Puchar Regionów

SDC11028

W inauguracyjnym meczu turnieju finałowego Pucharu Regionów reprezentacja Podkarpackiego ZPN zremisowała z Dolnośląskim ZPN 1-1. Bramkę zdobył Kocur.

Mecz obserwował prezes Podkarpackiego ZPN Marek Hławko oraz trener koordynator Henryk Rożek.
W równolegle rozegranym spotkaniu pomiędzy Zachodniopomorskim ZPN a Łódzkim ZPN padł wynik bezbramkowy.

 

 

Greń nie jest już prezesem Podkarpackiego ZPN. Prezes Boniek otworzył, czy na swoja zgubę, puszkę Pandory – futbolplus

1

Kazimierz Greń przestał być prezesem Podkarpackiego Związku Piłki Nożnej. Obowiązki prezesa przejął jego zastępca Marek Hławko.

Rzecznik prasowy PZPN, niestety, niezbyt lotny Jakub Kwiatkowski (były sekretarz generalny PZPN, Zdzisław Kręcina zwolnił Kwiatkowskiego po trzech miesiącach próby jego pierwszej pracy w PZPN, kiedy zorientował się, iż oficer prasowy nie potrafi sprawnie napisać prostego komunikatu związkowego) oznajmił w rzeszowskich „Nowinach”, że gdyby nastąpiły jakieś problemy z ustąpieniem Grenia, do związku może wkroczyć kurator.

Znamienne jest to, że obecny rzecznik PZPN straszy kuratorem inny wojewódzki związek piłkarski, kiedy to do PZPN w ostatnich latach trzykrotnie wkraczał kurator. Cóż, znak czasu. A Kwiatkowskiemu warto przypomnieć przysłowie wywodzące się z Ewangelii – kto mieczem wojuje, ten od miecza ginie.

Greń przestał być prezesem Podkarpackiego ZPN, ale wcale nie zaprzestał dochodzenia swoich racji i walki z człowiekiem, który czuje w Greniu największe zagrożenie dla swojej prezesury, czyli szefem PZPN, Zbigniewem Bońkiem.

- To dopiero początek – odgraża się Greń. – Zostałem wykluczony przez pachołków Bońka z NKO (Najwyższa Komisja Odwoławcza – przyp. red.), ale nie oznacza to wcale, że za chwilę nie wrócę. Walka dopiero się rozpoczęła. Boniek sprowokował mnie do otwarcia puszki Pandory. Chciał fajerwerków, to będzie je miał.

NKO zmniejszyła karę nałożoną na Grenia przez Komisję Dyscyplinarną PZPN z 10 do 4 lat, ale nie znaczy to, jak chcieliby klakierzy Bońka, iż kara jest ostateczna i Greniowi pozostaje jedynie odwołanie się do CAS – Trybunału Arbitrażowego przy MKOl. w Lozannie.

Statut PZPN nie jest w tym bowiem postanowieniu jednoznaczny. A skoro nie jest, to znaczy, iż członka zarządu PZPN, zgodnie ze statutem PZPN, może odwołać jedynie walne zgromadzenie delegatów, czyli zjazd PZPN. NKO, której członkowie, a więc i sama Najwyższa Komisja Odwoławcza powoływana przez walne zgromadzenie, podobnie jak regulamin dyscyplinarny PZPN, który zatwierdza jedynie walne zgromadzenie PZPN, nie może, gdyż jest to wbrew wszelkim zasadom prawa, być organem nadrzędnym wobec walnego zgromadzenia delegatów PZPN. Tylko i wyłącznie członka zarządu PZPN powołanego przez zjazd PZPN może zawiesić czy też wykluczyć ze struntur tenże zjazd PZPN.

NKO więc nie jest, jak zapewne chciałby bardzo prezes Boniek, najwyższą władzą PZPN, od której decyzji nie ma w ramach polskich struktur piłkarskich żadnego odwołania. Najwyższą władzą w polskiej piłce jest bowiem walne zgromadzenie PZPN i to ono zdecyduje, jak zdecydowało 9 czerwca w sprawie zawieszania, a w zasadzie odwieszenia Grenia w prawach członka zarządu PZPN, na swoim najbliższym zjeździe, czyli walnym zgromadzeniu sprawozdawczym, które może być zwołane, zgodnie ze statutem PZPN, gdzieś w maju lub czerwcu 2016 roku. Do tego czasu zgodnie ze statutem PZPN, póki zarząd PZPN tego nie zaneguje głosowaniem, Greń pozostaje pełnoprawnym członkiem zarządu PZPN, czy to się prezesowi Bońkowi podoba czy też nie podoba.

Gren, jako pełnoprawny członek zarządu PZPN, ma więc prawo zadawać protokółowane pytania podczas posiedzeń zarządu prezesowi PZPN na temat piętrzących się nieprawidłowości w działalności prezesa i samego związku oraz świadomego bądź nieświadomego, ale podlegającego wcześniej czy później karze zgodnie z Kodeksem Karnym i Cywilnym łamania prawa Rzeczypospolitej Polskiej.

A w tym wypadku, jak w przypadku reklamowania nielegalnej bukmacherki jako obywatel włoski, prezes PZPN raczej od odpowiedzialności nie zdoła się wywinąć.

Źródło: http://futbolplus.pl/pzpn/item/2688-gren-nie-jest-juz-prezesem-podkarpackiego-zpn-prezes-boniek-otworzyl-czy-na-swoja-zgube-puszke-pandory

Nie godzę się z bezprawiem

Orzeczeniami Komisji Dyscypliny i Najwyższej Komisji Odwoławczej Polskiego Związku Piłki Nożnej zostałem ukarany za czyny niepopełnione.

Za podstawę ukarania organy dyscyplinarne pod przewodnictwem prawników odpowiednio Mikołaja Bednarza i Waldemara Głowackiego przyjęły doniesienia prasowe oparte na donosach (nie zeznaniach) anonimowych świadków, obciążających mnie mailach, notatkach nie posiadających rangi dokumentu. To są dowody na stronniczość orzekających, a nie na moją winę. Nawet sprowadzony z Irlandii na koszt PZPN i goszczony przez trzy dni za pieniądze stowarzyszenia świadek strony skarżącej, dziennikarz Toma Tuite świadczył w dużym stopniu na moją korzyść, zaprzeczając podanym medialnie insynuacjom.
Pominięto także całkowicie zeznania Pawła Siarkiewicza, które powinny rozwiać wszelkie wątpliwości, co do mojej obecności pod stadionem w Dublinie z dwunastoma biletami w kieszeni.
ODRZUCONO WSZYSTKIE WNIOSKI OBRONY. Teraz zrozumiałem w pełni jak wyglądał „stalinowski” wymiar sprawiedliwości.
Pragnę zaznaczyć, że pod orzeczeniem Komisji Dyscypliny podpisały tylko dwie osoby. Pozostali członkowie z siedmioosobowego składu jako zawodowi prawnicy mieli inne zdanie i nie chcieli firmować swoim nazwiskiem tego prawnego kabaretu.
Podobnie było w NKO. Trzech arbitrów kierując się wymową zgromadzonych dokumentów, a więc brakiem dowodów winy wnioskowało za umorzeniem sprawy. Niewyobrażalne w kraju prawa, ale kara została orzeczona.

Celny komentarz do tej sprawy na portalu futbol plus.pl opublikował redaktor Jacek Kmiecik:
Zbigniew Boniek postawił na swoim. Najwyższa Komisja Odwoławcza PZPN działająca pod dyktando prezesa PZPN ukarała Kazimierza Grenia za niepokorność i postawienie się sternikowi polskiej piłki, bo przecież nie za domniemane sprzedawanie biletów przed stadionem w Dublinie.
Boniek, któremu Greń jako jedyny z członków zarządu PZPN otwarcie stawił czoła, publicznie go krytykował za łamanie związkowego statutu (reklamowanie nielegalnej w Polsce bukmacherki czy zasiadanie w radzie nadzorczej Ekstraklasy), organizował opozycję, a przede wszystkim śmiał zaatakować przewodniczącego Kolegium Sędziowskiego, Zbigniewa Przesmyckiego, który wespół z prezesem PZPN ustawiają ligę i mogą swobodnie wpływać na wyniki meczów w zależności od kursów bukmacherskich w reklamowanych przez Bońka nielegalnych zakładach, wreszcie pozbył się największego zagrożenia.
Greń stał ością w gardle Bońkowi od dwóch lat, kiedy zaczął następcy Grzegorza Laty patrzeć zbyt zuchwale na ręce i swym niepohamowanym wścibstwem dociekać niezbyt przejrzystej prezesowskiej działalności prezesa. A przede wszystkim, kiedy zniweczył wprowadzenie w życie chytrego planu zmiany statutu PZPN, mającego pod płaszczykiem nadania związkowi nowych korporacyjnych reguł, zapewnić „Zibiemu” dyktaturę i nieskończoną prezesurę. Podkarpacki „baron”, który pomógł w październiku 2016 roku wygrać Bońkowi wybory na prezesa, stał się dla sternika polskiej piłki strasznie niewygodny.

Nie poddam się. Korzystając ze swoich praw KONSTYTUCYJNYCH i praw statutowych, które nie mogą być sprzeczne z zapisami w Konstytucji RP odwołam się od tych bezprawnych orzeczeń do Walnego Zgromadzenia Delegatów Polskiego Związku Piłki Nożnej, jako najwyższego organu władzy związkowej.
Przypominam, że zostałem wybrany na członka Zarządu PZPN obecnej kadencji przez Delegatów na Walne Zgromadzenie Wyborcze. Dopiero Zarząd powołał członków Komisji Dyscypliny i członków Najwyższej Komisji Odwoławczej, więc orzeczenia tych Komisji, tworzonych osobowo z mandatu Delegatów Walnego Zgromadzenia nie mogą w myśl zapisów Konstytucji RP stać ponad uprawnieniami statutowymi Delegatów na Walne Zgromadzenie PZPN.
Będę dochodził swoich praw przed sądami powszechnymi, w ministerstwach sportu i sprawiedliwości, wszędzie.
Dzisiaj wpływy króla bukmacherki w Polsce są duże. Do czasu.

Reprezentacja Podkarpackiego ZPN już w Szczecinie

DSC02486

Stoją od lewej: Paweł Dziedzic, trener Szymon Szydełko, Mateusz Krawczyk, Paweł Hass, Damian Skała, Radosław Adamski, Damian Barszczak, Jacek Tyburczy, Paweł Pawlus, Łukasz Zych, Bartosz Karwat, II trener Michał Szymczak, fizjoterapeuta Arkadiusz Rząsa, trener bramkarzy Andrzej Paszek
W dolnym rzędzie od lewej: kierownik Sławomir Ferenc, Kamil Chmielowski, Kamil Pydych, Mateusz Kocur, Mateusz Trawka, Jaromir Skiba, Arkadiusz Gosa, Bartłomiej Buczek, Adrian Burak

Kadra amatorów Podkarpackiego Związku Piłki Nożnej jest już w Policach, gdzie od jutra rozpocznie się turniej finałowy UEFA Regions Cup. Dzisiejszy dzień poświęcony jest głównie na regenerację po blisko dwunastogodzinnej podróży. Nasi zawodnicy przed południem zwiedzali Szczecin, a popołudniu zaplanowany jest także trening. Wieczorem, podczas odprawy technicznej poznamy plan gier naszej drużyny..

Puchar Regionów UEFA 2015-2017

Kadra Podk Regions

W Policach rozegrany zostanie ogólnopolski finał X edycji rozgrywek UEFA Regions Cup 2015/17. W turnieju wezmą udział cztery reprezentacje poszczególnych Związków Piłki Nożnej, które wygrały turnieje eliminacyjne. W Policach rywalizować będą reprezentacje związków piłki nożnej: łódzkiego, dolnośląskiego, podkarpackiego oraz zachodniopomorskiego .
Mecze w dniach 30 i 31 lipca i 1 sierpnia rozgrywane będą jednocześnie na dwóch boiskach stadionu przy ul. Siedleckiej. Impreza przeznaczona jest dla piłkarzy w wieku od 18 do 40 lat, którzy nigdy nie brali udziału w rozgrywkach ekstraklasy, I i II ligi oraz nigdy nie podpisali kontraktu z klubem występującym w jednej z trzech najwyższych klas rozgrywkowych.
Puchar Regionów organizowany jest co dwa lata i składa się z czterech etapów. W czerwcu rozegrana została runda eliminacyjna rozgrywek krajowych (w czterech grupach).
Pomiędzy sierpniem, a grudniem 2016 roku zwycięzca krajowych rozgrywek reprezentował będzie PZPN w międzynarodowym turnieju eliminacyjnym. Turniej finałowy odbędzie się w 2017 roku.
I trenerem reprezentacji Podkarpackiego ZPN jest Szymon Szydełko, drugim, Michał Szymczak. Bramkarzami zajmuje się Andrzej Paszek, a fizjoterapeutą jest Arkadiusz Rząsa. Do Polic wyjechał także prezes Podkarpackiego ZPN Marek Hławko, trener koordynator Henryk Rożek i kierownik drużyny Sławomir Ferenc. Kadrę Podkarpackiego Związku Piłki Nożnej tworzą: Paweł Pawlus, Mateusz Krawczyk, Łukasz Zych, Kamil Chmielowski, Damian Skała, Damian Barszczak, Kamil Pydych, Paweł Dziedzic, Jaromir Skiba, Mateusz Trawka, Adrian Burak, Radosław Adamski, Mateusz Kocur, Jacek Tyburczy, Arkadiusz Gosa, Bartosz Karwat, Paweł Hass, Bartłomiej Buczek.
Miejmy, nadzieję że nasz zespół przynajmniej powtórzy sukces sprzed dwóch lat, kiedy to zdobył wicemistrzostwo Polski.

opr. Dagmara Wojciechowska
Bogusław Szczurek


osir (26 of 98)(1)

Jak NKO zrobiła z siebie jelenia w sprawie Grenia, czyli fanfaronada prezesa Bońka – futbolplus

1

Zbigniew Boniek postawił na swoim. Najwyższa Komisja Odwoławcza PZPN działająca pod dyktando prezesa PZPN ukarała Kazimierza Grenia za niepokorność i postawienie się sternikowi polskiej piłki, bo przecież nie za domniemane sprzedawanie biletów przed stadionem w Dublinie.

Boniek, któremu Greń jako jedyny z członków zarządu PZPN otwarcie stawił czoła, publicznie go krytykował za łamanie związkowego statutu (reklamowanie nielegalnej w Polsce bukmacherki czy zasiadanie w radzie nadzorczej Ekstraklasy), organizował opozycję, a przede wszystkim śmiał zaatakować przewodniczącego Kolegium Sędziowskiego, Zbigniewa Przesmyckiego, który wespół z prezesem PZPN ustawiają ligę i mogą swobodnie wpływać na wyniki meczów w zależności od kursów bukmacherskich w reklamowanych przez Bońka nielegalnych zakładach, wreszcie pozbył się największego zagrożenia.

Greń stał ością w gardle Bońkowi od dwóch lat, kiedy zaczął następcy Grzegorza Laty patrzeć zbyt zuchwale na ręce i swym niepohamowanym wścibstwem dociekać niezbyt przejrzystej prezesowskiej działalności prezesa. A przede wszystkim, kiedy zniweczył wprowadzenie w życie chytrego planu zmiany statutu PZPN, mającego pod płaszczykiem nadania związkowi nowych korporacyjnych reguł, zapewnić „Zibiemu” dyktaturę i nieskończoną prezesurę. Podkarpacki „baron”, który pomógł w październiku 2016 roku wygrać Bońkowi wybory na prezesa, stał się dla sternika polskiej piłki strasznie niewygodny.

Musiał więc prezes PZPN wymyślić jakiś fortel, za pomocą którego utemperowałby bezczelnego śmiałka, a najlepiej usunął ze związkowych struktur, aby już nigdy więcej mu nie bruździł i nie utrudniał realizacji mętniackich założeń.

Dosyć długo, bo ponad rok szef PZPN czekał na nadarzającą się okazję ukarania niepokornego Grenia. Cierpliwość jednak została w dwójnasób wynagrodzona. Choć kosztowała sporo zachodu i zaangażowania niemałych związkowych środków. Media, które Boniek, trzyma dzisiaj na krótkiej smyczy, również spełniły swoje zadanie.

W ukartowanej, w co coraz bardziej zaczynam wierzyć po decyzjach związkowej Komisji Dyscyplinarnej i Najwyższej Komisji Odwoławczej, akcji upodlenia Grenia prezes PZPN posunął się do wielu nikczemnych działań, rodem z ponurych czasów PRL, kiedy wyroki wykonywano bez dowiedzenia winy.

Nie wiem, czy Greń handlował biletami pod stadionem AVIVA, czy choćby usiłował, a może po prostu padł ofiarą swojej naiwności. Sąd w Dublinie tego nie rozstrzygnął, gdyż oddalił pozew ze względu na znikomą szkodliwość czynu, jeśli w ogóle takowy miał miejsce, a nie była to hipotetycznie rzecz ujmując skrupulatnie przygotowana prowokacja. Wiem natomiast, że Bońkowi bardzo ta sprawa ułatwiła dokonanie sądu nad nieposłusznym członkiem zarządu PZPN.

Wykorzystując swoją pozycję i odpowiednie związkowe organa, które dziwnie nie zajmują się ewidentnym (tutaj nie ma już domniemania, jak w przypadku Grenia) łamaniem związkowego prawa przez prezesa PZPN, a także trzymane na krótkiej smyczy media, Boniek przysolił krnąbrnemu „baronowi” karę jak się zowie. Nie powstydziliby się jej nawet stalinowscy oprawcy zsyłający za podebranie bochenka chleba na 10 lat łagru (analogie, niestety, nasuwają się same).

Przewodniczący Komisji Dyscyplinarnej PZPN i Najwyższej Komisji Odwoławczej spełnili rozkaz swojego mocodawcy, całkowicie ośmieszając przy tym tę całą związkową jurysdykcję, która choćby w przypadku skazanych za korupcję w piłce przez sądy powszechne była zdecydowanie łagodniejsza niż w przypadku nieudowodnionej, zasądzonej jedynie na poszlakach, winy Grenia.

Nieprzypadkowo po raz pierwszy w historii NKO w sprawie Grenia zebrała się w miniony piątek, i to w samym środku wakacji, w pełnym 9-osobowym składzie. Nieprzypadkowo NKO zebrała się dzien przed urwylotem na urlop na Sardynię prezesa Bońka. Nieprzypadkowo termin rozprawy przewodniczący, jak mniemam za dyrektywą szefa PZPN, wyznaczył tydzień przed orzeczeniem sądu w Dublinie o ewentualnym udostępnieniu werdyktu w sprawie Grenia. A nuż werdykt byłyby nie po myśli Bońka i członkowie NKO z jej przewodniczącym wyszliby na jeszcze większych dyspozycyjnych durniów niż są w rzeczywistości. Nieprzypadkowo też sześciu z dziewięciu członków komisji obstawionych było przez na tak zwanych żołnierzy prezesa w zarządzie PZPN.

A czy przypadkiem w przeddzień ostatniego posiedzenia zarządu PZPN, tydzień przed zebraniem NKO w sprawie Grenia, prezes Boniek zaprosił na kolację szefów Mazowieckiego ZPN, Zdzisława Łazarczyka, Wielkopolskiego ZPN, Stefana Antkowiaka, Kujawsko-Pomorskiego ZPN, Eugeniusza Nowaka, Zachodniopomorskiego ZPN, Jana Bednarka, Dolnośląskiego ZPN, Andrzeja Padewskiego i Świętokrzyskiego ZPN , Mirosława Malinowskiego oraz członka zarządu PZPP, prezesa Jagiellonii Białystok, Cezarego Kuleszę? Chyba jednak nie.

Przeglądając skład obecnej NKO niezbicie wynika, iż jej przewodniczący Włodzimierz Głowacki z Poznania to człowiek nie tylko Antkowiaka, ale i dobry kolega rzecznika Dyscyplinarnego PZPN, Adama Gilarskiego, który był stroną, to znaczy oskarżycielem w sprawie Grenia, a jednocześnie współpracownikiem Bońka jeszcze z czasów handlującej prawami telewizyjnymi firmy „Go and Goal”. Wiceprzewodniczący NKO, Marcin Ilków z Opola to człowiek Padewskiego. Sekretarz NKO, Agnieszka Syczewska to nie kto inny, tlyko pracownica Jagiellonii, której prezesem jest wspomniany Kulesza. Członek Dariusz Michalak, dyrektor kieleckich targów, to przyjaciel Malinowskiego, szefa kieleckiego przedsiębiorstwa Chemar Rurociągi, który za protekcją Bońka znalazł się w Komitecie Hat-Trick UEFA. Członek Krzysztof Jamrozik to również członek wydziału dyscypliny Mazowieckiego ZPN, któremu prezesuje Łazarczyk. A członek Sylwester Wiśniewski z Lublina to protegowany prezesa Lubelskiego ZPN, Zbigniewa Barnika, któremu podlega Bialskopodlaski Okręgowy ZPN, gdzie przeniesiono za kadencji Bońka Szkołę Trenerów PZPN z Warszawy. Nepotyzmu i kumoterstwa w tejże jedynej komisji wystarczy na co najmniej 10 lat wstecz związkowej „transparentności”.

Wymienieni bońkowi konfidenci oddali sześć głosów za dyskwalifikacją Grenia. Trzech członków NKO – Piotr Kluz, były wiceminister sprawiedliwości z Warszawy, Jerzy Stelmaczuk, również z Warszawy, oraz Grzegorz Jaworski było przeciwnych. Stosunkiem głosów 6:3 NKO podtrzymała więc decyzję zawieszenia Grenia przez Komisję Dyscyplinarną pod przewodnictwem Mikołaja Bednarza, tego samego, który skompromitował się stwierdzeniem, że przewinę Grenia należy „rozpalonym żelazem wypalać” niczym za czasów Świętej Inkwizycji.

Wspaniałomyślnie jednak rzecznik ochrony prawa związkowego PZPN, Krzysztof Malinowski, notabene zadeklarowany piewca bońkowych talentów, wystąpił o złagodzenie wymiaru kary KD przez NKO z 10 do 4 lat. Pierwotnie, jak słyszał Greń na mieście, kara miała zostać zmniejszona o połowę. Gdy jednak podsądny wyśmiał w twarz tę nowinę członkom NKO, ci za namową rzeczonego Malinowskiego złagodzili werdykt o rok, aby nie było dokłądnie tak jak Greń się wcześniej na mieście dowiedział.

Greniowi pozostaje ostatnia deska ratunku, czyli dowołanie się do Trybunału Arbitrażowego przy Międzynarodowym Komitecie Olimpijskim w Lozannie. W CAS macki Bońka raczej nie sięgają (co wykazała choćby sławetna sprawa odwołania Legii Warszawa od ukarania klubu walkowerem przez UEFA w meczu rewanżowym II rundy wstępnej Ligi Mistrzów sezonu 2014/15).

Warto więc chyba dowieść sprawiedliwości przed ostatecznym gremium i wykazać, iż Boniek jest „wielbłądem”.

Jacek Kmiecik

Źródło: http://futbolplus.pl/plus/felietony/item/2660-jak-nko-zrobila-z-siebie-jelenia-w-sprawie-grenia-czyli-fanfaronada-prezesa-bonka

20 lat Rzemieślnika Pilzno

IMG_0972

26 lipca w Pilźnie miała miejsce miła uroczystość. Miejscowy Ludowy Klub Sportowy Rzemieślnik-Taurus obchodził swoje 20 urodziny. Obchody rocznicowe rozpoczęły się mszą świętą w Kościele Parafialnym, po której uczestnicy przemaszerowali na stadion, gdzie odbyła się główna część uroczystości. Prezes klubu Roman Maciejowski po przywitaniu zebranych, w kilku zdaniach przypomniał historię i dotychczasowe osiągnięcia klubu, który bez przerwy od 17 lat występuje na boiskach IV ligi.
Na uroczystość zostali zaproszeni byli piłkarze, którzy w przeszłości reprezentowali barwy klubu. W dowód uznania Zarząd nagrodził najbardziej zasłużonych pamiątkowymi statuetkami a pozostałych okolicznościowymi proporczykami i dyplomami. Wyróżniono także sponsorów klubu, bez których jego funkcjonowanie nie byłoby możliwe. Działacze klubowi zostali uhonorowani odznakami Polskiego i Podkarpackiego Związku Piłki Nożnej, które wręczyli wiceprezesi Podkarpackiego Związku Piłki Nożnej Marek Hławko i Wiesław Lada. Życząc dalszych sukcesów wręczyli na ręce prezesa Romana Maciejowskiego okolicznościowe patery Podkarpackiego i Polskiego Związku Piłki Nożnej.
Przy takiej uroczystości nie mogło zabraknąć piłkarskiego spotkania. Rozegrali go byli i obecni piłkarze Rzemieślnika.

Opracowanie: Marek Fulara, Andrzej Garboś i Bogusław Szczurek.
Fotografie: Paweł Garboś

Cel, pal Greń

v3b

Kazimierz Greń to postać wyjątkowo specyficzna. Gdy już mamy wrażenie, że gorzej z nim być nie może, gdy już wydaje się, że osiągnął dno, że niżej nie ma już zupełnie nic – on wyciąga asa z rękawa i kompromituje się jeszcze mocniej. Po aferze irlandzkiej, puszczeniu na oficjalnej konferencji youtube’owej parodii, Maxi Kaz zaatakował w Ciechocinku. Między innymi uciekając z hotelu bez opłacenia pobytu… – takimi zdaniami zaczyna się ostatni artykuł, jaki ukazał się w mediach publicznych, którego bohaterem jest znany działacz piłkarski. I tym razem, jak wiele poprzednich był to tekst anonimowy, czyli autor wstydzi się, bądź boi ujawnić rzeszy czytelników swoje nazwisko z powodów ogólnie nieznanych. Być może, dlatego, że celem artykułu nie była informacja o jakimś tam wydarzeniu, tylko kolejna, z jednej strony chamska, z drugiej infantylna próba zdyskredytowania w oczach opinii publicznej osoby członka Zarządu PZPN, członka Komisji Finansowej PZPN, przewodniczącego Komisji Futsalu i Piłki Plażowej, prezesa Podkarpackiego ZPN.
Problem autora tego artykułu i osoby odpowiedzialnej za upublicznienie go polega na tym, że fakty, o jakich informuje nigdy nie miały miejsca. Kazimierz Greń zaliczył spokojny pobyt w hotelu w Ciechocinku, przeprowadził posiedzenie komisji futsalu, w obecności pracownika PZPN uregulował żądaną opłatę w recepcji za pobyt i pojechał przez nikogo nie niepokojony do domu. Świadków jest sporo, monitoring hotelowy, jak nie zginie, także będzie punktem odniesienia do potwierdzenia prawdomówności stron konfliktu. Jak zginie, to także będzie jakiś dowód i to z pewnością na korzyść pomówionego. Ten z Irlandii (monitoring) też nigdy nie ujrzał światła dziennego, ale o tym za chwilę.
Śmiejąc się z całej tej sytuacji, która miała K. Grenia „ugotować” przed posiedzeniem Komisji Odwoławczej PZPN, chyba sam zadzwonię do pani Magdy z hotelu, z zapytaniem, ile razy w swojej karierze hotelarskiej, borykając się niesfornymi klientami, szukała ratunku poprzez portale internetowe. Z pewnością nigdy, więc nasuwa się kolejne pytanie: – Cóż się stało tym razem, że z kilkunastu ogólnopolskich tytułów informacyjnych, gazet, portali, właśnie ten jeden, na co dzień współpracujący ściśle z PZPN, czyli zajmujący się zupełnie inną sferą życia dostąpił zaszczytu pozyskania newsa. Co ciekawe, te „rewelacje” zostały całkowicie zignorowane w pozostałych mediach. Zarówno oficjalnie jak i na prywatnych komunikatorach panów redaktorów. Wszyscy, nawet ci mało życzliwi Greniowi zauważyli, że ta prowokacja zbyt grubymi nićmi jest uszyta. Żelazną zasadą branży hotelarskiej jest zapewnienie ochrony prywatności swoich gości, nawet gdy ci przysparzają problemów. Ta reguła została złamana i to na nieprawdziwych zarzutach.
Posługując się tylko logiką można było stwierdzić, że cała ta sytuacja została po prostu sfabrykowana, ale z pewnością tym elementem zajmie się już sąd.
Tak na marginesie zastanawiam się, dlaczego K. Greń nie ma problemów prawnych i medialnych po innych swoich wyjazdach, tylko tych organizowanych przez PZPN. Był ostatnio w Popradzie, spokój. Podobnie Wiśle, Dubiecku, Zakopanym. O dziwo, jego opinii szkodzą TYLKO i WYŁĄCZNIE wojaże, organizowane przez Polski Związek Piłki Nożnej. Zbieg okoliczności? Przypadek? Z PEWNOŚCIĄ NIE. Wnioski pozostawiam innym.

Kiedy zaczęły się kłopoty Grenia.

Już jakieś dwa lata temu. Zadawał trudne pytania podczas posiedzeń Zarządu PZPN. Był inicjatorem storpedowania (dwukrotnie, z sukcesem) planów „majstrowania” przy zapisach w statucie PZPN odnośnie próby wprowadzenia niekorzystnych zapisów dla związków wojewódzkich i klubów lig centralnych. Mówił o „wielbłądach” sędziowskich podczas spotkań Ekstraklasy i I ligi, a także o wadliwym systemie spadków i awansów sędziów piłkarskich. Pytał o finanse związku, jako członek stosownej komisji. Podawał krytyce formę, styl i co najważniejsze, jakość kierowania stowarzyszeniem.
Atmosfera wokół Grenia zgęstniała, gdy zebrał w Uniejowie podczas nieformalnego zebrania prezesów związków wojewódzkich 44 głosów w celu zablokowania zmian w statucie PZPN i zaczął oficjalnie mówić o….. bukmacherce. Wprawdzie bez szczegółów, bez oskarżania kogokolwiek, ale postawił chyba, jako pierwszy w kraju ten problem pod rozwagę i pod dyskusję. Mówił tylko tym, co i tak wszyscy widzieli, tylko przechodzili obok obojętnie. Mówił, a na swoje dzisiejsze nieszczęście (jak się okazało) także definiował zagrożenia, podając przykłady łamania prawa polskiego i zapisów statutowych PZPN, UEFA i FIFA. Kto i gdzie lobbuje. Kto i gdzie reklamuje. Kto i od kogo w skali państwa polskiego nie może wyegzekwować przestrzegania prawa. Kto i kogo w relacjach związkowych chroni i broni udając przy tym bądź niewidomego, bądź niedoinformowanego.
Dla wielu obserwatorów sportowej sceny w Polsce bukmacherka, to mało znaczący problem. Jest, bo jest, a jednak ta forma obracania pieniędzmi w dobie funkcjonowania Internetu ma wymiar kosmiczny. Mówi się wręcz o miliardach. No i nabiera znaczenia wtedy, jak „dotknie” ukochany klub, drużynę. Bo, by wygrać mógł ktoś, ktoś musi przegrać. Na razie w roli przegranego występuje właśnie Kazimierz Greń.
Zainteresowanym tematem polecam dokument o kulisach gier bukmacherskich w piłce nożnej. Wyemitowany w TVN Biznes film nakręcono wzorując się na przykładach z Niemiec i Włoch, ale w 39 minucie i 50 sekundzie filmu pada także nazwa „państwa bałtyckie”.

Kliknij link:
https://youtu.be/YCMnDaWrLVo

Co dalej z prezesem Greniem?

Pomówiony przez media o handel biletami prezes Greń został skazany na … 10 lat dyskwalifikacji przez Komisję Dyscypliny PZPN. Ten wyrok został jednoznacznie oceniony, jako tendencyjny i kuriozalny. Taką opinię wyrazili niezależni od PZPN dziennikarze, pierwszoplanowi działacze piłkarscy, prawnicy i wszyscy zdrowo myślący obserwatorzy finału tego prawnego kabaretu.
Na jakiej podstawie zapadło takie orzeczenie do dzisiaj nikt nie wie, oprócz osób zainteresowanych wyeliminowaniem Grenia z życia sportowego. Dowodów na jego winę nie zebrano i nie przedstawiono. Zaginął wspominany wcześniej monitoring, przepadli anonimowi świadkowie. Pozostały tylko oszczercze mejle i artykuły prasowe.
Swój punkt widzenia przedstawiłem w tekście „Ścigany”

http://www.podkarpackizpn.pl/index.php/archiwum/1313-scigany

i osobiście miałem nadzieję na salomonowy wyrok, czyli mądry i sprawiedliwy, jeżeli ktoś nie wie, co się kryje pod tym pojęciem.
Pisałem:
Jak się to zakończy? Wielu uważa, że zna werdykt, przedstawiając mocną, drastyczną wizję wykluczenia niewygodnego działacza ze struktur PZPN. Ja w to nie wierzę, bo nie ma takich podstaw. Członkami komisji dyscypliny są prawnicy. Mają nie tylko wiedzę, ale także reputację i honor. Wprawdzie ci sami członkowie już kilka lat temu karali Grenia za wpisy na blogu, które po zmianach personalnych w kierownictwie PZPN zostały anulowane, czyli zmieniono ich kwalifikację prawną. Prezes z jednej strony mówi, że czeka, by Kaziu oczyścił się z zarzutów, z drugiej puszcza sygnały twierdząc, że Greń coś kręci. To taka trochę pokrętna postawa, ale być może przypadkowo wyciągam dość pochopne wnioski.
Jak by nie patrzyć, panowie ze wspomnianego wydziału mają twardy orzech do zgryzienia. Teoretycznie kilka artykułów z wątpliwymi w swej wymowie faktami, to trochę mało, by działacza tak drastycznie ukarać, a przecież dochodzi do tego element własnej reputacji i zwyczajnej ludzkiej przyzwoitości. No, bo drugiej strony medalu przecież nie ma w tej sprawie, bo być nie może, czyli nakazu wykluczenia, oczekiwania na siłowe rozwiązanie i skazujące orzeczenie eliminujące Grenia z dalszej „gry”.
Drakoński wyrok jednak zapadł. Jaki, wiemy. Nie będę ustosunkowywał się do uzasadnienia, bo z pustosłowiem ciężko dyskutować. Zauważę tylko jedną, znamienną w swej wymowie rzecz. Przewodniczący KD podczas Walnego, już po wydaniu uzasadnienia odnosił się publicznie do całej sprawy i wyroku, co w świetle procedur i obyczajów prawnych jest działaniem nie do pomyślenia. Co skłoniło pana przewodniczącego do tego bezprecedensowego kroku nie wiem, bo o wyrzuty sumienia raczej go nie posądzam.
Zdrowym rozsądkiem kierowało się za to 45 delegatów na Walnym Zgromadzeniu PZPN, przywracając mandat zaufania, odrzucając w tajnym głosowaniu zawieszenie Kazimierza Grenia, jako członka Zarządu PZPN i tym samym przywracając mu prawo do brania udziału w pracach zarządu. To wysoki i wiele mówiący wskaźnik wygenerowany przez oceniające sytuację najważniejsze osoby w polskiej piłce. Członkowie najwyższej władzy w PZPN, delegaci na Walne Zgromadzenie powiedzieli STOP.
Kazimierz Greń korzystając ze swoich praw odwołał się do Komisji Odwoławczej PZPN. Przed tym gremium jeszcze nie miał okazji występować. W skład „odwoławczej” też wchodzą prawnicy, także zawodowi sędziowie, więc raczej nie powinni mieć problemów z oceną merytoryczną zebranych dowodów winy Grenia, bądź ich braku. Z pewnością nie będą mieć problemów z oceną prawną stosowanych procedur podczas prac komisji I instancji. Ocenią uczciwie rzetelność postępowania, w tym także odrzucanie wszystkich składanych wniosków obrony, np. o możliwość przesłuchania świadków, konfrontację z nimi, czy pozbawienie możliwości wnikliwego studiowania oraz praktycznej weryfikacji dokumentów znajdujących się w aktach sprawy.
Jeżeli tak się stanie, to Kazimierz Greń powinien być spokojny o werdykt, bo zapaść może tylko jeden. Uniewinniający.
Patrząc od tej strony wypada jeszcze raz powtórzyć zdanie: No, bo drugiej strony medalu przecież nie ma w tej sprawie, bo być nie może, czyli nakazu wykluczenia, oczekiwania na siłowe rozwiązanie i kolejne skazujące orzeczenie eliminujące Grenia z dalszej „gry”.
Posiedzenie Komisji Odwoławczej PZPN odbędzie się w piątek. Jeżeli ktoś zna bukmachera, który przyjmuje zakłady, jakim wynikiem zakończy się dla Kazimierza Grenia ta sprawa niech podrzuci kontakt. Zaryzykuję i postawię na praworządność, bo jakby nie było ona zawsze, gdzieś tam na końcu wygrywa z pieniędzmi.

Janusz Pytel

Jest świetnie, będzie lepiej -Ryszard Niemiec,Sport

1

Bardziej optymistycznego „entre” w nowy sezon piłkarski trudno sobie wyobrazić! Nawet zwycięstwo Lecha w Sarajewie nie ma szans.

Przewodniczący Polskiego Kolegium Sędziów Zbigniew Przesmycki oświadczył otóż autorytatywnie, że od początku jego kadencji poziom sędziowania w Polsce znacznie się podniósł!
No, no… To, co przez dekady nie dali rady sprawić ojciec i syn Eksztajnowie, Stachura, Środecki, Kolator, Strejlau, Hańderek, Stempniewski, w trymiga dokonał Przesmycki. I nic to, że po pogromie, jaki sprawili środowisku wrocławscy prokuratorzy, po czystce etnicznej, która posłała w niebyt mendel arbitrów uznawanych za czołowych, geniusz łódzkiego działacza ruszył z posad bryłę światka. Jego wypowiedź legitymizował swym autorytetem sam prezes PZPN, a grono pochlebców podżyrowało szarżę argumentem międzynarodowego awansu Szymona Marciniaka, rozstrzygającego rywalizację młodzieżówek w Europie.

Niestety, na mnie ten argument działa słabo, albowiem już w 1978 roku zakwestionowałem wytypowanie Alojzego Jarguza na argentyński mundial, jako faktu niemającego nic wspólnego z jego wysokim poziomem etycznym. Zasłynął on udzielonym „Sztandarowi Młodych” wywiadem, w którym zapytany, czy miał okazję zetknąć się korupcją, odpowiedział brawurowo, że jej natychmiast łeb ukręcił. Wyprowadził na boisko drużyny z Łodzi i Gdyni i nagle wyczuł, że w drodze niewidzialna ręka włożyła mu do kieszeni spodenek paczkę banknotów. – W przerwie meczu oddałem łapówkę – wyznał Jarguz, a reporter-gamoń już nie był ciekaw, skąd arbiter wiedział, komu zwrócić kasę!

Pozwoliłem sobie wówczas na ironiczne skomentowanie tego zdarzenia, co było powodem rozlicznych udręk sądowych i czołgania w Wydziale Prasy KC PZPR („zachód czeka, aby utrącić sędziego z krajów socjalistycznych, a wy w tym pomagacie”).
Przy sceptycyzmie pozostałem także wtedy, gdy Michał Listkiewicz brylował na bocznej linii mundialu włoskiego, a Jacek Pocięgiel francuskiego. No a potem przyszła czarna pięciolatka 2005-2010, w której sekator ustawy z 2003 roku o zwalczaniu korupcji w sporcie wyczynowym skrócił o głowę całą czołówkę międzynarodowych arbitrów. Niejeden z nich miał czelność i tupet straszyć mnie – jako dziennikarza i redaktora dziennika sportowego – pozwem sądowym, ba, trzykrotnie zmuszony zostałem do zgniłej ugody i nieszczerej ekspiacji na łamach.

Jeden poleciał na skargę do prezesa Kolportera Kielce, skarżąc się, że „jedenastka” orzeczona przez niego na korzyść drużyny Dariusza Wdowczyka w sezonie 2003/04, przesądzająca o awansie do II ligi, stała się pretekstem do mej krytyki felietonowej. Ponieważ było tych karnych w sezonie tuzin, nie zostawiłem suchej nitki na kupujących na chama awans u sędziów. W ramach retorsji przysłano mi list prezesa Tkaczuka, w którym żądano przeprosin w trybie przewidzianym prawem prasowym. Ale ze mną nie te numery, Bruner! Nie kiwnąłem palcem, natomiast wrocławscy prokuratorzy zawieźli do aresztu kierownika, trenera i pół kieleckiej drużyny! Jakim cudem nie trafił tam rzeczony obrońca uciśnionych przeze mnie sprzedajnych arbitrów – pan Tkaczuk – do dziś dnia nie pojmuję.

Sprawiedliwość nie ma łatwego chleba, sprawiedliwość wymierzana na boiskach piłkarskich nie inaczej. Gdyby Przesmycki pochwalił się, że za czasów jego inwestytury umocniła się i okrzepła kondycja etyczno-moralna środowiska, byłbym skłonny podpisać się pod sugestią. Kiedy mówi z mocą aksjomatu poznawczego, że mamy do czynienia z radykalnym podniesieniem poziomu sędziowania, myślę, że uprawia propagandę sukcesu. Kiedy widzę krzywdę wyrządzoną Jagiellonii przez arbitrów, kiedy lituję się wraz z „całą Polską, która widziała” nad garbatym, pucharowym losem Błękitnych i patrzę, jak sędzia Niebudek idzie w zaparte, twierdząc, że egzekutor karnego nie ma prawa dobijać własnego strzału, dusza we mnie krzyczy i każe podać dalej: więcej skromności, panowie!

Autor: Ryszard Niemiec
Źródło: http://katowickisport.pl/ryszard-niemiec-o-euforycznym-stwierdzeniu-przesmyckiego,artykul,587497,1,12690.html

Tupeciarzy dwóch – futbolplus

1

Cytując klasyka, działacza, byłego policjanta, Zbigniewa Lacha: „Prezes się ku..wa, skompromitował!”. Sternik PZP, Zbigniew „Śmieszy mnie to” Boniek skompromitował się serią tweetów o swoim przydupasie i zauszniku już od bydgoskich czasów, którego w nagrodę za służalczość zrobił dyrektorem sportowym PZPN i szefem Szkoły Trenerów PZPN, Stefanie Majewskim.

Prezes śmieszek polskiej skopanej zadał twitterowiczom zagadkę:

2

Gdy nikt nie trafił, kogo śmieszny prezesik miał na myśłi, zamieścił rozwiązanie, wskazując na… nieudacznego trenera i byłego pokracznego zawodnika, bydgoskiego ziomala Stefcia „Burczymuchę” Majewskiego z technikum kolejowego.

Prezes „Śmieszy mnie to” Boniek przypomniał, że „drewniany” Majewski zadebiutował w Legii Warszawa z numerem 10 na koszulce, co oczywiście może do dzisiaj budzić mieszane odczucia wiernych fanów Legii – jak facet tak surowy technicznie i bez żadnego przeglądu pola, słynący jedynie z „żelaznych płuc” i odpowiadający wyłącznie topornemu systemowi gry „kick and rush”, profanował „dychę” na Łazienkowskiej?

„Co za tupet?” – skomentował to, co widać na zdjęciu, prześmiewczo Boniek.

I, aby nie uraziło to zbytnio „Burczymuchy” chwilę później dopisał prezes śmieszek:

3
Tweet ten wywołał akurat odwrotny do zamierzonego skutek, gdyż większość twitterowiczów obśmiała Majewskiego.

A może rzeczywiście o to prezesowi śmieszkowi chodziło? Żeby Stefciowi za dobrze nie było.

Za Bońkiem bowiem nigdy nie trafisz. Ot, taka jego lisia natura.

Źródło: http://futbolplus.pl/plus/rudy-102/item/2568-tupeciarzy-dwoch