Manipulacje

Odczasu, gdy dla ratowania własnego tyłka zaczęto manipulować przy Zjazdach Sprawozdawczych PZPN (i nie tylko),Lato, Wach i Kręcina,

jak mantrę zaczęli powtarzać zdania o dostosowywaniu przepisów w PZPN do tych uefoskich. O tym, że było to tylko mydlenie oczu dla doraźnych potrzeb, ot taki pic na wodę fotomontaż, świadczą ostatnie wypowiedzi Laty w sprawie ograniczenia liczby obcokrajowców w polskich drużynach ligowych. Pomysły te są w całkowitej sprzeczności nie tylko do postanowień UEFA, ale także do prawa obowiązującego w Unii Europejskiej.

Lato pragnie ratować poziom gry naszych drużyn wprowadzając limit zatrudniania piłkarzy z zagranicy. To kolejny paranoiczny pomysł tego człowieka.

Nie tylko zresztą jego. Wtóruje mu w tym orędownik polskiej myśli szkoleniowej Piechniczek, który zapomina, że miejscem w którym żyje historia jest muzeum, a nie stadiony XXI wieku. Również te polskie.

Jakie mają problemy prezesi naszych drużyny ekstraklasowych. Jedni walczą o utrzymanie, bo pragną uratować nie tylko prestiż, ale i sześć milionów złotych wpływów do klubowej kasy. Inni walczą o frekwencję na stadionach, bo to wpływy z biletów, inni walczą o czołowe lokaty, bo to gra w pucharach czyli kolejne pieniądze i miejsce w historii. I nie ma tu czasu na doświadczenia. Wynik musi być zrobiony tu i teraz. Kim zatem mają ten wynik zrobić. Niedoszkolonymi przez piechniczkową myśl szkoleniową młodzieżą. Młody, zdolny i ambitny zawodnik zawsze znajdzie miejsce w drużynie. Dlatego chociażby, że jest zdolny i ambitny. Są tego przykłady. W obecnej sytuacji taki piłkarz ma się przynajmniej na boisku od kogo uczyć. Czego się nauczy słaby od słabego? Tyle samo co słaby działacz od jeszcze słabszego działacza (vide PZPN).

Ratownik Lato chce rozmawiać z klubami. Ratownik Lato chce ustalać nowe zasady. Ratownik Piechniczek go popiera.

Przyszłość polskiej piłki leży we wzorcowym i systemowym szkoleniu młodzieży, a w tym kierunku żaden z tych panów palcem nie kiwnął.

Lato chciałby się grzać przy piecu, do którego zapomniał węgla dołożyć.

Ponieważ jest zimno i się larum podnosi, geniusze z PZPN wpadli na pomysł, że jakby wymienić kilka kafelków w tym piecu to może zrobi się cieplej.

Innym genialnym pomysłem na skok poziomu gry naszej reprezentacji oraz skok w rankingach światowych jest wprowadzenie wynagrodzeń za mecze towarzyskie, czyli szkoleniowe naszej pierwszej reprezentacji.

Podzielono przeciwników na kategorie A i B. Ciekawe z jakiego klucza, jeżeli zarówno Smuda i Lato twierdzą, że rankingi FIFA są bez sensu.

Poziom gry w przygotowaniach do Euro mają podnieść następujące kwoty do podziału.

Przeciwnik A: za zwycięstwo pół miliona, za remis 300 000, przeciwnik B odpowiednio 200 000 i 100 000 złotych brutto.

Jest jeszcze zapis, ze sztab szkoleniowo – medyczny może mieć wypłacone 20% premii zawodników. Nie ma zapisu, że Smuda w tym podziale nie uczestniczy, czyli ma jeszcze za mało za tak efektywną pracę jaką wykonał do tej pory.

Nadrzędnym celem jest dobry występ na Euro 2012. Wizja dodatkowych 20 000 tys. bądź 5000 zł ma spowodować TRWAŁĄ poprawę gry naszej narodowej wizytówki. Trwałą poprawę szybkości, techniki, przeglądu sytuacji, kreatywności i kilkunastu innych czynników wpływających na jakość gry. Ja myślałem, że takie elementy trzeba wytrenować, a nie kupować. Nie jestem przeciw wynagradzaniu kogokolwiek za do dobrze wykonaną robotę, nawet w towarzyskich, czyli szkoleniowych spotkaniach. W tym przypadku mamy chyba jednak całkowite pomylenie pojęć.

Może się mylę. Może to jest ciąg dalszy tzw. polskiej myśli szkoleniowej, sorry piechniczkowej myśli szkoleniowej, którą w całej rozciągłości popiera wyuczony działacz (opłacany działacz?) Lato.

Dodaj komentarz