Reprezentant Włoch został zatrzymany pod zarzutem korupcji.

Takie nagłówki obiegły wczoraj europejską prasę. Dodam, by rozwiać wszelkie wątpliwości, że to reprezentant Włoch w piłce nożnej Domenico Criscito. Według włoskiej agencji prasowej Ansa, policjanci zatrzymali 25-letniego obrońcę w ośrodku federacji w Coverciano pod Florencją, gdzie przygotowywał się tam do Euro 2012. Criscito w drużynie narodowej zagrał dotąd 19-krotnie.

Nie zajmowałem się nigdy na tym blogu problemami innych federacji, gdyż polska codzienność futbolowa niosła ze sobą nieustannie wydarzeń wystarczająco dużo. Czytając jednak o tym wydarzeniu z ziemi włoskiej, nie mogłem się oprzeć wrażeniu, że inne obyczaje panują na ziemi polskiej.
Jak widać, dla Włochów prawo jest prawem, korupcja korupcją, a święte krowy chadzają sobie spokojnie, ale w Indiach. Włochów nie interesuje, czy piłkarz podejrzany o korupcję to gracz klasy europejskiej, czy klasy miernej. Włochów nie interesuje, czy do Euro jest dwa tygodnie, czy dwa lata. Służby włoskie poczyniły kroki, do których zostały powołane.
Polska rzeczywistość jest jakby inna. Za zawodnikiem skazanym za czyn korupcyjny biegał sam prezes federacji, wraz ze zdyszanym, (bo przemęczonym) sekretarzem generalnym i gwarantowali mu grę w reprezentacji, pomimo ciążącego na nim wyroku. Błogosławił ich starania sam trener ze smudną miną i sparaliżowany garniturem, choć zarzekał się z rok wcześniej, iż przestępcy u niego grać nie będą. Może trenerowi nie wypadało opuścić gracza w biedzie, bo sam skasował sto tysięcy jako premię za awans do pucharów, pomimo ułożonego za pieniądze meczu ligowego przez tego właśnie zawodnika. Mierny to trener, który stoi przy linii i nie widzi czy jego piłkarze udają grę, albo widzi i udaje, że nie widzi.
Smuda w swej uczciwości, nigdy nie powiedział jak było naprawdę. Jeżeli widział markowanie gry – przyjęcie premii przekreśla go, jako człowieka, jeżeli nie widział – przekreśla, jako trenera. Jak by nie było pieniądze skasował i trenuje dalej.
Z drugiej strony, jakich postaw możemy oczekiwać od trenera, kiedy zatrudnia go prezes, który bierze pieniądze w kopercie i po pół roku ogłasza bajki, że schował je do kasy pancernej, a ogłosił to pod wpływem opinii publicznej i działań prokuratora w obronie koniecznej Stawiam sto do jednego, że gdyby nie ten nacisk, ta koperta dalej by tam leżała. Ha, ha, ha, to taki niewybredny żart. Ten człowiek to też przecież chodząca uczciwość, a na dodatek jeszcze pełen wyrozumiałości dla piłkarza z problemami.
Nie możemy się jednak dziwić takiemu postępowaniu w przypadku jednego gracza, jeżeli standardy na podobnym poziome wprowadzali Lato i Kręcina podczas zjazdów PZPN. Tam też nie brakowało delegatów z zarzutami, wyrokami, tymi prawomocnymi również.
Czemu to wszystko miało służyć? Tylko jednemu. Delegaci na bakier z prawem ratowali Lacie i Kręcinie (temu do czasu) dupę na zjazdach, a piłkarz ma ratować sytuację przed tym najważniejszym, bo wyborczym.
Lato ostatnio stwierdził w wywiadzie dla TVN 24, że będzie NIESTETY kibicował polskiej reprezentacji, co z pewnością docenią delegaci 26 października.

WARA OD JANA

W 1999 roku powołano do życia Klub Wybitnego Reprezentanta. Zasady przynależności jak do tej pory są proste jak konstrukcja cepa, albo jak działanie jednego pana w PZPN, bo cep działa na zasadzie – prać, prać, prać, a wzmiankowany działacz – brać, brać, brać. Co do zasad. Każdy, kto rozegrał 60 oficjalnych spotkań w reprezentacji Polski ma przynależność do klubu. Klub liczy obecnie 25 osób. Należy do niego także Gerard Cieślik dzięki zapisowi mówiącemu, iż członkiem honorowym klubu mogą ponadto zostać kadrowicze, którzy nie rozegrali wymaganego minimum spotkań, jednak wyróżnili się szczególnymi osiągnięciami sportowymi oraz postawą poza boiskiem.

Pomimo, iż przyjętą zasadą jest, że klubowi przewodzi członek klubu z największą ilością rozegranych meczy (na dzień dzisiejszy Michał Żewłakow -102) klubowi przewodniczy Władysław Żmuda. Przejmując schedę Po Lacie zmieniono zasady dodając zapis o uczestnictwie w Mistrzostwach Świata (Żmuda ma ich 4) ujmując tym samym rangi mistrzostwom Europy. W ten sposób Grzesiu dał Władkowi berło dożywotnie.
I ten dożywotny władca klubu złożył wniosek o wykluczenie Jana Tomaszewskiego z tego grona.
Żmuda przewodniczący i tchórz zarazem, bo nie miał nawet odwagi powiedzieć, że wniosek ten był inspirowany tylko przez Latę i jest wyłącznie jego dziełem. Okłamał dziennikarzy i sportową Polskę, że konsultował tą decyzję z innymi członkami klubu, bo nie konsultował.
Żmuda, choć chłop krzepki, a powściągliwy zapomina, albo nie wie, że każdy człowiek na tej planecie ma zagwarantowaną wolność słowa, przekonań, wyznań i kilka jeszcze innych. Na całym świecie oprócz Korei, Białorusi, Kuby, PZPN i jak widać Klubu Wybitnego Reprezentanta. Ani ja, ani nikt inny nie musi się z Tomaszewskim zgadzać, ale należy uszanować prawa człowieka do głoszenia tego, co czuje i myśli.
Jeżeli zatem Żmuda jest tak zdesperowany oczyścić klub z osób niegodnych, to niech pomyśli (szybciej niż robił to do tej pory) i niech położy na jednej szali: „farbowane lisy”, kibicowanie Polakom w reprezentacji Niemiec, słowa o wstydzie i obrzydzeniu na widok poczynań Smudy, a na drugiej czyny (NIE SŁOWA TYLKO CZYNY) innego członka KWR, który: zabrał zawodnikom i kibicom ORZEŁKA z koszulki, brał koperty z pieniędzmi, uzależnił Stowarzyszenie od firmy zewnętrznej, łamał zapisy statutu, spuścił reprezentację do ósmej dziesiątki w rankingu FIFA, tolerował (raz, dwa, trzy) pijaństwo itd., itd.. Dość. Szalka się urwała. Tylko, że ten drugi, czyli Lato, daje zarobić Żmudzie około kilkunastu tysięcy złotych miesięcznie i to bez względu na wyniki i jakość pracy.
Pytam, więc Żmudę, jeżeli celem Klubu jest w szczególności wykorzystanie autorytetu jego członków do promowania polskiego piłkarstwa oraz podniesienie rangi reprezentowania Polski na arenach międzynarodowych jak się mają wypowiedzi Tomaszewskiego do działań Laty? Jak?
Więc niech pan zacznie wszystkich mierzyć jedną miarą. Niech przestanie pan kłamać, bo to jest niegodne członka Klubu WR. W konsekwencji niech się panowie Lato i Żmuda odpierdolą od Tomaszewskiego. Przypomnę jeszcze Żmudzie, że w krajach demokracji, czyli także w Polsce, nie ma dożywotnich funkcji, więc niech pan pomyśli i opaskę kapitana klubu odda Michałowi Żewłakowowi. Należy mu się to przewodnictwo jak mało, komu, bo gdyby nie członek Lato (klubu oczywiście), Michał zagrałby jeszcze przynajmniej kilka meczy, w tym minimum trzy na Euro. To Lato ze Smudą zabrali mu tę szansę tylko z jednego powodu. Był dla nich zbyt inteligentny.
Żmuda także ma jeszcze szansę wykazać się mądrością, zarówno tą życiową jak też i praktyczną, chyba, że pan Władek ma w portkach więcej strachu niż w głowie rozumu.

Zmieniająca się sytuacja w polskim futbolu

Piszę ten blog, już od ponad dwóch lat. Zmieniała się przez ten okres sytuacja w polskim futbolu (na gorsze niestety), zmieniały się też komentarze opisujące te zjawiska (na rzetelniejsze dzięki Bogu). Przestano w dużej mierze mamić, traktując ludzi jak gawiedź. Zaczęto nas traktować poważnie i fakty, które mają, bądź miały miejsce również. Do głosu doszli też ci, którzy faktycznie mają coś do powiedzenia. Powstała książka o Fryzjerze, swoje spostrzeżenia na temat „ludzi futbolu” opisał w autobiografii Andrzej Iwan. To pozytywne przykłady, gdy chodzi o mówienie wielu o tym, o czym wiedziało – niewielu, a wiedziało. Wiele wie o piłce np. redaktor Kurowski z TVP i dlatego w moich oczach trzyma pozycję dziennikarza szczególnego, w kontekście ostatniego wywiadu z Latą. Kurowski wyglądał jak łabędź pływający po bagnie. Robił wszystko, by Grzesiu wypadł jak jezioro pełne kryształowej wody, ale Kurowski tak musiał, bo pracuje w instytucji związanej z PZPN kontraktem. To komplement panie Jacku, bo z niełatwego zadania wywiązał się pan z twarzą. Było widać, że ratuje pan sytuację swoim kosztem, ale jak zaznaczyłem wcześniej, niech się czuje pan usprawiedliwiony.
Nie muszą tak postępować inni, bo mają łatwiej. Nawet łatwiej ode mnie. Mnie za wpisy na tym prywatnym blogu kilkakrotnie Lato ukarał finansowo przez Wydział Dyscypliny PZPN. Służalczy wydział. Inny działacz przez małe „d” , o kryształowym życiorysie, myślę o Hańderku, założył mi sprawę sądową.
Dlatego z ulgą czytam, że na Andrzeju Iwanie nikt się nie mści, choć pisze i tu cytat z kapitalnego felietonu Łukasza Mazura, że: …. Rudolf Bugdoł był swego czasu pośrednikiem w załatwianiu i ustawianiu spotkań. Rudolf Bugdoł, czyli szef Śląskiego ZPN, wice szef PZPN. Osoba będąca dziś numerem dwa w związku, szara eminencja odpowiedzialna za finanse związku, przyjechała swego czasu do Zabrza, żeby załatwić korzystny wynik dla Ruchu! Afera i skandal. Dziennikarze powinni dostać sraczki, a sam zainteresowany dementować i grozić autorowi procesem.
Koniec cytatu. No bo co może ten były masażysta z Ruchu. Zaprzeczać prawdzie. Niby może, ale po co, kiedy wie, że wszyscy wiedzą.

A Lato nie wiedział? A dla ilu panów z Zarządu fakty z życia Bugdoła są tajemnicą. Teraz rozumiem, z czym się musiał zmierzyć Masiota próbując odwołać Latę, i kto oraz dlaczego stara się na chama utrzymać obecny układ. Dedykuję ten akapit prezesowi Niemcowi i innym do przemyślenia, żeby sobie nocnika nie pomylili kropielnicą i uważali, gdzie będą maczać paluszki podczas nadchodzących wyborów w PZPN.

Nowy powiew w polskiej piłce

Już kilka dni temu pisałem, że w polskiej piłce idzie nowy powiew.
We wcześniejszych spostrzeżeniach o dwóch takich, co by chcieli jeszcze porozdawać karty sygnalizowałem, że powoli, pomalutku stary układ traci ząbki w różnych regionach Polski. Mamy tego przykłady w woj. mazowieckiem, śląskiem, pomorskiem, małopolskiem.
Ostatni spektakularny przykład to wybory w okręgowym z Częstochowy.
Po wielu latach szefowania stanowisko prezesa stracił Jan Bzowy. Pełnił tę funkcję od 1989 roku.
Podczas Walnego Zgromadzenia OZPN, o stanowisko prezesa ubiegało się dwóch kandydatów – Jan Bzowy i Waldemar Bugaj z Pilicy Koniecpol. Nie przystąpił do rywalizacji Edward Flis wieloletni działacz KS Stradom, który poparł jednak Bugaja. Nie wystartował także przedstawiciel środowisk sędziowskich pan Skuza.
Wynik głosowania to 44:28 dla Waldemara Bugaja, który tym samym został nowym prezesem CzOZPN.
Dlaczego to wydarzenie ma tak dużą wagę, że zawracam sobie nim głowę na tym blogu.
Bo Bzowy to przykład milczącego przez cztery lata członka komisji rewizyjnej w PZPN. To kolejny wierny sługa układu, na którym przez cztery lata bezkarnie wiózł się Lato i kilku panów z pierwszego szeregu. Tak na marginesie dodam, żeby sobie zaraz wszyscy z Zarządu nie myśleli, że byli w pierwszym szeregu. Co to, to nie. Lato tak naprawdę miał na względzie tylko wybranych, co widać np. po składzie spółki Euro 2012 i koleżeństwie z Kręciną. Reszta była tylko do ochłapów z pańskiego stołu.
Bzowy zaprosił sobie na Zjazd gości wielkich i możnych. W zbieraniu głosów miał go wesprzeć zaufany Laty – Bugdoł z popychaczem Kulą ze śląskiej centrali oraz sam …. Janusz Hańderek przewodniczący Komisji Rewizyjnej z PZPN i czteroletni mentor od zachowań specjalnych kandydata Bzowego.
Mieli pomóc i nie pomogli. Częstochowska twierdza padła.
Niech ten przypadek będzie przykładem dla innych, tym bardziej, że nie jest pierwszy w skali kraju. Reformatorskie siły wygrały w marcu na Podkarpaciu. Okręgowy w Częstochowie po kilku innych okręgach jest kolejnym przykładem, że warto kandydować, warto pokusić się o prezentację uczciwości i poddać ją pod głosowanie terenowych środowisk piłkarskich. Jak widzimy kończy się to z dobrym skutkiem.
Gwarantuję, że pokątna polityka Bugdołów, Hańderków i im podobnych uprawiana wraz z Latą od 2008 r. skończy się tam, gdzie się zaczyna głośne mówienie o reformach, uczciwości i czystości w sporcie.
Panu Waldemarowi Bugajowi serdecznie gratuluję, a tym co go wybrali życzę, by zostały zrealizowane wszystkie obietnice złożone w czasie kampanii i podczas zjazdu.
Służę też swoją osobą o ile będą państwo zainteresowani współpracą na forum szerszym niż Okręgowy ZPN.

STANOWISKO ZARZĄDU PODKARPACKIEGO ZWIĄZKU PIŁKI NOŻNEJ

Stanowisko Zarządu Podkarpackiego Związku Piłki Nożnej dotyczące zabrania przez Prezesa Zarządu Polskiego Związku Piłki Nożnej Grzegorza Lato biletów na mecze polskiej reprezentacji rozgrywanych podczas Euro 2012.

Oświadczamy, że samowolną i bezprawną decyzją Prezesa Zarządu Polskiego Związku Piłki Nożnej Grzegorza Lato, Podkarpacki Związek Piłki Nożnej został pozbawiony możliwości zakupu jakichkolwiek biletów na Euro 2012, pomimo podjęcia przez Zarząd Polskiego ZPN w dniu 24 stycznia 2012 uchwały w sprawie podziału biletów na Euro 2012, na mocy, której Podkarpackiemu Związkowi Piłki Nożnej przyznano 318 biletów.

Zarząd Pod. ZPN protestuje przeciwko rażącemu dyskryminowaniu Podkarpackiego Związku Piłki Nożnej przez prezesa Grzegorza Lato, który przecież został prezesem dzięki głosom delegatów z Podkarpacia. Zwracamy uwagę, że Polski Związek Piłki Nożnej nie jest jego prywatną firmą, a turniej Euro 2012 nie jest jego prywatnym przedsięwzięciem.

W związku z wysoce nagannym postępowaniem Grzegorza Lato, Zarząd Pod. ZPN popiera działania prawne podjęte z inicjatywy Prezesa Kazimierza Grenia, polegające na zawiadomieniu Ministra Sportu i Turystyki Joanny Muchy, prokuratury i CBA, zmierzające do wyjaśnienia tej bulwersującej sprawy i ukarania osób winnych złamania uchwały Zarządu PZPN.

Oświadczamy również, że nie mamy nic wspólnego z powołaniem przez Grzegorza Lato komisji ds. podziału biletów, ani z dystrybucją biletów przez Podkarpacki Urząd Marszałkowski.

Zarząd

Podkarpackiego Związku Piłki Nożnej

poniżej podpisy wszystkich członków Zarządu

Odpowiedź na pismo Grzegorza Laty

Rzeszów, 16 maja 2012 r.
Prezes PZPN
Grzegorz Lato
Warszawa
W odpowiedzi na pismo Prezesa PZPN Grzegorza Lato z dnia 15.05.2012r., w imieniu Zarządu Podkarpackiego ZPN, informujemy, że rezygnujemy z oferty przekazania biletów na mecze fazy grupowej reprezentacji Polski, do dyspozycji członków Zarządu naszego Związku.
Decyzję Prezesa PZPN podjętą w formie Uchwały z dnia 15.05.2012r. nr V/88 uważamy za haniebną i godzącą w powagę zarówno Podkarpackiego ZPN, jak również w osobę Prezesa Kazimierza Grenia.
Mamy pełną świadomość, że decyzja Prezesa PZPN ma charakter osobisty i wynika z prywatnej niechęci wobec Pana Kazimierza Grenia i jest w swym założeniu i treści ukierunkowana na poniżenie Jego godności, jako Prezesa jednego z Wojewódzkich ZPN, ale również jako człowieka.
Z przykrością stwierdzamy po raz kolejny, że Prezes PZPN swoje osobiste animozje wobec działaczy piłkarskich w Polsce realizuje poprzez powierzone jemu stanowisko, wykorzystując je do prywatnej walki z osobami o odmiennych programach i poglądach.
Działania takie są poniżające i nie licują z powagą stanowiska jakie piastuje prezes Grzegorz Lato i w takiej sytuacji winny być uznane za naganne i napiętnowane, gdyż stanowią nieuprawnioną ingerencję w struktury związku wojewódzkiego.
Członkowie Zarządu Podkarpackiego ZPN w pełni solidaryzują się z Prezesem Kazimierzem Greniem i czują się również obrażeni i poniżeni w/opisanymi działaniami Prezesa Lato – traktując je jako próbę dokonania wewnętrznego zamieszania w Zarządzie Podkarpackiego ZPN i tym samym skłócenia działaczy w naszym Związku.
Należy nadmienić również, że załączona do pisma PZPN z dnia 15.05.2012r. Uchwała nr V/88 z dnia 15.05.2012r. „w załączniku nr 2 do Uchwały z dnia 24.01.2012r nr I/1 dodaje nowy ust.6” – w sytuacji, gdy załącznikiem nr 2 do Uchwały nr I/1 jest tabela –podział biletów Euro 2012 dla ZPN, nie zawierająca żadnych ustępów, punktów, czy paragrafów.
W związku z tym należy uznać, że Uchwała nr V/88 jest obarczona błędem i jako taka nie stanowi prawidłowej nowelizacji Uchwały nr I/1 z dnia 24.01.2012r.
Z upoważnienia członków

Zarządu Podkarpackiego ZPN
Wiceprezes
Marek Hławko

Uchwała nr V/88 z dnia 15 maja 2012 roku

Zarządu Polskiego Związku Piłki Nożnej w sprawie zmiany Uchwały nr I/1 z dnia 24 stycznia 2012 roku Zarządu PZPN w sprawie podziału biletów na EURO 2012
Na podstawie art. 34 § 1 pkt r) Statutu PZPN postanawia się, co następuje:
I. W załączniku nr 2 do Uchwały nr I/1 z dnia 24 stycznia 2012 roku w sprawie podziału biletów na EURO 2012 – Przydział biletów do dyspozycji Prezesów ZPN oraz dla członków Zarządu i Komisji Rewizyjnej dodaje się nowy ust. 6 w brzmieniu:
6. Postanowienie ust. 1 nie stosuje się do Prezesa Podkarpackiego ZPN ze względu na nałożone na niego kary dyscyplinarne przez Wydział Dyscypliny PZPN. Bilety te zostaną przeznaczone do dyspozycji pozostałych członków Zarządu Podkarpackiego ZPN pod warunkiem podania imiennej listy osób nabywających wskazane bilety z podaniem funkcji pełnionej w Podkarpackim ZPN i zobowiązaniu się do wpłaty należności za dany bilet.
II. Niniejsza Uchwała wchodzi w życie z dniem podjęcia.
Prezes PZPN Grzegorz Lato

INSTYNKT SAMOOBRONY

Istnieje coś takiego jak instynkt samoobrony. Nie jest on obcy także prezesowi PZPN. Uderzyć się w piersi raczej nie potrafi, ale ratować tyłek, a i owszem. Dotarło w końcu do niego, że przywłaszczenie biletów Podkarpackiego ZPN to nie to, co schować kopertę z pieniędzmi od Kulikowskiego, choć szum podniósł się i w tamtej sprawie.

Pragnąc obłaskawić członków Zarządu Podkarpackiego ZPN, sypnął Lato jałmużną biletową przyznając możliwość kupna wspomnianemu gremium 30 biletów, czyli po 10 na każdy mecz naszej reprezentacji.
Pragnę zawiadomić, że działacze wybrani do Zarządu w podkarpackim związku swój honor mają i odmówili jałmużny prezesowi, który honoru nie ma, solidaryzując się tym samym z całym podkarpackim środowiskiem piłkarskim, któremu Lato bilety odebrał.
Grzegorzowi Lato odpisał w imieniu Zarządu wiceprezes Marek Hławko, a sam Zarząd wydał oświadczenie, w którym prezentuje swoje stanowisko. Pisma do wglądu poniżej.
P.S.
Przykład z postawy członków Zarządu Podkarpackiego ZPN winni brać niektórzy członkowie Zarządu Polskiego Związku Piłki Nożnej, którzy w odróżnieniu od podkarpackich kolegów bezkrytycznie podchodzili do działań i zachowań prezesa Lato, a niekiedy czerpali garściami „odpady” oferowane im w ciągu minionych czterech lat przez pseudo prezesa Grzesia z Mielca.

LIST OTWARTY DO KLUBÓW PIŁKI NOŻNEJ

Szanowni Państwo! Działacze, właściciele, sponsorzy, zawodnicy, trenerzy, kibice!

Na blisko stuletnią historię piłki w Polsce, złożyły się tysiące wydarzeń, będących wypadkową działań setek tysięcy ludzi. Polskie piłkarstwo miało swoje wzloty i upadki. Przez dziesięciolecia, całe społeczeństwo utożsamiało się ze swoimi idolami z trawiastych boisk. Najnowsza historia przyniosła w tym względzie zupełnie nowe doświadczenia. Blisko trzydzieści lat mija od ostatnich wymiernych sukcesów polskich piłkarzy. Prawdziwy kryzys dotknął nasze piłkarstwo już na przełomie wieków. O ile jeszcze reprezentacja Polski jakoś sobie radziła, to polski ligowy futbol zaczęła drążyć gangrena korupcji. Przez wiele lat rosła skala tego zjawiska i pomimo, że w najwyższych klasach rozgrywkowych podjęto działania ścinające hydrze głowy, dało się zaobserwować inne niepokojące zjawisko. Zjawisko umiejscowione w samym sercu PZPN, a nazwane kolokwialnie przez opinię publiczną „skokiem na kasę”.

Apokalipsą organizacyjno-sportową można już dzisiaj nazwać czteroletnią kadencję z Latą i Kręciną na czele władzy. Ci dwaj panowie, wspomagani z zaplecza przez wąską wprawdzie, ale identycznie myślącą grupę osób, uczyniło sobie z PZPN-u finansowe eldorado, kosztem całego Stowarzyszenia.

Szanowni Państwo!

Pragnę zwrócić uwagę, że za kilka miesięcy kończy się statutowa kadencja tych rządów, a za kilkanaście tygodni zamknie się rozpięty nad tymi pseudo działaczami parasol ochronny z napisem Euro 2012. Nie jest nawet istotne, kto ten parasol kazał rozłożyć i trzymać nad głową prezesa i prawie zwolnionego sekretarza generalnego. Ważne jest natomiast, by Nasze środowisko znalazło dość sił do samooczyszczenia.

Apeluję do Was wszystkich! Chodźmy do boju razem z naszą reprezentacją. Oni niech walczą na boiskach, a my w terenie. Oni niech strzelają bramki dla nas, a my czyśćmy przedpole przed jesiennymi wyborami, także dla ich przyszłości.

Mamy pierwsze symptomy, że tzw. beton w końcu się kruszy. W oficjalnej prasie zaczęto nazywać nas, ludzi uczciwych i zdroworozsądkowych, frakcją reformatorską. Jest nas w całej Polsce coraz więcej. Kogo mamy po drugiej stronie barykady. Obłowionych finansowo kilkanaście osób, posiadających zszarganą opinię w społeczeństwie. Dzięki nim, reprezentację klasyfikowaną wśród krajów piłkarskiego trzeciego świata. Mamy tam twórców afer: orzełkowej, kart kibica, taśm prawdy i kilkudziesięciu innych pomniejszych.

W marcu tego roku frakcja reformatorska na Podkarpaciu pokonała w tajnych wyborach stosunkiem głosów 126:10 zwolenników i popleczników Grzegorza Lato.

Odbieramy coraz więcej sygnałów z okręgów i podokręgów z całej Polski, artykułujących coraz głośniejsze niezadowolenie. Płyną te głosy z województw: mazowieckiego, małopolskiego, zachodniopomorskiego, wielkopolskiego, podlaskiego, łódzkiego i wielu innych. Z nadzieją i radością obserwujemy oficjalną krytykę czteroletnich rządów Laty i spółki w Małopolsce i na Śląsku, czyli w województwach mających sporo głosów na wyborczym Zjeździe PZPN. Kilka dni temu sromotną porażkę w Częstochowskim ZPN poniósł Jan Bzowy, którego osobiście na Zjeździe wyborczym wspierali tacy sprzymierzeńcy Grzegorza Lato, jak Bugdoł, Kula, a nawet sam Hańderek.

Zapewniam, że nie inaczej będzie podczas każdych kolejnych wyborów w okręgowych i wojewódzkich związkach, o ile środowiska wystawią kontrkandydatów dla osób wspieranych przez skompromitowanego prezesa PZPN. Kontrkandydatów dla ludzi, którym słowa „reformy i zmiany” kojarzą się z utratą wpływów, przywilejów, a niekiedy również z odpowiedzialnością.

Szanowni Państwo!

Kolejny ruch należy do Was. Deklaruję pomoc i radę, co już zresztą czyniłem w kilku przypadkach, z dobrym zresztą skutkiem. Zbudujmy wspólnie normalność od fundamentów. Połączmy siły we wspólnej walce, nie z ludźmi, nie z naszymi niejednokrotnie wieloletnimi znajomymi, ale z patologiami, które przez ostatnie lata systematycznie niszczyły piłkarski organizm. Nie kierujmy się poczuciem zemsty, tylko chęcią wprowadzania w życie konstruktywnych zmian.

Zróbmy, to dla dobra całej dyscypliny. Zróbmy to dla przyszłości futbolu w Polsce.

Kazimierz Greń

Kabaret Starszych Panów

Kto z nas nie pamięta wspaniałego kabaretu z kompozytorem Jerzym Wasowskim i poetą Jeremim Przyborąw rolach głównych. Starsi Panowie Dwaj przez lata bawili Polaków

słowem i muzą, a ich kuplety i piosenki niewiele straciły na aktualności, pomimo upływającego czasu.

Starsi panowie, starsi panowie, starsi panowie dwaj, już szron na głowie, już nie to zdrowie, a w sercu ciągle maj – kto z nas nie pamięta refrenu tej piosenki.

Ostatnimi czasy, pocztą pantoflową nadciągają wieści z południa Polski, że kolejnych dwóch starszych panów podejmuje działania, zakrawające na kolejny kabaret. Tylko coś mi tu pachnie czarnym humorem. W tym przypadku nie chodzi wszak o formy sceniczne, choćmuszędodać, że jeden jeszczewprawdzie nieźle macha piórem, ale drugi z muzyką ma niewiele wspólnego, chyba że kolesiostwo z bohaterem pieśni o entliczku-pentliczku, można podciągnąć za obcowanie z muzyką.

Mam na myśli piszącego kolegę Niemca z Małopolski i starszego pana ze Śląska, bez renty górniczej, któremu talent muzyczny może „Bóg doł”, ale kolega Bugdoł, bo o nim tu mowa z pewnością nigdy go nie wykorzystał. Co by nie było ciągotek do uprawiania kabaretu sportowo-organizacyjnego obu panom starszym nie brakuje.

Jak wspomniałem, wróble ćwierkają, że Bugdoł i Niemiec pałają pragnieniem, by Lato został po raz kolejny prezesem PZPN. Taki scenariusz wspomnianego kabaretu ma zostać rozpisany w Małopolsce i na Śląsku i tam nasi leciwi koledzy mają zbierać głosy do chórku swojego kabareciku.

Jeżeli w tej informacji jest choć krzyna prawdy, to warto by się zastanowić nad motywacją twórców śląsko-małopolskiego kabaretu. Czy górę biorą finansowe aspekty działalności , czyli kto chapnie kasę z PZPN przez następne cztery lata ten będzie się śmiał do rozpuku, czy górę bierze ślepota połączona z amnezją.

Miliony ludzi w Polsce może podać setki przykładów na kabaret jaki Lato uczynił ze związkowej centrali i trzeba być naprawdę ślepym by tego nie widzieć. Albo trzeba być dobrym kabaretowym aktorem.

Nie chcę pochopnie posądzać kolegi Niemca o pamięć wybiórczą, czy krótką, ale troska o jakość formułowania przez niego myśli, powoli zaczyna spędzać sen nie tylko z moich powiek. Przekonał się o tym nie tak niedawno Zbyszek Lach, który też zaczął się gubić w Ryśkowych – tak trzeba, a tak nie wolno.

Bugdoł to inna para kaloszy. Bugdoł brodził w gumiakach po pzpnowskim bagienku przez cztery lata i widocznie stwierdził, że jeszcze zbyt wiele błotka się do nich nie nalało.

Działania obu starszych panów będziemy wnikliwie obserwować, bo wybory w ich województwach nieuchronnie się zbliżają i w niektórych okręgach zaczynają im wypadać wyborcze zęby. Przy forsowaniu tak irracjonalnych pomysłów jak pozostawienie Lacie prezesury nie ma się zresztą czemu dziwić.

Jak się koledzy seniorzy nie opamiętają na mojej kolejnej płycie niechybnie zaśpiewam:

- Starsi panowie, starsi panowie, i co wy powiecie na to, że szron na głowie, że nie to zdrowie, a w sercu ciągle lato.