Sumienie

Lance`a Armstronga ruszyło sumienie. Postanowił i uczynił to, ujawnić światu okrutną prawdę o kulisach swoich zwycięstw. Czy było mu trudno dokonać tego aktu obnażenia moralnego? Jak wiele w tych wyznaniach było spontaniczności a jak wiele reguł deontologicznych? Myślę, że byłemu najlepszemu kolarzowi świata, było o tyle łatwiej mówić o swoich „błędach”, gdyż nieobca mu była skala zjawiska dopingowego w kolarstwie. To dyscyplina, w której najczęściej dochodziło (przynajmniej do tej pory) do skandali dopingowych. Z drugiej strony przyznać trzeba, że utrzymywanie w tajemnicy przez długich siedem lat tego procederu i wygrywanie przy tym najbardziej prestiżowego wyścigu świata było majstersztykiem medycznym.

Przypadek Armstronga to jednak tylko pretekst do moich dzisiejszych przemyśleń. Osobiście rozważam zaproszenie pani Oprah Winfrey na Podkarpacie. Jeżeli ta dziennikarka potrafi w sobie wiadomy sposób poruszać sumienia i sprawić, by każdy, nawet ten najbardziej niewygodny przekaz ujrzał światło dzienne, może i tu na Podkarpaciu dotrze do osób, które skrywają w sobie mroczne wspomnienia. Na przykład te związane z działalnością w piłce nożnej.

Myślę, że opowieści o koszyczkach od sędziów, o sugerowaniu w szatniach wyników, o miejscu i sposobie weryfikowania meczy piłkarskich, o nieformalnych składkach, o trasach przejazdów sędziów na mecze, o formie przeprowadzania egzaminów sędziowskich, byłyby równie pasjonujące jak wywiad z Armstrongiem. Myślę, że tego typu interview mógłby sprawić, iż kilku panów odzyskałoby spokój sumienia (o ile go mają) i zaprzestało walki z obecnym porządkiem panującym w podkarpackiej piłce.

PS.

Eddy Merckx, król szos z lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych znowu jest numerem jeden wśród kolarskiej braci, choć i on nie był wolny od podejrzeń stosowania dopingu.