Tarasiewicz kontra Sasal, czyli niespodziewany atak trenera Pogoni – Futbolfejs

Tarasiewicz: Trzeba pokazać charakter jak się dupka pali

Po ostatnim meczu ligowym Pogoni Siedlce z Miedzią Legnica (0:0) doszło do kuriozalnej sytuacji na konferencji prasowej. Trener Pogoni Marcin Sasal wypalił ni z tego, ni z owego: „Uważam, że był telefon z góry, że Miedź się musi utrzymać”, odnosząc to do sędziowania. Trener Miedzi Ryszard Tarasiewicz usiłował przez chwilę dyskutować, po czym wyszedł z konferencji.

FUTBOLFEJS.PL: Zachował się pan i tak zaskakująco spokojnie. Takie sytuacje nie zdarzają się nagminnie.
RYSZARD TARASIEWICZ: Nie chciałbym się specjalnie do tego odnosić. Było, minęło. Można popatrzeć na zapis tego meczu – zobaczyć, kto miał jakie sytuacje i co z nich wynikało. Teraz ta sprawa jest w „wyższych” instancjach i niech tak zostanie (Miedź skierowała sprawę do Wydziału Dyscypliny PZPN – red.).

Sasal zaskoczył takim atakiem?
Opinia, wywód – sam nie wiem, jak to nazwać – trenera Pogoni były nieadekwatne do tego, co się działo w meczu. I tyle.

Szkoleniowiec rywali mówił o kilku kontrowersyjnych sytuacjach…
Nie było podstaw, żeby tak mówić. Mecz był dość dynamiczny, agresywny. Moi piłkarze starali się nie reagować na agresję rywali. I naprawdę nie było podstaw, by wyrażać taką opinię.

Czerwona kartka dla Pogoni zdaje się ewidentną. Duda wyraźnie podeptał pańskiego piłkarza, gdy ten leżał na ziemi.
I zawodnik Pogoni zobaczył czerwoną kartkę tak, jak mu się należała. Nie ma dyskusji, nie ma nawet punktu zaczepienia, jak próbować podważyć tę kartkę.

Ale najmocniejsze słowa to te o tajemniczych telefonach mających chronić Miedź.
To oszczerstwa, które nie wiadomo, skąd się wzięły. Jest mi bardzo przykro że doszło do takiej sytuacji, ale jaki ja na to miałem wpływ?

W tym momencie wstał pan i wyszedł z konferencji prasowej.
Bo zawsze uważałem, że lepiej, żeby uważano człowieka za chama niż za idiotę. Proszę, zostawmy to.

Dobrze, ale nie zostawimy pana bez przypomnienia słów z wywiadu dla nas. Deklarował pan pościg za czołówką, a lecicie w dół.
Wtedy miałem powody, by tak mówić. Ale też trzeba pamiętać, że na koniec roku okazało się, że nasza strata do czołówki nie była małą przy zaledwie 13 meczach do rozegrania. A potem detale zdecydowały o tym, że w tym roku mamy już na koncie pięć remisów. W każdym z nich brakowało nam niewiele do tego, by strzelić gola więcej. A jednocześnie proszę popatrzeć nawet na zespoły z czuba – strzelają, to prawda, ale ile goli też tracą. A my prawie nie dopuszczamy przeciwników pod naszą bramkę. Styl, jaki prezentuje Miedź, jest dobry, tylko brakuje nam przełożenia tego na gole. I nie jest to styl defensywny, to po prostu dobra organizacja gry przekładająca się i na grę obronną i na stwarzane sytuacje.

Sytuacje może i stwarzacie, ale co z tego? Trzy remisy z rzędu na 0:0. Z takimi napastnikami jak Bartosz Ślusarski czy Tadas Labukas?
To sprowadza się nie tylko do napastników. Przy wykańczaniu akcji zawodzi ofensywa w całości, bo przecież nasze gole nie zależą tylko od napastników. Mamy kreatywnych piłkarzy w drugiej linii: Garguła, Łobodziński… To świetni technicznie piłkarze, ale jak nie idzie, to nie idzie. Też nie zwykłem płakać nad tym, że nam się trochę posypało fizycznie, ale taka jest prawda. Łobodziński ma problemy z mięśniami brzucha i pewnie na koniec rozgrywek czeka go operacja. Garguła problemy z kolanem, Labukas gra, mimo że dolega mu staw skokowy. Nie można powiedzieć, by byli pełni sił i zdrowia. Ale nie ma co się użalać nad sobą.

W porządku, tyle że macie już tylko trzy punkty nad strefą barażową.
Nie brakuje nam jakości, tylko goli. Przy tych sytuacjach, jakie stwarzamy, te gole powinny być, a ich nie ma. Poza tym chciałbym przypomnieć, że kadra dziś jest osłabiona w stosunku do jesieni. Odszedł Marquitos, kontuzje wyeliminowały Daniela i Trifonowa. Na to też trzeba popatrzeć.

Teraz jedziecie do odrodzonych Suwałk. Ewentualna wpadka może skutkować osunięciem się w „strefę mroku”.
Ja się nigdy nie patrzę na tabelę. Liczy się mecz, potem kolejny. I to nie są puste słowa. Po prostu trzeba strzelać gole i wygrywać. A jak się skończy sezon, popatrzymy, gdzie jesteśmy. Teraz przerabiamy trudną serię czterech wyjazdów z rzędu. Po Kluczborku i Siedlcach mamy Suwałki i Bełchatów. Nie ma łatwych meczów i to nie jest prosta sytuacja. Każdy szarpie o punkty, bo tych punktów potrzebuje. To normalne.

Rozmawiał pan już z szefami o ewentualnej przyszłości.
Na razie nie. Wychodzę z założenia, że w trakcie sezonu nie ma co o tym rozmawiać. W ostatnich trzech klubach podpisywałem kontrakty na rok czasu i potem patrzyłem, co dalej. Decyzji o nowej umowie nie można podejmować w 5 minut, ale to też nie jest proces na długie tygodnie. Kończy się sezon, siadamy, dwa – trzy dni i wiemy, czy jesteśmy w stanie wypracować porozumienie satysfakcjonujące dla obu stron. W tej chwili liczy się dla mnie tylko to, czy moi piłkarze się rozwijają i czy idą w dobrym kierunku, a nie to, kiedy kończy się moja umowa.

A tu Ryszard Tarasiewicz o tym, kogo się wybiera, gdy się pali:

Rozmawiał Marcin Kalita

źródło: http://futbolfejs.pl/i-liga/tarasiewicz-kontra-sasal-czyli-niespodziewany-atak-trenera-pogoni/