Kadra rocznik 1999 Puchar im. Kazimierza Deyny

q

Piąte zwycięstwo z rzędu odniosła kadra trenera Marcina Wołowca (rocznik 1999), pokonując w meczu wyjazdowym trudnego rywala jakim jest Małopolski ZPN. W meczu rozegranym na stadionie „Bronowianki” Kraków Podkarpacki ZPN zwyciężył 1-0, po bramce w 53 minucie Konrada Bucia.

Małopolski ZPN – Podkarpacki ZPN 0:1 (0:0)
53’ Buć
Skład: Lichoń – Jopek (60’ Łazarz), Wierzchowiec (63’ Kajpust), Pierzchała, Suchora – Toczek (47’ Stelmach), Lusiusz (50’ Mitoraj), Kanach, Kroker (65’ Kuca) – Buć, Szagała (50’ Ostrzywilk).
Trenerzy: Marcin Wołowiec, Dariusz Liana, Artur Szkutnik.
Kierownicy: Bogusław Pańczak, Edward Sobczyk.
Puchar im. K. Deyny (rocznik 1999)

Miejsce Związek Piłki Nożnej Ilość meczy Punkty Bramki zdobyte Bramki stracone
1. Podkarpacki ZPN 5 15 9 1
2. Lubelski ZPN 5 7 10 10
3. Małopolski  ZPN 5 4 8 11
4. Świętokrzyski ZPN 5 3 4 9

Kadra rocznik 2000 Puchar im. Kazimierza Górskiego

Małopolski ZPN – Podkarpacki ZPN 2:0 (1:0)
Kadra trenera Grzegorza Sitka (rocznik 2000) mimo wielu sytuacji bramkowych nie wywiozła z Małopolski choćby jednego punktu. Kolejny mecz o awans reprezentacja rozegra 16 czerwca na boisku „Kolbuszowianki” Kolbuszowa o godz. 12.00.
Puchar im. K. Górskiego (rocznik 2000)

Miejsce Związek Piłki Nożnej Ilość meczy Punkty Bramki zdobyte Bramki stracone
1. Małopolski ZPN 4 9 6 3
2. Lubelski ZPN 4 6 3 2
3. Podkarpacki ZPN 4 6 2 3
4. Świętokrzyski ZPN 4 6 4 7

Korespondent Boniek. Prezes PZPN tweetuje na żywo z kongresu FIFA – futbolplus.pl

 

1 2 3 4

 

Prezes PZPN Zbigniew „Śmieszy mnie to” Boniek zabawił się w korespondenta Twittera z Kongresu FIFA. Najpierw w przeddzień wyborów prezydenckich Międzynarodowej Federacji Piłkarskiej wrzucił focię śpiącego delegata FIFA, najpewniej z Oceanii lub Indonezji, co podchwycił irlandzki bukmacher Paddy Power i zamieścił na swoim koncie z wymownym komentarzem: „Wczoraj członkowie FIFA wyrazili oburzenie przez zaśnięciem wkrótce po bufecie” i w rzeczy samej powołaniem się na tweeta szefa PZPN, również co warte podkreślenia, delegata FIFA.

W dniu wyborów prezydenckich prezes „Śmieszy mnie to” na Kongresie FIFA także nie próżnował. Lekko zdziwiony brakiem zasięgu na sali obrad wysłał dramatyczny apel: „Odcięci od świata,na Kongresie FIFA bez wifi.dlaczego?”, o co w sukurs przyszli mu twitterowicze i podali hasło do zalogowania.

Poskutkowało! Sternik polskiej piłki i delegat FIFA w jednej osobie podesłał kolejną focię swojego kolegi po fachu – również delegata FIFA z jakiegoś dalekiego zamorskiego kraju z kpiącą adnotacją: „Koledzy po prawej gotowi do głosowania”.

Następnie, prezes wyraźnie się nudząc (przecież nie poleciał do Zurychu głosować na Josepha Blattera, a miał wesprzeć w wyborach swojego kandydata na prezydenta Luisa Figo, tylko Portugalczyk mu się tydzień przed elekcją wycofał) zamieścił tweeta, ni z gruszki ni z pietruszki: „Szczerze,to trzeba wygrać z Gruzją,to jest najważniejsze (trzy piłeczki-biedroneczki)#wszyscynaGruzje”.

Może „Zibiemu” zakołatało w głowie, że w przypadku jego nieprzychylnego stanowiska wobec obecnych władz FIFA czerwcowy mecz o punkty w kwalifikacjach Euro 2016 z Gruzinami, których ograliśmy w październiku w Tbilisi 4:0, wcale teraz może nie być spacerkiem (wiadomo, kto gwiżdże – sędziowie, nad którymi pieczę sprawuje FIFA a nie UEFA, a jak to we Włoszech mówią – Bóg zdradę wybacza, mafia nigdy!).

Wracając jednak do spraw światowej piłki, prezes PZPN zamiśscił kolejnego tweeta:

„Finanse FIFA to „bingo”. Na koncie jako rezerwa kwota miliard 500 milionow USA DOL”, co natychmiast wywołało ożywioną dyskusję wśród tweetujących (ciekawe, czemu prezes PZPN startujący w październiku 2012 roku w wyborach z hasłem całkowiej transparentności nie ujawnił dotychczas nadyżki finansowej polskiego związku?).

Wtręt zależnego od śmieszka z piłkarskiej centrali redaktora tuby propagandowej PZPN, iż to „Zaskórniaki:) To ile to będzie z samych odsetek rocznie?:)”, prezes „Śmieszy mnie to” skwitował następująco: „chyba mogliby kupić to Twoje Weszło (trzy uśmiechnięte mordeczki)”.

Na zaczepkę: „Jak Prezes to robi? Skarżył się przecież, że odcięty od netu?”, polski delegat na Kongres FIFA odparł dowcipnie: „postraszyłem ich i od razu znalazło się hasło (dwie buźki roześmiane i klaszczące dłonie)”.

Ulubieniec mass nie wdał się jednak w głębszą polemikę, kiedy jeden z twitterowiczów rzucił: „FIFA to mafia”. „Zibi” odparł tylko „bez przesady, jak w każdej wielkiej grupie są dobrzy,źli,uczciwi,skorumpowiani, cwaniacy.c’est la vie… przerwa 90 min”.

W trakcie lunchu wesołek rozwikłał, specjalnie dla twitterowiczów i… Paddy Power zagadkę śpiącego delegata FIFA z czwartku: „Po wczorajszej drzemce zaprzyjaźniłem się i ustaliłem strategie z kolegą z Tahiti#możemecznawyjezdzie (tylko jedna uśmiechnięta buźka)

Etc, etc…

Prezes „Śmieszy mnie to” spełnił więc na Kongresie ważną misję. Choć nie miał okazji zagłosować na „swojego” protegowanego Figo, to zdał doprawdy zabawną relację live z wyborów prezydenckich FIFA, czego żadne inne medium w Polsce „na żywo” nie uczyniło. Cześć i chwała za to szefowi PZPN.

Inna sprawa, czy taka twitterowa zabawa delegata FIFA spodobała się władzom światowej piłki i czy mające niewiele wspólnego z powagą zachowanie faceta w garniturze i pod krawatem przystoi niemal 60-letniemu szefowi polskiej skopanej?

 

 

 

5 6 7

źródło: http://futbolplus.pl/pzpn/item/1104-korespondent-boniek-prezes-pzpn-tweetuje-na-zywo-z-kongresu-fifa

Finał Pucharu Polski – Podkarpacki ZPN

Wisan Skopanie – Resovia Rzeszów 0:2 (0:0 )

Bramki: 76 min. Radosław Adamski, 90 min. Kamil Skuba
Sędzia główny : Tomasz Jagieła – Krosno .

Eliminacje PP na szczeblu woj. podkarpackiego wyłoniły finalistów. Prawo do rywalizacji o puchar przydało III-ligowej Resovii i grającej w klasie okręgowej drużynie Wisan Skopanie. Faworyci nie zawiedli. Ponad ośmiuset kibiców przy dość pochmurnej pogodzie oklaskiwało akcje obu drużyn, z czego dwie resoviacy zakończyli w drugiej połowie celnymi trafieniami.
Mecz rzeszowian z drużyną Janusza Hynowskiego stał na niezłym poziomie. Ciekawe akcje, wiele sytuacji podbramkowych a przed wszystkim sportowa prowadzona fair walka mogła się podobać. Nie odnotowano także żadnych kontuzji.
Pierwsze finałowe spotkanie oglądali m.in. prezes Podkręgu Stalowa Wola Zenon Krówka, sekretarz Podkarpackiego ZPN Edward Chmura, burmistrz Marek Mazur oraz prezesi Wisanu Skopanie Jan Pelczar i Wiesław Szlęzak oraz działacze okolicznych klubów i komisji Podokręgu Stalowa Wola .
Spotkanie rewanżowe zostanie rozegrane 10 czerwca o godz. 17.00 na stadionie przy ul. Wyspiańskiego w Rzeszowie. Zapraszamy.

Wisan Skopanie
Kuszaj M., Hynowski M., Furdyna B., Kubiak K. (88 min. Dziurzyński R.) Durda P., Polek T., Zych J., Rzeżwicki D. (80 min. Serafin M ), Pluta K. (86 min. Trzaska Ł.), Furdyna R., Uzar W. (63 min. Lis W.), Lis M.
Trener: Janusz Hynowski
Resovia Rzeszów
Pietryka M., Konefał J., Baran M., Szkolnik P. (58 min. Makowski B.), Fedan S. (46 min,. Kaliniec Sz.), Pyrdek P.(46 min. Adamski R.), Rop K. (65 min. Daniel M.), Dziedzic S., Sadecki A., Róg P., Ciećko T. (70 min . Skuba K.)
Trener: Maciej Huzarski

„Źle się dzieje w państwie duńskim”

Członek Zarządu PZPN: – Kto zdobędzie mistrzostwo Polski? Proszę zapytać sędziów!

Czym kierowało się jesienią 2012 r. podczas zjazdu wyborczego sześćdziesięciu jeden delegatów (w tym przedstawiciele klubów ekstraklasy) głosując na Zbigniewa Bońka? Z pewnością nie tylko obietnicami poprawy wizerunku PZPN, który nawiasem mówiąc zmieniany jest dość kontrowersyjnymi ze strony etyczno-moralnej metodami.
Delegaci głosujący na Zbigniewa Bońka widzieli w nim przede wszystkim przyszłego prezesa-reformatora, ale już po roku wielu poczuło się mocno zawiedzionych.
Merytorycznych zarzutów w zarządzaniu związkiem można by postawić sporo. Najwięcej kontrowersji jednak budzą obrazki z ekstraklasowych boisk. Relacje niezależnych obserwatorów oraz opinie podenerwowanych działaczy klubowych, trenerów, zawodników i kibiców są tożsame. Nie ma kolejki ligowej, w której nie byłby wypaczony wynik przynajmniej w jednym spotkaniu.
Choć problem korupcji w sporcie, ustawiania wyników spotkań powodowany korzyściami finansowymi, także bukmacherskimi dotyczył w przeszłości wielu federacji światowych, europejskich, także włoskiej, niemieckiej, a niedawno również naszej rodzimej, nie chcę rzucać bezpodstawnych podejrzeń o celowe działania w tym względzie. Jeżeli jednak odrzucimy ten powód, dojdziemy do jednego wniosku. Spotkania prowadzą sędziowie przypadkowi, źle wyselekcjonowani, nieprzygotowani do rozstrzygania na tym poziomie rozgrywek. Z jakiego klucza są dobrani? To pytanie na razie pozostawiam otwarte. Smaku tej tezie dodaje fakt, że alfą i omegą w tym względzie jest Zbigniew Przesmycki, który jak ojciec chrzestny tej grupy ludzi czuwa nad całością funkcjonowania Kolegium Sędziów PZPN. Dostał w tym względzie wolną rękę od prezesa Zbigniewa Bońka, a obydwaj panowie wręcz prześcigają się wręcz w sformułowaniach obronnych kompromitujących decyzji boiskowych swoich „podopiecznych”. Czym jest to powodowane, również pozostawiam do oceny innym. Przynajmniej na razie.
„Źle się dzieje w państwie duńskim”. Sytuacja jest niedobra, niepokojąca i dobrze, że zaczynają o tym mówić publicznie także członkowie Zarządu PZPN.

UEFA Regions Cup

1

Świętokrzyski ZPN – Podkarpacki ZPN 0:4 (0:1)

0:1 Hass 13′ – karny
0:2 Kocur 70′
0:3 Buczek 80′ – karny
0:4 Kocur 90+1 – wolny
W pierwszym meczu finału makroregionu reprezentacja Podkarpackiego ZPN zmierzyła się ze Świętokrzyskim ZPN na stadionie MZKS Alit w Ożarowie.
Podopieczni trenerów Szydełki i Szymczaka odnieśli przekonywujące zwycięstwo 4:0. Stosunkowo wysoki wynik nie oddaje w pełni obrazu spotkania, bo mecz był dość wyrównany. Świadczy o tym dobitnie tylko jednobramkowe prowadzenie do przerwy, przy czym bramka padła z rzutu karnego. Należy pochwalić za dojrzałość piłkarską cały zespół, że potrafił wypracować i bezwzględnie wykorzystać sytuacje bramkowe.
Spotkanie i dyspozycję naszej kadry obserwowali na miejscu wiceprezes Pod. ZPN Marek Hławko i trener koordynator Henryk Rożek.
Czterobramkowe zwycięstwo stanowi sporą zaliczkę przed meczem rewanżowym. Odbędzie się ono 11 czerwca o godz. 17 na Stadionie Sportowym w Grodzisku Górnym.
Serdecznie zapraszamy wszystkich kibiców. Wstęp wolny.

Składy:
Podkarpacki ZPN:
Izolator Boguchwała – Pawlus Paweł, Burak Adrian, Dziedzic Paweł, Skiba Jaromir, Bereś Michał, Tyburczy Jacek, Karwat Bartosz
Karpaty Krosno – Buczek Bartłomiej, Chmielowski Kamil
Rzemieślnik Pilzno – Wilczyński Michał, Pydych Kamil, Kłos Kamil
Polonia Przemyśl – Barszczak Damian
Sokół Sieniawa – Skała Damian, Hass Paweł
Resovia Rzeszów – Adamski Radosław
Wólczanka Wólka Pełkińska – Kocur Mateusz
Orzeł Przeworsk – Kołodziej Kamil
Trenerzy: Szymon Szydełko, Michał Szymczak
Kierownik drużyny: Sławomir Ferenc

Świętokrzyski ZPN:
Gębura Bartosz, Mianowany Mateusz, Michalski Przemysław, Styczyński Bartosz – Granat Skarżysko
Czajkowski Paweł, Nowik Erwin, Kosowski Michał, Zacharski Konrad – KSZO Ostrowiec
Kula Norbert, Płusa Krystian, Anduła Dariusz – Łysica Bodzentyn
Obierak Piotr, Cecot Paweł – Czarni Połaniec
Puchrowicz Tomasz – Naprzód Jędrzejów
Rzepa Krystian – Pogoń Staszów
Gardynik Piotr – Neptun Końskie
Mojecki Karol – Spartakus Daleszyce
Wołowiec Wiktor – Spartakus Daleszyce
Trenerzy: Rot Jerzy, Bęben Marek
Kierownik drużyny: Mojecki Zdzisław

Co miał Boniek do przekrętu w meczu Legia – Jagiellonia? – futbolplus.pl

1

Obstawcie wynik na nielegalnym w Polsce bukmacherze – Expekt.com, czy tożsamym z nim Betclic.com? Co na tym wygracie? Prezes PZPN, razem z przewodniczącym Polskiego Kolegium Sędziów, zadbają już o to, żebyście się nie obłowili!

Czy możliwe jest, że szef piłkarskiego związku, reklamującego nielegalnego w Polsce bukmachera, wespół z odpowiedzialnym za obsady przewodniczącym Kolegium Sędziów, ustawiał wyniki meczów? Pytanie to warto sobie zadać po środowym spotkaniu Legia Warszawa – Jagiellonia Białystok (1:0), kiedy to w 99(!) minucie w doliczontm czasie gry, sędzia Paweł Gil podyktował niesłychanie kontrowersyjny rzut karny dla gospodarzy. Legia po strzale Orlando Sa zdobyła z „wapna” zwycięskiego gola i zainkasowała 3 punkty. Tym samym nadal liczy się w walce o mistrzostwo Polski z Lechem Poznań. Natomiast przegrana Jagiellonia szanse po wypaczeniu wyniku meczu, raczej definitywnie straciła.

To jedna strona medalu, a jaka jest druga?

W zakładach bukmacherskich na mecz Legii z Jagiellonią wygrana gospodarzy była najniżej opłacana. To znaczy, za zwycięstwo Legii nad „Jagą” bukmacherzy płacili zaledwie 1,44, czyli za postawioną złotówkę można było odzyskać złotówkę i 44 grosze. Mało!

Wygraną „Jagi” bukmacherzy oceniali średnio na 7,00. Bardzo wysoko! Za postawioną złotówkę na „Żubry” można było przy odrobinie szczęścia (np. wykorzystaniu tak zwanej patelni przez Rafała Grzyba, czy podyktowaniu karnego przez Gila po zaczepieniu nogą Przemysława Frankowskiego przez Bartosza Bereszyńskiego, oczywiście przy jednoczesnym niepodyktowaniu karnego po absolutnie przypadkowej ręce w polu karnym Giorgija Popchadze) zgarnąć już 7 zł. A przy postawieniu 1000 już 7000 tysięcy, czy przy 10 tysiącach na „Jagę” aż 70 tysięcy. Grubo!

Przy remisie, natomiast, według średnich kursów za jednego PeLeNa można było zainkasować już 4,40 złotego. Kurs całkiem nęcący, gdyż przy 10 tysiącach dałoby to aż 44 tysie, a przy – dajmy na to – 100 tysiącach złotych już niewiele mniej niż pół miliona.

W Azji, na Dalekim Wschodzie, co ujawnił w swojej kapitalnej książce „Przekręt – futbol i zorganizowana przestępczość” socjolog i dziennikarz, absolwent Oxfordu, ale tego prawdziwego Oxfordu, Declan Hill, takie zakłady to normalka. Normą w Azji, gdzie nielegalna bukmacherka jest nieogarniętą szarą strefą, jest też obstawianie wyników meczów w Europie. W Polsce tę niezmierzoną szarą strefę firmuje sternik polskiej piłki.

Kto więc zyskał, a kto stracił na podyktowanym rzucie karnym przez Gila – warto byłoby zapytać o to ambasadora nielegalnego bukmachera w Polsce i jednocześnie prezesa PZPN, Zbigniewa Bońka oraz przewodniczącego Polskiego Kolegium Sędziów, Zbigniewa Przesmyckiego?

Czy aby szef PZPN, firmujący interesy nielegalnego w Polsce bukmachera, nie pilnuje jednocześnie nielegalnego w naszym kraju biznesu swojego pracodawcy?

Pamiętajmy, co wszem i wobec głosił od momentu rozpoczęcia swojej kadencji Boniek: „W PZPN pracuję za darmo”. A więc na życie zarabia gdzie indziej. Wiadomo, gdzie.

Czy wobec tego, mając na uwadze interes nielegalnego bukmachera, który wypłaca Bońkowi sowite wynagrodzenie za wyciąganie drobnych z kieszeni Polaków, nie mógłby – podchodząc do sprawy wyłącznie teoretycznie – dogadać się z przewodniczącym Polskiego Kolegium Sędziów, którego „Zibi”, zadziwiająco, od początku swojej prezesury w PZPN zawzięcie broni, co do obsady arbitrów na mecze i – co sprawą jest haniebną, ale przecież wcale niewykluczoną – pilnowania wyników spotkań, aby pracodawca prezesa PZPN, czyli nielegalny w Polsce bukmacher, nie tracił, lecz wyłącznie nieźle oskubywał naiwnych kibiców-obstawiaczy w Expekcie czy Betclicu?

Obstawiam, że nie jest to wcale niemożliwe!

Gdzie więc jest pies pogrzebany – chciałoby się zapytać? Pytajcie o to prezesa Bońka i przewodniczącego Przesmyckiego, których – najpewniej – łączy nie tylko piłka.

autor: Jacek Kmiecik

źródło: http://futbolplus.pl/pzpn/item/959-co-mial-boniek-do-przekretu-w-meczu-legia-jagiellonia

Obserwacja z arbitrami w tle – Adam Godlewski – fragment (Piłka Nożna)

Temat błędów sędziowskich na boiskach T-ME Ekstraklasy zepchnął w ubiegłym tygodniu w cień nawet… debatę prezydencką. Miało się skończyć na tym, że prezes PZPN Zbigniew Boniek udzielił nagany szefowi Polskiego Kolegium Sędziów Zbigniewowi Przesmyckiemu, ale okazało się, że to jeszcze wcale nie koniec. Bo w weekend znów nie brakowało kontrowersji. Już jednak po meczu Legii z Jagiellonią bardzo źle się stało, że Boniek i Przesmycki – choć wydaje się, że w takich sytuacjach, na dodatek w newralgicznym momencie sezonu mają obowiązek przemawiać jednym głosem – wysłali w świat zupełnie różne komunikaty. Boss związku, mimo że przed publicznym skomentowaniem sytuacji – z którymi musiał się zmagać arbiter Paweł Gil – miał możliwość obejrzeć sporne sytuacje wielokrotnie, dostrzegł powiększenie obrysu ciała wystawioną ręką przez Giorgiego Popchadze. Natomiast przewodniczący organizacji sędziowskiej, po równie skrupulatnej – jak sądzę – analizie wysnuł opinię dokładnie odwrotną.

Wniosek? Przykry. Otóż ewentualne wprowadzenie możliwości korzystania przez sędziów z zapisów wideo, wcale nie uzdrowi sytuacji. Cóż bowiem z tego, że Gil – albo jego przedstawiciel z zespołu sędziowskiego – miałby okazję obejrzenia spornej sytuacji z meczu Legia – Jagiellonia na powtórkach, skoro i tak musiałby oceniać nie to, czy zdarzenie miało miejsce, ale je interpretować? Wychodzi na to, że obecnie obowiązujące przepisy są po prostu do… bani.

Kardynalne byki sędziów, a szef PZPN wciąż swoje – futbolplus.pl

1 2

Dwa wielbłądy sędziów w dwóch kluczowych meczach drugiej kolejki grupy mistrzowskiej Ekstraklasy. W spotkaniu lidera Lecha Poznań z Jagiellonią Białystok (1:3) pomyłka arbitra nie wypaczyła wyniku, ale w konfrontacji Śląska Wrocław z obrońcą trofeum Legią Warszawa zadecydowała już o podziale punktów (1:1).

Sędziowanie w Polsce, nie idzie w parze, ze zmianami jakie stara się wprowadzać prezes PZPN, Zbigniew Boniek – narzekają coraz częściej kibice, dając temu wyraz na trybunach, forach internetowych czy portalach społecznościowych. Nawet wróciła z pompą, bo od warszawskiego finału Pucharu Polski, sławetna przyśpiewka o wulgarnej „miłości” fanów do PZPN.

Arbitrzy na polskich boiskach nagminnie popełniają skandaliczne błędy, jak choćby uznanie przez Mariusza Złotka ze Stalowej Woli gola Dawida Kownackiego ze spalonego w meczu Lech – Jagiellonia czy nie odgwizdanie przez Adama Lymczyńskiego z Bydgoszczy ewidentnego faulu Orlando Sa na Piotrze Celebanie przy bramce Tomasza Jodłowca w spotkaniu Śląsk – Legia. Potknięcia, ludzka rzecz, mogą oczywiście zdarzać się każdemu, ale nie tak karygodne byki i to popełniane co kolejkę!

Nic sobie jednak z tego nie robi prezes Polskiego Kolegium Sędziów, Zbigniew Przesmycki, który co chwila przywraca do sędziowania zawieszonych wcześniej „rozjemców”, a oni z uporem maniaka powtarzają rażące wtopy. Fałszywe gwizdki nie przeszkadzają także wcale prezesowi Bońkowi, który rozpostarł parasol ochronny nad swoim imiennikiem z Łodzi i zawsze, odkąd to przejął stery w polskiej piłce, bierze w obronę kontrowersyjne decyzje arbitrów.

W niedzielę po meczu Lech – Jagiellonia i wpadce Złotka przy golu Kownackiego, prezes PZPN zaćwierkał na Twitterze do szefa Legii, Bogusława Leśnodorskiego:

„niektórzy już snuli sędziowski spisek-))”

Długo jednak nie trzeba było czekać na kolejną obrzydliwą obsuwę arbitra. We Wrocławiu Lymczyński, nomen omen z Bydgoszczy, podobnie jak oburzający lechitów sędzia finału Pucharu Polski – Daniel Stefański, któremu na linii asystuje bratanek prezesa Marcin Boniek, uznał bramkę Jodłowca, mimo że przy próbie zablokowania podania chwilę wcześniej Sa staranował Celebana. Po tym wielbłądzie „Zibi” nie raczył już zatweetować. Niemniej warto odnotowac jeden ze znamiennych i jakże pouczających wpisów rozdrażnionego kibica „eM Te Zet”:

„LEGIA LECH LEGIA LECH LEGIA LECH kto dziś mistrzem EXPEKT wie :)”

Czyżby kontrowersyjne decyzje sędziowskie, którym tak ochoczo przyklaskuje prezes, miały wiele wspólnego z nielegalnymi w Polsce, reklamowanymi przez niego zakładami bukmacherskimi? Czy mają one związek z obstawianiem u tych bukmacherów wyników polskich rozgrywek?

Warto byłoby rozwikłać w końcu tę szaradę szefa PZPN.

Tymczasem w poniedziałkowym wywiadzie dla „Gazety Wyborczej” Boniek, ze znanym sobie poczuciem humoru, bagatelizował fatalne notowania polskich sędziów w Europie i na świecie:

- Śmieję się, gdy słyszę, że jesteśmy słabi, bo Polska ma tam mało ludzi. Dzięki miejscu w rankingu możemy zgłosić do struktur UEFA 13 przedstawicieli, ale UEFA działa podobnie do PZPN. Komisje tylko certyfikują codzienną działalność. Jestem w komisji do spraw futbolu i nie ma to znaczenia. Spotykamy się dwa razy do roku. W FIFA są oczywiście komisje ważne: sędziowska, w której jest Michał Listkiewicz. Jeżeli ma się silną pozycję, można tam wiele rzeczy zrobić. Gdy jej szefem był Turek, Turcy dotarli do półfinału mundialu w 2002 roku (…) Mówię tylko, że to niebezpieczne. Głośno mówię, że wśród sędziów „elite group”, która prowadzi mecze LM, jest po kilku Włochów i Hiszpanów, a nie ma Polaka. To kwestia polityki. A tę buduje się przez koneksje. Mamy tak samo dobrych sędziów jak inni – przekonywał prezes PZPN.

Ciekawe, czy ktoś mu uwierzył?

PS: Jak powiadomiła UEFA na swojej oficjalnej stronie, mecz finałowy Ligi Mistrzów pomiędzy Juventusem Turyn a Barceloną w Berlinie, 6 czerwca, będzie sędziował… turecki arbiter, 38-letni Cüneyt Cakir, który w tym sezonie prowadził 4 spotkania Ligi Mistrzów i 3 Ligi Europy.

źródło: http://futbolplus.pl/pzpn/item/876-kardynalne-byki-sedziow-a-szef-pzpn-wciaz-swoje

Znowu „wielbłąd” sędziego. PZPN to nie rusza. Ileż można? (video) – futbolplus.pl

1 2 3 4

Długo PZPN nie kazał polskim kibicom czekać do kolejnego sędziowskiego pawia. Po środowym meczu Legia Warszawa – Jagiellonia Białystok (1:0), kiedy arbiter Paweł Gil z Lublina wypaczył wynik spotkania, już w piątek kolejny popis niedołęstwa dał sędzia Mariusz Złotek z Gorzyc w meczu grupy spadkowej Ekstraklasy Zawisza Bydgoszcz – Górnik Łęczna (1:1).

W 80. minucie po dośrodkowaniu Sebastiana Kamińskiego z prawej strony do snajpera Zawiszy, Alvarinho, obrońca Łęcznej, Lukas Bielak, podciął Portugalczyka w polu karnym. Arbiter stojący parę metrów od zdarzenia nie dopatrzył się jednak ewidentnego faulu Słowaka i nie podyktował rzutu karnego, lecz najpewniej zinterpretował sytuację jako wślizg defensora, choć Słowak w ogóle nie dotknął piłki, a „wrąbał się” w nogi przeciwnika.

Zamiast „jedenastki” dla Zawiszy i najprawdopodobniej podwyższenia prowadzenia na 2:0 (pierwszego gola dla bydgoszczan w 14. minucie strzelił Alvarinho), mecz zakończył się remisem, gdyż 5. minut po „wielbłądzie” Złotka wyrównał Veljko Nikitović.

Zawisza mógł dzięki zwycięstwu wydostać się ze strefy spadkowej. Łęczna przy porażce w Bydgoszczy miałby gorąco. Ale parafrazując „sędziego Jaskółę” z kultowego filmu „Piłkarski Poker” Janusza Zaorskiego, zapłacili za 1:1, więc będzie 1:1 (w oryginale oczywiście chodziło o 3:0).

Czy Złotek mógłby wcielić się w Jaskółę? A dlaczego by nie!. Kariera tegoż sędziego nadaje się na scenariusz drugiej części „Piłkarskiego Pokera”.

Złotek to były liniowy sędziego głównego Antoniego Fijarczyka ze Stalowej Woli, u którego, w wyniku policyjnej prowokacji, znaleziono ukryte w zapasowym kole pieniądze za ustawiony mecz, co miało dać impuls do odkrycia największej afery korupcyjnej w polskiej piłce, której rozwikłania po 11 latach pracy organów śledczych i sądowniczych do dzisiaj nie widać.

Złotek przez lata jeździł po III i IV lidze w tak zwanej trójce sędziowskiej z arbitrem głównym Fijarczykiem i liniową (asystentką) rodzoną córką Antoniego – Katarzyną, dziś znaną pod nazwiskiem Wójs sędziną międzynarodową. Był też Złotek liniowym Fijarczyka na najwyższym szczeblu rozgrywek. A po 9 latach od wpadki pryncypała przywrócił Złotka do łask przewodniczący Polskiego Kolegium Sędziów, Zbigniew Przesmycki.

To nagłe sięgnięcie po wiekowego, jak na przeciętnego sędziego Złotka (dziś pan Mariusz liczy już 45 lat), kiedy w PKS kultywowana była tendencja odmładzania i odświeżania kadr, daje do myślenia.

Czy aby doświadczony Złotek, który zadebiutował jako główny w Ekstraklasie w starczym jak na ekstraklasowego arbitra wieku 43 lat nie jest przypadkiem wzięty przez Przesmyckiego do tak zwanych zadań specjalnych, a inaczej rzecz ujmując – zgodnego z wytycznymi szefostwa PZPN przypilnowania wyniku spotkania? Bardzo chcielibyśmy, aby te pomówienia, krążące w środowisku piłkarskim, nie okazały się prawdą.

Prezesa PZPN, Zbigniewa Bońka „wielbłądy” arbitrów takie jak choćby bydgoski Złotka absolutnie nie ruszają. Po chwilowym olśnieniu, kiedy to po meczu Legia – Jagiellonia zapowiedział przewietrzenie Kolegium Sędziów, sternik polskiej skopanej szybko wrócił do starej śpiewki. Znowu dla „Zibiego” polscy arbitrzy równają do najlepszych i wymagają..jedynie… nomen omen, specjalnej troski.

- W Polsce mamy niepokojącą tendencję, że mecze oceniamy przez pryzmat sędziów – przekonywał Boniek w piątkowym wywiadzie dla RMF24, zmieniając o 180 stopni swoją opinię z dnia poprzedniego. – Arbitrzy nie mają kibiców i są traktowani niczym czerwone światło, które na drodze nikomu się nie podoba. Od początku swojej kadencji, czyli od trzech lat, staram się nadzorować pracę sędziów i jestem absolutnie pewien, że ich poziom zdecydowanie się podniósł (…) Sędziowie nie mają żadnego interesu w faworyzowaniu jakiejkolwiek drużyny i kibice powinni o tym pamiętać. To naprawdę nie są źli ludzie, ale trudno jest zmienić ich postrzeganie w środowisku – perswadował w RMF24 szef PZPN.

Skoro takie jest nastawienie sternika polskiej piłki do środowiska sędziowskiego, to… basta! Widać, że absolutnie nic się w tej materii za jego kadencji nie zmieni. A piętnowanie tego, to wołanie na puszczy.

źródło: http://futbolplus.pl/kraj/item/984-znowu-wielblad-sedziego-pzpn-to-nie-rusza-ilez-mozna-video

Ciao! Finito? – futbolplus.pl

1370_L

Prezes PZPN. Zbigniew „Śmieszy mnie to” Boniek chyba jednak stracił dobry humor i już go nie wszystko śmieszy, jak dotychczas bywało. Tak około północy z czwartku na piątek „Zibi” zamieścił niezbyt wesołego tweeta: „Szkoda czasu na TT, albo wybory,albo sędziowie, ile można? (podwójne brawa) przyjemnej zabawy! Koniec” (dwie flagi rajdowe).

Czyżby oznaczało to definitywny koniec zabawy prezesa PZPN na Twitterze – finito? Czy jedynie koniec wpisów „maestro” w minionym dniu – czwartku 21 maja? Chorągiewki w ostatnim tweecie Bońka były na szczęście w szachownicę, a nie białe, oznaczające kapitulację. No i co istotne postawione na sztorc, a nie pochylone, czy nie daj Bóg – leżące.

Prezes oczywiście po niezbyt udanym dla niego „czarnym czwartku” miał prawo czuć się zawiedziony. Nie zawsze przecież spada zwycięzcy tyle trosk na głowę, co owego 21 maja. Najpierw, we wczesne popołudnie trzeba było się gęsto tłumaczyć z haniebnego sędziowania Pawła Gila w środowy wieczór na Łazienkowskiej. Pod wieczór nadeszła przykra wiadomość o wycofaniu się z wyborów prezydenckich FIFA, popieranego przez „Zibiego” kandydata Luisa Figo.

Szef polskiej skopanej miał prawo mocno przeżyć te dwa potężne dzwony. Miał prawo poczuć się poważnie zamroczony i liczony.

Niemniej wierzymy, że po chwilowej zapaści, „maestro” znowu się odrodzi i wróci na TT z przytupem. Inaczej wcale nas to nie będzie śmieszyć.

źródło: http://futbolplus.pl/plus/rudy-102/item/946-ciao-finito