Delegaci UEFA ośmieszyli Latę

KOMPROMITACJA, KOMPROMITACJA, KOMPROMITACJA

Po wyborach do Sejmu wraca do domu przegrany kandydat na posła.

Żona wita go słowami: – Wiedziałam draniu, że masz kochankę!

– A skąd wiesz?

-Bo dostałeś dwa głosy, a ja na ciebie nie głosowałam.

To dowcip.

Mniej śmieszny dla polskiej piłkarskiej racji stanu jest wynik wyborów do składu Komitetu Wykonawczego UEFA. Głosowanie odbyło się 22 marca podczas 35. Kongresu Zwyczajnego UEFA z udziałem przedstawicieli 53 narodowych federacji.

Kandydat z Polski niejaki Lato Grzegorz w głosowaniu zasadniczym na 13 kandydatów zajął 12 miejsce z 10 głosami. W głosowaniu dodatkowym, gdzie o jedno miejsce starało się siedmiu pretendentów do Komitetu Lato dostał 2 (słownie: dwa) głosy, zajmując ostatnie miejsce. Wyprzedził go nawet kandydat z Malty, który w pierwszym głosowaniu był ostatni z 6 głosami.

Dla Laty to nokaut. Dla Polski kompromitacja. Michał Listkiewicz operując piłkarską nomenklaturą porównał ten wynik do 0:5 na piłkarskim boisku. Michał był łagodny w tym określeniu. Uważam, że 0:10 nie oddaje jeszcze w pełni rozmiarów tej bezprecedensowej porażki.

Co takiego pchnęło Latę do startu w tych wyborach? Latę, który na miano najgorszego prezesa w historii polskiego futbolu zapracował sobie już dawno. Jakimi się karmił złudzeniami? Kto go wpuścił w te maliny, bo ktoś mu musiał dać nadzieję na dobry wynik. Postarajmy się odpowiedzieć na te pytania.

Przed wyborami do PZPN w 2008 roku ja mu taką nadzieję dałem, ale poparłem ją kilkumiesięczną katorżniczą pracą. Perfekcyjną organizacją i logistyką. Lato wygrał te wybory właśnie dzięki temu oraz strategii opartej na uczciwej (tak mi się wtedy wydawało) deklaracji przeprowadzenia dogłębnych reform w polskim futbolu.

Oszukał całe polskie piłkarskie społeczeństwo. Nie dość, że palcem nie kiwnął w kierunku naprawy futbolu, to jeszcze zakonserwował najgorsze układy i układziki, które zniszczyły piłkę do samych korzeni. Przyświecał mu tylko jeden cel. Cel zysku. By trwać w tym stanie, korzystając z pomocy Kręciny i kilku innych pomniejszych towarzyszy jak Piechniczek, Bugdoł, Potok, Wach i paru innych zakulisowymi działaniami przetrwał dwa i pół roku. Nie było ważne nawet dla samego Laty, czy trenera Piechniczka, że swoją własną sławę z zielonej murawy rozmieniają dzień po dniu w tempie ekspresowym na drobne. To wprawdzie ich sprawa, ale pytam w imię czego miała cierpieć cała dyscyplina? A cierpiała i cierpi nadal, bo ten proces degrengolady ciągle postępuje.

Wracając do tematu. Co go pchnęło do zgłoszenia swojej kandydatury? Chyba po raz kolejny prywata i obsesyjna chęć zysku, bo nikt mi nie powie, że pragnienie twórczego działania w strukturach UEFA. A może się znajdzie ktoś taki, kto publicznie potwierdzi taką możliwość. Śmiało panowie, którzy od 30 miesięcy półgębkiem wychwalacie prezesa-nieudacznika. Śmiało się teraz wypowiadajcie, co takiego Lato obiecał delegatom UEFA w zamian za głosy. Jakie pomysły, jakie działania, jaką lojalność, jaką etykę.

Ciekawi mnie jeszcze jak Lato budował koalicję dla swojej kandydatury. Widać machanie rękami, czyli język migowy nie był nawet na tyle skuteczny by przegrać, ale z honorem. Trzy języki jakimi dysponuje Lato (jeden w buzi i dwa w butach) okazały się niewystarczające.

Kto Latę wpuścił w ten kanał wie tylko on sam. My się możemy najwyżej domyślać, że tylko jego najbardziej bliscy współpracownicy, ci o ironio najbardziej mu „życzliwi”, mogli się do tego przyczynić. To ta PIŁKARSKA RODZINA, na którą Lato się tak często powołuje wystawiła go na odstrzał.

Znający realia w światowym futbolu Michał Listkiewicz tak mówi o tej decyzji:

- Byłem sceptyczny jeszcze przed tymi wyborami. W takiej sprawie wiele trzeba działać wdziękiem i urokiem osobistym. Ludzi trzeba przekonać, mieć konkretny i rozbudowany plan. A wizytówka naszego prezesa była bardzo kiepska – podkreślił były prezes Polskiego Związku Piłki Nożnej.

Elektorat polityczny w Polsce, zmądrzał po jednej senackiej kadencji Laty. Piłkarska Polska po 30 miesiącach jego rządów, też wie z kim ma przyjemność. Delegaci z UEFA nie dali się wziąć „na plewy” i pokazali Lacie gdzie jest jego miejsce, czyli na samym koniuszku.

To powinna być ostatnia pigułka goryczy, jaką przyszło nam Polakom przełknąć. Tym razem na forum UEFA, wstydząc się za chore ambicje człowieka niezdolnego do pełnienia jakichkolwiek publicznych funkcji.

Teraz już chyba nikt nie ma wątpliwości co należy zrobić z działaczami w PZPN-ie, tymi oczywiście pokroju Laty Grzegorza. Najbliższa okazja będzie już za kilka miesięcy podczas Zjazdu Sprawozdawczego PZPN. Pewnie znowu będziemy mieć do czynienia z powielonym wzorcem białorusko-kubańskiej demokracji. Z obiecankami, z zastraszaniem, z naginaniem i przedziwnymi interpretacjami zapisów statutu.

Ale tylko od samych delegatów zależy, kto się będzie wstydził.

Kandydat do Komitetu Wykonawczego UEFA Lato ani honoru, ani wstydu nie ma. Mam cichą nadzieję, że to uczucie nie przypadnie w udziale pozostałej części sali.

Dodaj komentarz