Łatwiej z Sasala zrobić wariata, niż poważnie zająć się problemem z sędziowaniem w pierwszej lidze – Futbolfejs

NX_marcin-sasal_0011

„Boskie połączenie”, czyli słowa Marcina Sasala: „Uważam, że był telefon z góry, że Miedź się musi utrzymać”, Komisja Dyscyplinarna PZPN wyceniła na 3 tys. zł kary i trzy mecze bez trenera na ławce Pogoni Siedlce.

„Nie należę do ludzi dających się zastraszyć, więc nie ucieknę. Najpierw jednak muszę wyspowiadać się przed organami” – napisał mi kilka dni temu Sasal. No więc w czwartek się wyspowiadał, ale o „telefonie z góry” rozmawiać już nie chce.  Być może podczas tej spowiedzi dał się, mimo wszystko, zastraszyć. Zresztą teraz to już nieistotne. Zapowiedział wydanie oświadczenia i tyle.
Szkoda. Bo była okazja i właśnie szlag ją trafił. Bardzo źle się stało, że tak to się kończy. Wesołym oberkiem i robieniem ze słów Sasala błazenady, a z niego samego sfrustrowanego wariata, który rzekomo wie kto, kiedy i o czym rozmawia przez telefon z Panem Bogiem.
I nie chodzi akurat o to, czy Sasal miał rację, czy jej nie miał, nie chodzi o to, by bronić Pogoń, czy Miedź, albo atakować sędziego Jacka Małyszka z Lublina (to on prowadził mecz tych drużyn). Chodzi o to, że ta słowna petarda (albo niewypał, jak kto woli) mogła być – i powinna być – początkiem dyskusji na temat poziomu sędziowania na zapleczu ekstraklasy. A w wielu meczach jest on słaby, czasem bardzo słaby, w niektórych wręcz żenująco dramatyczny. Tylko kto o tym wie? Sasal, z którego robi się znerwicowanego wariata, inni trenerzy, którzy czasem coś napomkną, ale – żeby nie mieć w kolejnych meczach pod górę – wolą gryźć się w język, i kibice, których w tej akurat dyskusji nikt nie traktuje poważnie.
O ile w ekstraklasie każdy błąd sędziego, każda kontrowersyjna sytuacja brana jest natychmiast pod lupę, wołają do studia pana Sławka, który oświadcza, gdzie pomyłka, a gdzie dobra decyzja, o tyle w pierwszej lidze na błędy arbitrów – a jest ich (tych błędów) zdecydowanie więcej niż w ekstraklasie – szybko spuszcza się kurtynę milczenia. I tylko szlag trafia drużyny, które na skutek tych błędów tracą punkty.
Niedawno taki szlag trafił działaczy z Suwałk. W Wigrach nikt nie mówił jednak o telefonach z góry. Przygotowano za to materiał wideo z ewidentnymi pomyłkami sędziowskimi, które zaważyły na stracie przez drużynę kilku puntów, i wysłano go do przewodniczącego Kolegium Sędziów Zbigniewa Przesmyckiego. Odzewu na razie brak. Nie brak za to problemów z sędziowaniem w pierwszej lidze. I niekoniecznie dlatego, że są telefony z góry. Nie twierdzę, że arbitrzy kręcą lody, bo nie mam na to dowodów. Za to mam dowody na to, że wielu z nich jest po prostu bardzo słabymi sędziami. Słowa Sasala powinny wywołać trochę inny skutek, niż nabijanie się z trenera Pogoni. Bo mnie przypominają takie desperackie wołanie na puszczy o to, by ktoś wreszcie zajął się problemem. Tyle że jak znam życie, to się pewnie nie zajmie. Łatwiej z Sasala zrobić sfrustrowanego wariata, przywalić mu karę i udawać, że z poziomem sędziowskim wszystko jest OK. Otóż, g… prawda. Nie jest OK. A najgorsze jest to, że teraz z kolejki na kolejkę będzie pewnie jeszcze gorzej, bo walka o utrzymanie dopiero wkracza w decydującą fazę. A zamieszane w nią jest pół ligi, wiec za chwilę może się okazać, że takich „sfrustrowanych Sasali” jest w tej lidze dużo więcej.
Cóż, Sasal mógł spróbować nieco skruszyć ten mur, ale woli wydać oświadczenie i już się nie wychylać. Jego sprawa. Choć szkoda…

Autor wpisu:

 

źródło: http://futbolfejs.pl/i-liga/latwiej-z-sasala-zrobic-wariata-niz-powaznie-zajac-sie-problemem-z-sedziowaniem-w-pierwszej-lidze/