Nobel dla Grzesia

Polska to chyba jedyny kraj na świecie, gdzie coś, co miało swój finał, nie ma swojego praktycznego końca, tylko trwa i trwa.

Rok się skończył. Kadencja w PZPN się skończyła. Euro się skończyło, a dochody Grzegorza Lato z tytułu „bycia” prezesem, nie.

Grzesiu, nie wiedząc czemu osłabiał finansowo PZPN jeszcze w listopadzie i grudniu. Kręcina, tym razem „wiedząc czemu”, osłabia stowarzyszenie w dalszym ciągu. Lato, Olkowicz biorą pieniądze (DUŻE PIENIĄDZE) wskutek tego, że dziwna spółka Euro 2012 stworzona przy PZPN kilka miesięcy przed Euro, nie została rozwiązana. Dziwna, tak jak dziwny był jej zakres działania.

Nie wiem, czym zajmuje się dzisiaj ten twór, pół roku po zakończonej imprezie sportowej, ale to już nie mój problem, ani moich rodaków, tylko działaczy z UEFA, gdyż to z jej środków jest finansowany.

Ten fakt stanowi jednak wspaniały pretekst do noworocznych życzeń.

Niech lato w Waszych domach trwa wiecznie. Niech studnia Waszych dochodów nigdy nie wysycha, co jak sami Państwo widzicie jest możliwe i nie trzeba być przy tym Elvisem Presleyem.

Niech z podanego powyżej przykładu płynie pociecha i nadzieja dla tych tracących pracę i dla tych podejmujących pracę. Niech płynie nadzieja dla wszystkich działaczy klubowych, że źródełka finansowania ich klubów nigdy nie będą wysychały, tak jak nie wysycha źródło dochodów byłego prezesa PZPN.

Patrząc na to wszystko wcale bym się nie zdziwił, gdyby Lato dostał kiedyś literacką nagrodę Nobla za książkę-poradnik, prawno-finansowy, jak konstruować umowy i kontrakty. Dlaczego Nobla? Bo to przecież kolejne wymierne korzyści finansowe.

 

Operacja się udała, ale…

Kilkanaście dni temu, odniosłem się do pomysłów zmiany systemu prowadzenia rozgrywek. Prezes Ekstraklasy Bogusław Biszof broni się przed nazywaniem tych zmian reformą a nawet reorganizacją. Upiera się przy zwrocie „uatrakcyjnienie rozgrywek”.

Jak przy każdym nowatorskim pomyśle, nieważne czy złym, czy dobrym, pojawia się tyle opinii, ile zainteresowanych stron.

Ja osobiście zdania nie zmieniam. Popieram wszystkie pomysły, które w swej konsekwencji podniosą poziom rozgrywek, przyciągną na stadion kibiców, umożliwią polskim klubom podjęcie równorzędnej walki z europejskimi drużynami na forum Europy.

Mam wrażenie, że planowane zmiany są robione trochę na siłę, bo bez gruntownej analizy potencjalnych zagrożeń, przy zakładanych teoretycznie zyskach.

Teoria zawsze była ważna, ale pamiętajmy, że to życie weryfikuje nasze plany i wyobrażenia.

Czy praktyczne wprowadzenie teoretycznych zapisów faktycznie sprawi, że po stronie „zyski” pojawi się więcej plusów niż minusów?

Ekstraklasowe rozgrywki ligowe to spore logistyczno-finansowe przedsięwzięcie. Rozgrywki to potencjalne zyski, ale także niesamowite koszty. Koszty dla klubów, koszty sygnału telewizyjnego, wydatki po stronie kibiców.

Nie mamy wiedzy, jak głęboka była analiza zmian i czym poparta. Ile podmiotów wzięło udział w potencjalnej „burzy mózgów” nad tym problemem, ile wyraziło swoje opinie, ile wskazywało na zagrożenia.

Niepokój mój budzi, już samo nazywanie tych przemian „uatrakcyjnieniem”, gdy podobno część zapisów nosi w sobie znamiona rewolucyjnych, takich jak przykładowo propozycja przejścia na system rozgrywek wiosna-jesień.

Nie mniej kontrowersyjne wydają się zapisy, dzielące ilość zdobytych punktów na dwa, w wyniku podziału na grupy po sezonie zasadniczym. W tych zapisach dochodzi do przypadków zabierania punktów w przypadku posiadania jej nieparzystej liczby. Przykład: klub X – 37, klub Y – 36. Po zmianach klub X -18, klub Y –18. Przewaga 1 punktu zniknęła.

Może to szczegóły, ale czy naprawdę bez znaczenia.

Z mojej wiedzy nie ma przygotowanego żadnego dokumentu szacującego koszty tego przedsięwzięcia.

Próbujmy, rozmawiajmy, szukajmy rozwiązań, ale nigdy nie byłem zwolennikiem operacji na żywym organizmie bez przekonywującej diagnozy. Czym to się może skończyć? Standardowym powiedzeniem:
– Operacja się udała, ale pacjent umarł.

 

Kursokonferencja – 16.12.2012r.

Kursokonferencja dla trenerów i instruktorów piłki nożnej która odbyła się 16 grudnia 2012r. w Rzeszowie cieszyła się niespotykanym powodzeniem.

kur2

W sumie zgromadzonych było ok. 650 trenerów i instruktorów piłki nożnej. Mnie jako trenera koordynatora szczególnie cieszy to, iż nasza kursokonferencja została dostrzeżona nie tylko na Podkarpaciu ale również w województwach ościennych. Szczególnie dużo można było dostrzec trenerów z Małopolski.

kur

Tradycyjnie kursokonferencję otworzył Prezes Podkarpackiego Związku Piłki Nożnej Kazimierz Greń, który jest szczególnie zainteresowany szkoleniem i doszkalaniem kadr trenerskich na Podkarpaciu. Obecni byli również Wiceprezesi Podkarpackiego ZPN Marek Hławko oraz Zenon Krówka.

kur3

 

Treści programu zostały przekazane przez prelegentów w sposób atrakcyjny i wyczerpujący. Szczególnym powodzeniem cieszył się pokazowy trening przeprowadzony przez ambasadorów Akademii Trenera Canal+ Marcina Sasala, Grzegorza Mielcarskiego, Artura Kolatora i Marcina Broniszewskiego. Nie mniej interesujący był wykład oraz część praktyczna przeprowadzona przez trenera „ Polonii” Warszawa Piotra Stokowca. Natomiast trener Henryk Kasperczak przedstawił analizę gry najlepszych drużyn na Euro 2012. Nie mogło zabraknąć na kursokonferencji najmłodszych adeptów piłkarskiego rzemiosła. Tym razem mieliśmy okazję pooglądać w akcji przyszłych piłkarzy z Dziecięcej Akademii Futbolu w Rzeszowie. Sumując mogę śmiało powiedzieć, iż kursokonferencje organizowane przez nasz Związek rokrocznie zgromadzają coraz większą rzeszę trenerów. Generalny wpływ na taką sytuację ma, raz: doskonały dobór prelegentów, dwa: atrakcyjny program. W niedalekiej przyszłości będziemy chcieli zorganizować podobną kursokonferencję na otwartym stadionie.

Działka

Włos się jeży na głowie tym, co je mają, pod wpływem ujawnianych treści dokumentów i wynikających z nich decyzji finansowych.

Niewiarygodnym wydaje się być fakt, że przy tak rozbudowanej strukturze organizacyjnej, jaką miał PZPN, mogło dochodzić do tego typu nadużyć.

Prezes, wiceprezesi, sekretarz, Zarząd, biuro prawne, księgowość, Komisja Rewizyjna, Wydział Dyscypliny. Nikt z tej machiny urzędniczej nie był w stanie powstrzymać kilku osób, przed decyzjami w niepojęty sposób drenującymi budżet związku.

Siedziba. Po umowie ze Sportfive to temat numer dwa poprzedniej kadencji z racji wielkości inwestycji. Zmiana siedziby związku zamiast przynieść chwałę „budowniczym”, stała się poniekąd grobowcem dla „architektów” tego przedsięwzięcia.

Na projekt wartości – góra 250 tys., wydano 10 razy więcej. Za działkę o wartości rynkowej niespełna 4 mln, zapłacono prawie dwa razy tyle i to nie za prawo własności tylko za …… wieczyste użytkowanie. Czy ktoś coś z tego rozumie?

Takie szczegóły jak rura pod terenem ewentualnej budowy, brak dojazdu czy praktyczne wykorzystanie niecałe 1/3 wybudowanej powierzchni przestają w tym momencie mieć większe znaczenie.

Co ciekawe kilka razy wspominałem o niejasnościach związanych z tą inwestycją. Mówiły (dosłownie) o tym „taśmy prawdy”, i co? I nic. Panowie odpowiedzialni za to przedsięwzięcie, panowie decyzyjni i ci, którzy składali podpisy na stosownych dokumentach mieli dobrą prasę, wsparcie kolegów i brak zainteresowania ze strony jakichkolwiek instytucji stojących na straży jakiegokolwiek porządku, nie tylko prawnego.

Zakup działki to ekstremalny przykład mechanizmu, jaki funkcjonował w PZPN. Funkcjonował całe lata bez jakichkolwiek większych zakłóceń.

Czasem tylko o własność do poszczególnych trybików dochodziło do większych lub mniejszych nieporozumień.

Powód był prosty, bo tak się składa, że rzeczownik „działka” ma też swoje drugie i to bardzo wymierne znaczenie.

Na betonie kwiaty nie rosną

Sto tysięcy złotych premii dla kierowcy, przyznanych za ostatni miesiąc świadczenia pracy dla PZPN (sorry, dla prezesa PZPN), przy kilkudziesięciotysięcznych zarobkach miesięcznych, to symbol zarządzania Związkiem w latach 2008-2012.

Polityka uzdrawiania, reformowania PZPN, zaproponowana przez prezesa Bońka i najbliższych mu współpracowników, nie wszystkim jednak przypadła do gustu, tak jak nie wszyscy z należytą uwagą obserwowali i analizowali poczynania poprzedniej ekipy.

Moim skromnym zdaniem czteroletnie milczenie i tolerowanie sytuacji w polskiej piłce, nie daje dziś mandatu do zwyczajnego „czepiania się” tym, których to milczenie i tolerancja cechowały.

Nie wspomnę już o tych, którzy słowem, piórem a nawet czynem wręcz wspierali degrengoladę w piłce, nazywając to powolnym działaniem, przemyślaną strategią, pechowym zbiegiem okoliczności.

Pragnę wielu uświadomić, że gdyby któryś z naszych reprezentantów trafił JEDEN raz więcej do bramki przeciwnika podczas Euro 2012, to moglibyśmy doczekać sytuacji, że o premii kierowcy Grzegorza pod nazwą AFERA, można by było przeczytać tylko na moim blogu, no i może jeszcze na Weszło.

Proponuję wszystkim, którzy już sobie ostrzą języki i pióra, by walić w nowe władze PZPN, aby

przyjrzeli się z uwagą swojej twórczości z lat minionych.

Ilu dziś znajdzie się takich, którzy będą mieli odwagę publicznie stwierdzić:

– Chciałem, a nie mogłem,

– Pisałem, ale mi nie wydrukowali,

– Nie wierzyłem, że to, co mówi „ulica” to prawda a brakło mi jaj, by to sprawdzić.

Podlewanie ogrodu, gdy kwitną kwiaty to przyjemność, najgorsze jest to, gdy kwitnące kaktusy nazywa się różami.

Sto tysięcy dla kierowcy. Ładny kwiatek.

Krytyką w mur

Czytaj i pozwól, niech czytają twoi,
Niech się z nich każdy niewinnie rozśmieje.
Żaden nagany sobie nie przyswoi,
Nikt się nie zgorszy, mam pewną nadzieję.
Prawdziwa cnota krytyk się nie boi,
Niechaj występek jęczy i boleje.
Winien odwołać, kto zmyśla zuchwale:
Przeczytaj – osądź. Nie pochwalisz – spalę.
- pisał Ignacy Krasicki w Monachomachii.

Każdy ma prawo pisać i każdy ma prawo krytykować. Sam to robiłem przez ponad trzy lata.

Z uwagą, przeto czytam krytyczne teksty w stosunku do PZPN Jacka Kmiecika i zapałek nie wyciągam, laptopa nie rozbijam, tylko zadaję sobie pytanie, czemu mają służyć. Jeżeli pozyskiwaniu wierszówki, OK. Innych pozytywnych skutków tej twórczości nie dostrzegam. Czytelnikom przecież Kmiecik także podpada. Czym? Chociażby tym, że nie informuje tylko zgaduje, nadinterpretuje, fantazjuje. Czy tego typu dywagacje w tekście informacyjnym mogą budzić szacunek.

Wiem, co to być niezadowolonym i nikomu nie odmawiam prawa do tych emocji. Tak jak prawa do krytyki. Dziwi mnie tylko, że Kmiecik, ponoć kochający (może zbyt duże słowo, ale niech tam) futbol, na samej krytyce nie poprzestaje. On wręcz staje w obronie tych, o których destrukcyjnych działaniach w PZPN, ja pisałem przez trzy lata. Pisałem na podstawie faktów, dokumentów, wyników sportowych i ekonomicznych, analiz. Rozumiem, że według red. Jacka przerost zatrudnienia w PZPN dobrze służył polskiej piłce i Boniek likwidując ten przerost jest złym prezesem. Red. Jacek uważa także, że Zdzisław Kręcina był dobrym sekretarzem a Sawicki nie będzie. Na jakiej czyni to podstawie, o tym nie donosi. Ja się nie podpiszę pod stwierdzeniem, że dzięki pracy zwalnianych ludzi polski futbol rósł w siłę, a wychodzi na to, że red. Jacek pewnie tak. I można by mnożyć te trele-morele podawane jako kolejne „Afery w PZPN”.

Jeżeli artykułowanie takich poglądów mają być sposobem na naprawę świata, w tym piłkarskiego, przez wymienionego redaktora, to ja już wolę decyzje nowego prezesa i tego prawa też mi nikt nie zabierze. Nawet oburzony na ten stan rzeczy redaktor.

No cóż. Nowe rozdanie przyniosło nowym osobom, nowe role. Nam budowanie, red. Jackowi walenie głową, czyli twórczością w budowany z trudem mur, w którym nie ma betonu. Przeciwstawię tej twórczości parafrazę z myśli Krasickiego:
– Prawdziwa cnota
krytyki się nie boi.

Dziękuję

Po czterech długich latach Podkarpacie dostało organizację meczu polskiej reprezentacji. Nie chcę w tym miejscu rozdrapywać ran, więc zrobię to, co uważam za słuszne, czyli złożę podziękowania a jest komu.

Dziękuję Zarządowi PZPN za przydzielenie organizacji dwumeczu z Mołdawią. Towarzyskiego, ale jak ważnego przed marcowymi eliminacjami do mistrzostw Europy. Mam nadzieję, że pokazaliśmy i podkarpacką gościnność, i perfekcyjną sprawność organizacyjną.

Dziękuję władzom miasta Krosna i Rzeszowa za praktyczną pomoc w tym przedsięwzięciu. Także kierownictwu i pracownikom krośnieńskich i rzeszowskich Ośrodków Sportu i Rekreacji.

Dziękuję polskiej reprezentacji wraz z całym sztabem szkoleniowym, za wynik sportowy i akceptację warunków, jakie stworzyliśmy, by mogli jak najlepiej przygotować się do odbudowy należnego im miejsca w europejskim futsalu.

Dziękuję kibicom. Kliku tysiącom kibiców, którzy zagrzewali nasz zespół do walki.

Szczególnie dziękuję całemu kilkunastoosobowemu sztabowi organizacyjnemu za kilkunastodniowy trud, za sprawność i dyscyplinę, za poniesione wyrzeczenia. Kilka tygodni przygotowań, pracy o różnym natężeniu nie poszedł na marne. Wszyscy daliśmy dowód, że z każdego powierzonego nam zadania wywiążemy się lepiej niż się tego od nas oczekuje.

Dziękuję.

Trzepanie dywanów

Każdy nowy dzień odkrywa kolejną tajemnicę z mrocznego czterolecia działania PZPN. Specyficzną rolę odgrywał w aparacie administracyjnym związku Wydział Dyscypliny. Z definicji był powołany do sprawowania kontroli przestrzegania reguł dyscyplinarnych i etyki współzawodnictwa sportowego oraz orzecznictwa dyscyplinarnego.

W rzeczywistości przewodniczący i członkowie wydziału pozwolili sobie na instrumentalne sterowanie przez byłe kierownictwo związku, a szczególnie jego prezesa. Ludzi, którzy mieli odwagę publicznie mówić o nieprawidłowościach, karano z całą bezwzględnością. Z drugiej strony roztoczono parasol ochronny na WSZYSTKIMI negatywnymi zjawiskami w związku.

Nie uważam, że należało wychodzić przed szereg, bo pierwszą kotarą dla skrywania działań prezesa i sekretarza był przewodniczący Komisji Rewizyjnej Janusz Hańderek, ale myślę, że choć pozory przyzwoitości należało zachować.

Wpisy na przykład na moim prywatnym blogu kwalifikowały się do ewentualnej sądowej odpowiedzialności cywilnej, jeżeli ktoś poczuł się urażony, ale nigdy takie sprawy nie zostały założone. Powód był prosty. Głupotą by było ciągać po sądach kogoś, kto mówi (pisze) prawdę. Nie przeszkadzało to jednak niektórym członkom wydziału w ferowaniu werdyktów poddających mnie karze dyscyplinarnej finansowej. W praktyce wyglądało to jak kara na zamówienie. Dajcie mu do zapłaty 5 000 zł, postraszcie wykluczeniem, to może zamknie „gębę”. Takie było drugie dno tego orzekania.

Osobiście jako członek stowarzyszenia, złożyłem bodajże siedem wniosków o ukaranie prezesa PZPN za wykroczenia dyscyplinarne i oczywiste łamanie zapisów statutu związku, podczas wykonywania obowiązków służbowych, Efekt… zerowy. Nigdy nie został nadany bieg jakiejkolwiek sprawie. Nigdy nie otrzymałem najbardziej choćby lakonicznej odpowiedzi na moje pisma. Jakiegokolwiek uzasadnienia o powodach umorzenia spraw, bo nie było, co umarzać, jeżeli oficjalne wnioski trafiały do kosza.

Pod przysłowiowy dywan zamiatano wszystko, co było niewygodne, bądź nawet niebezpieczne dla prominentów z PZPN tego okresu.

W Związku trwa wielkie sprzątanie. Tym razem nie pod dywan. Zmiany personalne w Wydziale Dyscypliny wydają się w tej sytuacji nieuniknione.