Plan Lewandowskiego na życie. Kto to mógł klepnąć? – futbolplus

359da792bacc6c8e92211ae288dcfcf4_L

Napastnik Bayernu Monachium i kapitan reprezentacji Polski, Robert Lewandowski na naszych oczach, dzięki bitym z meczu na mecz strzeleckim rekordom, zdobywa trwałe miejsce w historii światowego futbolu. Wszyscy zewsząd gratulują „Lewemu” niesamowitych wyczynów, a agentowi zawodnika, Cezaremu Kucharskiemu idealnego ułożenia kariery swojego klienta.

Światowe media prześcigają się w peanach pochwalnych Lewandowskiego. Cytują niedawną wypowiedź Kucharskiego z TVN24, który stwierdził, iż ma plan na dalsze życie (czytaj: karierę) „Lewego”, a pytany o ewentualny transfer do Manchesteru, żartobliwie odparł, iż „tam stale pada deszcz”, apo czym zagadnięty o Barcelonę i Madryt, oznajmił iż „To są dobre miejsca. Również w Hiszpanii jest najlepsza atmosfera do gry piłkę”.

Kucharski: Mam plan co do przyszłości Lewandowskiego. Barcelona albo Madryt? To dobre miejsca do gry w piłkę

Tymczasem prezes PZPN Zbigniew „Śmieszy mnie to” Boniek oczywiście nie byłby sobą, gdyby nie znalazł okazji do dopieczenia „Kucharzowi”. Prezes śmieszek zamieścił na swoim ulubionym komunikatorze społecznościowym znamienny wpis, który miał, a jakże, ośmieszyć agenta Lewandowskiego, a jednocześnie wbić klin między snajperem Bayernu a jego menedżerem:

Boniek_Kucharz_Lewy_plan_zycie_TT

Śmieszny prezesik polskiej skopanej zadał zagadkę twitterowiczom „kto to mógł klepnąć?” tekst o ułożeniu Robertowi planu na życie?. No, kto? A w podtekście, jak w ogóle można tak wielkiemu zawodnikowi jakim jest Lewandowski układać cokolwiek? Przecież on jest już tak wielki, że sam sobie wszystko poukłada, a na pewno nie potrzebuje do tego menedżera, takiego jak Kucharski. Jedyną właściwą osobą, która teraz mogłaby posterować karierą „Lewego” jest on sam. No, może jeszcze nieomylny kawalarz z PZPN, „numero uno” z Bitwy Warszawskiej 1920 móglby pomóc mu wypłynąć na jeszcze szersze wody (o ile w ogóle takowe zdołałby się jeszcze znaleźć na naszym globie?).

Jak bardzo prezesa „Śmieszy mnie to” uwiera przy Lewandowskim jego skuteczny agent Kucharski i co by nie mówić także sukces tego drugiego, świadczy kolejny wpis Bońka dotyczący „Kucharza”, a będący odpowiedzią na tweet red. Przemysława Iwańczyka z Polsatu Sport:

Przechwytywanie

Śmieszny prezesik polskiej skopanej, który przez 3 lata kadencji nie zrobił dotychczas absolutnie nic, aby poprawić w Polsce szkolenie młodzieży, wypracować jakikolwiek system „produkowania” talentów na miarę Lewandowskiego, naśmiewa się z menedżera najlepszego obecnie polskiego piłkarza, który sławą może przyćmić obecnego sternika PZPN.

To naprawę już nie jest śmieszne. Co najwyżej – żałosne.

TWITTEROMANIAK W RUCHU – futbolplus

1

Wydawało się nam, że po wtopie w Mielcu, kiedy to stacja telewizyjna Canal+ pokazała podczas transmisji spotkania Termalica Brut-Bet Nieciecza – Pogoń Szczecin (1:1) prezesa PZPN Zbigniewa „Śmieszy mnie to” Bońka z nosem wlepionym w smartfona i zawzięcie twittującego, sternik polskiej piłki choć na chwilę się opamięta i zaniecha tej paskudnej twittomanii, przynajmniej kiedy gości na ligowych meczach. Niestety, tylko nam się wydawało.

Prezes śmieszek po zwróceniu mu uwagi, iż raczej powinien oglądać mecz Termalica – Pogoń, albo przynajmniej sprawiać wrażenie choćby odrobinę zainteresowanego tym, co dzieje się na boisku, a nie przesadnie twittować, zaczął się głupio tłumaczyć, w myśl zasady, iż tylko winni się tłumaczą.

2

Twittowanie jest jednak silniejsze od powściągliwości i taktu śmiesznego prezesika. Nie dalej niż dzień po meczu Termaliki z Pogonią pokazał się podczas spotkania Ruchu Chorzów z Legią Warszawa i, a jakże, nie potrafił powstrzymać się od wlepienia nosa w smartfona. Kiedy wszyscy wokół na trybunie, poza dyrektorem komunikacji, mediów i marketingu PZPN, Januszem Basałajem, podnieśli żółte kartony z niebieskim napisem „Górny Śląsk”, wyrażając swoją solidarność z regionem, prezes „Śmieszy mnie to” Boniek nie potrafił nawet wtedy, jako gość śląskiego klubu – chorzowskiego Ruchu, uszanować gospodarzy.

Zasady dobrego wychowania nakazują trzymanie rąk na stole podczas posiłku, używanie sztućców zamiast palców, ale też na przykład zachowanie zainteresowania i resztek powagi, gdy się kogoś odwiedza.

Niegdyś prasa wytykała prezesowi PZPN, Michałowi Listkiewiczowi publiczne dłubanie w nosie, a Grzegorzowi Lacie rubaszny, głupawy śmiech. To z pewnością nie były dobre maniery dawnych szefów polskiego futbolu. Czy jednak lekceważące przeglądanie twittera w telefonie w towarzystwie to dobra maniera? Tego już przychylna prezesowi „Śmieszy mnie to” Bońkowi prasa, jakoś mu nie zarzuca.

Polska piłka doczekała się… twitteromaniaka. Może jednak obeznany w świecie medialny doradca śmiesznego prezesika – dyrektor Basałaj, wyjaśni swojemu pryncypałowi, co to jest bon ton i na czym polegają towarzyskie konwenanse.

Źródło: http://futbolplus.pl/plus/rudy-102/item/3394-twitteromaniak-w-ruchu

EURO-DNO Lecha I Legii

1

Nasze eksportowe drużyny ruszyły na podbój Ligi Europy. To znaczy raczej obruszyły co bardziej nerwowych polskich kibiców, którzy żyją nadzieją podsycaną nieumiejętnie (nie, jak ktoś jeszcze czuje taką potrzebę, skreślić!) przez prezesa PZPN, Zbigniewa Bońka.

„Legii nie widziałem, Lech ambitnie i dość dobrze, może to początek drogi w dobrym kierunku-))” – zatweetował z Rzymu w czwartkowy wieczór sternik polskiej piłki, uprawiając klasyczną propagandę sukcesu z lat PRL i rządów PO. Coraz mniej nomen omen much daje się jednak łapać na ten tani lep. Maleje stado pelikanów łykających tę niestrawną indokrynacyjną papkę. Niewielu już daje się otumanić zawołaniem „jest dobrze”, skoro gołym okiem widać, iż jest źle, a nawet fatalnie.

Ludzie, w tym kibice, budzą się z letargu i zaślepienia. Gadka szmatka Bońka w stylu Tuska o „Zielonej Wyspie” w polskiej piłce już się kupy nie trzyma. Tym bardziej, iż własnie ta Zielona Wyspa może nas pozbawić za niewiele ponad trzy tygodnie ostatniej szansy na lepsze jutro – także polskiej skopanej.

Eurowpierdolu, jak to z lubością podkreśla ukochana tuba bońkowego PZPN, tym razem nie było. Ale było euro-dno. Ktoś słusznie odpowiedział Bońkowi, że Michał Kucharczyk był jedynym Polakiem, który w czwartek w Lidze Europy strzelił gola. Szkoda tylko, że był to gol samobójczy.

Nasi potentaci – Lech i Legia nie radzą sobie z europejskimi przeciętniakami. Ale prezes PZPN mówi, a w zasadzie tweetuje o „początku drogi w dobrym kierunku”. Parafrazując pewne wulgarne powiedzenie – ktoś się tu chyba z piłką na łby pozamieniał. I raczej tymi „ktosiami” nie są zdegustowani ciągle dołującym poziomem polskiego futbolu kibice.

Jacek Kmiecik

Źródło: http://futbolplus.pl/plus/felietony/item/3350-to-moze-byc-poczatek-drogi-w-dobrym-kierunku-czyli-jak-boniek-zaklina-euro-dno-lecha-i-legii

Od Grenia do Bońka, czyli ostatni będą pierwszymi – futbol plus

1

Tygodnik „Piłka Nożna” opublikował tradycyjny już coroczny ranking 100. najważniejszych ludzi w polskiej piłce. Tym razem zestawienie otwiera najbardziej zdołowany w ostatnich miesiącach podkarpacki działacz, ciągle pozstający członkiem zarządu PZPN, Kazimierz Greń. A klasyfikację kluczowych osobowości naszego rodzimego futbolu, według „Piłki Nożnej”, zamyka, jak w poprzednim rankingu numer 1, prezes PZPN, Zbigniew Boniek, któremu autor Adam Godlewski nie szczędzi ciepłych i cierpkich słów.

W rankingu, jak to w życiu – ostatni mogą za rok okazać się pierwszymi, a pierwsi ostatnimi, zgodnie z biblijną ewangelią świętego Mateucza. 20. 1-16. Niezbadane bowiem są wyroki i ciężko przewidzeić, co nas czeka za miesiąc czy dwa, a co dopiero za dwanaście miesięcy. Któż wie, co przez z ten czas może się zdarzyć?

Kiedyś ś.p. prezes PZPN, Marian Dziurowicz powiadał, że w piłkarskich grach salonowych nie ważne kto jest pierwszy czy ostatni, a najistotniejszy jest tak zwany obrotowy. I taką rolę w polskiej piłce zdaje się mieć obecnie podkarpacki Greń, który nieoczekiwanie z najbardziej „skopanego” przez obecne związkowe władze może stać się wkrótce tym najmocniej kopiącym. Jak to już zresztą za kadencji poprzednika Bońka w fotelu prezesa PZPN – Grzegorza Laty było.

A przecież historia lubi się powtarzać…

2 3

Źródło: http://futbolplus.pl/plus/prasowka/item/3267-od-grenia-do-bonka-czyli-ostatni-beda-pierwszymi

Apolityczny pieszczoch PO – futbolplus

Apolityczny pieszczoch PO

Prezes PZPN, Zbigniew „Śmieszy mnie to” Boniek wielokrotnie zarzekał się publicznie, że polityka go nie interesuje i się do niej nie miesza. Nic bardziej śmiesznego!

Sternik polskiej skopanej, cichy zwolennik Platformy Obywatelskiej i swojego druha Grzegorza „Zniszczę cię” Schetyny, z którym znają się jak łyse konie i z niejednego pieca chleb jedli od czasów wspólnych żużlowych fascynacji, co jakiś czas daje wyraz swoim politycznym sympatiom i antypatiom.

Nie od dziś wiadomo, że PO rozpozciera nad związkowym prezesem śmieszkiem swoisty parasol ochronny, dając mu przyzwolenie na łamanie polskiego prawa, choćby przy nieprzestrzeganiu ustawy hazardowej i promowaniu w Rzeczpospolitej nielegalnych internetowych zakładów bukmacherskich czy nawet sprawowaniu funkcji szefa PZPN niezgodnie ze związkowym statutem, mówiącym wyraźnie, iż prezes musi mieszkać w Polsce, a nie być jedynie w RP zameldowany. PO także zamiotła pod dywan sprawę kupowiania meczów przez Widzew Łódź przy awansie do Ekstraklasy w 2006 roku, dwa lata po wybuchu afery korupcyjnej w polskiej piłce, kiedy to współwłaścicielem klubu z Alei Piłsudskiego 138 był nie kto inny, tylko „Zibi” Boniek. PO czuwała, aby po złożeniu zeznań o godzinie 6:53 w prokuraturze wrocławskiej w sprawie z 2002 roku niegospodarności PZPN i Widzewa, kiedy Boniek był wiceprezesem do spraw marketingu PZPN i uczestniczył w przelewaniu związkowych pieniędzy na konto klubu a nie klubowych wierzycieli, nie został nawet powołany na świadka w trwającym już 3 lata procesie.

„Pieszczoch Platformy” ma rządzącej partii i Schetynie wiele do zawdzięczenia. Wspólne interesy czynią z nich wspierających się zakładników niezbyt klarownego biznesu. To właśnie Grzechu „Zniszczę cię” dwukrotnie – w 2008 i 2012 roku – wywierał nacisk na związkowe władze, aby w wyborach na prezesa PZPN zagłosowały na Bońka, co w efekcie zaowocowało zawarciem niezwykle intratnego kontraktu na pokazywanie meczów reprezentacji Polski z wielce przyjazdną obecnemu ministrowi spraw zagranicznych telewizją Polsat, w której szefem sportu jest najbliższy kumpel i ziomal Grzecha – Marian Kmita.

Prezes „Śmieszy mnie to” Boniek odpłaca się czasami za ochronkę PO mocną szpilą wbijaną PIS-owi. Sternik polskiej skopanej najpierw porównał na Twitterze przed majowymi wyborami prezydenckimi Andrzeja Dudę do Maliniaka z „Czterdziestolatka”.

Teraz z kolei „popisał się” tweetem dotyczącym wyboru Jarosława Kaczyńskiego na Człowieka Roku przez XXV Forum Ekonomiczne w Krynicy. Doniesienie o przyznaniu nagrody przewodniczacemu Prawa i Sprawiedliwości wyśmiał, twierdząc, że to niezła zabawa i mógł w niej wystawić do odebrania lauru selekcjonera reprezentacji Polski, Adama Nawałkę.

Spotkało się to z niezbyt przychylnym odbiorem w kręgach opozycji i zostało nawet podniesione podczas obchodów 65 miesięcznicy smoleńskiej Organizator miesięcznicy w Krakowie, Marek Michno, nazwał rzeczy po imieniu, co zacytowała nawet „Gazeta Wyborcza”:

Późniejsze odkręcanie kota ogonem na Twitterze, wydaje się mało przekonujące. Zresztą jak wszystkie deklaracje obłudnego „Śmieszka”:

Rozmowa z Kazimierzem Greniem

Nie jestem pozbawiony swoich praw

- Panie prezesie. Najwyższa Ko­misja Odwoławcza zmniejszyła Panu karę dyskwalifikacji o po­nad połowę.
- Przyznam, że tym przypadku nie chodziło o wysokość, tylko o dłu­goletnie wyeliminowanie mnie z „gry”. Świadczy o tym dobitnie orzeczenie Komisji Dyscypliny. Dziesięć lat dyskwalifikacji bez jakichkolwiek dowodów na moją na winę. To wystarczająco wyraź­ny sygnał dla ludzi posługujących się zdrowym rozsądkiem, że cała ta „afera” była grubymi nićmi szyta. Handlarzy meczami, ludzi, którym został udowodniony wieloletni proceder korupcyjny, skazywano na rok, dwa trzy. Mnie po procesie nawet nie poszlakowym, tylko na zasadzie pomówień skazano na 10 lat.

- To na jakiej podstawie Pana właściwie skazano?
- Na podstawie doniesień medial­nych, pomówień przez maile i roz­mowy telefoniczne. Innych „dowo­dów” nie przedstawiono. W aktach sprawy były skany z doniesień medialnych, obciążające mnie ma­ile i stenogramy z rozmów telefo­nicznych oraz zeznania redaktora irlandzkiego, który został sprowa­dzony na koszt PZPN, bez poin­formowania o tym fakcie mojego obrońcy. Ciekawe to były zezna­nia. Kilka z jego wypowiedzi moż­na było potraktować jak pozytyw­ne … dla mnie, nie oskarżycieli. Nie pokazano żadnych dowodów. Nawet nagrań z monitoringu, a ten element był podstawą do wszczę­cia postępowania przeciwko mnie. Czy ktoś miał wpływ na orzekają­cych członków komisji? Przyjdzie czas pochylić się i nad tym elemen­tem, ujawnić ewentualne nazwiska.

- Prezesował Pan 11 lat w Pod­karpackim ZPN
- Tak. Jedenaście lat ciężkiej pra­cy. Wyprowadziłem z grupą wspa­niałych ludzi Podkarpacki ZPN na prostą. Staliśmy się prężnym, pro­fesjonalnie funkcjonującym sto­warzyszeniem piłkarskim. Zajmu­jemy czołowe miejsce w Polsce w szkoleniu sędziów i tre­nerów. Organizujemy kilka kursów rocznie także w okręgowych związkach. Mamy czołowe miejsce w szkoleniu młodzieży. Proszę policzyć ilu chłopaków w ostat­nich latach wyje­chało z Podkarpa­cia zasilając gru­py młodzieżowe w klubach eks­traklasowych i pierwszoligo­wych.

- Czystość rozgrywek to też chyba wielki sukces
- Tak. To jed­no z naszych większychosiągnięć. Nie mieliśmy po­błażania dla tych, którzy odważyli się kupczyć meczami. Nie dotyczyło to tyl­ko sędziów, a także dużej grupy obserwa­torów.Wprowadzenie porządku w tym elemencie funk­cjonowania związku przysporzyło mi wielu wrogów. Odciąłem spo­ro osób od „lewych” dochodów. Miałem w tym wsparcie także obecnego prezesa Marka Hławko. Kara dyskwalifikacji orzeczona w Warszawie, to poniekąd także po­kłosie moich wypowiedzi na temat nielegalnego reklamowania firm bukmacherskich w Polsce oraz torpedowania prób wprowadzenia niedemokratycznych zmian w sta­tucie PZPN forsowanych siłowo w ostatnim czasie. Nie było zgody działaczy ze związków wojewódz­kich na pomniejszanie roli zpn-ów oraz sztuczne wzmacnianie po­zycji obecnego prezesa przed nachodzącymi wyborami. Sam Boniek powiedział w wywiadzie dla Prze­glądu Sportowego: – „Greń cierpi, gdyż za­angażował się w dzia­łalność opozycyjną”.

- Jakie będą Pana dalsze losy?
- Mam ważną umo­wę o pracę, dlatego będę dalej pracował w związku, z tą róż­nicą, że już nie przy piłce, tylko w admini­stracji. Dzięki Bogu, pra­wo stanowione w PZPN nie pozbawia jeszcze lu­dzi praw obywatelskich w tym prawa do pracy oraz chociażby praw wy­borczych.

Dziękuję za rozmowę

Ochlaj wierchuszki na stadionie podczas meczu Niemcy – Polska. Wstyd przed gospodarzami –futbolplus

1

Andrzej Grajewski, były współwłaściciel Widzewa Łódź, organizator walk bokserskich Dariusza „Tigera” Michalczewskiego w Niemczech, a także animator niedawnego wiosennego spotkania towarzyskiego reprezentacji Niemiec i Polski w Hamburgu wrócił z piątkowego meczu kwalifikacji Euro 2016 Niemcy – Polska (3:1) we Frankfurcie nad Menem, gdzie pojechał na zaproszenie Niemieckiego Związku Piłkarskiego, DFB.

Od razu po powrocie do Poznania został wywołany do tablicy przez bliskiego współpracownika prezesa PZPN, Zbigniewa Bońka, szefa Dolnośląskiego ZPN i piłki kobiecej, Andrzeja Padewskiego, który napisał na Twitterze, iż Grajewski był trenerem reprezentacji polskich dziennikarzy, która uległa swoim niemieckim odpowiednikom 2:10 i po takim wyniku powinien od razu podać się do dymisji.

2

„Grajek” chciał od razu wyjaśnić nieścisłość w tweecie Padewskiego, ale ten początkowo nie odbierał telefonu i nie odpisał na smsa. Grajewski owszem był trenerem, ale reprezentacji „pisarzy”, w której zagrali między innymi współautorzy książek Piotr Reiss czy Rafał Maserak. Drużyna ta dzień po meczu pierwszych reprezentacji zmierzyła się ze swoimi kolegami po fachu z Niemiec w Dortmundzie i wygrała 4:3.

W końcu Padewski jednak zamieścił sprostowanie na Twitterze swojej błędnej informacji:

3

- Wódka, niestety, przeszkadza w logicznym myśleniu – powiedział futbolplus.pl Grajewski. – I nic się, niestety, za nowej władzy w PZPN nie zniemiło. Jak działacze PZPN pili podczas meczów, tak nadal chleją. Grzali równo, że wstyd mi było przed Niemcami, bo nie dość, że mieli mętne oczy i się zataczali, to jeszcze biało-czerowne szaliki na garnitury zarzucili, żeby ich łatwo było rozpoznać. Kelnerka nie nadążała ze zmianą kieliszków z winem. Żenująco to wyglądało.

- Cała wierchuszka PZPN samolotem na mecz przyleciała. Ci, co tworzą elektorat obecnego prezesa PZPN na darmowy bankiet się załapali. Mieli w VIP-roomie na Commerzbank-Arenie najlepsze alkohole świata. W sumie im się nawet tego samkowania nie dziwię, skoro na Narodowym mają tylko piwo i wino z Biedronki.

Grajewski zapytany, jak wobec niego zachowywał się we Frankfurcie prezes Boniek, z którym od pewnego czasu mają mocno na pieńku, kiedy to obecny sternik polskiej piłki podczas obchodów 100-lecia Wielkopolskiego ZPN w Poznaniu w 2013 roku raczył niesmacznie zażartować w obecności piłkarskich oficjeli z Niemiec, iż Andrzej G. to powinien z paskiem na oczach występować.

- Boniek, o dziwo, nawet pochwalił mnie na spotkaniu z delegacją DFB – zauważył „Grajek”. – Na paluszkach chodził. Ale ja wiem dlaczego i on też dobrze o tym wie. Grzeczny jest przed rozprawą dotyczącą Widzewa i niegospodarności PZPN w 2002 roku, kiedy to jako wiceprezes związku do spraw marketingu podpisał kwit na przelew pieniędzy do klubu. Myśli, że mnie teraz czymś obłaskawi. Ale nawet jakby chciał mnie mianować prezesem PZPN i tak nie dam się kupić. Nie ma już odwrotu. Sprawiedliwości wreszcie stanie się zadość.

Grajewski, pytany czy nie obawia się, że szef PZPN będzie mu uprzykrzał życie i rzucał kłody pod nogi w Koronie Kielce, której 10 września ma oficjalnie zostać prezesem, odparł tajemniczo: – Nie wiem tylko, czy zdąży? Czas, także w polityce, przecież płynie tak nieubłagalnie…

Źródło: http://futbolplus.pl/pzpn/item/3218-ochlaj-wierchuszki-na-stadionie-podczas-meczu-niemcy-polska-wstyd-przed-gospodarzami

Czyżby skończyła się moda na reprezentację Polski? – futbolplus

1

„Biało-Czerwoni”, co było do przewidzenia, urządzili sobie ostry trening strzelecki z Gibraltarem. Nie przeszkodziły im w tym nawet otwarty dach i wyjątkowo grząska murawa, na której piłka przy podaniach po ziemi często stawała w miejscu, co spowalniało grę i było handicapem dla broniących się rozpaczliwie gości.

Robert Lewandowski powiększył swój bramkowy dorobek do dziesięciu i zachował fotel lidera strzelców kwalifikacji Euro 2016 oraz dystans dwóch goli przewagi nad goniącym go klubowym kolegą z Bayernu Monachium, Thomasem Müllerem (też zaliczył „doppelpaka”, tyle że ze Szkocją w Glasgow).

Harcował na gąbczastej płycie Kamil Grosicki, jakby pierwszy raz w życiu piłkę zobaczył i chciał się nią do woli nacieszyć. Strzelał, asystował, no, i przede wszystkim namówił Lewandowskiego, żeby odpuścił wykonanie rzutu karnego kosztem poprzedniego kapitana kadry Kuby Błaszczykowskiego. Piękny gest – warty szczególnej pochwały.

Swoje dwa grosze (czytaj: gole) dorzucił Arkadiusz Milik, którego celownik przed przerwą był jakoś strasznie rozregulowany. Nawet bramkę w debiucie zaliczył Bartosz Kapustka.

Gorzej wyglądała gra wicelidera grupy D w obronie. Amatorzy z Gibraltaru – strażacy, bankierzy, listonosze i kelnerzy zbyt łatwo przedostawali się pod bramkę Łukasza Fabiańskiego, który parokrotnie musiał udowodnić, iż nieprzypadkowo uznawany jest za jednego z najsolidniejszych obecnie golkiperów w Premier League.

Zbyt łatwa strata gola powinna być poważnym ostrzeżeniem dla wybrańców Adama Nawałki przed październikowymi, kończącymi kwalifikacje Euro 2016, meczami z wciąż marzącymi o wyjeździe do Francji wyspiarzami ze Szkocji i Irlandii.

Poważnym ostrzeżeniem dla zadowolonych z siebie włodarzy PZPN powinna też być frekwencja na Narodowym w poniedziałkowy wieczór. Pierwszy raz za kadencji obecnego prezesa Zbigniewa Bońka trybuny na meczu reprezentacji Polski świeciły pustkami. Stadion zapełnił się do połowy, lub jak kto woli, był w połowie pusty. Czyżby skończyła się więc moda na reprezentację Polski?

Komentator Polsatu, Mateusz Borek próbował tłumaczyć brak kompletu na trybunach korkami w Warszawie, zakończeniem wakacji, rozgrywaniem meczu w dzień roboczy czy wreszcie wygórowanymi cenami biletów, co najpewniej było podstawowym powodem słabej frekwencji podczas występu drużyny narodowej.

Prezes Boniek, pierwszy agitator obniżania cen wejściówek na mecze kadry przed trzema laty (czytaj tutaj), teraz sprzedaje kadrę jak „towar” ekskluzywny, łupiąc przy tym kieszeń przeciętnego polskiego kibica. Ktoś mądrze odpisał sternikowi polskiej piłki na ulubiony przez niego Twitterze, iż pazerność i pycha zawsze kroczą przed zgubą i upadkiem.

Tłumaczenie, że przecież chodzi się na Naszych, a nie przeciwnika (stąd takie same ceny biletów na Gibraltar, jak na mecze z Niemcami czy „najprawdopodobniej mecz o wszystko z Irlandią”) i opowiadanie, że „Partia narzekających była, jest i będzie”, to marne wyjaśnienie swojej obłudy, jako żywo przypominające arogancką retorykę rządzących.

Reprezentacja Polski, jak sama nazwa wskazuje, jest reprezentacją wszystkich Polaków, a nie tych jedynie wypasionych Januszy. Warto, żeby szef PZPN miał to na uwadzeł. Inaczej bowiem, stadiony na meczach drużyny narodowej, nawet jak będzie ona gromić rywali po 8:1, będą przypominać ziejące pustką cmentarze.

Jacek Kmiecik

Źródło: http://futbolplus.pl/plus/felietony/item/3235-czyzby-skonczyla-sie-moda-na-reprezentacje-polski

Polska – Gibraltar 8:1, a w loży vip-ów jak na stypie

2

Reprezentacja Polski w poniedziałkowy wieczór urządziła sobie ostre strzelanie z najsłabszym chłopcem do bicia w kwalifikacjach Euro 2014, czyli zespołem Gibraltaru (bilans po 8 meczach – punktów 0, bramek 2:46), ale nawet 8 goli „Biało-Czerwonych” na Stadionie Narodowym w Warszawie nie potrafiło rozchmurzyć wyjątkowo ponurej loży VIP-ów.

Szefowie PZPN z prezesem Zbigniewem Bońkiem, wiceprezesami Markiem Koźmińskim i Romanem Koseckim oraz szefem redakcji sportowej Polsatu, Marianem Kmitą, dyrektorem PZPN, Stefanem Majewskim i byłym prezydentem RP, Aleksandrem Kwaśniewskim przy stanie 4:0 dla Polski miny mieli nietęgie, jakby wynik był co najmniej odwrotny. No cóż, emocji wśród oficjeli było jak na rybach. A może im ta reprezentacja już się zwyczajnie przejadła?

Źródło: http://futbolplus.pl/plus/humor/item/3233-polska-gibraltar-8-1-a-w-lozy-vip-ow-jak-na-stypie

Zakaz kontaktowania się z Greniem! Przykład szczerości i dobroduszności Bońka – futbolplus

1

Nie samą piłką człowiek żyje! Prezes PZPN, Zbigniew Boniek korzystając ze zgrupowania reprezentacji Polski przed meczami kwalifikacji Euro 2016 z Niemcami i Gibraltarem spotkał się we wtorek, 1 września, co zapowiadaliśmy tutaj, z „baronami” wojewódzkich związków piłki nożnej, aby ponownie spróbować nakłonić ich do zmiany statutu PZPN (choć wcześniej kilkakrotnie zarzekał się publicznie, że nie będzie już przy związkowych regulaminach i przepisach w ogóle majstrował), co de facto miałoby mu pomóc w wygraniu przyszłorocznych wyborów i zapewnić drugą kadencję jako szefa polskiego futbolu.

Spotkanie z prezesami regionalnych związków odbyło się w stołecznym hotelu Regent, dawniej Hyatt, przy ulicy Belwederskiej. Co ciekawe, podczas posiedzenia prezesa z „baronami” nastąpiło przegrupowanie pozycji przy stole prezydialnym. Siadający dotychczas jak najdalej od „Zibiego”, szef Małopolskiego ZPN, Ryszard Niemiec dostał miejsce bliżej pryncypała, gdyż z głównego opozycjonisty postanowił, wzorem choćby Ludwika Dorna w polityce, stać się nieoczekiwanie sprzymierzeńcem Bońka. Gdyż jak raczył zakomunikować miesiąc temu na Twitterze:

Jestem nie do kupienia! Często używam słowa „nie”,ale dla pozytywnych poczynań ZB wobec wspólnych inicjatyw, umiem mówić „tak”

Zawzięty opozycjonista poczynań prezesa, któremu na pierwszym zjeździe sprawozdawczym PZPN za kadencji Bońka, wygarnął, iż „Cesarz w futbolu był tylko jeden”, teraz spieszył zaprosić „Zibiego” na otwarcie nowej siedziby Małopolskiego ZPN w Krakowie. Przede wszystkim jednak bardzo gorąco podziękował sternikowi polskiej piłki za przyznanie Krakowowi organizacji trzech meczów finałów młodzieżowych mistrzostw Europy 2017, nie bacząc przy tym zbytnio, iż zabiegając o rolę współgospodarza tego niezbyt prestiżowego turnieju naraża Kraków i jego mieszkańców na uszczuplenie miejskiego budżetu o sumę około 5 milionów złotych – tyle bowiem wynosi mniej więcej pokrycie kosztów z miejskiej kasy na trzy niezbyt interesujące mecze MME 2017.

Wracając jednak do zebrania prezesa z „baronami” w Regencie, to – jak już infomowaliśmy wcześniej – Boniek obiecał szefom wojewódzkich związków piłkarskich wprowadzenie ich do zarządu PZPN przy jednoczesnym powiększeniu tegoż gremium z 18 do 24 członków, co oczywiście spotkało się ze zrozumiałym poparciem – któż bowiem nie chciałby otrzymywać dodatkowych 2 tysięcy złotych za każde posiedzenie zarządu PZPN, których w ciągu roku odbywa się gdzieś koło dwunastu? Szkoda jedynie, że tylko nieliczni uzmysłowili sobie, iż ten typowy zabieg kupczenia związkowymi funkcjami przez prezesa PZPN będzie oznaczał koniec ich niezaleźności, a w efekcie definitywny finał ich „baronowych” karier. Boniek bowiem po zrealizowaniu swego chytrego planu, na następny dzień po wygraniu wyborów i rozpoczęciu swojej drugiej kadencji w związku, podziękuje terenowym prezesom za współpracę i mianuje w ich miejsce swoich zaufanych ludzi.

Tym niemniej jednak na razie w swoim stylu obiecał „baronom” pomoc w lokalnych wyborach, w zamian – ma się samo przez się rozumieć – za poparcie jego kandydatury na drugą kadencję. Boniek więc, wbrew temu co opowiada w mediach, zabiega już o głosy w przyszłorocznych wyborach i jak można się zorientować, bardzo, ale to bardzo zależy mu na utrzymaniu władzy w PZPN, którą oficjalnie sprawuje – jak głosi – społecznie, bez pobierania ze związku jakiegokolwiek wynagrodzenia.

Serce rośnie i dłonie same składają się do oklasów, gdy widzi się ofiarność i poświęcenie takiego społecznika – aż chciałoby się uwierzyć, że nie jest to czysta iluzja i jakaś wyjątkowo perfidna machloja.

Prezes też nie omieszkał ostrzec „baronów” podczas uroczystego bankietu w Regencie, iż kontaktowanie się z ciągle jeszcze aktualnym członkiem zarządu PZPN, „zawieszonym”, przez Najwyższą Komisję Odwoławczą, szefem Podkarpackiego ZPN, Kazimierzem Greniem będzie miało dla każdego surowe konsekwencje. Boniek, który po i przed wyborami w październiku 2012 roku głosił, że dla niego nie ma w polskiej piłce podziałów, wszyscy są równi i nikt nie jest wykluczony, jest szesnastu terenowych szefów wojewódzkich ZPN jednakowo traktowanych przez piłkarską centralę, teraz nagle odnosi się do Grenia gorzej niż jego poprzednik w fotelu prezesa PZPN, Grzegorz Lato. Zabrania nawet kontaktowania się z działaczem, który w dużej mierze pomógł mu wygrać wybory na prezesa. Traktuje Grenia jak czarną owcę, napiętnowanego zwyrodnialca, banitę, któremu Komisja Dyscyplinarna PZPN i NKO nie zdołały nawet udowodnić wykroczenia z domniemaną sprzedażą biletów w Dublinie przed meczem Irlandia – Polska, a który w PZPN jest dzisiaj większym potępieńcem niż wszyscy handlarze meczami uczestniczący w gigantycznej piłkarskiej aferze korupcyjnej.

Taka to jest właśnie bońkowa szczerość i dobroduszność.

Źródło: http://futbolplus.pl/pzpn/item/3204-zakaz-kontakowania-sie-z-greniem-przyklad-szczerosci-i-dobrodusznosci-bonka

Z Cezarym Kucharskim rozmawiał Adam Godlewski

Przechwytywaaaanie

(…)

- A jak dziś z perspektywy trzech lat prezesury oceniasz kadencję Bońka? Nauczył się być dobrym szefem federacji?
– W moim odczuciu nie zmienił się wcale od pierwszego dnia po wyborach. Gra cały czas pod siebie, większość działań, które podejmuje w związku, służy promocji jego osoby, co docelowo ma procentować kontraktami reklamowi z nielegalną bukmacherką. To jest złe, i bardzo szkodliwe dla naszej piłki, osobiście wolałbym, aby dobrze zarabiał jako szef PZPN, ale bezgranicznie poświęcał się pracy dla federacji. A nie rozgrywał swoją grę, która na dodatek stoi w sprzeczności z polskimi przepisami.

- Promowanie hazardu przez Bońka to od pewnego czasu główna oś niezgody między wami. Dlaczego tak cię to boli?
– Nie dość, że taka działalność narusza nasze prawo, to jeszcze jest pełna hipokryzji. Z jednej strony przepisy FIFA, ale również te tworzone przez PZPN, zabraniają piłkarzom, zawodnikom, sędziom, ale także działaczom i menedżerom udziału w grach hazardowych, a z drugiej – prezes naszego związku namawia poprzez reklamy do gry u bukmacherów. A przecież nie powinno i nie może tak być, że jedna i ta sama osoba nakłania do podejmowania zakładów, na dodatek u nielegalnych buków, a następnie nakłada kary dyskwalifikacji, co miało miejsce w przypadku arbitra Huberta Siejewicza. Po drugie – według mnie prezes i całe środowisko PZPN ma obowiązek promować swoich sponsorów, a nie działać na ich niekorzyść. Sytuacja, w której Boniek reklamuje nielegalnego w Polsce bukmachera, a związek współpracuje z legalnym STS to Himalaje absurdu. Jeszcze inną kwestią jest wybór na prezesa niezgodnie ze statutem PZPN. Obecny prezes nie zamieszkuje w Polsce, więc nie spełnia wymogów stawianych przed kandydatami. Oczywiście żyrantami tego układu są wszyscy delegaci na zjazd, którzy udają, że wszystko odbyło się zgodnie z procedurą, podczas gdy duża grupa ma świadomość, iż konstytucja federacji została złamana. To jednak typowe dla środowiska piłkarskiego, które dość swobodnie podchodzi do przestrzegania własnych zasad…

(…)

Cały wywiad w najnowszym numerze tygodnika „Piłka Nożna”! Od wtorku w kioskach!

 

Źródło: http://pilkanozna.pl/index.php/Wydarzenia/Reprezentacja-Polski/673291-wywiad-tygodnia-z-cezarym-kucharskim-z-zibim-nie-poroniy-nas-roma-i-juve.html