PO DYNGUSIE CZYLI SZACHOWY DIALOG ZE STEFANEM O ŚCIEMACH

widzew 1983

Stefan,

Zacznę od informacji, że poniższy dialog między nami będzie przebiegał w takim samym stylu i podlegał tej samej zasadzie, jaką kierowałem się z poprzednimi rozmówcami.

 W tym celu podzielę Twój komentarz pod moim artykułem „Śmigus Dyngus na największą ściemę Stefana”,zamieszczony na stronie https://www.facebook.com/tloczek.do.piora.miroslaw.tlokinski na siedem części z zachowaniem całkowitej oryginalności, wraz ze znakami interpunkcyjnymi włącznie. I na każdą z nich obszernie odpowiem, tworząc pewną formę dialogu.

Natomiast wyjątkiem i nowością będzie nadanie wszystkim częściom naszej dyskusji „tytułów” i końcowych „wniosków”. Czego nie stosowałem w poprzednich seriach tego typu rozmówek. No cóż, Twoja ranga medialna zobowiązuje mnie do odmiennego potraktowania dziennikarza, który był moim dobrym znajomym. Ale dlaczego naprawdę zrobiłem to wyróżnienie, zrozumiesz na końcu naszej rozmowy.

Postanowiłem, że przeprowadzimy to w postaci dialogu dwóch szachistów.To taka fajna towarzyska gra, polegająca na zaszachowaniu przeciwnika w taki sposób, aby nie miał możliwości dalszego ruchu. W naszym przypadku będę operował faktami, a nie domysłami. Zgadzasz się ? To zaczynamy. Proszę bardzo Stefan, do Ciebie należy pierwszy ruch :

„O ZNAJOMOŚCI TEMATU” czyli „JEDYNEJ PRAWDZIE ”                 

Stefan Szczepłek : Drogi Mirku. Nie ulega wątpliwości, że znasz piłkarzy Widzewa lepiej niż ja ponieważ byli Twoimi kolegami.

Mirosław Tłokiński : Zaczynasz bardzo dobrze, bo to jest prawda. Moja znajomość tematu dotycząca Widzewa i Widzewiaków jest większa od Twojej, ale nigdy nie musiałem nikomu tego wypominać, czy udowadniać. Aż to tej chwili. Zanim jednak przystąpimy do jej potwierdzenia, chciałbym na samym początku zwrócić Tobie uwagę na „credo” mojego Blogu, które brzmi następująco :

„Aby ludzie mogli poznać Prawdę, człowiek musi nie tylko znać Kłamstwo, ale mieć Odwagę o tym pisać i mówić”

Z tych trzech słów ( Kłamstwo, Prawda i Odwaga) zawartych w nim, wypływają jak ze źródła trzy zasady, jakim podlegają wszystkie moje felietony i artykuły. Zarówno pod względem poruszanych tematów (kłamstw), jak i zasad moralnych (prawdy), którymi kieruję się podczas ich przygotowywania, formowania i pisania.

Jaki jest z tego wniosek ?

Wspominam o tym, abyś wiedział, że te trzy słowa będą mi towarzyszyć podczas naszego rozprawiania, w celu wspólnego poszukiwanie „jedynej prawdy”.

„O WIDZENIU MOIMI OCZAMI” czyli „BIELMIE I KLAPKACH NA OCZACH”                        

S.SZ : Moja książka nie jest historią Widzewa tylko polskiej piłki, widzianej moimi oczami. Dlatego nie wspominam w niej o wielu zawodnikach, którzy niewątpliwie byli gwiazdami w swoich klubach, ale nie przebili się do piłki na poziomie reprezentacyjnym. Krzysztof Surlit był jednym z nich.

MT : Właśnie z powodu Twoich oczów, które błędnie widzą oraz ręki, która pisze nieprawdę, postanowiłem skrytykować dwa zdania z Twojej książki. Ale dzisiaj będą trzy.Jednym z nich było :

1.„Widzewiacy gryźli trawę nie tylko dlatego, żeby zwyciężyć, ale żeby Zbyszek na nich nie nakrzyczał”

widzew liverpool 11

To taka bajeczka pod tytułem „Bez nakrzyczenia nie byłoby widzewskiego gryzienia” lub jeszcze lepiej  „Bez Bońka nie byłoby Wielkiego Widzewa”. Może niezbyt gramatycznie powiedziane, ale jakże satyrycznie. Do satyry jeszcze powrócimy. Zanim jednak to nastąpi posłuchaj pewnej historii.

Gdy podczas moich trzech audiencji prywatnych u Jana Pawła II patrzyłem na twarz papieża, jeden szczegół rzucał mi się w oczy za każdym razem. Właśnie spojrzenie i jego „mądre oczy”. Najbardziej było to widać w końcowej fazie jego życia, kiedy choroba paraliżowała jego ciało. Gdy patrzyłem na niego, zadawałem sobie ciągle to samo pytanie: Czy ten człowiek może kłamać ?   I gdzieś w podświadomości patrząc mu w oczy, widziałem za każdym razem tą samą odpowiedź : Na pewno nie !

Czego nie mogę powiedzieć o „widzeniu” polskiej piłki „twoimi oczami”. Jedno zdanie i tyle ukrytego w nim cygaństwa. Ile ? Zaraz będziemy liczyć :

Po pierwsze. Nie musisz nabierać ludzi, wmawiając im jakobym nie zrozumiał, że książka dotyczy polskiej piłki. Bo tak jest i nie ! W dominującej objętości tak, ale nie w całości.

Dlaczego ?

Bo zdanie o którym mówię znajduje się w rozdziale zatytułowanym: „Era Widzewa” . Dotyczy on nie tylko (jak twierdzisz) polskiej piłki, ale Widzewa, Widzewiaków i mnie samego.

Po drugie. Twierdząc, że wspominasz tylko o tych Widzewiakach którzy „przebili się do piłki na poziomie reprezentacyjnym”, kantujesz na nowo czytelników !

Dlaczego ?

Bo insynuujesz jakobym wywierał na Ciebie nacisk i sugerował napisanie więcej o tych, którzy „nie zrobili kariery reprezentacyjnej”. Nigdy nie prosiłem, nie proszę i nie będę prosił kogokolwiek o napisanie więcej lub lepiej o mnie, niż to historia pokazała. Napisałeś na mój temat jeden tekst (”Zwiedzanie boiska”) w okresie naszej znajomości i jestem Tobie za to wdzięczny. Ale nawet o to jak wiesz nie zabiegałem. Nie wyrażałem w mojej krytyce chęci napisania więcej o nas „Widzewiakach nie reprezentantach”. Chodziło mi o to, abyś nie pisał niezgodności z prawdą i nie „opowiadał niestworzonych rzeczy”.

Po trzecie. Bajerujesz i tym samym zaprzeczasz samemu sobie oraz Twojej teorii pisania tylko o widzewskich reprezentantach. Jak na dłoni widać następne cygaństwo.

Dlaczego ?

Bo chcesz mi wmówić, że przewodnią linią pisania w tej sekwencji książki było wspomnienie tylko o tych Widzewiakach, którzy „przebili się do piłki na poziomie reprezentacyjnym”. Jesteś i w tym tłumaczeniu świadkiem przeciwko Twojemu krętactwu. Gdyby to było prawdą, to pisałbyś o wszystkich, a nie wybranych reprezentantach.

Pewnie chcesz wiedzieć o kim myślę ?

O takich słynnych piłkarzach jak Władek Żmuda i Romek Wójcicki. którzy posiadali emblemat „Reprezentanta Polski i Widzewa”. Pierwszy osiągnął zdecydowanie więcej od Bońka jako Reprezentant Polski, a drugi dużo więcej jako zawodnik Widzewa. Dlaczego nie wspomniałeś o nich choć jednym słowem, tylko chcesz wszystkim „zmydlić oczy” .

Czy to nie jest brak logiki w Twoim myśleniu, tłumaczeniu się i ewidentne matactwo na rzecz jednego piłkarza ? Dlaczego to robisz ? Co Cię do tego motywuje ?

Po czwarte. Napisałeś, że Widzewiacy wygrywali bo bali się „nakrzyczenia” Bońka . A prawda jest taka, że sytuacja w szatni w tamtych czasach między Bońkiem i resztą piłkarzy przypominała wypisz wymaluj relację, jaka istnieje dzisiaj między nim i Wami dziennikarzami. Byli tacy, którzy się go nie bali.Tacy, którzy się go bali. I tacy co „pewną część ciała” mu lizali ! Tak jak kiedyś, tak i teraz , tylko Bońkowi wydaje się, że jak krzyczy to rządzi.

Dlaczego ?

Bo może liczyć na tchórzostwo i efekt jego „nakrzyczenia” na tych dziennikarzy, którzy reprezentują bojaźń lub „służalcze oddanie”.

 Jaki z tego wniosek ?

Skoro byłoby tak jak mówisz, to jak wytłumaczysz dwa fakty. Zdobycie pierwszego tytułu Mistrza Polski i dotarcie do półfinału dzisiejszej Ligii Mistrzów bez Bońka i jego wspaniałego (według Ciebie) efektu mobilizacyjnego „nakrzyczenia” na nas ?

Przestań obrażać i poniżać w Twojej książce o futbolu polskim wszystkich dawnych Widzewiaków i nie posądzaj tak odważnych chłopaków o strach przed kimkolwiek. Pomyśl raczej o tym, jaki jest Twój stosunek i postawa do krzyczącego Bońka. A historyjki, że on był taki czy owaki, „włóż między bajki”. Spojrzenie „twoimi oczami” na sprawy Widzewa, to całkowita ściema.

Dlatego przejrzyj na oczy. Spójrz na piłkę krytycznie, bez ograniczania jej Twoją wizją futbolu. Nie miej „klapek na oczach”.  Nie bądź dziennikarzem zaślepionym, który nic nie dostrzega lub nie chce dostrzec, oraz nie rozumie rzeczy, które są oczywiste dla innych. Nie miej „bielma na oczach” !

O CHARAKTERZE ” czyli „BUJDACH NA RESORACH”   

 S.SZ : Włodek Smolarek, mimo że cichy, miał charakter, robił swoje i osiągnął sukces, niezależnie od tego czy Zbyszek Boniek „darł z niego łacha” jak piszesz, czy nie.

MT : O czym Ty mówisz Stefan ? Kto chciałby podważać brak charakteru lub sukcesów u śp.Włodka ? Kto śmiałby zaprzeczać temu że nie „robił swoje” ? A więc po co te bzdurne tłumaczenia ? Jakimi argumentami bronisz się? Podważyłem teorię Twojego drugiego zdania :

 2. „Tylko Włodzimierz Smolarek się go (Bońka) nie bał, bo miał podobny charakter”.

 Skrytykowałem Ciebie, na podstawie dwóch wyrazów w jednym zdaniu. Pierwszym jest słowo – „podobny”.

Dlaczego ?

Bo Włodek miał całkowicie odmienny charakter od Zbyszka (a nie „podobny” jak twierdzisz!) i dlatego nigdy nie dochodziło do konfliktów między nimi. Włodek był chłopakiem bardzo skromnym i jak to mówią „do duszy przyłóż”. Z nikim nie kłócił się, a na zaczepki Zbyszka odpowiadał kompletną ciszą i zamknięciem w sobie. Ale nie ono jest najważniejsze. Drugim jest słowo – „tylko”.

Dlaczego ?

Bo nie dotyczy ono polskiej piłki, ale nas Widzewiaków i mnie samego.

Skoro piszesz, że tylko Włodek nie bał się Bońka, to znaczy, że reszta się go bała. Jakie świadectwo dajesz innym piłkarzom Wielkiego Widzewa ? Wszyscy Widzewiacy mieli charakter. Z tego powodu dano nam przydomek  „Drużyny z charakterem”. Każdy z nich na ten tytuł zasłużył. Zwłaszcza ci z sezonu 1982/83 ! Natomiast tym stwierdzeniem, ewidentnie potwierdzasz za innymi dziennikarzami, że jednym z głównych czynników motywacyjnych „gryzienia trawy” przez Widzewiaków i zwyciężania , była bojaźń przed Bońkiem i jego „nakrzyczeniem”, które jak twierdzisz wpływało w sposób cudowny na zawodników, wyniki i sukcesy Widzewa. Tym samym podważasz całkowicie zarówno charakter drużynowy grupy, jak i indywidualny każdego zawodnika. I tylko to było powodem i celem mojej krytyki.

Ale to nie koniec Twojej Hipokryzji. W tym zdaniu nie tylko podałeś dwie kłamliwe informacje, ale jednocześnie nie podałeś prawdziwej. Jakiej ? Kto naprawdę nie bał się jego i kogo Boniek bał się i dlaczego ?

Wiedziałeś dobrze od wielu lat, że przede wszystkim Surlita, od strony FIZYCZNEJ, bo Krzysiek po prostu go nienawidził. A raczej nie znosił jego Ignorancji i Fałszu .

Bał się także mnie, ale nie tyle od strony fizycznej (bo wiedział że tego typu konfrontacji unikałem i mogłem zastosować tylko w ostateczności ), ale SŁÓW. Zbyszek musiał bardzo uważać na to co mówi, bo gdy obrażał kogoś bezpodstawnie interweniowałem. Do większego konfliktu fizycznego nie dochodziło (chociaż..), bo zawsze się wycofywał, lub po prostu gdy chciał krytykować, omijał mnie w szatni.
Zastanawiałeś się dlaczego tak było ?
Powód był bardzo prosty. Wiedział, że zawsze jestem gotowy go zaatakować słownie w przypadku usłyszenia lub zauważenia nieprawości mówionych lub robionych przez niego. Całą moją karierę wiedziałem, że nawet największy konflikt ze Zbyszkiem nie zagrażał mojej pozycji w zespole, ani konsekwencjom ze strony trenerów, czy samego prezesa Sobolewskiego !

 Jaki z tego wniosek ?

Włodek miał charakter i to jaki. Natomiast mówienie o nim, że miał „podobny” do Zbyszka i że „nie bał się” jego, ale „bała się reszta” Widzewiaków, jest obrazą indywidualną Włodka i zespołową Widzewiaków, oraz w jednym zdaniu potrójnym łgarstwem ! Dlatego powtarzam Tobie jeszcze raz : Te mity i ściemy o baniu się Bońka, włóż do swoich archiwów jako „bujdy na resorach

 „O GRANIU LEPIEJ” czyli „NI PIES, NI WYDRA”

 S.SZ : Ty grałeś bardzo dobrze, wielokrotnie dzięki Tobie przeżywałem miłe chwile na stadionie w Łodzi lub na Anfield Road. Ale Zbyszek Boniek grał lepiej.

 MT : Myślę, że ostatnie zdanie, jest jakąś wyjątkowa prowokacją z Twojej strony lub formą wyrażania czegoś w sposób zmyłkowy. O czym trudno powiedzieć coś konkretnego.O czymś całkowicie nie pasującym do danej sytuacji. Czego nie można określić znanymi pojęciami. Oprócz takich jak  – „ni z gruszki, ni z pietruszki”, „ni w pięć, ni w dziewięć”, „ni rak, ni ryba” !

Co ma piernik do wiatraka ? Nigdy nie przyszło mi na myśl podczas mojej kariery, a tym bardziej teraz, aby konkurować z Bońkiem. Tym bardziej porównywać moje umiejętności i zadania jakie miałem w zespole z jego. Posiadaliśmy całkowicie odmienne charaktery, ale również inne zadania strategiczne w drużynie. Charakteryzowaliśmy się odmiennymi zdolnościami rozwiązywania zadań taktycznych oraz różnymi indywidualnymi predyspozycjami fizycznymi i umiejętnościami technicznymi. Można  porównywać dwóch piłkarzy, ale pod każdym względem z osobna i biorąc pod uwagę różne elementy kunsztu piłkarskiego. Powiedzenie „grał lepiej” jest pustym wnioskiem, które może powiedzieć każde dziecko. Nie wiem pod jakim kątem to rozpatrywałeś oraz czym kierowałeś się , aby to oficjalnie oświadczać i to bez merytorycznego wyszczególnienia, czy logicznego uzasadnienia. Ale jedno wiem na pewno. Ty tego nigdy nie zrozumiesz !

Dlaczego ?

Bo nigdy nie byłeś piłkarzem.Twoje oceny są opiniami niektórych zwykłych kibiców, który powtarzają zasłyszane zmyślenia, jakobym krytykował Bońka, tylko dlatego bo mu zazdroszczę jego kariery i czuję się niedoceniony. A Ty dobrze o tym wiesz, że tak nie jest. Dlatego Twoje miejsce jest na trybunach. Ale nie z kibicami doświadczonymi znającymi się na piłce, ale początkującymi – boiskowymi nowicjuszami !

Jaki z tego wniosek ?

Twoje stwierdzenie „grał lepiej” , jest nie tylko  ewidentnym upraszczaniem, ale także zwykłą ściemą, będącą wyrazem braku kompetencji oraz sztuki analizowania i umiejętności oceniania zawodników. Czymś chybionym, nietrafionym  z serii „ ni pies, ni wydra”

Widzew 25

„O STAROŚCI I PRZESZŁOŚCI  , MNIEMANIU I OPOWIEŚCIACH, NIEWIEDZY I NIEPAMIĘTANIU, BEZKRYTYCZNYM PISANIU I SŁUCHANIU” czyli „WYKRĘCANIU KOTA OGONEM”

S.SZ : Znam takich piłkarzy i trenerów, którzy im są starsi, tym lepsi byli w przeszłości. Przynajmniej w swoim mniemaniu i opowieściach, powielanych przez młodych dziennikarzy, którzy nie wiedzą lub nie pamiętają, więc piszą bezkrytycznie to, co usłyszą.

MT : Ostro mówisz Stefan i na pewno jesteś przekonany, że dobrze ? W jednym zdaniu tyle sensu chciałeś zawrzeć w twoim mniemaniu. Ale w moim odczuciu, jako starszy dziennikarz powielasz opowieści o mnie, jak wielu Twoich młodych kolegów po fachu i kibiców, którzy nie wiedzą lub nie pamiętają nic z mojej kariery, więc piszą bezkrytycznie to co usłyszą.

Gdyby nie Twoje słowa „Drogi Mirku” skierowane do mnie na początku naszego dialogu, to pomyślałbym, że zwracasz się do kogoś innego lub straciłeś poczucie rozsądku. Widzę, że nasza 40 letnia znajomość była zbyt krótka dla Ciebie, aby mnie dobrze poznać. Chcesz dać mi do zrozumienia, że przypominam „starą gwiazdę”, która w swoich opowieściach i mniemaniu o swojej wielkości oraz zadufaniu w sobie, gloryfikuje każdego roku coraz bardziej siebie samego ?

Przecież nawet nie mam argumentów aby to robić. Nie pamiętam ani jednej, powtarzam, ani jednej bramki strzelonej przez siebie jako król strzelców ligi polskiej. Nawet tych pucharowych z Malty i Wiednia, oprócz dwóch zdobytych przeciwko Liverpoolowi. A pamiętam je tylko dlatego, że są zarejestrowane na Youtube. Nie zbierałem wycinków z gazet mnie dotyczących.

Pokaż mi choć jednego kibica, przy którym chwaliłbym się zbytnio swoją karierą.Pokaż mi choć jeden artykuł czy wywiad, gdzie kłamię lub przesadzam w ocenie swojej wartości piłkarskiej. Pokaż mi choć jednego dziennikarza, którego prosiłbym w całym moim życiu, aby napisał cokolwiek o mnie. Od 1983 roku, przez prawie 25 lat nie dałem mediom żadnego wywiadu. Nie napisałem żadnego artykułu i nie krytykowałem nikogo. A Ty śmiesz mnie porównywać do kogoś, który w miarę upływu czasu, w swoich opowieściach przechwala się swoją przeszłością. Znam swoje miejsce w szeregu Widzewa i nie wychodzę przed nikogo.

Mówiłeś, że młodzi dziennikarze piszą dzisiaj bezkrytycznie, bo nie wiedzą lub nie pamiętają tamtych czasów i opierają się na tym co usłyszą. Ale z Tobą jest gorzej , bo chyba dobrze pamiętasz dawne lata. Dlatego oni należą w mojej klasyfikacji do drugiej grupy dziennikarzy, a Ty jak widzę do trzeciej.

Pewnie chcesz wiedzieć o jakich grupach mówię ?

Moja klasyfikacja ludzi reprezentujących media jest następująca : Pierwszą są Zawodowcy, którzy piszą prawdę, po jej uprzednim zweryfikowaniu. Drugą Amatorzy, którzy piszą jak wspomniałeś bezkrytycznie i bez wiedzy. Piszą to co usłyszą, czyli byle co. Trzecia, to Dup.lizy . Należą do niej zawodowcy, którzy znają prawdę, ale o niej nie piszą.

Dlaczego?

Bo boją się „komuś” podpaść. Piszą to co  temu komuś podoba się. Bo jak świat światem, sługa nigdy nie mógł powiedzieć prawdy o swoim panie, bez czekających go za to konsekwencji.

 Jaki z tego wniosek ?

Nie jesteś Zawodowcem, bo nie piszesz Prawdy, a raczej boisz się o niej pisać.

Amatorzy natomiast mają krótki żywot, bo w starszych latach tępi im się „słuch” i nie zawsze dobrze „słyszą”. Nie możesz być także amatorem, bo Twój żywot dziennikarski jest zaskakująco długi. Dramatem jest to, że z latami oprócz słuchu tracisz „wzrok”, bo nie potrafisz prawidłowo odczytywać moich artykułów. A wszystko co powiedziałeś do tej pory to wielka ściema. Przedstawiasz argumenty sprawy w sposób hochsztaplerski i w innym świetle.

Dlaczego?

Aby odwrócić uwagę od prawdziwego problemu i skierować rozmowę na inne tory. Nie dasz rady, ponieważ odbieram to co mówisz inaczej. Przyjmuję, jako Twoje umyślne bujanie ludzi, potwierdzające przebiegłość i manipulatorstwo Twojego pióra. Starasz się po prostu „wykręcić kota ogonem”.

A tak między nami mówiąc. W historii Widzewa może było wielu piłkarzy, którzy grali lepiej ode mnie. Ale na pewno nie było żadnego, który osiągnąłby więcej indywidualnie i zespołowo.

Jak widzisz taka ocena jest oparta na prawdzie i ma jakiś sens w przeciwieństwie do Twojej. Sens statystyczny i sportowy. Byłem 2 razy Mistrzem Polski, 4 razy Vice-Mistrzem i królem strzelców ligi polskiej, oraz Półfinalistą Ligi Mistrzów i jej drugim najlepszym strzelcem, grając w obronie, pomocy i ataku ! To statystyka oraz moje osiągnięcia i jej nie oszukasz. Ale nawet to nie pozwoliło mi znaleźć się w 11-tce stulecia Widzewa, mimo że poprzednio dwukrotnie w niej byłem w ocenie dziennikarzy. Ale nie przejmuję się tym . Wiesz dlaczego ? Bo wiem jak to się stało i komu to zawdzięczam. I nawet jak to odkryłem nikomu nie powiedziałem. Jak widzisz, ani nie walczę,ani nie koloryzuję mojej kariery, ponieważ mam swoje życiowe zasady i swoją godność.

Co innego moje umiejętności czy styl gry. Każdy kibic lubi co innego i dlatego piłka jest piękna.

Dlatego nie potrzebuję, ani Twojego upiększania mojej kariery, ani sam jej nie upiększam. Tylko proszę Cię, nie obrażaj mnie i moich kolegów z dawnego Widzewa, oraz nie obniżaj naszej wartości.

Widzew 61

„O LUBIENIU I NIELUBIENIU, WMANEWROWANIU I GIERKACH, WSPOMINANIU I DZIELENIU” czyli „PIESKIM ŻYCIU”

 S.SZ : Możesz dzielić swoich znajomych na tych, którzy lubią Zbyszka lub nie. Ja się nie dam wmanewrować w Twoje gierki. Pamiętam Was obydwu, znam od lat, dobrze wspominam i nie dzielę”.

MT : O czym znowu mówisz Stefan ? Ja także dobrze wspominam Ciebie i Zbyszka jako partnera z boiska. Nigdy i nigdzie nie napisałem czegokolwiek złego o Bońku i jego grze, ale piszę o ZiBi  (czytaj Zawodowym Bajerancie) aktualnym działaczu, ze zwróceniem szczególnej uwagi na jego słowa (obietnice) i czyny związane z rozwojem polskiej piłki, ale w kontekście teraźniejszości. Oddzielam boisko, od tego co poza boiskiem i to co było kiedyś, od tego co jest teraz.

Widzę, że nie tylko fantazjujesz, ale „robisz ludziom wodę z mózgu”. To ja nie dam się od dzisiaj wmanewrować w Twoje służalcze gierki.

Prawda zawsze łączy ludzi, a dzieli ich tylko Kłamstwo. Dlatego nie dotyczy to mnie, ale Ciebie. Na temat dzielenia nie wypowiadaj się, bo chyba udowodniłem Tobie wystarczająco zwięźle i merytorycznie, że „opowiadasz głodne kawałki” o Widzewiakach, które na dodatek ukazujesz opinii publicznej w Twojej książce. A propos Ciebie i „wmanewrowania w moje gierki” .

Kiedy i gdzie napisałeś o podejrzanym przejęciu przez Bońka za „symboliczną złotówkę” zadłużonego na miliony Widzewa ? Co stało na przeszkodzie, aby w ten sam sposób przejąć milionowe długi obecnego Widzewa ?

Kiedy i gdzie napisałeś o kilkunastu kupionych meczach za jego prezesury w Widzewie ? Co stało na przeszkodzie, aby o tym nie pisać wystarczająco skutecznie ?

Kiedy i gdzie napisałeś o jego niezgodnym z prawem statusowym PZPN wyborze na prezesa ? Co stało na przeszkodzie interwencji w tej sprawie Komisji Etyki przy PZPN ?

Kiedy i gdzie napisałeś o jego nielegalnej bukmacherskiej działalności w Polsce ? Co stało na przeszkodzie Prokuraturze, aby wyegzekwować złamanie prawa polskiego ?

Lista jest o wiele, wiele dłuższa.

Jeżeli o tym pisałeś, więc nie muszę Cię „wmanewrować w moje gierki”, bo już w nich jesteś !    Bo moje gierki, a raczej wielka gra polega na tym, że aby poznać prawdę muszę znać kłamstwo.

Jeżeli natomiast tego nigdy nie krytykowałeś, to jaki z Ciebie zawodowiec, skoro pierwszym obowiązkiem i zadaniem dziennikarza jest poszukiwanie oraz służenie prawdzie i pisanie o niej ! Nie rozczulaj się nad przeszłością, ale pisz o teraźniejszości, dla dobra przyszłości polskiej piłki!

Nawet tak doświadczony dziennikarz, myśli takim samym schematem jak wielu innych jego kolegów po fachu i kibiców. Twierdzisz, że piszę krytyczne felietony o Bońku, bo chcę podzielić moich znajomych i sympatyków Widzewa na tych co lubią lub nie lubią Zbyszka. Czy na tych, którzy mają ocenić który z nasz był lepszy. Jaki wielki, niewybaczalny błąd od strony profesjonalizmu i obiektywizmu z Twojej strony.

Jaki z tego wniosek ?

Krytykuję Bońka jako prezesa i szefa PZPN. Tutaj nie ma czego i kogo dzielić, tylko zająć proste stanowisko : Kłamie, czy mówi prawdę ? Robi to co obiecywał, czy nie ? Jest to dobre, czy złe dla przyszłości polskiej piłki ? Twoje twierdzenie o moim dzieleniu ludzi, wyrażające się w chęci opowiedzenia się za Bońkiem lub za mną jako piłkarzami jest ściemą.

Dlaczego ?

Bo Zbyszka nie można nie lubić i krytykować za jego grę czy karierę, bo były bardzo udane. Lubiłem grę Zbyszka, ale nie lubię i nigdy nie polubię jego HIF-u (Hipokryzji, Ignorancji i Fałszu) jako człowieka, którym zaraża dzisiaj działaczy, trenerów, kibiców i dziennikarzy sportowych w Polsce.

Gdy zapamiętasz tylko to zdanie z moich ust, to wszystkie Twoje powyższe słowa skierowane do mnie i argumenty nie mają, ani logicznej podstawy, ani nie zawierają merytorycznej wartości, czy historycznej prawdy. Są po prostu zwykłym „szczekaniem” . Znam wielu moich znajomych, którzy byli wspaniałymi dziennikarzami i ceniłem ich za fachowość. Czego nie mogę powiedzieć teraz, gdy żyją w strachu jedząc z ręki swojego żywiciela. Kiedyś wspaniale „pisali”, a dzisiaj wspaniale „szczekają”. Szkoda, bo to nędzne życie – „pieskie życie” .

„O WKUPYWANIU SIĘ” czyli „ KACZKACH DZIENNIKARSKICH”

 S.Sz : Twoja sugestia, jakobym pisał coś żeby wkupić się w czyjeś łaski jest równie elegancka jak zestawienie obydwu zdjęć. Pozdrawiam Stefan Szczepłek.

MT : Już odpowiadam. Co do zestawienia obydwu zdjęć, które odebrałeś jako nieeleganckie, to zapewniam Cię, że był to efekt przypadku, i na pewno nie było moim zamiarem obrażanie Ciebie. Dowód na to znajdziesz na stronie prywatnej mojego Facebooka pod Twoim komentarzem, gdzie zdjęcia automatycznie znalazły są obok siebie. A na Twitterze, moja postać za sprawą tegoż komputera jest u góry, a Twoja na dole. Dlatego nie przywiązuj do tego zbyt wielkiej wagi. Po prostu Wielkanocny techniczny przypadek i facebookowa wola. A to co wychodzi z moich ust, nie jest śliną, ale genewską fontanną. I gdziekolwiek bym to zdjęcie nie wstawił, dyngusowa woda i tak poleci na Ciebie. Wróćmy jednak do sedna sprawy, czyli Twojego „nie wkupywania się”.

Nie chciałem o tym rozmawiać i poruszać tego tematu, ale skoro wywołałeś mnie do tablicy, więc podważę wiarygodność innego wniosku będącego wymysłem Twojej wyobraźni , a zarazem kitem wciśniętym czytelnikom w Twojej książce. Powiedziałem na początku, że dzisiaj pod krytykę poddam Twoje trzecie zdanie. Nie mówiliśmy o tym, bo jak Cię zapewniałem nigdy o tym nie pisałem i nie mówiłem w mediach. Myślę o lipie dotyczącej jednej z cech piłkarskich Bońka. W rozdziale „Era Widzewa” napisałeś :

 3. „ – Widzewski charakter” polegał na walce za wszelką cenę, do końca, nawet w sytuacjach, które wydawały się beznadziejne. Taki charakter miał Boniek…”.

Jeszcze raz podkreślam, że Zbyszek był dla mnie wielkim piłkarzem i zrobił karierę wykorzystując wiele swoich zalet. Ale na pewno nie tej,  którą cytujesz i która jest naciąganiem . Stwierdzić, że jego charakter polegał na „walce za wszelką cenę i do końca” jest „wciskaniem ciemnoty”. W tym momencie kłania się ten , który lepiej zna się od Ciebie na indywidualnej ocenie widzewskich piłkarzy.

Wiesz o kogo chodzi ? Pewnie myślisz, że o mnie ? Mylisz się. Ja na takie tematy jak już powiedziałem nie wypowiadam się.

Chcesz pewnie wiedzieć o kim myślę ? O panu Jerzym Kryszaku – aktorze, satyryku i parodyście, który w wywiadzie pod tytułem  „Boniek nadaje się do kabaretu”  tak ocenił grę Zbyszka :

- To taki krakowiaczek, tak grał. Stał i czekał na piłkę. Chłopcy się męczyli, on odpoczywał, ale potrafił się znaleźć”.

Gdybyś chciał kiedyś z kimś podyskutować na temat –  „kto jak grał”, czy „kto był lepszy” i w czym wśród Widzewiaków, to nie ze mną Stefan. Idź do kabaretu i porozmawiaj z Jurkiem kabareciarzem. Po tylu latach stwierdzam jednak, że nawet tam nie pasujesz.

Dlaczego ?

Bo satyryk w porównaniu z Tobą musi mieć „otwarte oczy”. Oprócz zmysłu obserwacji, także wyróżniać się obiektywizmem, oraz umiejętnością analizy wad i zalet osoby podlegającej jego krytyce. Ale Ty nawet tego nie potrafisz, ponieważ to co „widzisz twoimi oczami”, jest w porównaniu z jego spojrzeniem zwykłym „laniem wody” po dyngusie oraz szachrajstwem i szacherką.

 Kończąc nasz dialog i grę mówię – Szach i Mat !

Wniosek z tego jest jeden ?                                                                                                   Nie twierdzę, że coś bierzesz za pisanie takich matactw. Wręcz przeciwnie. O to nigdy nie będę Cię podejrzewał. Według mnie, te zaplanowane przez Ciebie w sposób cyniczny i wyrafinowany nieprawdziwe, zmyślone informacje, rozpowszechniasz celowo. Wszystko w celu zaciekawienia i zaszokowania odbiorcy oraz podniesienia nakładu oglądalności. W tym wypadku czytelności Twojej książki. Dlatego Twoje twierdzenie o „nie wkupywaniu się” w czyjeś łaski to zwykłe ściemy, nazywane „dziennikarskimi kaczkami”.

 Pozdrawiam Mirosław Tłokiński

PS.

Stefan, My Widzewiacy, naszą najlepszą „książkę” zapisaliśmy wielkimi trzcionkami dzięki naszym charakterom, będącymi motorami rozwoju naszych umiejętności i które umożliwiły nam osiągnięcie największego sukcesu w historii Widzewa i polskiej piłki, bez udziału Bońka i bez bojaźni przed jego „nakrzyczeniem”.

A bez tego sukcesu w sezonie1982/83, jak wiesz nie byłoby mowy o Wielkim Widzewie.

źródło: http://miroslawtlokinski.pl/?p=264

Tarasiewicz kontra Sasal, czyli niespodziewany atak trenera Pogoni – Futbolfejs

Tarasiewicz: Trzeba pokazać charakter jak się dupka pali

Po ostatnim meczu ligowym Pogoni Siedlce z Miedzią Legnica (0:0) doszło do kuriozalnej sytuacji na konferencji prasowej. Trener Pogoni Marcin Sasal wypalił ni z tego, ni z owego: „Uważam, że był telefon z góry, że Miedź się musi utrzymać”, odnosząc to do sędziowania. Trener Miedzi Ryszard Tarasiewicz usiłował przez chwilę dyskutować, po czym wyszedł z konferencji.

FUTBOLFEJS.PL: Zachował się pan i tak zaskakująco spokojnie. Takie sytuacje nie zdarzają się nagminnie.
RYSZARD TARASIEWICZ: Nie chciałbym się specjalnie do tego odnosić. Było, minęło. Można popatrzeć na zapis tego meczu – zobaczyć, kto miał jakie sytuacje i co z nich wynikało. Teraz ta sprawa jest w „wyższych” instancjach i niech tak zostanie (Miedź skierowała sprawę do Wydziału Dyscypliny PZPN – red.).

Sasal zaskoczył takim atakiem?
Opinia, wywód – sam nie wiem, jak to nazwać – trenera Pogoni były nieadekwatne do tego, co się działo w meczu. I tyle.

Szkoleniowiec rywali mówił o kilku kontrowersyjnych sytuacjach…
Nie było podstaw, żeby tak mówić. Mecz był dość dynamiczny, agresywny. Moi piłkarze starali się nie reagować na agresję rywali. I naprawdę nie było podstaw, by wyrażać taką opinię.

Czerwona kartka dla Pogoni zdaje się ewidentną. Duda wyraźnie podeptał pańskiego piłkarza, gdy ten leżał na ziemi.
I zawodnik Pogoni zobaczył czerwoną kartkę tak, jak mu się należała. Nie ma dyskusji, nie ma nawet punktu zaczepienia, jak próbować podważyć tę kartkę.

Ale najmocniejsze słowa to te o tajemniczych telefonach mających chronić Miedź.
To oszczerstwa, które nie wiadomo, skąd się wzięły. Jest mi bardzo przykro że doszło do takiej sytuacji, ale jaki ja na to miałem wpływ?

W tym momencie wstał pan i wyszedł z konferencji prasowej.
Bo zawsze uważałem, że lepiej, żeby uważano człowieka za chama niż za idiotę. Proszę, zostawmy to.

Dobrze, ale nie zostawimy pana bez przypomnienia słów z wywiadu dla nas. Deklarował pan pościg za czołówką, a lecicie w dół.
Wtedy miałem powody, by tak mówić. Ale też trzeba pamiętać, że na koniec roku okazało się, że nasza strata do czołówki nie była małą przy zaledwie 13 meczach do rozegrania. A potem detale zdecydowały o tym, że w tym roku mamy już na koncie pięć remisów. W każdym z nich brakowało nam niewiele do tego, by strzelić gola więcej. A jednocześnie proszę popatrzeć nawet na zespoły z czuba – strzelają, to prawda, ale ile goli też tracą. A my prawie nie dopuszczamy przeciwników pod naszą bramkę. Styl, jaki prezentuje Miedź, jest dobry, tylko brakuje nam przełożenia tego na gole. I nie jest to styl defensywny, to po prostu dobra organizacja gry przekładająca się i na grę obronną i na stwarzane sytuacje.

Sytuacje może i stwarzacie, ale co z tego? Trzy remisy z rzędu na 0:0. Z takimi napastnikami jak Bartosz Ślusarski czy Tadas Labukas?
To sprowadza się nie tylko do napastników. Przy wykańczaniu akcji zawodzi ofensywa w całości, bo przecież nasze gole nie zależą tylko od napastników. Mamy kreatywnych piłkarzy w drugiej linii: Garguła, Łobodziński… To świetni technicznie piłkarze, ale jak nie idzie, to nie idzie. Też nie zwykłem płakać nad tym, że nam się trochę posypało fizycznie, ale taka jest prawda. Łobodziński ma problemy z mięśniami brzucha i pewnie na koniec rozgrywek czeka go operacja. Garguła problemy z kolanem, Labukas gra, mimo że dolega mu staw skokowy. Nie można powiedzieć, by byli pełni sił i zdrowia. Ale nie ma co się użalać nad sobą.

W porządku, tyle że macie już tylko trzy punkty nad strefą barażową.
Nie brakuje nam jakości, tylko goli. Przy tych sytuacjach, jakie stwarzamy, te gole powinny być, a ich nie ma. Poza tym chciałbym przypomnieć, że kadra dziś jest osłabiona w stosunku do jesieni. Odszedł Marquitos, kontuzje wyeliminowały Daniela i Trifonowa. Na to też trzeba popatrzeć.

Teraz jedziecie do odrodzonych Suwałk. Ewentualna wpadka może skutkować osunięciem się w „strefę mroku”.
Ja się nigdy nie patrzę na tabelę. Liczy się mecz, potem kolejny. I to nie są puste słowa. Po prostu trzeba strzelać gole i wygrywać. A jak się skończy sezon, popatrzymy, gdzie jesteśmy. Teraz przerabiamy trudną serię czterech wyjazdów z rzędu. Po Kluczborku i Siedlcach mamy Suwałki i Bełchatów. Nie ma łatwych meczów i to nie jest prosta sytuacja. Każdy szarpie o punkty, bo tych punktów potrzebuje. To normalne.

Rozmawiał pan już z szefami o ewentualnej przyszłości.
Na razie nie. Wychodzę z założenia, że w trakcie sezonu nie ma co o tym rozmawiać. W ostatnich trzech klubach podpisywałem kontrakty na rok czasu i potem patrzyłem, co dalej. Decyzji o nowej umowie nie można podejmować w 5 minut, ale to też nie jest proces na długie tygodnie. Kończy się sezon, siadamy, dwa – trzy dni i wiemy, czy jesteśmy w stanie wypracować porozumienie satysfakcjonujące dla obu stron. W tej chwili liczy się dla mnie tylko to, czy moi piłkarze się rozwijają i czy idą w dobrym kierunku, a nie to, kiedy kończy się moja umowa.

A tu Ryszard Tarasiewicz o tym, kogo się wybiera, gdy się pali:

Rozmawiał Marcin Kalita

źródło: http://futbolfejs.pl/i-liga/tarasiewicz-kontra-sasal-czyli-niespodziewany-atak-trenera-pogoni/

Latal przed meczem Piast – Lechia: Najbardziej obawiam się o sędziowanie – Futbolplus

Latal przed meczem Piast - Lechia: Najbardziej obawiam się o sędziowanie

Wicelider Piast Gliwice,  podejmie w 33. kolejce najwyższej klasy rozgrywkowej walczącą o puchary Lechię Gdańsk. „Piastunki”, aby myśleć jeszcze o dogonieniu prowadzącej Legii Warszawa, muszą w niedzielę zdobyć 3 punkty. Trener Piasta, Radosław Latal w końcówce sezonu nie martwi się o formę swoich zawodników, lecz o stronnicze sędziowanie.    

- Najbardziej obawiam się o sędziowanie – powiedział przed spotkaniem z Lechią czeski szkoleniowiec gliwickiego zespołu. – To, co dzieje się od dwóch spotkań jest dla nas naprawdę ciężkie do zaakceptowania. Mam nadzieję, że od meczu z Lechią wszystko będzie rozstrzygać się w sportowej rywalizacji, a nie przez osobę trzecią.

Poprzednie dwa mecze Piasta z Cracovią (1:1) i Lechem Poznań (2:2) prowadzili odpowiednio Paweł Raczkowski z Warszawy oraz Bartosz Frankowski z Torunia. Spotkanie z Lechią sędziować będzie Krzysztof Jakubik z Siedlec. Arbitrzy Raczkowski i Jakubik reprezentują Mazowiecki Związek Piłki Nożnej, czyli ten wojewódzki okręg, z którego wywodzi się lider i główny konkurent Piasta do tytułu mistrza Polski – Legia. 

Nie dziwi więc słuszna uwaga prezesa Piasta, Adama Sarkowicza, wygłoszona po meczu w Poznaniu: 

- Zastanawiające dla nas jest to, dlaczego do prowadzenia spotkań naszego zespołu wyznaczani są sędziowie z Warszawy?

źródło: http://futbolplus.pl/kraj/item/6908-latal-przed-meczem-piast-lechia-najbardziej-obawiam-sie-o-sedziowanie

Sędziowski smród w I lidze. Trener Pogoni Siedlce zasugerował, że Miedzi Legnica pomógł „telefon z góry” – Futbolplus

Sędziowski smród w I lidze. Trener Pogoni Siedlce zasugerował, że Miedzi Legnica pomógł "telefon z góry"

Nie tylko w najwyższej klasie rozgrywkowej dzieją się sędziowskie cudawianki, choć w meczach 33. kolejki fałszywe gwizdki jakby nieco zamilkły, poza jednym wyjątkiem w spotkaniu grupy spadkowej Jagiellonia Białystok – Górnik Zabrze (0:0), kiedy arbiter Tomasz Musiał zadziwiająco nie dopatrzył się w 69. minucie faulu w polu karnym gości Szymona Matuszka na Dawidzie Szymonowiczu, co kazało przypomnieć kibicom „Jagi” najsłynniejszy przebój trybun o PZPN.

Hit trybun piłkarskich stadionów w Polsce mógł także zanucić po meczu I ligi, Pogoń Siedlce – Miedź Legnica (0:0), trener gospodarzy Marcin Sasal, który po decyzjach sędziego Jacka Małyszka z Lublina, wypalił na pomeczowej konferencji:

- Uważam, że był telefon z góry, że Miedź Legnica musi się utrzymać w lidze. Dlatego sędziowanie było jakie było. Jest to fatalne, jesteśmy zdruzgotani tym, co się działo na boisku – zacytował Sasala polsatsport.pl..

Szkoleniowiec Miedzi, Ryszard Tarasiewicz odparł wściekły:

- Nie ma pan prawa tak mówić. Musi pan koniecznie obejrzeć ten mecz jeszcze raz. Pan nie powinien trenować tego zespołu.

- Pan już dawno nie powinien – zripostował Sasal.

- Pan wszystko wie lepiej. Trenerze, zachowuje się pan nie w porządku. To nie pierwszy raz – ocenił „Taraś” i obrażony opuścił konferencję.

Sugestie Sasala w sprawie Miedzi pospiesznie zwróciły uwagę prezesa PZPN, Zbigniewa Bońka. Powiadomił na swoim ulubionym koomnikatorze, że sprawę zbada Wydział Dyscypliny PZPN.

Szkoda, że prezes PZPN żyje nadal w czasach związku zarządzanego przez Michała Listkiewicza czy też Grzegorza Laty i wcale nie zamierza w tweetach stosować narzuconej już za swojej prezesury nowomowy w nazewnictwie „pezetpeenowskich” komórek.Wydział Dyscypliny, jak widać przetrwał w umyśle aktualnego szefa PZPN od czasów wszechwładnego „Śląskiego Magnata”, świętej pamięci Mariana Dziurowicza. Tymczasem w korporacji pod nazwą „Łączy nas piłka” funkcjonuje już od ponad 3 lat… Komisja Dyscyplinarna.

Nie ważne jednak, czy „Zibi” komisję nazywa wydziałem, czy wydział departamentem lub innym dupersznytem. Najistotniejsze jest w tym to, że prezesem Miedzi jest Martyna Pajączek, aktywnie działająca również w strukturach PZPN, choćby w niezwykle istotnej związkowej Komisji Rewizyjnej, która ma rewidować, czyli kontrolować wszelkie nieprawidłowości w bońkowym PZPN (na razie sukcesywnie od 3,5 roku przymyka oko na aberracje).

Nieprzypadkowo także na ostatnim lutowym zjeździe statutowym PZPN przedstawiciel Miedzi zagłosował za nieprzyjętymi przez Walne Zgromadzenie Delegatów poprawkami proponowanymi przez prezesa Bońka.

Coś za coś lub, jak kto woli, ręka rękę myje…

Może więc Sasal miał rację z tym „telefonem z góry”, a „Taraś” najzwyczajniej z tym pomeczowym wzburzeniem przyaktorzył?

źródło: http://futbolplus.pl/plus/prasowka/item/6930-sedziowski-smrod-w-i-lidze-trener-pogoni-siedlce-zasugerowal-ze-miedzi-legnica-pomogl-telefon-z-gory

Prawniczy osioł z PZPN poucza Trybunał Arbitrażowy przy PKOl – Futbolplus

Prawniczy osioł z PZPN poucza Trybunał Arbitrażowy przy PKOl

Prezes PZPN, Zbigniew „Śmieszy mnie to” Boniek idzie na wojnę z Trybunałem Arbitrażowym do spraw Sportu przy PKOl. Po kompromitacji związku z odebraniem punktu Lechii Gdańsk, co przy odwołaniu „Biało-Zielonych” do Trybunału Arbitrażowego ds Sportu przy PKOl. groziło paraliżem ligowych rozgrywek na finiszu sezonu, prezes śmieszek odgraża się teraz, że nie daruje ośmieszenia PZPN trybunałowi i poskarży się nań PKOl., gdzie nota bene funkcję prezesa sprawuje ziomek „Zibiego” z Bydgoszczy, Andrzej Kraśnicki.

Śmieszny prezesik, któremu wydaje się, że pozjadał wszystkie rozumy, uważa, że zna się również na prawie (skoro nikt dotychczas nie ukarał go za podżeganie do popełnienia przestępstwa, czyli obstawiania na nielegalnym w Polsce zagranicznym portalu bukmacherskim, nie płacącym w RP podatków, to faktycznie może mu się tak wydawać). Prezes „Śmieszy mnie to” poucza więc tęgie głowy prawnicze, w tym przewodniczącego TAS, byłego ministra sprawiedliwości RP, Zbigniewa Ćwiąkalskiego, że „prawo PZPN to ja” i innym od tego wara. Nie dziwi takie podejście prezesa śmieszka polskiej skopanej, gdyż łamiąc notorycznie prawo (między innymi ustawę bukmacherską, statut PZPN oraz zasady Kodeksu Etyki FIFA), czuje się dotychczas całkowicie bezkarny i nietykalny.

„Zibi” na poparcie swoich dyrdymałów wobec TAS, przytacza jakieś proceduralne paranoidalne farmazony (że w sprawie odebrania punktu Lechii nie chodziło o karę dyscyplinarną, lecz regulaminową i gdańszczanie powinni mieć zgodę PZPN na odwołanie się do trybunału, a przeciwko związkowi nie powinni orzekać w trybunale prawnicy, którzy niegdyś prowadzili postępowania przeciw PZPN), jeszcze bardziej pogrążając piłkarską centralę w kompromitacji i niezbicie unaoczniając, iż na jej czele stoi kompletny prawniczy osioł, wraz tabunem jego prawnych doradców abnegatów, którzy w żaden sposób nie chcą go wyprowadzić z błędu, a wręcz przeciwnie w tą otchłań absurdu go tylko popychają.

Przewodniczący TAS w rozmowie z futbolfejs.pl kwituje to znamiennym:

- Wbrew temu, co prezes Boniek uważa, że jest absolutnym władcą PZPN i tylko on może decydować, kto ma prawo się odwoływać, a kto nie ma, jest to nieprawda. Przypominam panu Bońkowi, że PZPN, jak każda instytucja, też podlega prawu – cytuje mecenasa Ćwiąkalskiego futbolfejs.pl.

Może pierwszy głos rozsądku mec. Ćwiąkalskiego przebudzi wreszcie jurysdykcyjne autorytety w Polsce i zajmą się w końcu śmiesznym ignorantem prawa z PZPN?

źródło: http://futbolplus.pl/plus/rudy-102/item/6877-prawniczy-osiol-poucza-trybunal-arbitrazowy-przy-pkol

Zbigniew Ćwiąkalski: Boniek nie jest władcą absolutnym – Futbolfejs

NX_zbigniew-cwiakalski_001

Zbigniew Boniek nie odpuszcza sprawy odwołania Lechii. „To, co zrobił Trybunał Arbitrażowy, to zamach sportowy!” – grzmi. „Pan Boniek uważa, że jest absolutnym władcą PZPN i tylko on może decydować, kto ma prawo się odwoływać, a kto nie ma. Otóż tak nie jest” – odpowiada prezes Trybunału Zbigniew Ćwiąkalski.

Dla Bońka sprawa odwołania Lechii i zamieszania z rozgrywkami wcale się nie skończyła. Pewnie to dla prezesa kwestia honorowa, bo bałagan w lidze – było, nie było – uderzył w wizerunek PZPN. I choć Boniek zapewnia: „Nie chcemy żadnej wojny”, to po jego słowach trudno nie odnieść wrażenia, że – może jeszcze nie wojnę, ale na razie bitwę – wypowiedział prezesowi Trybunału Arbitrażowego. Sprawa odwołania Lechii niepokojąco zaczyna zamieniać się w spór Boniek – Ćwiąkalski.

Boniek w „Super Expressie”:
Starałem się mu wytłumaczyć [Ćwiąkalskiemu – przyp. red.] różnicę miedzy sankcją regulaminową a dyscyplinarną. Ale nie mam pewności czy zrozumiał. A zawieszenie kary przez TA to nie jedyny problem. Pan Ćwiąkalski do rozstrzygnięcia sprawy wyznaczył trzech sędziów. Ich skład był zdumiewający, w innym kraju to byłoby nie do pomyślenia! Mieliśmy do czynienia z całkowitym złamaniem zasad etyki. Ten problem też poruszymy w piśmie do PKOl.

Boniek dla polsatsport.pl:
Odbieram to jako zamach sportowy… Rozmawiałem z nim [Ćwiąkalskim – przyp. red.] w niedzielę, 10 kwietnia. I bodaj trzy razy słyszałem, że jest wybitnym karnistą. I tłumaczył, że kara to kara… Tymczasem zmieniła się ustawa o sporcie – artykuł 45 mówi jasno, że Trybunał Arbitrażowy zajmuje się odwołaniami od sankcji dyscyplinarnych, a nie regulaminowych.

– Czuje się pan jak ktoś, kto przeprowadził zamach sportowy? – pytamy Ćwiąkalskiego.
– Te słowa pana Bońka to chyba jakieś kompletne nieporozumienie. Wydawało mi się, że pan prezes rozmawiał ze mną dość rozsądnie. Natomiast w tej chwili, z tego co słyszę i czytam, chyba się trochę pogubił i pomyliła mu się kwestia strony prawnej z zarządzaniem PZPN-em. Przypominam panu Bońkowi, że PZPN, jak każda instytucja, też podlega prawu. I tak sobie myślę, że w tej całej sprawie ktoś panu Bońkowie źle podpowiada – twierdzi prezes TA.
Ćwiąkalski raz jeszcze odwołuje się do słynnej niedzielnej (10 kwietnia) rozmowy telefonicznej, jaką odbył z Bońkiem, w której prezes PZPN poprosił go o jak najszybsze zwołanie składu orzekającego, by kwestię odwołania Lechii zakończyć jeszcze przed startem rundy finałowej. – Wytłumaczyłem panu Bońkowi, dlaczego w tym sporze nie ma racji, dlaczego Lechia miała prawo się odwołać, przyjął do wiadomości i myślałem, że sprawa jest zamknięta. Jednak najwyraźniej teraz ktoś panu prezesowi wytłumaczył inaczej. Cóż, nie mam na to wpływu – mówi Ćwiąkalski. – Chciałbym jednak dodać, że wbrew temu, co prezes Boniek uważa, że jest absolutnym władcą PZPN i tylko on może decydować, kto ma prawo się odwoływać, a kto nie ma, jest to nieprawda – dodaje.
Prezes Trybunału pewnie nie zdawał sobie sprawy, w co – przepraszam za wyrażenie – wdepnął. Chciał być miły i pomocny, przychylił się do prośby Bońka, powołał skład orzekający, by ten jak najszybciej doprowadził sprawę do końca, no to teraz zbiera za to cięgi. Przynajmniej od Bońka.
– Nie bardzo się tym przejmuję. Trybunał jest od tego, żeby orzekać i robić swoje. Zazwyczaj jest tak, że z orzeczeń sądów, także powszechnych, ktoś jest niezadowolony. Nic na to nie poradzę. A że byłem politykiem, skórę mam dość grubą, więc jestem uodporniony na tego typu zaczepki – zaznacza.

Trybunał Arbitrażowy wydał oświadczenie, w którym przedstawia swój punkt widzenia w sprawie odwołania Lechii i w którym przytacza wykładnię prawną mającą świadczyć w tym sporze na jego korzyść. Czytamy w nim m.in.:
Po pierwsze, Trybunał Arbitrażowy ds. Sportu przy Polskim Komitecie Olimpijskim był uprawniony i zobowiązany na podstawie przepisów obowiązującego prawa do przyjęcia i rozpoznania skargi Lechii Gdańsk, która wpłynęła do Trybunału 31 marca 2016 r. Skarga została wniesiona w terminie, który zgodnie z art. 45c ust. 2 ustawy z dnia 25 czerwca  2010 r. o sporcie wynosi 14 dni od dnia doręczenia decyzji, i spełniała wszystkie wymogi formalne (…)
Po drugie, decyzja Komisji Odwoławczej ds. Licencji Klubowych PZPN z 5 lutego 2016 
r. nakładała na Lechię Gdańsk karę dyscyplinarną w postaci jednego ujemnego punktu w bieżącym sezonie rozgrywkowym 2015/2016 oraz karę upomnienia. Bezzasadne są zatem sugestie władz PZPN co do rzekomego braku właściwości Trybunału Arbitrażowego w niniejszej sprawie (…)

Za całkowicie pozbawione podstaw należy uznać twierdzenie Prezesa PZPN co do sposobu wyznaczania arbitrów Trybunału orzekających w konkretnej sprawie oraz ich rzekomego braku obiektywności (…) Arbitrzy wyznaczeni do składu orzekającego w danej sprawie składają oświadczenie o swojej bezstronności i mają obowiązek wskazania, czy zachodzą ewentualnie podstawy wyłączenia od orzekania w sprawie (…)
Trybunał Arbitrażowy w swojej działalności kieruje się przepisami obowiązującego prawa, gwarantując uczestnikom postępowania przyznane im uprawnienia i egzekwując ich obowiązki. Taki sposób procedowania miał również miejsce przy rozpoznaniu skargi klubu sportowego Lechia Gdańsk.

źródło: http://futbolfejs.pl/pzpn/zbigniew-cwiakalski-boniek-nie-jest-wladca-absolutnym/

Boniek robi uniki przed sądem. Czyżby w sprawie niegospodarności PZPN i Widzewa miał coś na sumieniu? – Futbolplus

Boniek robi uniki przed sądem. Czyżby w sprawie niegospodarności PZPN i Widzewa miał coś na sumieniu?

Prezes PZPN, Zbigniew Boniek, wezwany na świadka w sprawie niegospodarności PZPN i Widzewa Łódź, przesłał pismo do sądu w Łodzi, że nie będzie mógł stawić się przed temidą w wyznaczonym terminie ze względu na ważne sprawy służbowe. Sąd przyjął do wiadomości tłumaczenia sternika polskiej piłki, ale jednocześnie zapowiedział, że świadek Boniek, jeśli będzie robił uniki, na kolejną rozprawę zostanie doprowadzony.

Dzisiaj w sprawie niegospodarności PZPN i Widzewa miał zeznawać także inny świadek – doradca Bońka w PZPN, Władysław Puchalski, który pezesował łódzkiemu klubowi, kiedy „Zibi” wespół z Wojciechem Szymańskim był współwłaścicielem Widzewa. Wykpił się pilnymi sprawami służbowymi, które nie przeszkodziły mu jednak w obejrzeniu z trybuny honorowej w towarzystwie prezesa PZPN środowego meczu IV ligi łódzkiej Widzew – KS Paradyż (4:1).

Sąd wyznaczył Puchalskiemu termin rezerwowy na 12 maja, kiedy miał zeznawać świadek Boniek. Były prezes Widzewa będzie wyjaśniał sprawę przejęcia Widzewa za symboliczną złotówkę od poprzedniego właściciela Witolda Skrzydlewskiego. Na tej samej rozprawie ma zeznawać dawny widzewski wspólnik Bońka – właściciel nowodworskiej masarni „Lukullus”, Szymański.

Tymczasem Skrzydlewski, który miał odciążyć Bońka (czy aby temu nie miał służyć nieoczekiwany środowy wypad prezesa PZPN do Łodzi?) zrobił zupełnie coś odwrotnego. Były właściciel Widzewa zeznał, że Boniek, Szymański i Puchalski zabiegali o jak najszybsze przejęcie klubu i sami mieli wziąć na siebie dopilnowanie przydzielenia licencji w PZPN. Czyli w przejęciu dogorywającego klubu w 2004 roku do Skrzydlewskiego dostrzegli zrobienie dobrego interesu, co zresztą uczynili opychając Widzew 7 miesięcy później Sylwestrowi Cackowi za grube miliony – oficjalnie 12 mln, a nieoficjalnie aż 17 mln złotych!

źródło: http://www.futbolplus.pl/pzpn/item/6872-boniek-robi-uniki-przed-sadem-czyzby-w-sprawie-niegospodarnosci-pzpn-i-widzewa-mial-cos-na-sumieniu

Selekcjoner reprezentacji Polski ustawiał mecze? Książka „Stan futbolu” nie pozostawia złudzeń – Futbolplus

Selekcjoner reprezentacji Polski ustawiał mecze? Książka "Stan futbolu" nie pozostawia złudzeń

 Istną nomen omen Nawałkanicę w portalach spolecznościowych wywołał frakgment książki Krzysztofa Stanowskiego „Stan futbolu”, w którym autor przytoczył wypowiedź byłego piłkarza, a do niedawna eksperta telewizyjnego Andrzeja Iwana, dotyczący udziału w korupcji obecnego selekcjonera reprezentacji Polski, Adama Nawałki.

Iwan, który przez lata był kolegą Nawałki w Wiśle Kraków i reprezentacji Polski, został zacytowany przez Stanowskiego:

- Otóż piłkarzem, który przyniósł mu (Iwanowi – przyp. red.) 60 tysięcy złotych, był Adam Nawałka. Powiedział wtedy (Iwan – przyp. red.): Nie piszmy, że to o „Nawałę” chodzi, bo mu coraz lepiej w trenerce idzie. Może kiedyś będzie chciał zostać selekcjonerem? – można przeczytać w „Stanie futbolu”.

Jak słusznie zauważyła wp.pl, Nawałka, mimo że zdaniem Stanowskiego uczestniczył korupcji, może czuć się całkowicie bezkarny, gdyż przestępstwo sportowe, zgodnie z ustawą antykorupcyjną w Polsce, jest ścigane dopiero od 1 lipca 2003 roku. Obecny selekcjoner, miał według autora książki „Stan futbolu”, ustawiać mecze w czasach PRL-u, gdy grał razem z Iwanem w Wiśle i żadnej kary za to nie poniesie. Wprawdzie był trenerem ukaranej za korupcję Jagiellonii Białystok w latach 2004-2006, kiedy piłkarze „Jagi” składali się na łapówki, ale obecny selekcjoner „Biało-Czerwonych” miał w ogóle o tym procederze nie wiedzieć, albo też wcale z nie zdawać sobie z niego sprawy, gdyż nie był w sprawie nawet podejrzanym. Nawałka pracował także w 2002 roku w Zagłębiu Lubin, u boku skazanego za korupcję Jerzego F., ale było to jeszcze przed wprowadzeniem ustawy antykorupcyjnej w polskim sporcie .

Dotychczas panowało przekonanie, że Nawałka nie brał udziału w ustawianiu meczów piłkarskich. Publikacja Stanowskiego kładzie się jednak głębokim cieniem na nieskazitelnym dotąd wizerunku obecnego selekcjonera, stawiając go w wyjątkowo złym świetle. Trener drużyny narodowej winien być bowiem bez żadnej skazy w życiorysie. Bądź co bądź reprezentuje na arenie międzynarodowej całą Polskę.

Nie wiadomo, co skłoniło dotychczasowego piewcę prezesa Zbigniewa Bońka, naczelnego ulubionego portalu „Zibiego”, weszlo.com, redaktora Stanowskiego do wytknięcia Nawałce korupcyjnej przeszłości. Czy chodziło bardziej o zwiększenie zainteresowania książką czy też odbrązowienia pomnika selekcjonera i jednocześnie jego szefa? Nawałka to przecież jedynie słuszny wybór obecnego sternika polskiej piłki, a ujawnienie udziału selekcjonera w ustawianiu meczów bije również pośrednio w jego promotora z PZPN.

źródło: http://futbolplus.pl/plus/prasowka/item/6857-selekcjoner-reprezentacji-polski-ustawial-mecze-ksiazka-stan-futbolu-nie-pozostawia-zludzen

Z miłości do Widzewa? – Futbolplus

Z miłości do Widzewa?

Prezes PZPN, Zbigniew „Śmieszy mnie to” Boniek zapowiedział na swoim ulubionym komunikatorze przyjazd na mecz piątej klasy rozgrywkowej Widzew Łódź – KS Paradyż.

Co skłoniło prezesa śmieszka do odwiedzin Łodzi i obejrzenia spotkania na szczycie IV ligi grupy łódzkiej, między trzecim w tabeli Widzewem a liderującym i wyprzedzającym łodzian o 6 punktów Paradyżem? Czy stara miłość i przywiązanie do swojego dawnego klubu śmiesznego prezesika są aż tak wielkie, że sternik polskiej skopanej wolał wybrać się w końcówce sezonu na mecz piątego poziomu rozgrywek, zamiast pierwszego? Przecież w grupie spadkowej Ekstraklapy odbędą się w środę aż cztery niezwykle interesujące spotkania: Termalica Brut-Bet Nieciecza – Korona Kielce, Górnik Łęczna – Wisła Kraków, Śląsk Wrocław – Jagiellonia Białystok i Górnik Zabrze – Podbeskidzie Bielsko-Biała. Czyżby żaden z tych meczów nie był dla prezesa „Śmieszy mnie to” bardziej interesujący od hitu IV ligi grupy łódzkiej Widzew – Paradyż?

A może obejrzenie meczu piątoklasowego Widzewa miało być jedynie pretekstem do odwiedzenia Łodzi, przed czekającą prezesa śmieszka rozprawą w sprawie niegospodarności PZPN i Widzewa, na której ma się stawić jako świadek 12 maja?

Może śmieszny pezesik chciałby wcześniej zbadać łódzki grunt, poznać nastroje, panujące wokół trwającego ponad 3,5 roku procesu o niegospodarność PZPN i Widzewa, wymienić poglądy z innymi świadkami, choćby wezwanym także przed temidę byłym prezesem klubu, Witoldem Skrzydlewskim, od którego w 2004 roku odkupił Widzew za symboliczną złotówkę, aby w 2007 roku sprzedać go Sylwestrowi Cackowi za grube miliony?

Nikt prezesowi „Śmieszy mnie to” nie broni, jako świadkowi w sprawie niegospodarności PZPN i Widzewa, spotykać się i wymieniać poglądów z innym świadkami czy nawet oskarżonymi. Nikt też nie zabrania odwiedzać prezesowi śmieszkowi swojego dawnego miasta i kibicować swojemu dawnemu klubowi. Nikt również nie śmiałby nawet potępić wykorzystania meczu Widzew – Paradyż do spotkania z dawnymi widzewiakami.

Tylko po co ten cały fałsz i fikcja, że z miłości do Widzewa prezes „Śmieszy mnie to”, dałby się nawet pokroić? Gdyby tak rzeczywiście było, nie zrobiłby przecież na przehandlowaniu Widzewa interesu życia.     

źródło: http://www.futbolplus.pl/plus/rudy-102/item/6856-z-milosci-do-widzewa

Sensacyjne słowa w książce kontrowersyjnego dziennikarza: Nawałka wręczył łapówkę!

Historia z najnowszej książki Krzysztofa Stanowskiego zaskoczy każdego polskiego kibica. Dziennikarz twierdzi, że w czasach PRL selekcjoner reprezentacji Polski wręczył łapówkę Andrzejowi Iwanowi.

Do tej pory panowało przekonanie, że Adam Nawałka nigdy nie brał udziału w ustawianiu meczów piłkarskich. Owszem, w trakcie pracy w Jagiellonii Białystok jego podopieczni zrzucali się na łapówki, ale wszystko odbywało się za plecami obecnego selekcjonera reprezentacji Polski.

Nawałka, w kontekście piłkarskiej korupcji, właśnie został przedstawiony w zupełnie innym świetle. Krzysztof Stanowski w swojej najnowszej książce zdradził pewną historię, która wyszła na jaw przy pisaniu (kilka lat temu) biografii Andrzeja Iwana. Ta historia jeszcze nigdy dotąd nie ujrzała światła dziennego. Oto fragment.

- Otóż piłkarzem, który przyniósł mu (Iwanowi – przyp. red.) 60 tysięcy złotych, był Adam Nawałka. Powiedział wtedy (Iwan – przyp. red.): Nie piszmy, że to o „Nawałę” chodzi, bo mu coraz lepiej w trenerce idzie. Może kiedyś będzie chciał zostać selekcjonerem? – czytamy w książce.

Wpadła nam dzisiaj w ręce książka Stanowskiego „Stan futbolu”. Ciekawe ile jeszcze takich bomb w niej znajdziemy. Nawałka wręczył łapówkę Iwanowi?

W kontekście łapówki nie padają żadne konkrety, czyli kiedy to miało miejsce i jakiego meczu dotyczyło. Pewne jest, że sytuacja wydarzyła się jeszcze w czasach PRL, kiedy to powszechne było ustawianie ligowych pojedynków. Tak przynajmniej twierdzi Krzysztof Stanowski.

Dodajmy na koniec, że tzw. „przekupstwo sportowe” jest ścigane przez organy wymiaru sprawiedliwości od 1 lipca 2003 roku. Czyli nawet, jeżeli Stanowski nie mija się z prawdą, to Nawałka wg polskiego prawa nie zrobił niczego zabronionego.

Opracował CYK

źródło: http://sportowefakty.wp.pl/sportowybar/595400/adam-nawalka-wreczyl-lapowke-sensacyjne-doniesienia-dziennikarza