Obiad Czwartkowy

No i minęło tak oczekiwane przez sportowy naród posiedzenie Zarządu PZPN.
Miał być Dzień Sprawiedliwości, a skończyło się na Obiedzie Czwartkowym.
Nie miała to być łatwa konfrontacja. Nikt tego nie oczekiwał, tak jak nikt nie przesądzał, że wizerunek PZPN po tym dniu ulegnie poprawie. Stało się jednak coś złego. Wizerunek PZPN uległ dalszej degradacji.
Z drugiej strony niech nikt nie myśli, że Lato cokolwiek wygrał, że może choć na chwilę doznać uczucia radości, samozadowolenia. Tych uczuć w PZPN on już nigdy nie doświadczy. Lato strzelił sobie samobója dwa dni po wyborach przyjmując taką, a nie inną linię postępowania i cały mecz przegra z kretesem. Nie ma i już nie będzie mitu Laty zwycięzcy. To jego definitywny koniec. Kto mu przedłużył agonię? Myślę, że można wierzyć redaktorom z Przeglądu, którzy wskazali na Piechniczka, Bugdoła i Serwotkę. Ci ludzie to kolejni przegrani dla polskiej piłki. Dziwi szczególnie postawa Piechniczka, człowieka dla którego wydawać by się mogło czysta gra to priorytet. Trener z sukcesami, senator z mandatem publicznego zaufania, a firmuje zło. W imię czego? W imię pieniędzy? Wierzyć się nie chce, ale wiele na to wskazuje, bo sam Piechniczek nie podaje żadnych innych racjonalnych przesłanek swojego postępowania. Wynika z tego , że jeżeli piłkarz rozmienił swoje dobre imię na drobne, może i jego trener, prawda?
Z samym G. Lato to cztery osoby. By przełamać wymaganą statutem liczbę 2/3, brakowało jeszcze Lacie dwie osoby. Szukał ich pośród panów Olkowicza, Majewskiego, Drobniewskiego i Malinowskiego. Okazało się że niepotrzebnie, bo Jacek Masiota postanowił przyjąć inną taktykę, przez co cała czwórka odetchnęła z ulgą. Nie musieli ujawniać swojej postawy, w tej oczywistej sprawie. I jeszcze Zbyszek Lach, nad którego sumieniem pracowali mentorzy z Małopolskiego ZPN. Masiota postanowił nie zgłaszać wniosku o zwołanie Walnego, tylko dać wiarę Lacie, że ujawni przed zarządem prawdę o swoim postępowaniu za jakieś tam dwa tygodnie. Totalna bzdura.
Dla mnie to malowanie świeżą farbą zardzewiałego słupa. Masiota zapomniał, że Lato powinien być odwołany z funkcji prezesa, nie dlatego że Kulikowski ujawnił kompromitujące nagrania. Lato powinien został odwołany za wyniszczenie finansowe PZPN i sportowe polskiej piłki. Kulikowski tylko unaocznił całej Polsce, jakimi kategoriami myśli człowiek znajdujący się w grześkowej skórze, a sprawa winy czy niewinności karnej jest w tym przypadku całkowicie drugorzędną. Tylko tyle. Lato miał być odwołany za ……. i tu mógłbym po raz kolejny wypisać cały elaborat o umowach, statutach i tym podobnych rzeczach kończąc ten wywód sakramentalnym … i miał przez cztery lata wszystkich członków zarządu w dupie.
Powtórzę – ja osobiście nie godzę się na malowanie świeżą farbą zardzewiałego słupa. Uważam nawet, że nie ma czasu, drzeć papierem ściernym coś, co nie rokuje nadziei na przydatność. Miejsce zardzewiałych słupów jest na złomie. Mnie nie interesują kompromisy. Mnie interesują daleko idące reformy w polskiej piłce i to jest jedyny wyznacznik moich starań.
Były cztery możliwości. Pada wniosek o zwołanie walnego i przechodzi, pada i jest przegrany, pada wniosek i jest nie głosowany i ta czwarta możliwość według mnie najgorsza, która miała miejsce – nie pada żaden.
Masiota popełnił błąd. Błąd wynikający nie ze złych intencji tylko z łatwowierności. Masiota zapomniał, że Lato swoją prezesurę oparł w dużym stopni na oszukiwaniu ludzi. Oszukał ludzi po wyborach, oszukał mnie, oszukał całą piłkarską Polskę nie przeprowadzając obiecywanych reform. Na co liczył Masiota, że jego Lato potraktuje inaczej Z ludźmi pokroju Laty umów się nie zawiera.
Teraz Grzesiu ma dwa tygodnie na „uczesanie rozczochranych”. Wykorzysta sytuację z biletami (co już zresztą robi) i uruchomi inne warianty obłaskawiania.
Widzę jeszcze inny scenariusz. Być może przestraszony odpowiedzialnością zechce uciec na zwolnienie lekarskie, bo słyszałem i o takich radach czy wręcz poleceniach w stosunku do jego osoby, a cały ten kabaret odbywa się w imię turnieju Euro.
Jakby nie było, z ostatniego posiedzenia zarządu można jednak wyciągnąć wniosek, że Słońce polskiego futbolu przestało razić, by jesienią przepaść za horyzontem.

Posiedzenie Zarządu PZPN

W czwartek 29 marca posiedzenie Zarządu PZPN. Posiedzenie, którego przebieg będzie śledzić cała (i nie tylko) piłkarska Polska. Posiedzenie–test, na moralność, na stopień troski o los futbolu, na uczciwość wobec prawa, ludzi i sportu. Test dla kilkunastu działaczy, z których tylko czterech znalazło się w rankingowej setce ludzi mających wpływ na polski futbol, opracowanego przez magazyn Polska Piłka. Dla tych, którzy nie godzą się z tym rankingiem to doskonała okazja, by pokazać, że układający „listę wpływowych” byli w błędzie. Miliony ludzi w Polsce nie mają żadnych wątpliwości z jakim komunikatem członkowie zarządu powinni opuścić salę obrad. Dziewięćdziesiąt osiem procent społeczeństwa czeka, by ten komunikat brzmiał – Nadzwyczajne Walne Zgromadzenie Delegatów odbędzie się w najbliższym możliwym terminie, a głównym punktem tego Zgromadzenia będzie odwołanie Grzegorza Lato z funkcji prezesa Polskiego Związku Piłki Nożnej.
Lista powodów uzasadniających takie odwołanie jest nieskończenie długa.
Dziwi przeto obserwatorów wydarzeń w PZPN, że zwołanie takiego nadzwyczajnego zjazdu wcale nie jest przesądzone. Niewidomych w trakcie kadencji Laty w polskiej piłce przewinęło się kilku. Nie będę teraz rzucał tu nazwiskami, bo czyniłem to wielokrotnie uzasadniając i dokumentując swoje opinie na ten temat.
By zapoczątkować wiosną tego roku zaprowadzanie ładu w piłkarskiej centrali, potrzeba w myśl zapisów w statucie, 12 chętnych do takiego działania. Tych dwunastu musi sobie zdawać sprawę, że w ciszy dwóch czy trzech gabinetów zyska określenie „parszywej dwunastki”.
Pamiętać jednak muszą, jeżeli już nawiązuję do tytułu filmu Roberta Aldricha, że tych dwunastu postawiło swoje głowy w słusznej sprawie. Ponieważ życie to nie film, niech panowie z zarządu nie zapominają, że to głosowanie nie tylko nad przyszłością polskiej piłki, ale także, a może przede wszystkim nad odbudową wizerunku PZPN, którego są oni częścią.
Głosując za zwołaniem Nadzwyczajnego, nie ryzykują wprawdzie życiem jak filmowi Reisman, Bowren czy Jiminez, ale muszą pamiętać, że głosują nad swoim „to be or not to be” po Euro 2012.
Większość z siedemnastu członków nie ma problemu nad przyjęciem oczekiwanej przez ogół postawy. Kilku musi wybierać pomiędzy aktualnymi przywilejami (także finansowymi), a poczuciem odpowiedzialności za PZPN.
Przypuszczam, że żadna z podjętych decyzji nie pozostanie anonimowa. Wszyscy mają prawo wiedzieć jaką postawę w tak kluczowej sprawie zaprezentuje Piechniczek, Majewski, Serwotka, Olkowicz, Bugdoł, Bednarek i inni.

„Parszywa dwunastka” ma wszelkie szanse stać się zalążkiem nietuzinkowej grupy reformatorskiej. Ja się określiłem 30 października 2009 roku, a dzisiaj kibicuję swoim kolegom i myślę, że nie zawiodą pokładanych w nich nadziei.

Kulisy wylania zupy

Byłem świadkiem zdarzenia, jak klient w lokalu wylał zupę, a zganiono kelnera za brudny obrus. Co żyw przypomina mi to obecną sytuację Kulikowskiego. Zastrzegam, nie chcę go bronić, bo ani mi on swat, ani brat. Nie mam też ciągot bawić się w sędziego, czy adwokata. Obserwuję jednak niebezpiecznie zjawisko. Miast ganić klienta za niestosowne zachowanie, szuka się winnego w osobie kelnera, który podniósł obrus to góry i głośno zawołał: – To on go tak wyświnił.
Obserwuję od kilku miesięcy dziwne zachowania. Pytań w stylu: dlaczego pan nagrywał?, czego pan oczekiwał od PZPN?, czy czuje się pan uczciwy? – bez liku.
Brakuje mi za to pytań do drugiej strony wydarzenia: dlaczego pan wziął?, dlaczego
pan milczał?, dlaczego łamie pan uchwały zarządu?, co pan zrobił żeby….?, dlaczego
wylał pan zupę i wyświnił obrus?
Kulikowski mówi: Pewna grupa chce mnie zdyskredytować – i mu wierzę. Wierzę w prawdziwość tych słów. Sam doświadczałem i ciągle zresztą co jakiś czas doświadczam na własnej skórze podobnych zachowań.
Nie ma znaczenia szczerość intencji, skala podjętych w tzw. ”słusznej sprawie” działań. W zderzeniu ze światem biznesu kreowanym w pośredni sposób przez media, liczą się tylko interesy. Kilka lat temu brałem udział w audycji na żywo, w TVP. W wyreżyserowanej audycji, o czym przekonałem się niestety dopiero w jej trakcie. I co z tego, że na drugi dzień rano dostałem od wiodącego redaktora TVP, (do dzisiaj wiodącego) telefon z przeprosinami. O tym już audycji nie wyemitowano. Cel został osiągnięty. Facet dostał w pysk, a jak brał widziało pół Polski.
W tamtym tygodniu też miałem przykład z kolejnym niewybrednym atakiem, choć w innej telewizji. Tym razem komercyjnej. Obiecanym atakiem zresztą, choć nie wiedziałem z której strony nadejdzie. Obiecanym w sheratońskiej toalecie. Tam też odbywają się czasami „fajne” rozmowy.
Ja rozumiem Kulikowskiego. On nie uderzył tylko w interesy Grzegorza Laty. Lato to pionek w tej grze, choć dzisiaj dość zamożny, ale tylko pionek. Figurą nigdy nie był i nigdy nie będzie i dlatego był tak wygodny. W Kulikowskiego się bije, bo pokazując funkcjonujący w PZPN mechanizm uderzył w interesy możniejszych od Laty. Pisząc możniejszych nie myślę tu tylko o finansach.

Czekam z niecierpliwością, kto się pierwszy odważy ujawnić kulisy wylania zupy. Wylania nie dlatego, że była za słona, tylko klient był syty, a przez to niechlujny i nieuważny. Dobrze by było, jakby się to stało w miarę szybko, by ktoś przejedzony nie „ohaftował” nam obrusu z wyhawtowanym emblematem Euro.

Grzegorz Lato traci

U biegłym tygodniu w relacjach może bardziej obyczajowych niż sportowych, ale dotyczących piłki nożnej, zdecydowany prym dzierżył Super Express. Kilka rewelacji (spodziewanych zresztą) poruszonych na łamach gazety, wstrząsnęło oficjalnie środowiskiem i opinią publiczną, a pokątnie organami ścigania.
Po ujawnieniu przez „Super Express” kompromitujących nagrań Grzegorza Laty, prezes PZPN począł tracić – jak podaje gazeta – ostatnich sojuszników. Odwracają się od niego nawet najbliżsi współpracownicy. – Lato musi odejść – mówi Zbigniew Lach, członek zarządu Związku.
Oto fragmenty wywiadu.
’’Super Express”: – Czy prezes Lato powinien podać się do dymisji?
Zbigniew Lach: – Lato powinien odejść za całokształt swoich działań. Nagrania to kropla, która przepełniła czarę. Prezentowany przez niego styl rządów kompromituje nas wszystkich. Tak dłużej być nie może!
- Podobnie uważają też inni członkowie zarządu?
- Jestem w kontakcie telefonicznym z kolegami z władz PZPN. Wszyscy są podobnego zdania: afera może doprowadzić do tego, że prezes zakończy swoje rządy w bransoletkach. Na posiedzeniu zarządu 29 marca Jacek Masiota ma złożyć wniosek o zwołanie nadzwyczajnego zjazdu wyborczego, podczas którego doszłoby do odwołania Laty i wyboru nowego prezesa. Innego wyjścia nie ma.
- Rozmawiał pan z Grzegorzem Latą, próbował namówić go do złożenia dymisji?
- Już z nim nie rozmawiam, bo nie ma o czym. Kiedy wytykałem mu błędy, kiwał głową i przyznawał mi rację, a potem dalej robił po swojemu. Śmiech pusty człowieka ogarnia, kiedy słyszy, że nic nikomu nie mówiąc pół roku trzymał w sejfie kopertę i nie wiedział, co w niej jest. Co on myśli, że my jesteśmy naiwni jak przedszkolaki i uwierzymy w te bajki?!
- Czyli dla Laty nie ma już ratunku?
- Żadnego! Musi ustąpić. Inaczej cała Polska nabierze przekonania, że w PZPN rządzi mafia. A to przecież nieprawda.

Ostre słowa wypowiada pan Zbyszek, ale nie sposób się z nim nie zgodzić. Czy Zbigniew czymś ryzykuje przyjmując tak zdecydowaną postawę? Gdybym ja wypowiedział takie zdania, od ręki dostałbym en-te już wezwanie na Wydział Dyscypliny, ale Zbychowi może się upiecze, bo już i atmosfera w PZPN nie taka jak kiedyś.
Dzisiaj dawni służący przestają być służącymi, na minach dawniej przytakujących obserwujemy grymasy zdziwienia czy ironii, a myślącym zdroworozsądkowo rozwiązały się języki. Ot taki znak czasu.
Prężnej redakcji Super Ekspresu i wszystkim uważnie obserwującym ruchy przy Bitwy Warszawskiej polecam cały przyszły tydzień z dniem 29 marca (posiedzenie Zarządu PZPN) jako gwoździem programu.
Czego możemy się spodziewać po tym dniu? Oprócz przegłosowania zwołania Nadzwyczajnego Zjazdu, kilka pomniejszych rewelacji. Ponoć komisja powołana do oceny przedsięwzięcia zwanego Kartą Kibica, ma przedstawić raport nie zostawiający suchej nitki na tym projekcie. Wtórować ma jej w tym Komisja Rewizyjna, która także ma przedstawić negatywny raport dotyczący inicjatywy reklamowanej przez Grzesia w telewizji. Koniec świata, będę musiał chwalić Hańderka, ale cóż, jak zasłuży to pochwalę.
To nie koniec. Lato ma podobno nowe zlecenie (jak zwał, tak zwał) na przeforsowanie kolejnej umowy ze Sportfive. Pada nawet kwota kolejnych 100 mln., tylko nikt nie wie za co, kiedy, ile, z kim i dlaczego tak mało. Narzędziem ma być ponoć Komisja ds. Nagłych. Członkowie komisji już telefonicznie zwierają szeregi, by zablokować to kolejne wspaniałe przedsięwzięcie Laty i samemu nie dać się wpuścić w przysłowiowe maliny, albo w inne gorsze gówno.
No cóż. Główni bohaterowie do boju, a my patrzmy jak nurt sprawiedliwości czyści zamulone koryto polskiej piłki.

Posiedzenie Zarządu PZPN

29 marca spotyka się na swoim posiedzeniu Zarząd PZPN. Warto, by główni bohaterowie tego spotkania, zadali sobie pytanie, czego od tego posiedzenia oczekuje piłkarska (i nie tylko) Polska. Mam świadomość, że tak trudnego posiedzenia jeszcze w tej kadencji nie było. Mam też świadomość, że nikt z członków zarządu nie wykpi się infantylnym usprawiedliwieniem niemocy, niewiedzy czy tak mocno konserwowanym niepisanym prawem „sami sądzimy i chronimy siebie”. Nie mam nic do prania brudów we własnej pralce. Nawet jestem za, ale w Polskim Związku Piłki Nożnej w ciągu ostatnich trzech i pół roku wydarzyła się rzecz nie mająca do tej pory precedensu. Orzeł nasrał we własne gniazdo. Mało tego. Zamiast powiedzieć to moje gówno, woła, by podtarto mu piórka do czysta. Na dodatek szuka jeszcze frajerów, którzy zainwestują w papier toaletowy i fizycznie dokonają dzieła oczyszczenia. Ma czelność nawet puszczać do nich oko.
Dwa lata temu świadomie zrezygnowałem z funkcji podetrzyjdupy. Wiem też, że na tą opinię nie zasługuje zdecydowana większość członków obecnego zarządu. Znamy się od lat i nie obce są nam nasze możliwości, marzenia, życiowe zasady.
Do 29 marca można było się łudzić, prosić, przeciągać w czasie i nadziei. Do 29 można było udawać, złościć się, nie zgadzać. To normalne w grupie ludzi, która boryka się z natłokiem spraw. Grupie ludzi, która chce dobrze. Która pracuje w organizmie ukształtowanym przez blisko stuletnią historię i czuje się przez historię związanymi, ale równocześnie przed tą historią odpowiedzialnymi. Dzisiaj pisząc te słowa już wiem, że spora część zarządu czuje się także odpowiedzialna za pozostawioną po sobie opinię.
Zbyszek Lach miał kiedyś do mnie pretensje, dlaczego odszedłem. Kazek – mówił – pilnowalibyśmy wszystkiego od środka. Może i racja , ale ja nie żałuję żadnych ze swych decyzji. Sorry, jednej żałuję, ale to tak na marginesie. Każdy wie jakiej.
Korzystając z prawa wolności słowa, za które zostałem kilkakrotnie ukarany dotkliwymi karami finansowymi przez Wydział Dyscypliny PZPN, piszę sobie z czystym sumieniem blog już dwa i pół roku i każdy moje stanowisko zna.
Zarząd PZPN liczy 17 osób i każdy 29 marca powinien zająć publicznie – w obliczu EURO UEFA 2012 – stanowisko, czy poddać pana prezesa Grzegorza Lato weryfikacji najwyższej władzy w Polskim Związku Piłki Nożnej, czy nie.
Takie stanowisko wyrażone głosem lub pismem z pewnością zechcieliby usłyszeć wyborcy senatora Piechniczka z PO (a słupki lecą). Jak jest pewny swoich racji to niech głośno powie, nie powinno mu zabraknąć cywilnej odwagi.
Pałają też ciekawością prezesi wszystkich klubów w zachodniopomorskim jak zagłosuje Janek Bednarek. Będzie Walne w sprawie zaprowadzenia porządku w PZPN-ie, czy nie?
Znam wiele wypowiedzi śląskiego środowiska piłkarskiego w dręczącej wszystkich sprawie.
Dylemat z pewnością ma prezes Bugdoł, czy w Katowicach, Chorzowie, Rybniku wybaczą mu ewentualną ochronę bohatera z taśm, czy nie wybaczą?
Według mnie głosowanie nad zwołaniem Walnego z punktem odwołania Laty powinno być jawne, imienne. Brawo dla panów Lacha i Masioty, brawo dla innych członków zarządu pragnących przerwać ten cyrk.
Ile kosztuje honor? Podejrzewam, że więcej niż 2000 za posiedzenie. Lepiej późno niż wcale i dobrze że są tacy , którzy mówią otwarcie: – Lato skompromitował siebie, związek i na dodatek nas ciągnie w dół.
Wszyscy powinni być z imienia zapytani przez dziennikarzy, czy są za odwołaniem Laty czy nie, za zwołaniem zjazdu, czy nie. W swej całej deklarowanej trosce o polską piłkę powinni się publicznie określić i pokazać, że nie mają z działaniami Laty nic wspólnego. Chyba że mają. Wtedy niech dalej robią za przykrywkę do szamba, ale nie anonimowo.

Szach i mat

Ostatnio wspominałem o wyborczej porażce na Podkarpaciu Grzegorza Laty i jegosędziowsko-obserwatorskiej świty.

Nie wiem na iledalsze ich kroki pilotuje sam Grześ, który sam ma poważne problemy naturyprawnej, ale ta cała jego przegrana drużynka nie pogodziła się ze swoim losempodczas praworządnej wyborczo-zjazdowej konfrontacji.

Do wyborówstanęli, zarówno w powiatach jak i na Walnym. To dowód na ich akceptację ordynacji, terminów i wszystkichinnych czynników składających się na praworządność i legalność wyborów.

Przegranasprawiła, że nie pogodzili się ze swoim losem. Ciekawe, czy przy wyborze mojegokontrkandydata na funkcję prezesa Mazura, dopadło by ich szaleństwo pisaniazażaleń, donosów i Bóg radzi wiedzieć jak nazwać jeszcze tą szaloną twórczość.

Co zarzucają?Rzeczy śmieszne posiłkując się przy tym wielokrotnie uchwałami PZPN. Niestety.Nie wzięli pod uwagę, że współpraca na tej linii ich tylko pogrąży.

PodkarpackiZwiązek Piłki Nożnej zawsze kierował się w swojej działalności przepisami prawazarówno powszechnie obowiązującego jak i związkowego. Nigdy nie wystąpiłyjakiekolwiek nieprawidłowości, a wszystkie podjęte działania zawsze były zgodnez naszym statutem.

Oto kilkafragmentów pism w których zarząd odnosi do kilku wyimaginowanych zarzutów:

Kadencja władz Związku trwa cztery lata,jej długość liczy się w latach i okres kadencji został zachowany. Zasadykadencyjności są zachowane, jeżeli w ciągu czterech lat od ostatniego zjazduzostanie zwołany kolejny. Należy jedynie przestrzegać zakazu przedłużaniakadencji, gdyż z upływem czterech lat mandat władz Związku wygasa.

Zasad, którychmy przestrzegamy nie respektuje się w Polskim Związku Piłki Nożnej, gdzieterminy zjazdów ustala się dowolnie. I tak w roku 2004 r. zjazd odbył się wgrudniu, a w roku 2008 r. zjazd odbył się w październiku. Jednocześniezarząd PZPN w uchwale nr I/11 z dnia 24 stycznia 2012 r. zwołał zjazd PolskiegoZwiązku Piłki Nożnej na dzień 14 grudnia 2012 r., a więc dwa miesiące po upływiekadencji.

To jednakautorów donosu nie oburza i działania władz PZPN w pełni akceptują, aPodkarpackiego negują.

W ordynacji wyborczej obowiązującej odwielu lat w ten sam sposób wybieramy delegatów na zjazd i odbywa się to wpowiatach.

ZarządPZPN ma świadomość, że statuty poszczególnych związków wojewódzkich w bardzoróżny sposób określają sposób wyboru delegatów. W jednych odbywa się to w powiatach,w innych w okręgach, a w jeszcze innych zupełnie inaczej.

Uchwała zarządu PZPN nie może wbrewstatutowi naszego Związku określać zasad wyboru delegatów. Trudno zaakceptowaćzasadę zgodnie, z którą zarząd jednego stowarzyszenia narzuca innemusuwerennemu stowarzyszeniu zasady wyboru sprzeczne z jego statutem. Gdybyśmy tak postąpili to sąd rejestrowyodmówiłby nam wpisu do KRS z powodu rażącego naruszenia postanowień statutu.Przecież idąc tym tokiem rozumowania w kolejnej uchwale zarząd PolskiegoZwiązku Piłki Nożnej może wbrew statutowi np. wybrać członków zarządu lubprezesa związku wojewódzkiego.

Stanowisko PZPN jest całkowicieabsurdalne. Gdyby nawet poszczególne związki chciały wypełnić bezprawny wymóg,to musiałyby najpierw wybrać delegatów i zwołać zjazd na starych zasadach, anastępnie zmienić postanowienia statutu i dostosować go do wymogów tejnieszczęsnej uchwały. Dopiero po wpisie zmian do KRS należałoby podjąć uchwałęo kolejnym zjeździe, dokonać na nowo wyboru delegatów i zwołać zjazd. Jednak wrozumieniu PZPN zjazd dokonujący zmiany statutu odbył się nielegalnie, bonieprawidłowo wybierano delegatów. I koło się zamyka.

Należy podkreślić, że w wymienionejuchwale zarząd PZPN wzywa jednocześnie do przeprowadzenia wyborów delegatówzgodnie z postanowieniami statutu poszczególnych związków oraz uchwałamipodjętymi przez ich zarządy (§ 7 uchwały). Istna kwadratura koła.

Jest to absurd logiczny i prawny, aniedorzeczność wymienionej uchwały ma charakter kwalifikowany. Już namarginesie zaznaczę, że statut PZPN nie daje zarządowi kompetencji do ingerowaniaw wewnętrzne sprawy poszczególnych członków.

Wątpliwości dotyczące interpretacjipostanowień § 22 Statutu zostały rozstrzygnięte na korzyść kandydatów. Oznaczato, że wszyscy delegaci mogli bez przeszkód kandydować na prezesa Związku.

Przypomnę jedynie, że o funkcję prezesa ubiegały siędwie osoby, które otrzymały następującą ilość głosów; Kazimierz Greń – 126 iWacław Mazur -10. Jak widać i tu ostrze krytyki trafiło w próżnię. Kandydatopozycji nie został ani męczennikiem, ani bohaterem o osiągnięty przez niegowynik mówi sam za siebie.

Wzakresie organizacji wyborów delegatów pragniemy zapewnić, że wszystkieprzepisy związkowe były przestrzegane. W każdym przypadku zachowano 7-dniowy termin powiadomienia o zebraniach powiatowych. Wszystkie zebrania odbyły się wokreślonym w ordynacji okresie tzn. najwcześniej na dwa miesiące, a najpóźniejna 14 dni przed terminem zjazdu. Zachowaliśmy również dwutygodniowy termin powiadomień dla każdego z delegatów na zjazd.

Zarzut,że termin uchwalony w ordynacji mógłby biec dopiero po ustaleniu terminu zjazdujest absurdalny i nie wynika z żadnego przepisu. Dla porządku informujęjedynie, że wszystkie zebrania powiatowe odbyły się po podjęciu uchwały zarząduo terminie zjazdu (5 stycznia), a więc już po utracie mandatu przezdotychczasowych delegatów.

Mówiącjęzykiem potocznym, zarzuty autorów pism można skomentować starymdowcipem: nie w Moskwie tylko w Leningradzie, nie samochód, a rower itd….

Nadzieja na odzyskanie biletów przez podkarpacki ZPN

Pisałem już o złamaniu przez prezesa Grzegorza Latouchwały Zarządu PZPN w sprawie przeznaczenia biletów na mecze polskiejreprezentacji podczas turnieju Euro 2012.

W pierwszej chwili nie wiedziałem kto za tym stoi. Wszyscy wpodkarpackim związku poczuliśmy się najzwyczajniejokradzeni. Pocztą pantoflową dowiedzieliśmy się, że pozbawienie nas możliwości zakupu biletów to sprawka samego Laty, któremu wtórował p.o. sekretarz z PZPN.Wieści szły, że ta pula biletów (318) trafiła nie wiedzieć czemu do PodkarpackiegoUrzędu Marszałkowskiego. Napisałem pismo z zapytaniem do pana Marszałka, czy toprawda, że ktoś z podległego mu urzędu dysponuje i rozporządza nasząwłasnością. Odpowiedź była odmowna. Dałem temu wiarę. Aż tu nagle otrzymuję pismo z PZPN w którym stoi czarno na białym:

….. uprzejmieinformuję, iż bilety na mecze reprezentacji Polski w fazie grupowej UEFA EURO2012 będą dystrybuowane pomiędzy członków rodziny piłkarskiej na tereniewojewództwa podkarpackiego przez specjalnie powołaną w tym celu komisję składającą się zprzedstawicieli Polskiego Związku Piłki Nożnej, Podkarpackiego Związku PiłkiNożnej, Urzędu Marszałkowskiego województwa podkarpackiego oraz zasłużonychprzedstawicieli piłkarskiego środowiska na Podkarpaciu. (pisownia oryginalna)

Podpisał to kompromitujące go pismo Waldemar Baryło p.o. sekretarzageneralnego.

Trzeba mieć tupet, by w oficjalnym piśmie z liczbą dziennika,potwierdzić fakt złamania uchwały zarządu z dnia 24 stycznia, w której stoi jakbyk, że bilety mają zostać przekazane do dyspozycji związków wojewódzkich w tymdo Podkarpackiego Związku Piłki Nożnej, według ustalonego rozdzielnika. Wielokrotniedawałem przykłady na łamanie przez prezesa PZPN zapisów statutu i postanowieńzarządu, ale żeby p.o. sekretarz też? Chyba, że polecenie służbowe stoi ponadprawem, o czym do dzisiaj nie wiedziałem.

Jak Baryło i jego szef Lato nie rozumieją znaczeń słowapisanego, to niech piorunem zmienią miejsce zatrudnienia na mniejodpowiedzialne.

Pytam się zatem p. Lato i p. Baryło. W jakim innymwojewództwie poza naszym, bilety zostały przekazane jakiejś tam dziwnejkomisji? Znacie taki przykład, bo ja nie. Druga rzecz. Jeżeli Lato piórem Baryłypisze o „powołanej w tym celu komisji”, to dlaczego nie podaje nazwisk.Odpowiem. Nie podaje, bo takiej komisji nie ma. Lato się pasł kłamstwem całąkadencję i czyni to nadal, a Baryło widocznie mu wtóruje. Skąd wiem, że nie matakiej komisji? Bo nikt z Podkarpackiego Związku Piłki Nożnej nie potwierdziłmi członkostwa w takowej. Zaprzeczył temu także marszałek województwa, chyba żei pan marszałek kłamał.

Jeżeli tak to zgodnie ze słowami w piśmie o rodziniepiłkarskiej zapytam pana marszałka, czy on Grzegorzowi Lacie ojcem, szwagremczy bratem? Jak by nie było, to dzisiaj bardzo niebezpieczna koligacja.

Mam nadzieję, że mądrość pana marszałka sprawi, że ograniczysię on w tej sprawie do powiedzenia, iż z rodziną to się najlepiej na zdjęciuwychodzi, pod warunkiem, że stoi się z boku i można odciąć swoją podobiznę.

Wszystkie nazwiska biorących w tym procederze udział i takprędzej czy później ujrzą światło dzienne. Zapewniam.

Tym optymistycznym akcentem, wierząc, że Baryło wróci nadrogę prawa, pan marszałek wyjaśni kto z jego podopiecznych w rodzinieurzędniczej macza paluszki w tej sprawie, a Podkarpacki ZPN odzyska swojebilety, kończę.

 

PS.

Na wiarę w nawrócenie prezesa Laty niestety jest już zapóźno.

Problemy Grzegorza Lato

Gorączka przed Euro, to przysłowiowy pikuś przed emocjami towarzyszącymi wyborom piłkarskich władz na Podkarpaciu.

Potajemne spotkania Laty z przedstawicielami czterech klubów i kilkoma urzędnikami urzędu marszałkowskiego na niewiele się zdały. Tak na marginesie dodam, że te spotkania nie przyniosłyzysku nawet reprezentowanym tam klubom, bo skąpstwo Laty jest ogólnie znane. Gdyby zawodnicy z Krzemienicy czy Krasnego dostali od „ratownika” podkarpackiej piłki po komplecie nowych strojów, pewnie korona by mu z głowy nie spadła, ale to przecież koszt 5000 zł, a Grześ do najbardziej zamożnych w futbolowym świecie przecież nie należy.

Co zatem zostało panom z tych tajnych spotkań. Pisanie bzdur pełnych wyimaginowanych zarzutów. Twórcy tych dzieł,gdyby się choć przez moment zastanowili i porównali działania w Podkarpackim ZPN do działań w PZPN, w wydaniuswojego ulubieńca Grzegorza, szybko by zrezygnowali ze swojej radosnej twórczości. Ale gdzie tam. Dla nich nie liczą się fakty, tylko wręcz siłowe przejęcie władzy. Na szczęście delegaci na podkarpacki zjazd, to ludzie tyleż inteligentni co niezależni i nie dali się omamić niecnym zamiarom grupki byłych działaczy z sędziowsko-obserwatorskiejkliki z Grzesiem Lato na czele.

Lato ma od dawna wiele problemów etyczno-moralnych, prawno-sądowych
i innych tych jeszcze bardziej przyziemnych, bo gardłowych. Lato nie umie zorganizować pracy wPZPN-ie, a wziął się za uzdrawianie podkarpackiego futbolu.

Czymsię kierował? Może dobrem Podkarpackiej piłki? Gówno prawda. Rękami Wacka, Benka, Wicka, Janka i innych zebranych w podrzeszowskiej miejscowości chciał się pozbyć głównego cenzora jego poczynań, czyli mnie. Nieszczęście tych panów polega na tym, że mu zawierzyli. Zawierzyli człowiekowi niewiarygodnemu w skali kraju. Zawierzyli człowiekowi, który oszukał całą piłkarską Polskę i naiwnością było opierać się na jego obietnicach doprowadzenia do wyeliminowania mnie z udziału w wyborach i obietnicach podważenia Zjazdu.

Dla pana Mazura, gdyby faktycznie chciał coś dobrego zrobić w naszej piłce, lepiej byłoby przyjść, złożyć ofertę, porozmawiać i kto wie, może znaleźlibyśmy jakieś wspólne obszary działania. Ale nie. Oferta prężnego, nieskazitelnego działacza Lato była tak wiarygodna, że uwierzyło w nią także kilka osób z miejscowości oddalonej kilkadziesiąt kilometrów od Rzeszowa. Ponieważ ta przekonana grupka była mizerna liczebnie, wynik wyborów wyniósł 126 do 10. To wynik mówiący wszystko. Takie Lato i spółka mają poparcie dla swych propozycji na Podkarpaciu. Propozycji powrotu starych czasów i zasad w nich obowiązujących.

Los Laty rozstrzygnie się w ciągu najbliższych miesięcy, tygodni, a może nawet dni. Los podkarpackiej kliki sędziowsko-obserwatorskiej rozstrzygnął się 3 marca.

Lato zapomniał skąd przyszedł

Ubogi Żyd pyta znanego z mądrości rabina: – Wytłumacz mirebe, jak to jest. Przychodzisz po pomoc do biednego – pomaga ci jak tylkomoże. Przychodzisz do bogacza – udaje, że cię nie widzi. Czemu tak się dzieje?

– Spójrz Abram przez okno. Co widzisz?

– Sara z Ickiem idzie ze sklepu. Josel na bazar jedzie,dzieci się bawią.

– Dobrze Abram. A teraz spójrz w lustro. Co widzisz?

– Cóż mogę widziećrebe. Siebie samego widzę.

– Widzisz Abram – okno jest ze szkła i lustro ze szkła.Wystarczy dodać odrobinę srebra i już widzisz tylko siebie.

Przypowieść tę dedykuję panu(jeszcze obecnemu) prezesowi, bo podobieństw pomiędzy tą anegdotą, a nim nasuwa się dużo.

Dzień po wyborach Lato zapomniał skąd przyszedł. Kręcina dałmu tyle zabawek i odkręcił tyle źródełek, że dla Laty przestało się liczyć wszystko z piłką na czele.

Nasunęły mi się te myśli, gdy rozważałem rzecz podstawową.Kto mówi prawdę, Lato czy Kulikowski. Dlaczego Kulikowski podjął się wielomiesięcznegozadania zbierania obciążających materiałów na Latę i Kręcinę.

Lato przystąpił do wyborów jako finansowy golas. Znalazłsponsora i wykorzystał go do spodu. Temu nikt nie zaprzecza. Nie spłacił takżeinnych swoich zobowiązań z tamtego czasu. To dla niego też wymierny zysk.

Jak to więc jest. Czy Kulikowski to frustrat, psychol, którykarmi Polskę fikcją, a Grzesiu toniewiniątko z milionami na koncie, czy Kulikowski to facet, który chciałzarobić na zainwestowanych w kampanię pieniądzach,a Lato to facet który patrzy w lustro i widzi sam siebie. Odpowiedź nie jesttrudna. Sądzę, że Kulikowski jako biznesmen miał prawo dbać o swoje interesy,nawet w relacjach firma-PZPN, a Lato ….. tu się powstrzymam od komentarza.

Zastrzegam się jeszcze raz, nie feruję wyroków w tejsprawie, ale jak czytam wypowiedzi obu panów w prasie, przestaję miećwątpliwości.

Kulikowski mówi rzeczowo, twierdząc, że ma dowody na potwierdzenie swych słów, Latorano w wywiadach mówi jedno, a po południu wydaje oświadczenie, którego treśćzaprzecza wcześniejszym wyjaśnieniom. To bardzo niewiarygodna postawa.

Chciałbym uczulić wszystkich na jeszcze jeden element i towcale nie drobny w tej sprawie. Obecna afera dotyczy nie tylko panów Lato,Kręcina, Kulikowski.

O ile wierzyć Kulikowskiemu (a dlaczego by nie) zanim otaśmach dowiedział się Greń, prokuratura, CBA i opinia publiczna, o całej tejsprawie i posiadanych nagraniach wiedzieli NIEKTÓRZY członkowie zarządu PZPN.Co zrobili z tą wiedzą? Nic, chyba że ostrzeżenia Laty i Kręciny można uznać zadziałanie. Lato i tak to zlekceważył, bocały czas patrzył w we wspomniane lustroi widział tylko siebie.

Próba zatajenia wiedzy o potencjalnym przestępstwie, to czynnie przynoszący chwały.

Dochodzą mnie słuchy, że zarząd jest podzielony w swychopiniach, utrzymać Grzesia do Euro czy nie. O dziwo. Ci co nie wiedzieli orewelacjach Kulikowskiego, nie mają problemu. Ci co wiedzieli mają dylemat,głosować za zwołaniem Walnego czy nie.

Decyzję będą musieli podjąć szybko. Za kilka dni zarząd ikażdy z nich musi zająć stanowisko, którego konsekwencje odczuje później. Bojakie moralne prawo na jesiennym zjeździe będzie miał członek ustępującegozarządu, powiedzieć: - Wybierzcie mnie poraz drugi, bo ja jestem gwarantem reform i uczciwości w działaniu. Żadne. To ostatnia szansa, by pokazać jedyną dopuszczalnąmoralnie postawę w tym przypadku, czyli – statut określa Walne jako najwyższąwładzę w PZPN i niech ta władza zdecyduje.

Sądzę nawet, że Lato sam powinien poprosić zarząd o takie rozwiązanie i samemu poddać sięocenie delegatów z całej Polski. To nie są ludzie uprzedzeni do pana prezesa. Wten sposób Lato mógłby publicznie przekonać o swojej niewinności, pracowitościi uczciwości na wszystkich frontach działania w PZPN. Ko wie, może nawet otworzyłbysobie furtkę na drugą kadencję, ale Lato tego nie zrobi.

Lato chciałby zrobić wszystko dla siebie cudzymi rękami, wtym przypadku pozostać na stanowisku głosami kilku panów z zarządu, ALBO ALTERNATYWNIE POCIĄGNĄĆ ICH ZA SOBĄ WZWIĄZKOWY NIEBYT.

Lato ciągle patrzy w lustro.

Grzegorz Lato ma kłopoty. To pewne.

Przez dwa i pół roku napiętnowałem publicznie, wszystkie nieprawidłowości niszczące polską piłkę i PZPN, których głównym bohaterem z racji pełnionej funkcji był prezes piłkarskiej centrali. Pisałem i mówiłem o patologiach, łamaniu prawa i elementach uprawiania prywaty, które się zawsze przewijały w tle. Co ciekawe,wszystkie moje potencjalne zarzuty prędzej czy później znalazły potwierdzenie,co nie dziwi, gdyż zawsze opierałem się na faktach, dokumentach i logice. Proszę wrócić do tekstów sprzed kilkunastu miesięcy. To co dla mnie było oczywiste, a dla wielu niewyobrażalne, z różnych zresztą powodów, sprawdziło się w każdym przypadku.

Przepowiadałem także niemiły koniec takiej jakości rządzenia. Wielu zaczęło mi przyznawać rację, choć różniliśmy się tylko co do daty, kiedy to ma nastąpić.

Pomimo mojej determinacji w walce z tym całym świństwem jakie cechowało „rządy” Laty w związku,dzisiaj w obliczu rewelacji, które się ukazały w Super Ekspresie, daleki jestem od ferowania ostatecznych, czy piętnujących wyroków. Zawsze powtarzałem, że od tego są odpowiednie instytucje z sądami na samym końcu tego sznurka.

Mam jednak prawo mieć własny pogląd i go mam.

Kulikowski chciał zrobić prowokację i dokonał dzieła. Dał pieniądze (nawet Lato to przyznaje) i ujawnił ten fakt w odpowiednim momencie.

Jak ja bałem się prowokacji z taśmami to je ujawniłem. Jeżeli Lato się bał prowokacji, tak jak pisze w oświadczeniu, to 3 minuty po fakcie pozostawienia pieniędzy przez Kulikowskiego już powinien machać nimi przed kamerami wszystkich telewizji. Dlaczego tego nie zrobił oceni prokuratura. Sądzę także, że głupich ma doradców, którzy układają mu jeszcze głupsze oświadczenia.

W obliczu wydarzeń przedstawionych przez Kulikowskiego, można się tłumaczyć mądrze i głupio, ale się tłumaczyć trzeba. Według mnie tłumaczy się głupio. Z pieniędzmi w kopertach czy bez, nie biega się do przypadkowych osób. Na taśmach sprzed pół roku słyszeliśmy o procentach, oswoistym cenniku prezesa Laty. Lato nie zaprzecza, że pieniądze wylądowały na jego biurku, choć kiedy to miało miejsce już w oświadczeniu nie podaje, bo podać nie może, by się nie pogrążać.

Dlaczego Lato tak długo czekał, bo prawie pół roku z ujawnieniem tego faktu? To kolejna niewiadoma.

Czy normalne jest milczenie od czerwca (moment przekazania pieniędzy) do listopada (ujawnienie taśm), a nawet do stycznia, jeżeli w kasiepancernej PZPN leżały śmierdzące pieniądze, a Lato czuł się niewinny i nieskazitelnie czysty? Pytań nasuwa się ogrom i ktoś będzie musiał na nieodpowiedzieć.

Tylko ktoś głupi mógł Lacie doradzić, by napisał w oświadczeniu słowa:Podejrzewam, że działanie Grzegorza Kulikowskiego było prowokacją mającąna celu szantażowanie mnie, gdybym przyjął korzyść majątkową.

Historia kryminalistyki, chyba nie zna przypadku takiego szantażysty, który popełnia czyn karalny, by szantażować swoją ofiarę. To głupie z założenia.

Czy widział ktoś szantażystę, który dał sędziemu kasę za przekręcenie meczu i później by go tym szantażował? Czy widział ktoś szantażystę, który zgwałcił kobietę, by później ją szantażować zdradą małżeńską?

Oprócz Laty, Kulikowskiego i wymiaru sprawiedliwości jest jeszcze jedna strona w tej sprawie, a mianowicie Zarząd PZPN i Walne Zgromadzenie Delegatów PZPN. To są gremia, które w obliczu zaistniałej sytuacji powinny zająć jednoznacznie stanowisko i to NATYCHMIAST. Zarząd PZPN powinien dać BEZWZGLĘDNIE możliwość decyzji najwyższejwładzy w PZPN, czyli Walnemu, czy pan Lato jest godną osobą do reprezentowania polskiego piłkarstwa i używania tytułu „Prezesa Związku”.

Posłużę się może małym porównaniem. Kto z nas nie robił sobie jajecznicy. Leży obok patelni 10 jajek, wszystkie ładne, duże, krąglutkie.Wbijamy je kolejno na patelnię, drugie, piąte, ósme. W powietrzu unosi się aromat przepysznej potrawy. Ślinka cieknie, aż tu nagle …. rozpacz. Wbiliśmyto dziesiąte, wydawałoby się dobre jajko, ale nie wzięliśmy pod uwagę, że pod nienaruszoną skorupką było zgnite. Smród na całą kuchnię, to tylko pół biedy, bo można ją wywietrzyć. Najgorsze jest to, że całą potrawę szlag trafił.

Kulikowski rozbił skorupkę. Smród się rozszedł.

Jest ogólnie wiadomym, że cały Zarząd nie usiadł do konsumpcji tej jajecznicy ze śmierdzącym jajem w środku. Z drugiej strony wszyscy wiedzą, którzy panowie już chwilę temu założyli sobie spinacz na nos, by nie czuć tego smrodu. Tym panom radzę, by pomimo braku czucia (powonienia), skończyli z konsumpcją popsutej potrawy, bo koniec może być dla nich tylko jeden. Jaki, niech sobie sami odpowiedzą.