się już sąd.
Tak na marginesie zastanawiam się, dlaczego K. Greń nie ma problemów prawnych i medialnych po innych swoich wyjazdach, tylko tych organizowanych przez PZPN. Był ostatnio w Popradzie, spokój. Podobnie Wiśle, Dubiecku, Zakopanym. O dziwo, jego opinii szkodzą TYLKO i WYŁĄCZNIE wojaże, organizowane przez Polski Związek Piłki Nożnej. Zbieg okoliczności? Przypadek? Z PEWNOŚCIĄ NIE. Wnioski pozostawiam innym.

Kiedy zaczęły się kłopoty Grenia.

Już jakieś dwa lata temu. Zadawał trudne pytania podczas posiedzeń Zarządu PZPN. Był inicjatorem storpedowania (dwukrotnie, z sukcesem) planów „majstrowania” przy zapisach w statucie PZPN odnośnie próby wprowadzenia niekorzystnych zapisów dla związków wojewódzkich i klubów lig centralnych. Mówił o „wielbłądach” sędziowskich podczas spotkań Ekstraklasy i I ligi, a także o wadliwym systemie spadków i awansów sędziów piłkarskich. Pytał o finanse związku, jako członek stosownej komisji. Podawał krytyce formę, styl i co najważniejsze, jakość kierowania stowarzyszeniem.
Atmosfera wokół Grenia zgęstniała, gdy zebrał w Uniejowie podczas nieformalnego zebrania prezesów związków wojewódzkich 44 głosów w celu zablokowania zmian w statucie PZPN i zaczął oficjalnie mówić o….. bukmacherce. Wprawdzie bez szczegółów, bez oskarżania kogokolwiek, ale postawił chyba, jako pierwszy w kraju ten problem pod rozwagę i pod dyskusję. Mówił tylko tym, co i tak wszyscy widzieli, tylko przechodzili obok obojętnie. Mówił, a na swoje dzisiejsze nieszczęście (jak się okazało) także definiował zagrożenia, podając przykłady łamania prawa polskiego i zapisów statutowych PZPN, UEFA i FIFA. Kto i gdzie lobbuje. Kto i gdzie reklamuje. Kto i od kogo w skali państwa polskiego nie może wyegzekwować przestrzegania prawa. Kto i kogo w relacjach związkowych chroni i broni udając przy tym bądź niewidomego, bądź niedoinformowanego.
Dla wielu obserwatorów sportowej sceny w Polsce bukmacherka, to mało znaczący problem. Jest, bo jest, a jednak ta forma obracania pieniędzmi w dobie funkcjonowania Internetu ma wymiar kosmiczny. Mówi się wręcz o miliardach. No i nabiera znaczenia wtedy, jak „dotknie” ukochany klub, drużynę. Bo, by wygrać mógł ktoś, ktoś musi przegrać. Na razie w roli przegranego występuje właśnie Kazimierz Greń.
Zainteresowanym tematem polecam dokument o kulisach gier bukmacherskich w piłce nożnej. Wyemitowany w TVN Biznes film nakręcono wzorując się na przykładach z Niemiec i Włoch, ale w 39 minucie i 50 sekundzie filmu pada także nazwa „państwa bałtyckie”.

Kliknij link:
https://youtu.be/YCMnDaWrLVo

Co dalej z prezesem Greniem?

Pomówiony przez media o handel biletami prezes Greń został skazany na … 10 lat dyskwalifikacji przez Komisję Dyscypliny PZPN. Ten wyrok został jednoznacznie oceniony, jako tendencyjny i kuriozalny. Taką opinię wyrazili niezależni od PZPN dziennikarze, pierwszoplanowi działacze piłkarscy, prawnicy i wszyscy zdrowo myślący obserwatorzy finału tego prawnego kabaretu.
Na jakiej podstawie zapadło takie orzeczenie do dzisiaj nikt nie wie, oprócz osób zainteresowanych wyeliminowaniem Grenia z życia sportowego. Dowodów na jego winę nie zebrano i nie przedstawiono. Zaginął wspominany wcześniej monitoring, przepadli anonimowi świadkowie. Pozostały tylko oszczercze mejle i artykuły prasowe.
Swój punkt widzenia przedstawiłem w tekście „Ścigany”

http://www.podkarpackizpn.pl/index.php/archiwum/1313-scigany

i osobiście miałem nadzieję na salomonowy wyrok, czyli mądry i sprawiedliwy, jeżeli ktoś nie wie, co się kryje pod tym pojęciem.
Pisałem:
Jak się to zakończy? Wielu uważa, że zna werdykt, przedstawiając mocną, drastyczną wizję wykluczenia niewygodnego działacza ze struktur PZPN. Ja w to nie wierzę, bo nie ma takich podstaw. Członkami komisji dyscypliny są prawnicy. Mają nie tylko wiedzę, ale także reputację i honor. Wprawdzie ci sami członkowie już kilka lat temu karali Grenia za wpisy na blogu, które po zmianach personalnych w kierownictwie PZPN zostały anulowane, czyli zmieniono ich kwalifikację prawną. Prezes z jednej strony mówi, że czeka, by Kaziu oczyścił się z zarzutów, z drugiej puszcza sygnały twierdząc, że Greń coś kręci. To taka trochę pokrętna postawa, ale być może przypadkowo wyciągam dość pochopne wnioski.
Jak by nie patrzyć, panowie ze wspomnianego wydziału mają twardy orzech do zgryzienia. Teoretycznie kilka artykułów z wątpliwymi w swej wymowie faktami, to trochę mało, by działacza tak drastycznie ukarać, a przecież dochodzi do tego element własnej reputacji i zwyczajnej ludzkiej przyzwoitości. No, bo drugiej strony medalu przecież nie ma w tej sprawie, bo być nie może, czyli nakazu wykluczenia, oczekiwania na siłowe rozwiązanie i skazujące orzeczenie eliminujące Grenia z dalszej „gry”.
Drakoński wyrok jednak zapadł. Jaki, wiemy. Nie będę ustosunkowywał się do uzasadnienia, bo z pustosłowiem ciężko dyskutować. Zauważę tylko jedną, znamienną w swej wymowie rzecz. Przewodniczący KD podczas Walnego, już po wydaniu uzasadnienia odnosił się publicznie do całej sprawy i wyroku, co w świetle procedur i obyczajów prawnych jest działaniem nie do pomyślenia. Co skłoniło pana przewodniczącego do tego bezprecedensowego kroku nie wiem, bo o wyrzuty sumienia raczej go nie posądzam.
Zdrowym rozsądkiem kierowało się za to 45 delegatów na Walnym Zgromadzeniu PZPN, przywracając mandat zaufania, odrzucając w tajnym głosowaniu zawieszenie Kazimierza Grenia, jako członka Zarządu PZPN i tym samym przywracając mu prawo do brania udziału w pracach zarządu. To wysoki i wiele mówiący wskaźnik wygenerowany przez oceniające sytuację najważniejsze osoby w polskiej piłce. Członkowie najwyższej władzy w PZPN, delegaci na Walne Zgromadzenie powiedzieli STOP.
Kazimierz Greń korzystając ze swoich praw odwołał się do Komisji Odwoławczej PZPN. Przed tym gremium jeszcze nie miał okazji występować. W skład „odwoławczej” też wchodzą prawnicy, także zawodowi sędziowie, więc raczej nie powinni mieć problemów z oceną merytoryczną zebranych dowodów winy Grenia, bądź ich braku. Z pewnością nie będą mieć problemów z oceną prawną stosowanych procedur podczas prac komisji I instancji. Ocenią uczciwie rzetelność postępowania, w tym także odrzucanie wszystkich składanych wniosków obrony, np. o możliwość przesłuchania świadków, konfrontację z nimi, czy pozbawienie możliwości wnikliwego studiowania oraz praktycznej weryfikacji dokumentów znajdujących się w aktach sprawy.
Jeżeli tak się stanie, to Kazimierz Greń powinien być spokojny o werdykt, bo zapaść może tylko jeden. Uniewinniający.
Patrząc od tej strony wypada jeszcze raz powtórzyć zdanie: No, bo drugiej strony medalu przecież nie ma w tej sprawie, bo być nie może, czyli nakazu wykluczenia, oczekiwania na siłowe rozwiązanie i kolejne skazujące orzeczenie eliminujące Grenia z dalszej „gry”.
Posiedzenie Komisji Odwoławczej PZPN odbędzie się w piątek. Jeżeli ktoś zna bukmachera, który przyjmuje zakłady, jakim wynikiem zakończy się dla Kazimierza Grenia ta sprawa niech podrzuci kontakt. Zaryzykuję i postawię na praworządność, bo jakby nie było ona zawsze, gdzieś tam na końcu wygrywa z pieniędzmi.

Janusz Pytel