Z piłką jestem związany od dziecka, więc śmiało mogę mówić, że futbol to całe moje życie. Kilkanaście lat temu w moim życiu nastąpił mały przełom, polegający na tym, że działalności w piłce poświęciłem się bez reszty. Zostało to docenione przez wiele osób nie tylko na Podkarpaciu, ale także w całej Polsce.

Kilka miesięcy temu z nieznanych mi powodów w bezpardonowy, wręcz chamski sposób zaczął atakować moją osobę niejaki Kmiecik, obsługujący jeden ze sportowych portali internetowych. Jestem człowiekiem racjonalnym i rzeczową krytykę pewnie przyjąłbym z pokorą, ale z pewnością nie ma osoby na tym świecie, która milczeniem pominęłaby oszczerstwa, wypisywane przez to grafomańskie indywiduum na swój temat.

Mając do wyboru samosąd słowny bądź czynny, zdecydowałem się na rozwiązanie tyleż rozsądne, co społecznie poprawne, czyli skierowanie sprawy na drogę sądową.

Spotkamy się w sądzie, gdzie Kmiecikowi udowodnię, że jego teksty zawierają oszczercze i kłamliwe teksty dotyczące mojego życia, mojej działalności i mojej rodziny, gdyż nigdy:

– nie miałem nic wspólnego z zakupem działki pod budowę siedziby PZPN,

– nigdy w PZPN nie byłem w żadnej komisji przetargowej,

– nie wziąłem 80 tys. złotych nagrody za aktywną działalność przy wyborze działki,

– nie ogołacałem magazynu PZPN na warszawskiej Pradze (ani żadnego innego) ze sprzętu piłkarskiego,

– nie błagałem Kmiecika o jakiekolwiek wywiady a wręcz odwrotnie,

– nie wcisnąłem swojego syna na sędziego I ligi,

– moja córka, ani inna pociotka nie była zatrudniona w futsalowej drużynie jako tłumaczka,

– nie organizowałem spotkań wyborczych Lacie za kilkutysięczne, ani żadne inne kwoty,

oraz, że

– posiadam wyższe wykształcenie,

– nie jestem właścicielem sex shopu,

– nie ma nic złego w publicznym śpiewaniu piosenek, nagrywaniu płyt, ani w przynależności do SLD

a także o kilku innych rzeczach o które mnie pomawia Kmiecik, a które są wytworem jego płytkiej, wyniszczonej przez alkohol wyobraźni.

Co do sex shopu, to się dziwię, co tak nagle Kmiecikowi przestała się podobać ta forma działalności gospodarczej czy handlu w moim, czy nie moim wydaniu. Być może niegdysiejszy super-amator lalek, wagin i innych męskich gadżetów się postarzał i pozostała mu tylko zazdrość pobudzana wspomnieniami o dawnych doznaniach. Tylko, co ja temu jestem winny, że miliony ludzi korzystają z sex shopów, a Jacusiowi stały się one zbędne.

Kmiecik być może należy do gatunku homo erectus, ale chyba już tylko z sylwetki, bo nawet wena twórcza znajduje się u niego na stosunkowo niskim i stale opadającym poziomie.

Dopóki do Kmiecika nie dotrze pierwsze wezwanie do sądu, oczekuję kolejnych rewelacji wypocin na internetowym forum, aby materiał skazujący był kompletny a kara adekwatna do chamstwa piszącego, czyli bolesna i ciężka do spełnienia. Jeżeli Kmiecik udowodni, że pisał te oszczerstwa, jako człek niespełna rozumu pewnie kary uniknie a poddając się kuracji da szansę sobie i innym, że już nigdy nie obrazi żadnego człowieka.

Zawiść

Zawiść w słownikowym tłumaczeniu to uczucie silnej niechęci do osoby(ób), której(rym) się czegoś zazdrości, silne uczucie niechęci do kogoś na widok jego sukcesów, powodzenia.

Zawiść to uczucie znacznie silniejsze niż zazdrość, to wręcz wrogość. To rodzaj nienawiści, która potrafi przyjmować bardzo wulgarne oblicza.

Czym jest zawiść? To uczucie dyskomfortu, które powstaje wtedy, gdy widzimy u innych, przedmioty lub wydarzenia, których sami chcielibyśmy doznawać, ale nas na nie, nie stać.

Uczony, filozof Gottfried Wilhelm Leibniz twierdził, że zawiść to „niepokój związany z tym, że ktoś inny jest bardziej uprzywilejowany od nas oraz smutek, że to nie my posiadamy jakieś dobro”.

Inny niemiecki filozof Max Scheler zwraca również uwagę na to, że zawiść to również bezsilność spowodowana tym, że mimo czynności, jakie zostały podjęte, aby osiągnąć konkretne dobro bądź wartości, nie udało się tego zdobyć.

Zawiść to uczucie przykrości czy żalu, spowodowane czyimś powodzeniem lub szczęściem oraz chęć pożądania, posiadania tego samego. Może nim być stanowisko, przynależność do grupy osób.

Zawiść łączy się z różnorodnymi ujemnymi skutkami w tym z: uczuciami wrogości, poczuciem winy oraz złością.

Jacek Kmiecik, który sam siebie nazywa dziennikarzem jest chory z zawiści.

Ponieważ wszyscy są zgodni, że kompleks niższości jest jedną z najczęstszych przyczyn zawiści, można postawić tezę, że Jacek Kmiecik ma taki kompleks.

Kmiecik pragnął ciałem i duszą zaistnieć w Polskim Związku Piłki Nożnej. Skąd o tym wiem. Bo mnie o to prosił. Bez powodzenia. Ponadto uzyskał także obietnice wstępne, kręcąc się koło sztabu wyborczego Romka Koseckiego, odnośnie objęcia funkcji rzecznika prasowego związku. Kmiecik już siebie widział oczami wyobraźni wśród wielkich polskiej piłki, ale ten sen po wyborach prysł jak bańka mydlana. Kmiecikowi pozostała zawiść ze wszystkimi konsekwencjami tego podłego uczucia. Kmiecik zatracił poczucie rzeczywistości, zatracił zdolność oceny wydarzeń i ludzi, zdolność wyciągania racjonalnych wniosków, zdolność analityczną.

Jego teksty o bieżących wydarzeniach w PZPN przepełnione są nienawiścią do ludzi i chaotyczną, bezsensowną oceną wydarzeń i faktów. Neguje wszystko i obraża wszystkich, tak jakby było to jedyne antidotum na jego kompleksy.

Nie myślę, pod wpływem słów biednego, chorego człowieka, biegać po Warszawie i machać dyplomem ukończenia uczelni. Nie myślę tłumaczyć, do jakich domów dziecka trafiały bilety na mecze reprezentacji (jeszcze za czasów Michała Listkiewicza) ani publikować list, ile i za jakie bilety na mecze reprezentacji działacze płacili swoje pieniądze.

Nie myślę przejmować się próbami skłócania mnie z prezesem Bońkiem, innymi działaczami i vice versa z prostego powodu. Zawistny głupiec nie może skłócić inteligentnych ludzi czynu.

Na dzień dzisiejszy mogę tylko podziękować Kmiecikowi za awans, jakim mnie obdarza w swych pseudo dziennikarskich popłuczynach a także zadedykować sparafrazowany cytat z komedii „Dzień Świra” pokazujący w krzywym zwierciadle polską mentalność. Zawiść po polsku, zawiść po kmiecikowemu: „…oto wznoszę moje modły, do Boga, Marii i Syna, zniszczcie tego s….syna. Mego brata sąsiada, tego wroga, tego gada. Żeby mu okradli garaż, żeby go zdradzała stara, żeby mu spalili sklep, żeby dostał cegłą w łeb, żeby mu się córka z czarnym, i w ogóle żeby miał marnie. Żeby miał AIDS i bzika, oto modlitwa Kmiecika”.

PS.
Na koniec dobra wiadomość – stwierdzono, że odczuwanie uczucia zawiści, może mieć też pozytywne konsekwencje. Niestety (dla Kmiecika, niestety) tylko wtedy, gdy to uczucie staje się mobilizującym środkiem dopingującym do zwiększania własnych wysiłków na drodze do swojej doskonałości.

 

 

Ta setka ludzi rządzi polskim futbolem

Źródło: http://eurosport.onet.pl/pilka-nozna/ekstraklasa/ta-setka-ludzi-rzadzi-polskim-futbolem,1,5403127,wiadomosc.html

Ta setka ludzi rządzi polskim futbolem

pn

Już od dziesięciu lat „Piłka Nożna” publikuje ranking najbardziej wpływowych postaci w polskim futbolu. Naturalnie bardzo subiektywny i z założenia o tyle kontrowersyjny, że każdy mógłby zupełnie inaczej ułożyć tę klasyfikację, ale z pewnością oddający stan powiązań i zależności w naszej piłce. A przede wszystkim układ sił na szczytach władzy. Po październikowych wyborach w PZPN hierarchia uległa totalnemu przewartościowaniu, więc tym bardziej warto rzucić okiem na zupełnie nowe rozdanie. Po 90 dniach urzędowania nowej ekipy świeżo wybrany prezes związku wyprzedził w rankingu zaufania nawet prezydenta RP, zaś poprzedni – zanotował niemal 60-procentowy wskaźnik nieufności. Różnica między Grzegorzem Latą i Zbigniewem Bońkiem wyniosła w tej skali ponad 130 punktów, nikt zatem nie powinien się dziwić, że byłego sternika federacji próżno szukać w niniejszym zestawieniu. Przez czteroletnią kadencję zużył się do tego stopnia, że trudno mu będzie wrócić w jakiejkolwiek eksponowanej roli. To smutne, cały czas mówimy przecież o jedynym polskim królu strzelców finałów mistrzostw świata.

100. Marcin Wasilewski. To rezerwowy kapitan reprezentacji Polski zarządził i poprowadził pogadankę w Podgoricy, przed pierwszym meczem kwalifikacji mundialu z Czarnogórą, podczas której nakazał młodszym kolegom zapomnieć o Euro 2012. A przypomnieć sobie, gdzie i po co mają męskie atrybuty. Poskutkowało!

99. Łukasz Piszczek. Bezdyskusyjnie najlepszy polski piłkarz, o którego nie zabiegają… reklamodawcy. Z powodu błędów młodości. I jedy¬ny z biało-czerwonych, któremu przygląda się Jose Mourinho.

98. Izabella Łukomska-Pyżalska. Od niedawna nie jest już inwestorem w Warcie Poznań, ale prezesem pozostała. Zdecydowanie ładniejsza twarz naszej piłki, niestety za urodę punktów nawet w pierwszej lidze nikt nie przyznaje.

97. Danuta Witkowska. Wraz z mężem uparli się, że zrobią wielki futbol w polu kukurydzy. Sponsorują najlepsze krakowskie teatry, ale doszli do wniosku, że najlepsze spektakle to te piłkarskie. Dlatego prą z maleńką Niecieczą do ekstraklasy.

96. Martyna Pieniążek. Moda na emancypację w futbolu dotarła do Legnicy. Prezes Miedzi, zarządzająca klubem za pieniądze Andrzeja Dadełły, jest również członkiem Komisji Rewizyjnej PZPN.

95. Kazimierz Węgrzyn. Kiedy jako stoper krzyczał do kolegów: wyjazd, z krakowskiego dworca miały odjeżdżać pociągi. Jako komentator nie krzyczy, ostatnio raczej śmieje się do rozpuku, ale i tak na antenie Canal+ pozostaje opiniotwórczy.

94. Wojciech Kowalczyk. Choć miał nietuzinkowy piłkarski talent, większą karierę robi jako telewizyjny ekspert. I to w sytuacji, gdy nie wydawał się szczególnie predestynowany do roli komentatora.

93. Janusz Filipiak. Największy filantrop w polskim futbolu. Szczerą miłością pokochał Cracovię, w którą zainwestował majątek, niestety Pasy dotąd nie odwzajemniły miłości profesora.

92. Tomasz Iwan. Jeden z dyżurnych piłkarskich celebrytów, którzy kształtują wizerunek futbolu w telewizjach śniadaniowych i informacyjnych. Były reprezentant Polski wypada przekonująco.

91. Andrzej Iwan. Najlepszy ekspert komentujący rozgrywki Pucharu Polski i pierwszej ligi. Na co dzień związany ze stacją Orange Sport.

90. Radosław Majdan. Były bramkarz i były mąż Dody pracuje w warszawskiej Polonii, ale jego sława, dzięki stałej obecności w telewizjach, jest znacznie bardziej rozległa. Jako jedyny piłkarz tańczył przecież z gwiazdami.

89. Jerzy Dudek. Ostatni Polak, który triumfował w Lidze Mistrzów. Niedoszły dyrektor sportowy PZPN, z którego zdaniem każdy jednak się liczy. Poważna funkcja dla Dudzia jest tylko kwestią czasu.

88. Andrzej Juskowiak. Nasz ostatni król strzelców wielkiego turnieju, konkretnie IO ’92. Podczas Euro 2012 pomagał jako komentator zrozumieć milionom Polaków, dlaczego biało-czerwoni tak bardzo zawodzą.

87. Jarosław Gowin. Minister sprawiedliwości. W największym stopniu to od niego zależy, czy afera korupcyjna przejdzie wreszcie do historii. Powinien już dawno zobligować prokuratora generalnego Andrzeja Seremeta do zamknięcia tej sprawy.

86. Włodzimierz Lubański. Osobowość, charyzma, wielka kultura osobista i wielka piłkarska przeszłość. A jednak jest wykorzystywany tylko przez TVP w roli, świetnego zresztą, komentatora. Szkoda.

85. Dominik Nowak. Cudotwórca! Dokonał większego wyczynu niż wybudowanie klubu w polu kukurydzy w Niecieczy. Osiągnął jesienią w Świnoujściu rewelacyjny wynik zupełnie bez pieniędzy.

84. Marek Wleciałowski. Asystent selekcjonera. Znakomity. Cichy, niewidoczny, skoncentrowany na pracy. Taki, który na pewno nie będzie czyhał na posadę pierwszego.

83. Tomasz Miętkiewicz. Zarządca futbolu na Warmii i Mazurach. Na razie – mało aktywny jak na nowego barona.

82. Witold Dawidowski. PZPN-owski baron z Podlasia. Aktualnie w odwrocie.

81. Robert Skowron. Szef Lubuskiego ZPN. Tak zwana nowa twarz w piłce, ale już dobrze podczepiona.

80. Zbigniew Bartnik. Nowy prezes Lubelskiego ZPN. Nie najmłodszy, ale skoro ograł w regionie Adama Olkowicza, szefa polskiej spółki Euro 2012 UEFA, to musi być sprawny w kuluarach.

79. Marek Procyszyn. Dobrze okopany baron z Opola.

78. Ryszard Niemiec. Jako szef Małopolskiego ZPN chciał być głównym rozgrywającym na zjeździe związku. Został – największym przegranym.

77. Edward Potok. Łódzki baron, nieudany kandydat na prezesa PZPN. Pogrążył się w wyborach, wygłaszając katastrofalne przemówienie, podobno napisane przez Niemca.

76. Radosław Michalski. Jako jedyny z nowych baronów nie głosował na ostatnim zjeździe, ale wtajemniczeni twierdzą, że prezes Pomorskiego ZPN przybił pieczęć do wyborczego zwycięstwa Zbigniewa Bonka. W każdym razie były legionista i widzewiak na związkowym opłatku był nieustannym elementem świty prezesa. Powinien zatem rosnąć w silę.

75. Sylwester Cacek. Jeszcze niedawno chciał być największym reformatorem polskiego futbolu, a teraz może zostać likwidatorem Widzewa. Nie zrobił w Łodzi drugiej Szwajcarii. Nawet Kaszubskiej.

74. Grzegorz Mielcarski. Jako piłkarz, dyrektor sportowy i komentator Canal+ przyczyniał się do rozwoju polskiej piłki. Często krytyczny, ale zawsze merytoryczny.

73. Tomasz Wieszczycki. Podobne doświadczenie jak u Mielcara, z istotnym wyróżnikiem – Wieszczu zdobył w ekstraklasie 99 goli i występował na wszystkich możliwych pozycjach. Dziś takiego piłkarza nie ma w lidze. Pewne zadatki ma tylko Adam Frączczak z Pogoni.

72. Dariusz Dziekanowski. Wybitny reprezentant Polski, obecny szef Klubu Wybitnego Reprezentanta.

71. Tomasz Rząsa. Człowiek, który miał złagodzić wizerunek Franciszka Smudy. Największe odkrycie Euro 2012 w polskiej ekipie, niedziwne więc, że ostał się u Fornalika. A i Boniek ostatecznie się do Tomka przekonał, choć początkowy był niechętny.

70. Wojciech Szczęsny. Na razie lepszy showman niż bramkarz, czyli podobnie jak ojciec. Talent i możliwości ma jednak większe od Macieja.

69. Artur Czerwonogrodzki. Prezes spółki adidas Polska, która ubiera lidera ekstraklasy. I kilku innych uczestników rozgrywek.

68. Jakub Tabisz. Członek zarządu PZPN, człowiek, który pisał historii Cracovii w najlepszych latach. Szkoda, że historię spadkową.

67. Mirosław Mosór. Przedstawiciel Ruchu Chorzów w kierownictwie PZPN. Oddelegowany do pomocy departamentowi piłkarstwa profesjonalnego.

66. Artur Kapelko. Prezes Bogdanki Łęczna i członek zarządu związku, który ma budować struktury futbolu zawodowego.

65. Maciej Skorża. Przyczajony tygrys, ukryty smok wśród polskich trenerów. Obecnie rezyduje w ZEA, ale kiedyś zostanie selekcjonerem.

64. Marcin Dorna. Trener medalistów ME juniorów z 2012 roku. Po rezygnacji z Piotra Nowaka główny kandydat do przejęcia reprezentacji olimpijskiej, która powalczy o igrzyska w Rio de Janeiro.

63. Franciszek Smuda. W poprzednim notowaniu były selekcjoner plasował się w ścisłej czołówce. Finały Euro 2012 brutalnie zweryfikowały jednak pozycję Franza.

62. Czesław Michniewicz. Trener, wzięty ekspert, prasowy i telewizyjny, mistrz Polski z Zagłębiem Lubin z 2007 roku. Obecnie czeka na propozycje pracy.

61. Marcin Sasal. Trener Podbeskidzia, zdaniem wielu już po jesieni zdegradowanego z ekstraklasy.

60. Leszek Ojrzyński. Kat dla piłkarzy Korony, ale pracujący z głową. Mistrz wysokiego i totalnego pressingu.

59. Michał Probierz. Obieżyświat, który potrafił kiedyś uratować Jagiellonię mimo minus 10 punktów na starcie. Czy dokona podobnego wyczynu w Bełchatowie?

58. Orest Lenczyk. Ostatni mistrz Polski ma już swoje lata, ale niezmiennie cieszy się zaufaniem właścicieli klubów. Nikt nie powinien się zdziwić, gdyby bezrobotny aktualnie szkoleniowiec wrócił do Wisły Kraków.

57. Jacek Zieliński. Obecnie odbudowuje potęgę Ruchu Chorzów. Na koncie ma wcześniejsze mistrzostwo Polski z Lechem, a przede wszystkim dwie kadencje u boku Józefa Wojciechowskiego. Zatem teraz żaden pracodawca nie będzie Zielkowi straszny, jest przecież zahartowany.

56. Bogusław Kaczmarek. Bobo mimo 62 lat na karku jest w życiowej formie. Snuje plany zorganizowania Lechu na modłę holenderską i podboju ligi. Nadal chce też bić Goebbelsów, jak określa Niemców, do których żywi urazę ze względu na traumatyczne przeżycia przodków podczas drugiej wojny światowej.

55. Tomasz Hajto. Trener, który zadziera nosa. Na wszelkie przejawy dziennikarskiej krytyki ma jedną formułkę: to ja grałem w piłkę, nie wy. Jakby zapomniał, że z mediami jeszcze nikt nie wygrał. Poza tym – zaskakująco dojrzały szkoleniowiec, zważywszy na krótki staż w zawodzie.

54. Piotr Stokowiec. Największe objawienie jesieni na ławce. Spokojny, zdystansowany, nie obraża się nawet, gdy do jego atutów krytycy zaliczają kolor włosów identyczny, jak u… Bońka i premiera. Podczas opłatka zorganizowanego przez PZPN otwarcie przyznał, że w Polonii są piłkarze i członkowie sztabu, którym klub nie zalega z płatnościami.

53. Mariusz Rumak. Szkoleniowiec Lecha miał być rozwiązaniem chwilowym, okazał się opcją długodystansową. Trochę w myśl zasady, że prowizorki są w Polsce najtrwalsze, a trochę dlatego, że właściciel Kolejorza Jacek Rutkowski nauczył się już, iż trener powinien dostać co najmniej dwa sezony, aby pokazać, ile naprawdę jest wart.

52. Adam Nawałka. Największa gwiazda Górnika Zabrze. Szkoleniowiec, który umiał zbudować ceniony zespół z piłkarskich odpadków. Na dodatek przy niesprzyjających wiatrach, które wciąż wieją nad ulicą Roosevelta. Ciekawe, czy po tym, jak działacze wycięli mu numer, łamiąc obietnicę w sprawie blokady transferu Arkadiusza Milika, nie zechce poszukać innego pracodawcy. Chętnych przecież nie brakuje.

51. Piotr Cichecki. Szef polskiego oddziału firmy Puma, która dostarcza piłki T-Mobile Ekstraklasie, ubiera wicelidera rozgrywek i aktualnego mistrza Polski.

50. Henryk Kasperczak. Były znakomity piłkarz i szkoleniowiec, obecnie prezes Stowarzyszenia Polskich Trenerów. Niedawno zadeklarował, że przeszedł pa emeryturę w tym sensie, że już nigdy nie usiądzie na ławce żadnego klubu. Chce się skoncentrować na szkoleniu trenerów. To dobrze, bo to obecnie najbardziej palący problem.

49. Adam Gilarski. Stary-nowy szef Wydziału Dyscypliny. Odpowiedzialny facet na odpowiedzialnym stanowisku, bo to jemu przyjdzie zamykać w PZPN aferę korupcyjną, co wbrew pozorom wcale nie jest łatwym zadaniem.

48. Krzysztof Odliwański. Szef Nike Polska, technicznego sponsora reprezentacji Polski. Ubiera także Pogoń Szczecin, Zagłębie Lubin i kilka innych rozpoznawalnych klubów w kraju.

47. Leszek Miklas. Od niedawna prezes spółki Live Park, w której wszystkie udziały wykupiła Ekstraklasa SA. To jeden z przekonujących dowodów, że wkrótce powstanie kanał telewizyjny Ekstraklasa TV. Pozycja Miklasa, który zarządzał już spółką zrzeszającą ligowców i Legią Warszawa, powinna więc wkrótce znacząco wzrosnąć.

46. Jarosław Kołodziejczyk. Dotąd wiceprezes Piasta, ale gdy tekst ukaże się w druku, prawdopodobnie będzie już szefem gliwickiego klubu. Na szczytach władzy nie brakuje zamieszania, za to pod każdym innym względem to wzór nie tylko dla śląskich rywali. Nowy stadion wyróżnia Piastunki w regionie, a garnitur piłkarzy skrojony na miarę przez trenera Marcina Brosza w całej Polsce!

45. Rudolf Bugdoł. Śląski baron, członek zarządu PZPN, z pozoru, więc bardzo mocny człowiek polskiego futbolu, ale trudno nie dostrzec, że znajduje się w totalnym odwrocie. Był pierwszym wiceprezesem związku przy Grzegorzu Łacie, którego osierocił, bo chciał wraz z Niemcem wypromować Potoka. Cała trójca wyszła na tym niczym Zabłocki na mydle, ale Bugdoł ostał się we władzach federacji, mimo wyraźnej niechęci, a nawet wbrew woli Bońka. Resztki wpływów na pewno więc zachował.

44. Zdzisław Łazarczyk. Mazowiecki baron PZPN. W wyborach do związku lansował kandydaturę Romana Koseckiego, a więc swego podwładnego. I niewiele brakowało, by słono zapłacił za taką politykę. Po wejściu Kosy do prezydium związku pozycja Łazarczyka, dodatkowo jako członka zarządu związku, wzrosła.

43. Stefan Antkowiak. Mógł być wiceprezesem PZPN do spraw finansowych, czyli de facto najważniejszym, ale chciał wygrać najważniejszą funkcję. Przegrał z kretesem, choć jako wielkopolski baron i członek zarządu związku zachował pewne wpływy.

42. Mirosław Malinowski. Świętokrzyski baron PZPN zyskał na znaczeniu po ostatnim zjeździe, w którym brawurowo przeprowadził decydujące o losach prezesury głosowanie.

41. Krzysztof Malinowski. Mecenas, który w przeszłości był już szefem Wydziału Dyscypliny, teraz także będzie znaczącą postacią w PZPN. Nie tylko w zarządzie. Wiele wskazuje, że oprócz funkcji rzecznika prawa związkowego zostanie głównym doradcą Bońka w kwestiach prawnych. Tajemnicą poliszynela jest, że to popularny Malina, jako pierwszy dokonał wolty w noc wyborczą, po której elektorzy przepłynęli z obozu Koseckiego do Bońka. Zatem – nagroda go nie minie.

40. Grzegorz Smolny. Współudziałowiec Pogoni Szczecin, którego samozaparcia trudno nie docenić. Portowcy odbudowywali klub od podstaw, bardzo długo ciężar finansowania klubu dźwigali kibice i byli piłkarze, ale gdy zaczęła się poważna gra, potrzebne były również poważne pieniądze. Okazało się, że te zgromadzone w Szczecinie są wystarczające na walkę w środku stawki.

39. Kuba Błaszczykowski. Kapitan reprezentacji Polski rundę jesienną, kończył jako boczny obrońca Borussii Dortmund, ale nawet jako defensor zdobywał gole. W kadrze Fornalika raczej nie będzie cofany, choć z Łukaszem Piszczkiem mogliby utworzyć także w drużynie narodowej najbardziej ofensywną parę na świecie. Przed Euro 2012 reklamowy lider w zespole, po turnieju stracił pozycję przez nieprzemyślaną wypowiedź o biletach.

38. Joanna Mucha. Minister sportu może mieć ogromny i pozytywny wpływ na rozwój futbolu. Jeśli do tego dojrzeje.

37. Marek Bestrzyński. Prezes Zagłębia Lubin, a zatem klubu z drugim budżetem w ekstraklasie. Zyskał poklask jesienią, gdy wytrzymał ciśnienie i mimo słabych wyników nie zwolnił trenera Pavla Hapala. Wiosną może dzięki temu świętować awans do pucharów.

36. Artur Jankowski. Szef Górnika Zabrze ma niełatwe zadanie, bo widmo wielomilionowego długu na każdego musi działać deprymująco. Klub z ulicy Roosevelta nie wywiesił jednak białej flagi, a po sprzedaży Milika nawet poprawił kondycję. Finansową. Sportową może znacząco osłabić.

35. Stanisław Bobkiewicz. Przewodniczący Komisji Rewizyjnej. Zmieniają się ekipy, prezesi, a działacz z Ostrowca Świętokrzyskiego wciąż jest wpływowy. W ogóle mówią o nim, że to mocny człowiek.

34. Jerzy Engel. Były dyrektor sportowy PZPN, natomiast wciąż czynny działacz komisji technicznych UEFA i FIFA. Po rozstaniu ze związkiem zrobił krok w tył, ale – znając Władysława Jerzego – za chwilę ponownie wykona dwa do przodu i odnajdzie się w klubie pokroju Wisły. Ceniony analityk piłkarski TVP.

33. Michał Listkiewicz. Członek sędziowskich komisji UEFA i FIFA, były prezes PZPN, już w dniu wyborów został mianowany przez Bońka ambasadorem związku przy europejskiej i światowej federacji.

32. Kamila Wiktor. Dyrektor gabinetu prezesa i zarządu. PZPN, była pracowniczka spółki Euro 2012. Podobno z miejsca zyskała w związku uznanie – za pracowitość.

31. Włodzimierz Szaranowicz. Szef redakcji sportowej TVP, która ma prawa do transmitowania meczów reprezentacji Polski i Ligi Mistrzów. Pokazuje też bramki z T-Mobile Ekstraklasy.

30. Tomasz Smokowski. Szef redakcji sportowej Canal+, od lat głównego telewizyjnego partnera ekstraklasy. Współprowadzący magazynu „Liga Plus Ekstra”.

29. Nikolaus von Doetinchem. Główny strateg agencji UFA Sports, która jest pośrednikiem Ekstraklasy SA w obrocie prawami telewizyjnymi i marketingowymi.

28. Marcin Animucki. Były p.o. szefa Ekstraklasy SA, były prezes Widzewa. Obecnie członek zarządu zarówno ligowej spółki, jak i PZPN.

27. Marcin Stefański. Dyrektor logistyki w Ekstraklasie SA i szef komisji do spraw rozgrywek krajowych w PZPN – zatem konkretna persona. Był jednak również drugim w kolejności kandydatem na sekretarza generalnego związku, odstrzelonym przez baronów.

26. Jan Bednarek. Wiceprezes PZPN ds. piłkarstwa amatorskiego. Baron zachodniopomorski jest o sobie dobrego zdania, bo słabego nie wybraliby po raz drugi na fotel wiceprezesa, ale rzeczywisty wpływ w polskim futbolu ogranicza się do oddziaływania na innych… prezesów regionalnych.,

25. Dariusz Smagorowicz. Właściciel Ruchu Chorzów jesienią musiał przełykać gorzkie pigułki. Wiosna powinna jednak należeć do Niebieskich, bo piętno na wzmocnionym zespole wicemistrzów Polski odciśnie już trener Zieliński.

24. Andrzej Kuchar. Właściciel Lechii Gdańsk wprowadził politykę oszczędności, ale biało-zieloni nie utracili płynności finansowej. Co nie zmienia faktu, że z Wybrzeża nieustannie dobiegają informacje, że Kuchar poszukuje chętnego na akcje klubu rozgrywającego spotkania na PGE Arenie.

23. Bogusław Cupiał. Właściciel Wisty Kraków jest największym przegranym obecnego roku. Tak słabej Białej Gwiazdy jeszcze w erze Tele-Foniki nie było.

22. Jan Urban. Szkoleniowiec Legii Warszawa wrócił do Legii, co prawda tylko – na razie – na roczny okres próbny, ale jeśli równie dobrze zaliczy wiosnę, jak poradził sobie jesienią, będzie miał szansę zakotwiczyć w stolicy na dłużej. Zespół z Łazienkowskiej gra wreszcie nie tylko skutecznie, ale i widowiskowo, a tego oczekują kibice.

21. Donald Tusk. Premier rządu RP jest nie tylko kibicem (głównie Lechii), ale i czynnym piłkarzem. To jednak jego gabinet wprowadził niekorzystną dla piłkarstwa ustawę hazardową i rozpoczął wojnę z kibicami, w której trudno dopatrzyć się sensu. Jeszcze jednak nie za późno, żeby przewodniczący PO wrócił na profutbolową drogę.

20. Ireneusz Król. Piłkarze Polonii mawiają, że Król jest nagi, to znaczy nie wywiązuje się z płacowych zobowiązań w terminie. I z grubsza na tym polega prawda, ale prawdą jest też, iż wszystkie meczowe premie, a to ewenement na skalę ekstraklasy, właściciel Czarnych Koszul przekazał od ręki. A wcale nie musiał, bo wszystkie obietnice były ustne, nic nie zostało zapisane. Poza wszystkim – prezesowi należy się szacunek za jesienny wynik.

19. Janusz Basałaj. Obecnie jest aż ośmiu dyrektorów departamentów w PZPN, ale żaden nie jest tak aktywny i obecny w przestrzeni publicznej jak szef departamentu komunikacji i mediów. W sumie nic dziwnego, znają się z Bońkiem najdłużej, a przy tym to właśnie Basso jest odpowiedzialny za wizerunek. I przyćmiewa dyrektora marketingu Piotra Gołosa, który ma kiepskie notowania w mediach.

18. Cezary Kulesza. Były piłkarz, a obecnie właściciel Jagiellonii Białystok, na dodatek członek zarządu, który ma za sobą także kadencję członka zarządu w Ekstraklasie SA. Były król disco polo, obecnie część aktywów posiada w USA.

17. Maciej Witucki. Prezes TP SA, która pod brandem Orange jest głównym sponsorem reprezentacji Polski, wcześniej była głównym partnerem ekstraklasy, przez trzy lata pokazywała rozgrywki, obecnie transmituje Puchar Polski i pierwszą ligę – oczywiście w kanale Orange Sport. Na dobrą sprawę trudno sobie wyobrazić polski futbol bez pieniędzy głównego polskiego operatora telefonicznego.

16. Jacek Rutkowski. Właściciel Lecha Poznań, który na futbolu zjadł zęby i chyba najszybciej spośród wszystkich biznesmenów, którzy nie byli wcześniej piłkarzami, przyswoił reguły rządzące piłką. Był mistrzem Polski, ale to nie oznacza, że znów nie zechce wygrać ligi. Przeciwnie, ma wielki apetyt i trochę kasy na transfery, więc powinien zaatakować.

15. Mariusz Walter. Mimo wszystko – jeden z największych graczy na rynku piłkarskim, choć TVN od dawna nie transmituje polskiej ligi, a koncern ITI przeżywa kłopoty. Legia jest nadal największym oczkiem w głowie sędziwego prezesa i największą… nieodwzajemnioną miłością. Może w 2013 roku to ulegnie zmianie? W tym celu tuż przed świętami zatrudnił nowego prezesa klubu Bogusława Leśnodorskiego. I jedno można powiedzieć – takiego szefa Legia nie miała jeszcze nigdy!

14. Zygmunt Solorz. Współwłaściciel Śląska Wrocław nie jest podobno wymarzonym inwestorem i prezydent Wrocławia Rafał Dutkiewicz szuka pomysłu, a przede wszystkim środków, na odkupienie akcji klubu od posiadacza Polsatu. Co nie zmienia faktu, że jako dysponent praw do reprezentacji Polski i T-Mobile Ekstraklasy, a także z udziałami w zespole mistrza Polski, jest głównym telewizyjnym graczem na naszym rynku.

13. Stefan Majewski. Dyrektor sportowy PZPN. Miał być nawet wiceprezesem do spraw szkolenia, ale ostatecznie dostał chyba funkcję, którą wypełni najlepiej. Nawet niechętni Doktorowi trenerzy twierdzą, iż trudno wyobrazić sobie osobę bardziej skrupulatną i kompetentną, która z większą starannością obrobiłaby tę działkę. Zwłaszcza, że w roli dyrektora Majewski nie będzie musiał współpracować z piłkarzami.

12. Roman Kosecki. Poseł, wybitny reprezentant Polski, ojciec Kuby, właściciel Kosy Konstancin, a teraz jeszcze wiceprezes PZPN do spraw szkolenia. Pracownicy PZPN twierdzą jednak, że na razie stosunki niedawnego konkurenta do prezesury z Bońkiem są chłodnawe…

11. Robert Lewandowski. Najwyżej wyceniany polski piłkarz w historii, z najwyższą wartością marketingową, co przekłada się na wartość wizerunku w reklamach, nasz najlepszy napastnik od dawien dawna, największa nadzieja biało-czerwonych. Dotąd, zwłaszcza podczas Euro 2012, niespełniona, ale to… może nawet lepiej! Lewy umie grać w piłkę, więc w kadrze też wreszcie się przełamie. A przynajmniej powinien.

10. Waldemar Fornalik. Selekcjoner reprezentacji Polski poprzedni sezon zakończył w glorii wicemistrza Polski, a obecny rozpoczął -już jako selekcjoner – tak sobie. Szybko jednak opanował sytuację, a mecz z Anglią tylko potwierdził, iż jest właściwym człowiekiem na właściwym miejscu. To od Fornalika i jego drużyny w największym stopniu zależy postrzeganie społeczne PZPN. W związku wszyscy mają tę świadomość

9. Bogusław Biszof. Szef Ekstraklasy SA, wiceprezes PZPN do spraw piłkarstwa profesjonalnego, współpracownik Bonka z dawnych lat – w branży żużlowej – uznawany za mistrza marketingu. Dlatego przyjęty przez środowisko, jako zwiastun lepszego jutra. Pytanie, czy spełni nadzieje.

8. Eugeniusz Nowak. Stary znajomy nowego prezesa z Bydgoszczy, teoretycznie pierwszy wiceprezes, bo od spraw finansowych, ale nie został rzucony na temat działki na Wilanowie i nowej siedziby PZPN, co odebrał, a przynajmniej mógł, jako osobisty policzek. A może Boniek po prostu nie chciał palić zaufanego człowieka? Czas pokaże.

7. Marek Koźmiński. Wiceprezes PZPN do spraw zagranicznych, ale na razie wykazywał się przede wszystkim znajomością problematyki deweloperskiej. Jego nominacja to wyraźny ukłon Bonka w kierunku pokolenia srebrnych medalistów z Barcelony, z którymi jako wiceprezes PZPN przed dziesięcioma laty toczył spory. Również finansowe. Zaufanie, którym obdarzył młodego Kozę Zibi, jest tym bardziej zaskakujące, że do dziś nie przepada za jego ojcem Zbigniewem. I to mówiąc oględnie.

6. Maciej Sawicki. Sekretarz generalny PZPN. Młody działacz, ale wciąż, czynny piłkarz, jesienią strzelił 15 goli dla A-klasowego Anprelu Nowa Wieś. W tym żadnego, po wyborach, co wyklucza ewentualne fory dawane przez przeciwników. Posiadacz tytułu MBA potwierdzonego przez Uniwersytet w Illinois, ukończył także 8-miesięczny kurs na Harvardzie. Ekslegionista, w ekstraklasie dla stołecznego klubu strzelił siedem goli.

5. Andrzej Placzyński. Szara eminencja z agencji Sportfive w odwrocie. Boniek dyskretnie dał do zrozumienia, że nie podobają mu się umowy PZPN z pośrednikiem, więc zamierza je renegocjować. Kiedy jednak spotkali się na nieformalnej wigilii w przedświąteczny czwartek, nie doszło nawet do wstępu rozmów, bo Placek nie był w nastroju.

4. Władysław Puchalski. Wielki audytor PZPN, człowiek, który wziął pod lupę wszystkie umowy zawarte wcześniej przez związek. Najbardziej zaufany współpracownik Bońka. Od wielu lat.

3. Andrzej Padewski. Wrocławski baron związku, który od kilku lat nie i ukrywał sympatii do Bonka, a przed obecnymi wyborami stworzył matecznik Zibiego na swoim terenie i oprócz szabel z własnego terenu załatwił kilka kresek z innych regionów na zjeździe. Dlatego dziś urzęduje w gabinecie wiceprezesów PZPN częściej od samych wiceprezesów.

2. Kazimierz Greń. Padewski musi się jednak dzielić pokojem w siedzibie związku z baronem podkarpackim, a nawet ustępować Greniowi miejsca, bo to był główny spin doktor zwycięskiej kampanii. To on załatwił najwięcej głosów Bońkowi, to on doprowadził do rozłamu w partii Koseckiego, to wreszcie on zorganizował bankiet w hotelu Mercure w nocy poprzedzającej wybór, na który przyciągnął wystarczającą liczbę delegatów. Dlatego złośliwi znów przypomnieli epitet, że obecny PZPN znajduje się, w sporej części, na Greńlandii. I słusznie, bo działacz z Rzeszowa rozdaje karty i obsadza komisje.

1. Zbigniew Boniek. Wymarzony, przez społeczeństwo, prezes PZPN, której już 75 dni po wyborze okazało zaufanie Zibiemu na poziomie 74 procent. Jeśli zatem nadal słupki poparcia będą rosły w takim tempie, nie-długo zabraknie skali. A zupełnie poważnie – Boniek jest najlepszym spece od PR, jakiego można sobie wyobrazić. W relacjach z mediami zachowuje się jak ryba w wodzie, już jako piłkarz Widzewa – zatem przed wielu, wielu laty- wymyślił własne WGWD (warszawska grupa wsparcia dziennikarskiego).Teraz tylko udoskonalił metody działania. Poprawnie stara się żyć ze wszystkimi, ale szczególnie dopieszcza najbardziej zaufanych piłkarskich komentatorów. Dlatego z wystawianiem końcowych ocen trzeba poczekać do konkretnych działań nowego prezesa. Jeśli wkrótce Polska zorganizuje finał Ligi Europy i finały mistrzostw świata lub Europy kobiet – a takie są plany – prezesurę trzeba będzie ocenić równie wysoko jak wizerunek Bonka. Dotąd zarobił dla PZPN milion euro. Dzięki koneksjom w UEFA udało się Zibiemu podnieść grant za organizację finałów Euro 2012 z 5,5 miliona, które miał obiecane Lato, do maksymalnego poziomu 6,5 miliona euro.

Opracował Adam Godlewski

Sumienie

Lance`a Armstronga ruszyło sumienie. Postanowił i uczynił to, ujawnić światu okrutną prawdę o kulisach swoich zwycięstw. Czy było mu trudno dokonać tego aktu obnażenia moralnego? Jak wiele w tych wyznaniach było spontaniczności a jak wiele reguł deontologicznych? Myślę, że byłemu najlepszemu kolarzowi świata, było o tyle łatwiej mówić o swoich „błędach”, gdyż nieobca mu była skala zjawiska dopingowego w kolarstwie. To dyscyplina, w której najczęściej dochodziło (przynajmniej do tej pory) do skandali dopingowych. Z drugiej strony przyznać trzeba, że utrzymywanie w tajemnicy przez długich siedem lat tego procederu i wygrywanie przy tym najbardziej prestiżowego wyścigu świata było majstersztykiem medycznym.

Przypadek Armstronga to jednak tylko pretekst do moich dzisiejszych przemyśleń. Osobiście rozważam zaproszenie pani Oprah Winfrey na Podkarpacie. Jeżeli ta dziennikarka potrafi w sobie wiadomy sposób poruszać sumienia i sprawić, by każdy, nawet ten najbardziej niewygodny przekaz ujrzał światło dzienne, może i tu na Podkarpaciu dotrze do osób, które skrywają w sobie mroczne wspomnienia. Na przykład te związane z działalnością w piłce nożnej.

Myślę, że opowieści o koszyczkach od sędziów, o sugerowaniu w szatniach wyników, o miejscu i sposobie weryfikowania meczy piłkarskich, o nieformalnych składkach, o trasach przejazdów sędziów na mecze, o formie przeprowadzania egzaminów sędziowskich, byłyby równie pasjonujące jak wywiad z Armstrongiem. Myślę, że tego typu interview mógłby sprawić, iż kilku panów odzyskałoby spokój sumienia (o ile go mają) i zaprzestało walki z obecnym porządkiem panującym w podkarpackiej piłce.

PS.

Eddy Merckx, król szos z lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych znowu jest numerem jeden wśród kolarskiej braci, choć i on nie był wolny od podejrzeń stosowania dopingu.

Obradowała Komisja Futsalu i Piłki Plażowej

We wtorek w siedzibie Polskiego Związku Piłki Nożnej odbyło się pierwsze posiedzenie Komisji Futsalu i Piłki Plażowej. Omówiono zasady organizacji rozgrywek młodzieżowych, regulamin rozgrywek Futsalu i Piłki Plażowej oraz sprawy reprezentacji. Ustalono również harmonogram drużyn narodowych na pierwsze półrocze.

Obradowała Komisja Futsalu i Piłki Plażowej

Członków Komisji powitał Zbigniew Boniek. – Chciałbym, aby reprezentacje futsalu i plażówki miały swój wycinek w historii naszego futbolu. Nie o to chodzi, aby Kaziu (Kazimierz Greń – red.) ściągnął teraz do reprezentacji pięciu Brazylijczyków i żebyśmy wygrywali z najlepszymi. Nie! Najważniejsza jest popularyzacja tych dyscyplin, rozwój, system szkolenia. Abyśmy za dwa-trzy lata mieli fajne, zorganizowane rozgrywki, a także kadry narodowe – powiedział prezes Polskiego Związku Piłki Nożnej.

– Jako wiceprezes ds. szkoleniowych, chciałbym zapewnić, że dla mnie liczy się splendor każdej reprezentacji, która gra z orzełkiem na piersi. Zarówno tej „trawiastej, piaszczystej, halowej”, jak i kobiet czy mężczyzn – dodał również obecny na posiedzeniu Roman Kosecki.

20120805CSJP3002

Komisja pod kierownictwem przewodniczącego Kazimierza Grenia przez kilka godzin dyskutowała o zasadach organizacji rozgrywek, nowych regulaminach, a także planach reprezentacji na pierwsze półrocze. – Poziom futsalu został bardzo zaniedbany. Mamy zamiar krok po kroku wracać do dobrych tradycji i znowu zacząć wygrywać z najlepszymi – zapowiedział Greń.

Pewny siebie był również Tomasz Iwan, Przewodniczący Grupy ds. Piłki Plażowej, który tydzień temu wrócił z dwudniowego ogólnoświatowego sympozium FIFA Beach Soccer Workshop w Zurychu. – Polska reprezentacja plażowa należy do czołówki, zajmujemy szóste miejsce w Europie. Wszyscy się z nami liczą. Musimy taki poziom przynajmniej utrzymać – stwierdził.

Żródło: http://pzpn.pl

Dyskusja o wybaczaniu

No i mamy kolejną narodową dysputę a jej temat, to darowanie grupom kibiców kar dyscyplinarnych, co umożliwiłoby im uczestniczenie w wyjazdowych meczach swoich drużyn. Co ciekawe nie dokonana amnestia a tylko propozycja przeprowadzenia takowej, wysunięta przez prezesa Bońka, rozpętała tę dyskusję. Jak to w takim przypadku bywa, głosy są podzielone. Nie brak entuzjastów tej propozycji, nie brak i przeciwników. Malkontentów w stosunku do nowego rozdania w PZPN pomijam, bo ta grupka zdecydowanie nie będzie motorem napędowym poczynań w trakcie tej kadencji.

Wracając do kibiców. W przeprowadzeniu takiego spektakularnego „ułaskawienia” dostrzegam przeważającą ilość plusów.

Nowe rozdanie, to nowe otwarcie w Związku, działające w dwie strony. Jeżeli chcemy być postrzegani pozytywnie sami musimy wykazać zaufanie. Zawsze byłem zdania, że by zmienić świat należy zacząć od siebie.

Zakazy stadionowe były wydawane przez poprzednią ekipę, która pozostawiła po sobie opinię w wielu przypadkach gorszą od opinii tych, których karała.

Jakie były powody zakazów? Czy dotyczyły właściwych osób a nie były wypadkową tzw. odpowiedzialności zbiorowej? Czy były adekwatne do przewinień? Pytań można by mnożyć, ale po co. Czy nie lepiej przypomnieć starą prawdę, że piłka jest dla kibiców i przejść nad nią do porządku dziennego? Po co doszukiwać się drugiego dna w akcie dobrej woli.

A ryzyko tej decyzji? Ryzyko istnieje zawsze. Mam jednak pewność, iż agresywni „kibole” prędzej czy później i tak zostaną wyeliminowani ze środowisk kibicowskich a kluby i ich liczni sympatycy doświadczą wielu wspaniałych emocji już od pierwszego spotkania 2013 roku.

Zaczynamy od fundamentów

Budowanie każdego domu zaczyna się od wykopania dołu, pod fundamenty. W budownictwie to najczęściej najważniejsza część pracy i stosunkowo niewdzięczna, bo wymaga ogromnego nakładu pracy i finansów a efektów przez dłuższy czas nie widać.

Nie inaczej ma się sytuacja w tworzeniu podwalin pod nowy prężny związek piłkarski, który będzie funkcjonował na zdrowych zasadach i stanie się profesjonalnie zarządzaną korporacją.

Teoretycznie, po kadencji Laty pozostał lej jak po bombie atomowej, ale w praktyce, co jest chyba oczywiste, nie ułatwia to, lecz utrudnia zadanie jego następcom.

Przeprowadzenie dogłębnym zmian strukturalnych czy personalnych wymaga czasu. Zmiana sposobu myślenia, zasad postępowania, podział kompetencji i obowiązków to również zadania, które dadzą wymierne efekty już w najbliższej przyszłości.

Z trudnościami, na kilku odcinkach tej budowy jedocześnie, zmaga się od stu dni prezes Zbigniew Boniek. Ma potężne wsparcie w osobach, których sobie dobrał do współpracy, ale w tak skomplikowanej materii, jakim jest „zdołowany” PZPN nie da się wszystkiego przewidzieć a tym bardziej przyśpieszyć pewnych rozwiązań.

Jak do tej pory Zbigniew Boniek wykazuje się wielką intuicją, ciekawymi pomysłami i nietuzinkowym podejściem do zastanych problemów. W licznych wywiadach w racjonalny sposób tłumaczy swoje decyzje. Swoją logiką argumentacji trafia do członków Zarządu, przez co posiedzenia kończą się konstruktywnymi decyzjami.

Ten sposób postępowania gwarantuje skonstruowanie prężnego związku sportowego pod względem organizacyjnym, ale nie gwarantuje czegoś, co jest solą naszych działań – wyniku sportowego.

Nie martwię się tym jednak. Piękno sportu polega na tym, że zwycięzcę zmagań poznajemy na mecie a nie w prognozach poprzedzających zawody. „Wiara” zawsze pozostanie „wiarą”, bo gdyby przekroczyła pewną granicę stała by się nauką. Nie inaczej jest w sporcie. Niepewność końcowego wyniku elektryzuje, bo piękna zwycięstwa outsidera nad faworytem niczym nie można zastąpić.

Ciekawi mnie przyszłość i miejsce naszego futbolu w świecie za trzy, cztery lata, ale jedno mogę zagwarantować – od strony organizacyjnej zrobimy wszystko, by w każdych zawodach walczyć o wygraną.

Dylemat, czy lepiej byłoby wygrywać, jako outsider czy zmagać się ze słabszymi, jako faworyt pozostawiam filozofom nie tylko od sportu.

Od Kmiecika do śmietnika

W jaki sposób można podzielić odpady? Podstawowa kwalifikacja sugeruje sort pod względem dalszej przydatności, bądź nie, do użycia. Tak więc śmieć zawsze pozostanie bezużytecznym śmieciem a przykładowa makulatura, makulaturą.

Ten oczywisty fakt nasunął mi się po zapoznaniu z kolejną porcją „pomyj” wylanych na łamach jednego z portali sportowych przez autora o nazwisku Kmiecik.

Twórczość Kmiecika z ostatnich kilku miesięcy a szczególnie po wygranej prezesa Z. Bońka jest niezwykle monotematyczna. Wziął sobie na celownik i systematycznie opluwa grupkę ludzi, których połączyła idea zaprowadzenia ładu i porządku w PZPN.

Ponieważ i ja mam zaszczyt do niej aktywnie przynależeć w niektórych fragmentach jego brukowych wypocin, kłamliwych informacji, pojawia się i moje nazwisko.

Co Kmiecika zraziło do ludzi, którzy słowo reformy potraktowali poważnie? Brak akceptacji jego osoby w tym gremium. Kmiecik miał ambicję zaistnieć w PZPN, chociażby jako rzecznik prasowy i przez jednego z kandydatów na prezesa PZPN miał tę funkcję obiecywaną. Życie sprawiło, że wygrana Bońka okazała się jego zawodową porażką.

Co zatem robi Kmiecik? Zamiast pogodzić się z rzeczywistością i jak rasowy dziennikarz obiektywnie oceniać przeszłość, teraźniejszość i zapowiedzi działań w przyszłości, przekwalifikował się na producenta gnojówki, przynajmniej w kontekście mojej osoby. Produkuje sukcesywnie dziennikarskie „śmieci” posługując się domysłami, nielogiczną interpretacją faktów i co najgorsze kłamstwem.

Zarzucanie mojej osobie współudziału w wyborze działki w Wilanowie pod budowę związkowej siedziby, świadczy o całkowitej indolencji dziennikarskiej, braku rzetelności a może nawet o głupocie piszącego.

Człowiek o elementarnej etyce i moralności, nigdy nie posunie się przypisywania komuś czynów niedokonanych. Kmiecik to czyni i nie zamierzam dociekać czy na zlecenie, czy z głupoty. Jedno bądź drugie dyskredytuje go nie tylko jako „człowieka pióra”.

Na tym blogu kilkakrotnie napiętnowałem pomysł budowania siedziby od podstaw. Uzasadniałem, dlaczego. Jako członek zarządu (do jesieni 2009) byłem po stronie zwolenników kupienia, nabycia gotowego budynku i adaptowania go pod potrzeby związku piłkarskiego. Nikomu wtedy o Wilanowie się nawet nie śniło. Po rezygnacji z członkostwa w zarządzie, dziesiątki razy przestrzegałem przed korupcjogennym pomysłem zakupu działki i budową. Korupcjogennym w wydaniu poprzedniej ekipy a jak pokazało życie (i taśmy Kulikowskiego) moje przestrogi miały merytoryczne uzasadnienie. Bada je dziś prokuratura.

Futbolnews miał jeszcze niedawno wydanie papierowe, którego resztki zalegają dzisiaj składowiska makulatury. Kmiecik zamieszczając „informacyjne śmiecie” na portalu,w którym pracuje, dołączył do licznej grupy internetowych śmieciarzy.

Łapanie złodzieja?

Prokuratura Okręgowa w Warszawie z własnej inicjatywy wszczęła postępowanie wyjaśniające dotyczące nabycia przez PZPN działki w Wilanowie – to zdanie z oficjalnego komunikatu rzecznika prasowego PZPN.

Prokuratorzy odwiedzili PZPN i zażądali dokumentów dotyczących zakupu działki pod niedoszłą budowę nowej siedziby.

Wydawać by się mogło, że wszystko jest OK, że jest tak jak być powinno. Czy aby na pewno?

Tak się zastanawiam jak blisko (a może jak daleko) jest od procedur obowiązujących w polskich organach ścigania do woli wyjaśniania spraw godnych ich uwagi. Przypomnę, że„taśmy prawdy”, które z pewnością są ważnym w tej sprawie źródłem wiedzy, zostały ujawnione blisko czternaście miesięcy temu. Co się zmieniło od tamtego czasu, że właśnie teraz dokumenty związane z budową stały się ważne. Czy dotyczyły innych osób? Czy przed Euro fakty i kwoty dotyczące tej sprawy były inne niż obecnie? Z pewnością nie, a myślę, że nawet bardziej wiarygodne, gdyż czternaście miesięcy to stosunkowo długi okres, mający wpływ nie tylko na ludzką pamięć.

Chcę być dobrze zrozumiany. Nie szukam w styczniu 2013 tak zwanej „krwi”, ani nie kieruje mną jakiekolwiek poczucie zemsty. To pobudki niskiego rzędu. Jak łatwo zauważyć zawsze kierowałem się li tylko interesem PZPN-u.

Kulikowski ujawniając taśmy pokazał mechanizm, jaki działał w PZPN tamtego okresu. Nie tylko mnie zastanawia, na kanwie tej sprawy mechanizm, jaki działa w polskim systemie sprawiedliwości.

Sprawy ważne kiedyś, dopiero po roku z okładem budzą zainteresowanie stosownych organów a znam przypadki działań odwrotnych. Sprawy, których w ogóle być nie powinno zaprzątają czas szanownym pracownikom prokuratur,niezważającym na koszty ponoszone przez podatników. W imię czego? W imię prywatnych interesów, za którymi stoi polityczne słabsze, bądź mocniejsze wsparcie.

Przykłady takich postępowań, to zupełnie inna bajka, ale z pewnością przyjdzie czas, by się i nad nimi pochylić.