Tak jak po Euro

Tak jak po Euro otworzyli się piłkarze na postępowanie swojego trenera Smudy, tak im bliżej końca kadencji Laty, pewnie docierać będą do nas różne smaczki dotyczące kadencji tego „wybitnego” prezesa.
Pierwszym wydaje się być Henryk Kasperczak. Z właściwą sobie klasą, ale z nieukrywanym żalem wypowiada się o swoich niespełnionych szansach i nadziejach, jakie dawał mu na prowadzenie reprezentacji jego kolega z boiska Lato z jednej strony i z drugiej prezes o dwóch językach. Nie będę tu robił wywodu o wyższości trenera z doświadczeniem kontynentalnym, nad trenerem z doświadczeniem ligowym. Dzisiaj to jest już nikomu niepotrzebne. Przypomnę tylko, że Kasperczak dwa i pół roku temu stawiał Lacie warunki finansowe za wynik na Euro (czyt. wyjście z grupy), a Smuda stawiał warunki finansowe za bycie trenerem. Przy dwóch punktach zdobytych na Euro przez Kasperczaka w kasie związku pozostałoby kilka milionów złotych, przy Smudzie ubyło tyleż nadziei na sukces, co kasy z konta PZPN.
Lato dawał Kasperczakowi nadzieję, ale tylko dawał. Jak zwykle nie dotrzymał słowa. Ani wtedy, ani teraz, po kompromitacji na Euro. Nie żądam, żeby Kasperczaka traktować jak jedynego zbawiciela polskiej reprezentacji, ale żeby nie dać temu trenerowi szansy na przedstawienie swojej wizji? Lato zachował się jak zwykle. Co innego obiecał Kasperczakowi, co innego zrobił. Powód był prosty. Dla Laty ważniejszy był nieformalny układ z Piechniczkiem, który zamknął listę swoich osiągnięć trzydzieści lat temu, niż formalny układ prezes – kandydat na trenera reprezentacji.
To kolejny dowód na to, że Lato ma w głowie wybory i tylko wybory, a poza tym pustkę.
Kasperczak ma głos na zjeździe, ale zapewniam wszystkich, że Henryk nie zaszkodzi Lacie w głosowaniu pomimo tego, że ma z pewnością żal do swojego byłego kolegi. Dlaczego nie zaszkodzi? Bo Lato jak wyląduje na sali jako kandydat, to dostanie jeden głos (swój) i może Piechniczka, trenera który trzydzieści lat karmi się swoim sukcesem i cztery lata gażą wiceprezesa. W tym układzie trzeci głos Heńka byłby głosem straconym, a znając rozsądek trenera Kasperczaka on z pewnością nie wyrzuci swojego mandatu w błoto.

Kandydaci

Nie pisałem na blogu prawie tydzień, a powód był prozaiczny. Lato poszedł na urlop i w PZPN jakby znormalniało. To ciekawy sygnał przed wyborami, a kandydaci na prezesa PZPN dwoją się i troją.
Nie tyle osobiście, tylko wysyp kandydatów powoli zahacza o postęp geometryczny.
Dzisiaj praktycznie mógłbym przywołać kandydata, którego nazwisko zaczyna się na każdą literę alfabetu, ale po co.
Trzeźwo myślący zapyta, skąd taki wysyp ratowników piłki, albo chętnych do podsypywania gruzu pod gruzy?
Odpowiedź jest banalna. Każdy się czuje mocniejszy od prezesa, któremu się kończy kadencja.
Faktycznie. Każdy z panów, który już oferuje swoje usługi dla PZPN umie płynnie czytać i w tym momencie już ma przewagę przynajmniej nad jednym z chętnych.
Pokuszę się o zasygnalizowanie innych cech potencjalnych kandydatów.
Kilku ma zaplecze polityczne, ale jaka to zaleta? Jeżeli na boisku potrzeba inteligencji praktycznej, to poza boiskiem potrzeba inteligencji praktycznej, także. Po co nam w PZPN-ie inteligencja polityczna?
Ot i już kilku kandydatów ma problem. Zastrzegam, nie z inteligencją tylko z możliwościami jej wykorzystania dla dobra piłki. No to mamy już kilku z głowy. Dlaczego? Bo są inteligentni i pewnie zrozumieją co mam na myśli.
Drugi rzut kandydatów cechuje przynależność. Kolegom ze środowiska to znane słowo.
Jeżeli przynależność ma pomóc piłce to jestem za, jeżeli przynależność ma konserwować mijającą kadencję to jestem przeciw. Jakie to proste.
I tu mamy kilka odłamów.
Pierwszy – Zdzisek Kręcina. Nie, …. bo nie. A niech tam, wyjaśnię, Bo Zdzichu uosabia bardzo konsumpcyjny sposób pojmowania swej roli w związku. Postawa dawać i brać to chyba nie najlepsze rozwiązanie na kadencję po Grzegorzu Lacie. Chyba takiego prezesa nam nie potrzeba.
Drugi odłam – kieruje się hasłem „któryś z nas”. OK, ale który. Ten, który chce, czy ten który może, czy ten na którego nic nie ma? A może ten, na którego podobno nic nie ma będzie gwarantem reform? Odnowy piłki? Zmiany systemu? Rewolucji w polskim futbolu?
Myśleć i wybierać potrzeba tej jesieni, by nie stracić kolejnych czterech lat.
Trzeci – jest kilka nazwisk. Polska nie jest krajem ubogim w UCZCIWYCH LUDZI.
Proponowałem wizję rozwoju piłki cztery lata temu. Lato postanowił inaczej, dlatego nasze drogi się rozeszły.
Myślę, że wygra środowisko i cały futbol, jeżeli pozbędziemy się myśli o układach już dzisiaj, a postawimy na człowieka, który zagwarantuje przeprowadzenie reform na skalę oczekiwaną przez większość środowiska piłkarskiego, bo stwierdzam z bólem, że niestety nie przez całe.
O tych, którzy nie chcą zmian poinformuję na tym blogu, ale już używając nazwisk. Dzisiaj daję im czas na opamiętanie.
Jeżeli wygra chęć zmian, nad chęcią bycia w kotle, byle jakim kotle, wygra piłka, a wszyscy razem z nią.

Od Zera Do Milionera

O bałaganie w PZPN, łapówkach, nepotyzmiei konieczności zmian „Fakty i Mity” rozmawiają z Kazimierzem Greniem – byłym członkiem zarządu związku i obecnym prezesem podkarpackiego ZPN.

– Po nieudanych dla nas mistrzostwach Europy mówi się, że Grzegorz Lato powinien podać się do dymisji. Skąd takie żądania, skoro nie on jest odpowiedzialny za słabą grę Polaków?

– Na okręcie zawsze jest kapitan, a takim kapitanem, bardzo miernym kapitanem, jest właśnie prezes Grzegorz Lato. On złożył trzy lata temu wniosek o powołanie Franciszka Smudy na stanowisko selekcjonera reprezentacji, więc po części odpowiada za wyniki.Oczywiście nie można powiedzieć, że on jest odpowiedzialny za grę zawodników:Błaszczykowskiego czy Lewandowskiego, bo to byłaby bzdura. Nie Grzegorz Lato wychodzi na boisko, nie on gra, więc trudno go teraz za to obwiniać. Jednak spokojnie możemy powiedzieć, że miliony złotych wydawane na wyjazdy, zgrupowania i mecze reprezentacji przez ostatnie trzy lata nic nie dały. Pierwszym winnym jest tu Smuda, a drugim – prezes PZPN. I nie mówię tu o samym Euro, ale o całokształcie: koperty, taśmy, podsłuchy, 62 pozycja Polski w światowym rankingu… Wyżejnotowane są drużyny z Jamajki czy Sierra Leone. Przez trzy lata kompletnie nic w związku się nie działo. Mało tego – sytuacja PZPN jest dużo gorsza, niż była.

– Wobec tego prezes powinien odejść?

– W wywiadzie dla„Przeglądu Sportowego” powiedział kiedyś, że odejdzie, jeśli na Euro nie będzie wyników. Powinien uderzyć się w pierś i podać do dymisji.

– Kolejne wybory na prezesa związku odbędą się w październiku. Do tego czasu Lato będzie pobierać pensję niemałą, bo 50 tys. złotych. Kto mądry zrezygnowałby z takiej kasy?

– Kiedyś Zbyszek Boniek powiedział, że Kazek Greń zrobił z bezrobotnego z Mielca milionera (Grzegorz Lato pochodzi z Mielca – przyp. red.). To, niestety, prawda, ale kiedyś myślałem, że można i pieniądze zarabiać, i pracować, zmieniać PZPN na lepsze. Dziś jestgorzej niż przed 30 października 2008 roku, kiedy Lato obejmował funkcję prezesa. Dziś ten facet ma tyle kasy, że spokojnie mógłby powiedzieć naprzykład, że zostaje, a pensję przeznaczy na szkolenie dzieci i młodzieży. Do tego dochodzą olbrzymie premie dla piłkarzy, którzy zdobyli nic nieznaczące dwa punkty na tych mistrzostwach.

– Ale organizacja Euro jest bez zarzutów.

– Według doniesień mediówLato ma za to dostać 8 milionów złotych od UEFA. Niech mi pan powie, z jakiej okazji?! Czy prezes Lato budował stadiony, autostrady i dworce? Oczywiście, że nie! Organizatorem mistrzostw jest UEFA, a nie PZPN. Co Lato zrobił? Nic! Proszę zobaczyć, jaka to małostkowość. Gdybyśmy zagrali lepiej i wyszli z grupy do ćwierćfinałów, to prezes grzałby się w blasku chwały. Padały by hasła, że to„nasz sukces”, a dziś? Smuda nie wygrał żadnego meczu, zajął ostatnie miejsce w najsłabszej grupie, a Lato siedzi cicho…

– W jednym z dzienników powiedział pan, że Grzegorz Lato jest umoczony w jakieś przekręty. Co pan miał na myśli?

– Jako członek zarządu nie widziałem żadnych umów, to niedopuszczalne. Umów ze „Sport-Five” (firma zajmująca się obrotem prawami telewizyjnymi i marketingowymi – dop. red.), umów na autokary, kolportacje, zatrudnienia, zlecenia, pensje i wiele innych. Członkowie zarządu po prostu w ogóle nie mieli wglądu w ważne dokumenty.Kadencja prezesa trwa 4 lata, a obecny podpisał umowę na transmisje telewizyjne na 10 lat! To nadużycie. Jakim prawem można komuś zostawić takie pobojowisko? Grzegorz Lato sprzedał wszystko: loże honorowe i vipowskie, bilety oraz wejściówki. Wszystko podlegało PZPN-owi, a Lato sprzedał to „Sport-Five”. Nowy prezes zastanie spaloną ziemię. Nikt, może poza dwiema osobami, tych dokumentów nie widział.

– Co z tak zwaną „aferą taśmową”? Cała Polska widziała nagranie, z którego wynika, że Grzegorz Lato i Zdzisław Kręcina mogli dopuścić się korupcji przy jednym z przetargów na budowę nowej siedziby PZPN. Kręcinę wyrzucono ze stanowiska, a Latę mamy nadal. Dlaczego sprawa ucichła?

– Prokuratura wciąż nad tym pracuje. Śledztwo się wydłuża z powodu mistrzostw Europy. Cała sytuacja jest śmieszna. Prezes twierdzi, że dostał koperty, a Grzegorz Kulikowski, były działacz PZPN, mówi, że dawał mu gotówkę. Wie pan… Jeśli ktoś dałby mi kopertę z pieniędzmi, to na drugi dzień poszedłbym z nią do prokuratury, a Lato trzymał ją 7 miesięcy i zastanawiał się, co z nią zrobić. To skandal!

– „Afera taśmowa” dotyczyła kupna działki pod budowę nowej siedziby związku. Sama ziemia kosztowała 8milionów złotych, a budynek to koszt około 50 milionów. Dlaczego podjęto taką decyzję, skoro związek bez przeszkód mógł wprowadzić się na Stadion Narodowy za trzy razy mniejszą kwotę? Nie mówiąc o wykorzystaniu stadionu, który po Euronie będzie w stanie na siebie zarobić…

– Obydwaj wiemy, o co chodzi… Na Narodowym dostalibyśmy tyle samo metrów kwadratowych i miejsc parkingowych. Dostalibyśmy miejsce na magazyn i inne niezbędne lokale. Nowa siedziba nie będzie w pełni kompleksowa. Niebędzie biur, centrum treningowego i hotelowego. Nie byłoby tego również naStadionie Narodowym, co nie znaczy, że kadra przed jakimś ważnym wylotem nie mogłaby zrobić sobie treningu na płycie boiska. Komuś to, niestety, nie odpowiadało.Ktoś, zamiast kupić gotowe, wolał budować od zera. Dlaczego tak się dzieje?Chyba nie muszę tłumaczyć…

– Program wyborczy Grzegorza Laty napisał Kazimierz Greń. Popierał go pan i pomagał w kampanii. Dziś jesteście wrogami. Skąd nagła zmiana poglądów?

– Z najgorszego kandydata zrobiłem prezesa Polskiego Związku Piłki Nożnej. Nie da się tego ukryć. Lato miał być ikoną. Miał otwierać stadiony, niewiele mówić, bo on niewiele potrafi, miał bywać, zatrudniać poprzez konkursy, a nie rodzinę. W biurach PZPN siedzą synowie z ojcami i matki z córkami. Tam jest normalna familiada. Lato obiecywał fachowców od reklamy, marketingu i pozyskiwania funduszy. Związek miał przejść głęboką przemianę. Lato tego nie zrealizował – spełnił może dwa procent zeswoich obietnic. W końcu odszedłem z zarządu, bo nie mogłem tego znieść.Przedtem Lato spotkał się ze mną i powiedział: „Daj spokój. Trzeba z tym poczekać, nie można robić rewolucji, trzeba zrobić ewolucję”. Zapytałem go, o jakiej ewolucji mówi, a on odpowiedział: „Też nie wim, rozumisz, ale Zdzisiek (Kręcina– dop. red.) mi tak kazał mówić”. Wcześniej jeździłem poPolsce, namawiałem prezesów, działaczy, delegatów. Mówiłem, że był wielkim piłkarzem, a teraz będzie wielkim prezesem. Firmowałem go swoim nazwiskiem, a on poza stanem swojego konta nic nie zmienił! Zrezygnowałem, bo nie chciałem szargać swojego imienia. Dziś Lacie kibice śpiewają : „Byłeś legendą, jesteś mendą”. Ja tego nie chciałem!

– Grzegorz Lato nie pozostaje panu dłużny i skutecznie uprzykrza życie. Na przykład pański podkarpacki związek piłki nożnej nie dostał należnych biletów na Euro 2012.

– To tylko jeden z przykładów. Lato myśli, że jest na Białorusi i może wszystkich karać i kneblować. Przez ostatnie 3 lata stawałem przed wydziałem dyscypliny pięć razy. Płaciłem kary pieniężne, chciano mnie także zawiesić.Lacie wydawało się, że to tylko mnie nie przyznał biletów na Euro. To nieprawda. Organizowaliśmy konkursy, w których bilety miały być nagrodami, obiecaliśmy je działaczom, piłkarzom, trenerom. Nie mnie prezes ukarał. Nasze bilety dostał marszałek województwa. Pytam, jakim prawem? Oczywiście marszałek może dostać ich mnóstwo i mnie to nie obchodzi, ale podkarpackiemu związkowi należało się ich 300, o czym mówi uchwała PZPN.

– Skoro jesteśmy przy biletach, dlaczego nie dostali ich wybitni reprezentanci Polski, gwiazdy futbolu, ludzie, którzy zrobili bardzo dużo dla polskiej piłki?

– PZPN miał do rozdania mnóstwo biletów, a mimo to nie dał ich ludziom, którzy na nie zasługiwali. Pod stadionami wejściówki można było kupić u koników. Zastanawiające jest, że jeden taki osobnik potrafił mieć przy sobie 15 wejściówek na miejsca obok siebie! Jakim cudem?

– Dlaczego wybitni Polscypiłkarze, działacze, trenerzy nie dostali tych biletów?

– Ci, którzy je dostali,to z reguły klakierzy prezesa. Szkoda, że zapomina się o ludziach, którzy tworzyli polską piłkę. Niestety, musimy wracać do osiągnięć z 1974 roku, bo nie mamy w zasadzie innych sukcesów. Hiszpanie nie muszą tego robić, bo co chwilę zdobywają jakiś puchar. Powinniśmy jednak dbać o historię naszej piłki. Mnie także to dziwi, że taki Henio Kasperczak musiał bilet kupować od konia. Gdzie bilety dla Hajty, Świerczewskiego i innych piłkarzy? To jest właśnie pseudodziałalność Grzegorza Laty. Biletów było mnóstwo, a dostawała je jakaś pani Krysia, wujek, ciotka i tak dalej.

– Wróćmy do samej reprezentacji… Wiemy, że Smuda nie będzie już w niej pracował. Kto zajmie jego miejsce?

– Przede wszystkim trener powinien zostać wybrany po wyborze nowego zarządu związku. Po co wiązać ręceprzyszłemu prezesowi? Smuda miał asystenta, Jacka Zielińskiego, który powinien prowadzić reprezentację do październikowych wyborów. Przecież kadra ma teraz wolne, a pierwsze mecze rozegra we wrześniu. Wiem natomiast, kto będzie nowym trenerem.

– Kto?

– Najprawdopodobniej Waldemar Fornalik z Ruchu Chorzów. To facet ze Śląska, więc ma silne poparcie Antoniego Piechniczka.

– To dobry wybór?

– Nie neguję jego umiejętności, ale uważam, że w Polsce mamy lepszych trenerów starszego pokolenia, choćby Kasperczaka albo Lenczyka.

– Nie lepiej wziąć fachowca z zagranicy?

– Wystarczy popatrzeć na polską siatkówkę. Mamy osiągnięcia, pełne i bezpieczne hale oraz zagranicznego trenera. Za Leo Beenhakkera po raz pierwszy awansowaliśmy na mistrzostwa Europy w piłce, nie wchodząc z urzędu, jak teraz. Te argumenty same mówią, kto byłby lepszy.

– A co z prezesem PZPN? Kto powinien zastąpić Latę?

– Na pewno nikt ze staregoukładu. To musi być ktoś z chęcią zreformowania całego związku. Ktoś młody i silny. Pojawiło się już kilka nazwisk, ale nie chcę nikomu robić reklamy.

Rozmawiał

ARIEL KOWALCZYK

Afera taśmowa

Mamy kolejną po pzpn-owskiej aferę taśmową, tym razem w PSL-u. Nie będę się doszukiwał analogii pomiędzy tymi dwoma podmiotami, bo z pewnością takie nie istnieją. Przypomina mi się tylko, jak Lato wielokrotnie używał w swoich wypowiedziach, sformułowania brzmiącego „moi przyjaciele z PSL”. Przyjaciół sobie człowiek sam dobiera, a że przypadkiem tych przyjaciół połączyły także taśmy prawdy, to z pewnością taki chichot historii.

Taśmy łączą, ale zachowania dzielą.

Minister Sawicki to człowiek na poziomie. Zrezygnował z funkcji, poprosił o szybkie wyjaśnienie sprawy i powiadomienie o tym opinii publicznej. Sawicki zachował się jak mężczyzna i człowiek honoru.

W podobnej sytuacji znalazł się Grzegorz Lato. Jak się zachował? Stwierdził, że jest niewinny. Po kilku dniach przyznał się, że wziął pieniądze, ale nie do ręki tylko w kopercie, po czym je schował do kasy pancernej na pół roku. Nie zmieniło to faktu, że dalej nie czuje się winny. Lato nie prosi prokuratury o szybkie działanie, bo do tej pory nie był przesłuchany. Lato nie podaje się do dymisji, tylko oznajmia przez osoby drugie, że będzie ponownie kandydował. Widocznie na osobistą wypowiedź brakuje mu odwagi.

Lato zachowuje się jak meńścizna i człowiek humoru.

Postawa Sawickiego upoważnia go do ponownego ubiegania się o najwyższe stanowiska w rządzie i partii, oczywiście po wyjaśnieniu całej sprawy.

Postawa Laty pomimo obowiązującej zasady domniemania niewinności, dyskredytuje go całkowicie.

To ważne przed jesiennymi wyborami i myślę, że te okoliczności nie umkną delegatom na październikowy zjazd.

Kulisy wyboru nowego trenera

Zajmowałem na tym blogu stanowiska, w wielu kontrowersyjnych,wydawałoby się sprawach. Trzy lata temu, po lekturze zamieszczanych tu tekstów,niektórzy pukali się w czoło. Okazało się jednak, że wszystko, co kiedyś wydawało się niewiarygodne, znalazło swe potwierdzenie w rzeczywistości.Zapewniam każdego, że obyczaje panujące w tych wpisach, nie ulegną zmianie.

Nurtowały mnie kulisy wyboru nowego trenera reprezentacji Polski.Zaznaczę, nie osoba trenera, a kulisy jego wyboru.

Sygnalizowałem kilka dni temu, o możliwym odszkodowaniu dla Ruchu Chorzów ze strony PZPN, z tytułu objęcia funkcji selekcjonera, wynikające z zerwania kontraktu z klubem. Oj podniosła się wrzawa. Dementi goniło dementi. Wyjaśniam zatem moje stanowisko.

W Ruchu Chorzów działają mądrzy ludzie i chwała im za to, że potrafią zarobić, jak nadarza się ku temu okazja. Fornalik, to inteligentny człowiek, trener o nietuzinkowym warsztacie, więc niech się dalej rozwija, zarabia, byle sprostał nowym wyzwaniom.

A jak się toma do PZPN-U? Sorry nie do Związku tylko do sposobu zarządzania przez Latę i wiceprezesa ds. finansowych Bugdoła? Dzięki „mądrości” i „gospodarności” obupanów, PZPN buli:

– Smudzie(nikt nie wie za co)

– Kręcinie(też nikt nie wie za co)

-Fornalikowi – za podjęcie pracy.

Trzech zarabia, jeden zapieprza. Sorry po raz drugi. Pięciu zarabia, jeden zapieprza,bo Lato z Bugdołem też się pasą na związkowym budżecie.

A co z tymikulisami wyboru Fornalika?

Kilku członków Zarządu (a na pewno dwóch), zadało pytanie moralnym quasimodo polskiejpiłki Lacie i Bugdołowi, czy powołanie Fornalika będzie się wiązało z wypłatą odszkodowania dla Ruchu Chorzów. Bugdoł skłamał, że nie. Lato, też skłamał, ale to żadna nowość. Nie pamiętam, kiedyten człowiek powiedział prawdę. Wniosek nasuwa się jeden. Można się kochać, albo nie. Można się zgadzać, albomieć przeciwne zdanie. Można się szanować, albo boczyć. Jeżeli jednak naoficjalnym posiedzeniu, na oficjalne pytania, członkom zarządu udziela się fałszywych odpowiedzi, to taki czyn zakrawa na kryminał.

Takie zachowanie nie mieści się w jakichkolwiek kategoriach prawa, zasad, dobrych obyczajów czy kultury osobistej. To skurwysyństwo wyższego rzędu.

Bezznaczenia jest dziś fakt, iż informacja o wypłacie kwoty „X” odszkodowania dla zainteresowanego klubu, mogła zmienić wynik głosowania. Bez znaczenia, ale jest.

Dlatego trzy lata temu zrezygnowałem z członka Zarządu PZPN, gdyż zauważyłem, że trzech panów próbuje w prostacki sposób oszukiwać całe gremium, w tym mnie. Za innych nie mówię, choć wiem, że np. Zbigniew Lach też to widział (na ucho się miżalił), ale milczy do dziś, bo tak mu kazano. Dzisiaj z łgarstwem na forum Zarządu nawet sięnie kryją. Łże się na wszystkich posiedzeniach członkom zarządu w żywe oczy, a przykład wyboru selekcjonera jest ostatnim z nich. Tak się dzieje, gdyż Bugdołi Lato czują się bezkarni.

PS.

Lato poprzez Olejkowską, straszy mnie Wydziałem Dyscypliny i sądem za sugestie, czy publiczne apele do Zarządu PZPN, by wyjaśnili do końca sprawę kosztów i ich wielkości, za produkcję wynikłą wskutek zmiany wzoru graficznego na sprzęcie sportowym, po usunięciu z koszulek godła narodowego.

Pożyjemy,zobaczymy. Życie pokazuje, że i tak wyjdzie na moje.

Obciążenie PZPN przez Nike

Pojawiły się głosy o przypuszczalnym obciążeniu finansowym PZPN, za całość wyprodukowanego sprzętu w czasie tzw. afery orzełkowej przez firmę Nike w wysokości prawdopodobnie 20 mln złotych (dwudziestu milionów złotych). Moja informacja pochodziła z dość wiarygodnego źródła. Nie było moją intencją posądzać właścicieli, czy kierownictwo firmy Nike, o jakiekolwiek nierzetelne posunięcia w stosunku do PZPN. Czteroletnia niegospodarność prezesa PZPN, jest tak znana, że niedługo będzie się ją stawiać, jako przykład menedżerskiej głupoty gospodarczej podczas wykładów z ekonomii, marketingu i zarządzania na wszystkich uczelniach w kraju.

Afera koszulkowa bez wątpienia była kolejną wizerunkową wpadką Grzegorza Laty i innych odpowiedzialnych za to osób z PZPN, ale jak zapewnia Nike żadne tego typu działania nie są przez firmę planowane. – Sytuacja, o której mówi pan Greń w ogóle nie ma miejsca – powiedział Wirtualnej Polsce Maciej Lasoń, PR manager i rzecznik prasowy Nike Poland. Rozumiem stanowisko rzecznika i przyjmuję je do wiadomości, ale z drugiej strony, co rzecznik ma powiedzieć. On dba o interesy firmy, dla której dyskrecja jest podstawą działania.

Wracam do tego tematu, bo dostałem dziś sygnał od dziennikarza jednego z mediów krajowych, że obciążenie PZPN przez Nike ma miejsce, lecz w kwocie niższej niż prognozowana przez mnie.

Panowie z Nike i z mediów. Naprawdę nie jest ważne, czy Lato wtopił 20 mln, czy 2 mln. Ważne, że po raz kolejny PZPN przez głupotę swojego zarządzającego, zostanie być może pozbawiony części swojego majątku.

Przypomnijmy. Samowolnie podpisana umowa ze Sportfive mogła zubożyć konto PZPN nawet o kilkadziesiąt milionów, a podpisana została na okres sześć lat wykraczający poza kadencję prezesa Lato.

Afera z Kartą Kibica, Ekstranet, milion Euro różnicy w umowie z Nike pomiędzy wersja polską i angielską, to tylko nieliczne przykłady z długiej listy, świadczącej o niegospodarności prezesa PZPN i finansowych strat z niej wynikających.

Nie zapominajmy o szczerych wyznaniach Laty, że u niego stawki chodzą od 5 do 10 procent od transakcji. Nie zapominajmy o przyznaniu się do wzięcia koperty z pieniędzmi. Ile trzeba mieć na sumieniu, by się podać do dymisji. Ile pytam?

W normalnym stowarzyszeniu, tylko po jednej bezmyślnej, bądź samowolnej decyzji powodującej milionową stratę finansową, Lato wyleciałby na zbity pysk. W obecnym PZPN jeszcze go chroni przeciekawa kilkuosobowa grupka, a to, że niejednokrotnie wręcz go hołubi jest już porażające.

Mam nadzieję, że członkowie Zarządu na koniec kadencji zachowają twarz i ujawnią rzeczywiste koszty, jakie poniósł PZPN w wyniku zamachu Laty na godło narodowe, które usunął z koszulek reprezentacji. Piszę członkowie Zarządu, bo wiem, że Hańderek marzący o reelekcji jako szef Komisji Rewizyjnej pójdzie w zaparte, co mu przyjdzie z łatwością, gdyż ma przebogate doświadczenie życiowe w takich śliskich zachowaniach.

Lato Muminków

Kampania wyborcza na funkcję prezesa PZPN powoli się rozkręca. Rośnie grupa naiwnych, którzy myślą o zawładnięciu Krainą Futbolową i traktowania tej pozycji w hierarchii związkowej, jako niezobowiązującej do niczego ciepłej posadki.

Grzesio Lato, który wielokrotnie korzystał z warg Olejkowskiej to pretendent Muminek nr 1. Po muminkowemu, właśnie przez Olejkowską ogłosił swoją kandydaturę. Jego atuty to elektorat, który dalej chce trwać, brać i mieć. Taki zresztą Grześ ma program. Trzypunktowy.

  1. Być prezesem
  2. Zarabiać 70 tys., albo więcej
  3. Nic nie robić

Trochę uboższy program prezentował przez ostatnie cztery lata, bo był prezesem za 50 kawałków i 5 do 10% od innych transakcji (przynajmniej tak sam mówił, co słychać na taśmach), ale trzeba w końcu iść do przodu i wyprzedzać inflację krajową. By obraz kandydata na kandydata był pełny, wspomnę jeszcze tylko oostatniej, muminkowej decyzji Laty,czyli rozwiązaniu Wydziału Młodzieżowego. Jedyny w miarę konstruktywny wydział w PZPN został unicestwiony. Celem tej decyzji było uwolnić środki finansowe,może nie tyle dla Wydziału Szkolenia, co dla jego członków, czyli muminkowej grupy Piechniczka.

Entliczek –pentliczek co zrobi Piechniczek, podczas wyborów? Poprze Grzesia jak dwa razy dwa, czyli kasasię zgadza.

W krainie, w której jak głosilegenda żyła Wanda, co Niemca nie chciała, czyli w Krakowie, odbyły się wyborydo władz związku wojewódzkiego. Wybrano jednogłośnie starego-nowego, bo niebyło innego.

Nestor polskiej piłki Ryszard Niemiec, też staje ponoć w wyborcze ogólnopolskie szranki,ale coś mi się tak wydaje, że chętnie odda niepewny pzpnowski tron za pewne krzesło wiceprezesa. Gdyby było inaczej to, po co zapraszałby do stołu Latę i śląskiego Muminka Bugdoła.

Tak się czasem zastanawiam, czy pan Niemiec gra przysłowiowego Niemca, czy gra w inną gierkę. Dlaczego się zastanawiam? Bo pan Ryszard mawiał często o mijającej kadencji w PZPN, tymi słowy: – Zrobili zwyczajny skok na kasę. Tak mawiał i to publicznie, po czym zaprosił do stołu twórców tego skoku, Latę i Bugdoła. No cóż, można i tak, ale czemu ja się w końcu dziwię. Jeżeli znany w całej Polsce dziennikarz Ryszard Niemiec, trzyma sztamę z pseudo dziennikarzem Hańderkiem,to dlaczego ma nie ma trzymać z finansowymi skoczkami. Może pan Ryszard zapomniał, kim był Hańderek. Jak zapomniał, to niech weźmie do ręki sobotnie wydanie Gazety Wyborczej i przeczyta, że Hańderek w stanie wojennym pisał na zlecenie bezpieki paszkwile wymierzone w opozycjonistów, a nawet uczestniczył – wedle wspomnień ludzi „Solidarności” – w ich przesłuchaniach.

Tak więc piątkowego kandydata, a dzisiejszego prezesa Niemca (gratuluję mu wyboru), otaczali w dzień wyborczy, wspomniany Hańderek, Bugdoł – który otarł się o aferę korupcyjną w latach swej działalności w Ruchu Chorzów i Lato – który pracował (oj,wielkie słowo) w Amice Wronki, gdy wygrywanie załatwiał jej „Fryzjer”, oskarżony o kierowanie piłkarską mafią.Gratuluję, tym razem towarzystwa.

I na deser Zbysiu Lach. Nakrzyczał niedawno Rycho na Zbycha, to ten drugi może teraz odkupić swe winy i poprzeć Krainę Muminków także fizycznie, jeżeli nie jako delegat z komisji futsalu, to jako delegat związkowy.

Oblicze małopolskiej piłki, działaniem swego szefa, nabiera swoistych rumieńców.

Wiemy zatem,że pan Ryszard akceptuje w całej rozciągłości Latę, jego działania i jego gażę wraz z bokami – procentami, o których sam zresztą wspominał.

Ciekawe czypan Ryszard akceptuje także Zdzisława Kręcinę.

Kręcina Zdzichu. Wywalony z PZPN, bo chęć kupienia synowi mieszkania, przysłoniła mu dobro futbolu.Ostatnio nabierał sił do wyborczej walki, drzemiąc na sądowej sali. Podnosząsię głosy, że Zdzichu, choć ogłosił chęć ubiegania się o prezesurę, to po cichu popiera Grzesia „Buraka” (jak go nazywa) Latę. Popiera do tego stopnia, że chce cały atak mediów i opinii publicznej wziąć na siebie, a skromną nagrodą ma być powrót w związkowe łaski.Tą łaskę określa statut PZPN na 75% dochodów prezesa. Chce także Zdzichu, co ochoczo głosi w swych wypowiedziach, zająć się transfuzją, czyli będzie oczyszczał związek z tzw. „złej krwi”, czytaj – pozbyć się wszystkich, którzy mogliby patrzeć mu (i Grzesiowi ”Burakowi” Lacie) na ręce. Dla jasności nie ma na jegoliście Hańderka, szefa Komisji Rewizyjnej, bo to tzw. „dobra krew”.

Innymisłowy, chce dalej działać po swojemu, bez narażania się na kolejne problemy z tego działania wynikające, czyli bezkarnie. Może potrzebuje kupić komuś większe mieszkanie. Odnośnie samej piłki,kandydat na kandydata Kręcina stwierdza, że poza prowadzeniem reprezentacji krajowych, PZPN w sferze piłki dziecięcej i młodzieżowej nie jest technicznie wstanie nic zrobić. Szczery do bólu, jak każdy Muminek.

O, jak dobrze, że ja jestem z innej bajki.

Grzegorz Lato ogłosił, że będzie kandydował na prezesa PZPN.

To oficjalna wiadomość. O tym, że to nastąpi mówiłem już ponad trzy tygodnie temu. Ja znam tego człowieka. Mówiłem dziesiątki razy i po raz kolejny się potwierdziło, że Lato nie ma honoru, sumienia, wstydu i chyba lustra, bo raczej w oczy sobie nie patrzy. Świadczy o tym chociażby sposób, w jaki przekazał tę decyzję do wiedzy opinii publicznej. Oficjalny kandydat na prezesa Polskiego Związku Piłki Nożnej nie miał odwagi cywilnej, by stanąć przed kamerami, dziennikarzami, działaczami i zakomunikować im tę decyzję prosto w oczy.

Czego się bał? Z pewnością przedwyborczej kompromitacji. Idę o każdy zakład, że do 26 października będzie chodził przysłowiowymi kanałami. Po co mu teraz pytania o jego czteroletnie dokonania, których przecież nie było. Nawet jak na lekarstwo. Po co mu pytania, czy wyjął z kasy pancernej wszystkie koperty z pieniędzmi, zwanymi na ogół łapówkami. Po co mu pytania o plany rozwoju piłki, których i tak nie ma, i tak mieć nigdy nie będzie, bo nigdy ich mieć nie chciał.

Kandydat na prezesa PZPN wykazał się daleko posuniętym tchórzostwem. Kandydat na prezesa Polskiego Związku Piłki Nożnej wydał byle jakie oświadczenie, chowając się pod spódnicą Olejkowskiej. Jakie ma stamtąd widoki na przyszłość, można się tylko domyślać.

Lato doprowadził polski futbol do ruiny. Twierdzę, że na gruzach trawa nie wyrośnie. Ratunkiem jest zaoranie tego pola i dopiero wtedy można liczyć na plon.

Cztery lata temu sytuacja była diametralnie inna. Szukaliśmy człowieka, który zagwarantuje zmiany i Lato zaklinał się, że zrealizuje to zadanie, ale Lato zdradził. Zdradził i oszukał miliony ludzi w Polsce, miliony kochających piłkę.

Uwaga. Lato ma tak złą opinię, że nikt zdrowo myślący go oficjalnie nie poprze. Nikt. Może tylko kolejny skompromitowany Kręcina. Wspomnicie moje słowa. W tych wyborach okaże się ostatecznie, komu dobro polskiego futbolu leży tak naprawdę na sercu.

Zachowania będą różne. Pytani, co innego będą mówić, co innego zrobią na sali zjazdowej. Idę o każdy zakład, że nikt z dziennikarzy nie wyciągnie od takich ludzi jak Piechniczek, Bugdoł, Bednarek, Niemiec, Majewski jasnych deklaracji, kogo wspierają. Jedni będą kluczyć, by i tak zagłosować w konsekwencji na Latę. Dzięki Bogu będą to jednostki. Inni będą grać do samego końca, by ostatecznie związać się z wygranym. Trzecia grupa, wierzę że najliczniejsza, to ci, którzy opowiedzą się za dogłębnymi reformami.

W pierwszym dniu kampanii wyborczej twierdzę jednoznacznie. Grzegorz Lato jest największym wrogiem polskiej piłki, a mianem tym można będzie określić każdego, kto go wesprze słowem, czynem, bądź wymaganą rekomendacją na prezesa Polskiego Związku Piłki Nożnej.

Jeden z moich kolegów mówi, że dałby rekomendację Grzegorzowi Lacie, ale pod jednym warunkiem.

– Jakim? – pytam.

A on na to: – Dałbym Lacie, byle jaką książkę, z byle jakiej półki, otworzyłbym ją na byle jakiej stronie, wskazał byle jaki akapit i jeżeli Lato by mi ten tekst płynnie przeczytał ze zrozumieniem na dodatek, miałby mój głos. Ale zapewniam, że niczym nie ryzykuję.

Mój kolega to złośliwy człowiek, a ja się poniekąd cieszę się, że Lato wystartował.

Zgnilizna kontra reformatorzy. Pokażemy mu jego miejsce w szyku.