Wydumane kary finansowe za wydumane przewinienia

Nie wiem z jakich zapisów i na mocy jakich paragrafów Jędrych, z uporą maniaka karze mnie Kazimierza, obywatela RP wydumanymi karami finansowymi za wydumane przewinienia.

Wiem za to, że na podstawie tego zapisu Statutu PZPN:
Art. 48
§ 2. Do kompetencji Wydziału Dyscypliny jako organu I instancji w szczególności należy:
5) rozpoznawanie spraw członków organów: …………………….. oraz działaczy piłkarskich obwinionych o naruszenie norm etyczno-moralnych lub nieprzestrzeganie Statutu, regulaminów, uchwał i zarządzeń władz PZPN w sprawach nie wiążących się bezpośrednio z ich uczestnictwem w zawodach piłkarskich i z naruszeniem reguł gry –
Jędrych miał nie tylko prawo, ale i obowiązek ukarania Grzegorza Lato za to czynił w Polskim Związku Piłki Nożnej przez trzy i pół roku. Jeżeli mu mało tzn. Jędrychowi odsyłam go do Art. 18 Statutu, który brzmi.
Art. 18 – Obowiązki członków
§1. Członkowie są zobowiązani do:
1. przestrzegania statutów, regulaminów, zaleceń oraz decyzji FIFA, UEFA oraz PZPN i
zapewnienia respektowania tych przepisów oraz rozstrzygnięć przez ich członków,
2. dbania o dobre imię PZPN oraz właściwy klimat wokół polskiej piłki nożnej,
3. przestrzegania, na podstawie własnych rozwiązań statutowych, zasad uczciwości, integralności i ducha sportowego wyrażających idee fair play,
4. dbania o poziom moralno-wychowawczy, etyczny i sportowy działaczy społecznych, sędziów, zawodników.
Lato złamał przez trzy i pół roku zapisy wszystkich czterech punktów (z dziewięciu) z tego artykułu.
Już w marcu 2010 roku skierowałem do Wydziału Dyscypliny siedem zawiadomień – próśb o wszczęcie z urzędu postępowania dyscyplinarnego przeciwko prezesowi Polskiego Związku Piłki Nożnej Grzegorzowi Lato, w związku z notorycznym łamaniem przez niego zapisów Statutu Polskiego Związku Piłki Nożnej. Minęło dwa lata i cisza. Jędrych milczy, kierowany przez niego wydział milczy, nie ma sprawy.
Jeżeli Jędrychowi chodziło o pieniądze, to mógł powiedzieć, że zajmie się dochodzeniem w tych sprawach, jak zrzucimy się po 600 zł za posiedzenie, tak jak ma to miejsce w relacji On i Lato, to zrobilibyśmy jakąś zrzutkę. Sam teraz nie wiem, czy ja byłem bardziej niedomyślny, czy Jędrych bardziej nieśmiały. Suma sumarum, Jędrych się nie wzbogacił, ja nie zbiedniałem, a Lato dalej funkcjonuje. Troszkę na obsuniętym gruncie, ale jeszcze funkcjonuje.
Cóż mogę poradzić Jędrychowi. Niech przeczyta punkt 3 z cytowanego art. 18 i niech sam sobie założy sprawę, walnie się w pierś, ukarze grzywną, której wysokość zezwalam mu pomniejszyć o 600 zł, należne mu za posiedzenie.
Jeszcze tylko taki malutki szczegół przyszedł mi do głowy. Do końca tej kuriozalnej kadencji zostało tylko siedem miesięcy.

Zaproszenie do dyskusji na temat działalności prezesa PZPN

Chciałbym zaprosić Państwa do dyskusji i artykułowania ocen, na temat działalności prezesa PZPN na kilka miesięcy przed końcem tej nieszczęsnej dla polskiej piłki kadencji.
Tajemnicą poliszynela jest stopień niezadowolenia z prezesury pana Laty. Przez ponad dwa lata mówiłem publicznie o wszelkich znanych mi nieprawidłowościach w działalności prezesa PZPN.

Wszystkie przedstawiane przeze mnie fakty, prędzej czy później były potwierdzane w publicznych wypowiedziach przez członków Zarządu PZPN, członków Komisji czy Wydziałów PZPN. Nie wspomnę o mediach, które także otworzyły się na ocenę pracy obecnie urzędującego prezesa.
Ostatnie wydarzenia pokazały prawdziwe oblicze człowieka, któremu strach zaczął zaglądać w oczy i podjął działania mające na celu wyeliminowanie mnie z życia związkowego.
Dzisiaj dotyka to mnie, jutro może spotkać to każdego z was. Nie chodzi tu nawet o pana Latę, tylko o zasady jakie mają w przyszłości być wyznacznikiem działania naszego Związku.
Apeluję nie bójcie się głośno o tym mówić. Nie bójcie się ganić to co złe, a chwalić to co dobre.
Przeciwstawienie się wszystkim patologiom w piłce mających miejsce wskutek działania jednego człowieka i wyznaczenie właściwych dróg postępowania jest dzisiaj nakazem chwili.

 

Wywiad z Jędrychem

Wchodzę sobie w internecie na portal Weszło i cóż moje oczy widzą. Wywiad z Jędrychem, który za namaszczeniem swojego pryncypała, chce mi zabrać chleb z masłem. To znaczy środki na masło do tego chleba.

Póki jeszcze mam parę złotych, położyłem kawałek szynki na kromkę i czytam, co też ten Jędrych ma mądrego do powiedzenia w mojej sprawie.
Przeczytałem i okazało się, że …. nic. Na proste pytanie dziennikarza nie umiał odpowiedzieć, za co też mnie tak finansowo wybatożył. Jedyne co wyartykułował, to jakieś zdanie o koniu i o czymś co ma pod brzuchem i że niby tym obraziłem prezesa Wielkiego Obrażonego.
Z założenia, wpisy na moim blogu są przeznaczone dla ludzi inteligentnych, ale z drugiej strony nie mam wpływu kto je czyta. Jeżeli zatem ktoś nie zrozumiał moich metafor, to czyja to jest wina. Moja, czy czytającego?
Nigdy nie stwierdziłem, jak to sugeruje w wywiadzie Jędrych, że ”Lato to ten, co koń go pod brzuchem nosi”. Jędrych mówiąc te słowa oszukuje wszystkich, w tym także Latę i siebie. Jeżeli już posłużyłem się taką przenośnią, to tekst ten brzmiał „ZACHOWUJE SIĘ tak, jak ten co koń go pod brzuchem nosi”. Jest różnica? Ja wiem, że Lato ma kłopoty z płynnym czytaniem i być może ze zrozumieniem tego co czyta, ale żeby Jędrych?
Jeżeli panowie nie zrozumieli, co miałem na myśli, to mogli mnie zapytać telefonicznie, albo wezwać na posiedzenie wydziału (opłacane przez Latę po 600 zł dla każdego członka, nie dla wezwanych), a nie od razu gnębić finansowymi karami.
Wyjaśniam zatem to, czego nie pojęli ani pan Jędrych, ani prezes Wielki Obrażony.
Koń pod brzuchem ma popręg. Taki popręg, który jest źle założony, albo za mocno ściągnięty, sprawia koniowi ból, wyciera sierść, czyni rany, a częstokroć zakłóca oddech.
Prezes Wielki Obrażony w Polskim Związku Piłki Nożnej uczynił przez trzy i pół roku szkód kilka, by nie powiedzieć kilkaset. PZPN już ledwo zipie (jak ten koń), a Lato ciągle popręg zaciska, zaciska i zaciska. Krew się leje, ale prezes na to nie zważa.
Arystoteles dając wskazówki, jak ułożyć dobrą metaforę podkreślał, że powinna przypominać zagadkę. Mnie się to udaje i w związku z tym dalej będę pisał dla ludzi inteligentnych. Nikt nie miał trudności ze zrozumieniem tego, co miałem na myśli tylko prezes Wielki Obrażony i przewodniczący, który ZACHOWUJE SIĘ tak jak służący. Powtarzam, NIE JEST, tylko ZACHOWUJE SIĘ. Dotarło?
Jeżeli ten wpis, to był jedyny powód mojego ukarania (a z tego wywiadu wynika, że tak), to proszę mi szybko anulować tę karę finansową, jako niesłusznie nałożoną, bo taka kwota mi wcale nie zwisa i nie powiewa, jak coś tam pod końskim brzuchem.

Boniek: Lato powinien zdyskwalifikować 40 mln Polaków

„Grzegorz Lato powinien zdyskwalifikować prawie 40 milionów Polaków, bo mają o nim podobne zdanie jak ukarany właśnie Greń” – pisze w swym felietonie Zbigniew Boniek.
Zaczęła się liga i od razu dostarczyła wielu tematów do ciekawych analiz: „Dlaczego Legia przegrywa z Górnikiem?”, „Jak długo jeszcze Lech będzie bawił się ze swoimi kibicami i przegrywał z Bakero?”, „Co się stanie z ŁKS-em, który bardziej przypomina grupę ekspiłkarzy niż profesjonalny zespół?” Ale dajmy każdemu jeszcze jedną szansę. To co mnie najbardziej rozbawiło, a zarazem zaskoczyło, to informacja, że Wydział Dyscypliny PZPN ukarał Kazimierza Grenia. Wygląda na to, że Greń musi zapłacić sześć tys. zł kary i będzie zdyskwalifikowany na sześć miesięcy w zawieszeniu na rok.
Dlaczego? Tu zaczynają się problemy. Najprościej o odpowiedź: Kto ma konflikt z Latą (prywatny), to prezes chce go skończyć. W każdym demokratycznym kraju jest wolność słowa. O tym, że Lato i Greń po okresie przyjaźni i wielkim zwycięstwie w wyborach na prezesa PZPN-u pokłócili się i patrzą teraz na siebie jak pies na kota, wszyscy wiemy.
Greń robi wszystko, aby zdyskredytować Latę. Założył sobie nawet bloga, aby atakować byłego przyjaciela. Robi to z wielką werwą i zacietrzewieniem. Co dzień ma nowe uwagi i spostrzeżenia. Zarzuca Lacie kompletny brak realizacji programu przedwyborczego, manipulację związkiem, brak kompetencji. Po słynnej aferze taśmowej nastąpiła reakcja prezesa. Nie wiedząc jak zbić argumenty eksprzyjaciela, Lato stara się go uziemić. 3 marca są wybory zarządu w Rzeszowie i Lato robi wszystko, aby Greń nie został ponownie wybrany. Ma nawet swojego kandydata na nowego prezesa Podkarpackiego Związki Piłki Nożnej, ekspolicjanta, którego niestety nie znam, więc nie będę się do niego ustosunkowywał.
Dlaczego ta sprawa mnie w ogóle interesuje? Bo w życiu zawsze broniłem słabszych. Gdy oglądałem dobry western, to zawsze byłem za Indianami. Poza tym czy to jest normalne, że prezes do swoich prywatnych wojenek wykorzystuje struktury Związku? Artur Jędrych, bardziej niż obiektywnego i kierującego się faktami prezesa Wydziału Dyscypliny PZPN, przypomina psa na łańcuchu bezgranicznie oddanego swojemu właścicielowi (Lacie). Gdy wnioskuje o to Lato, szybko podejmuje decyzję nie zawracając sobie głowy takimi drobnostkami jak choćby przesłuchaniem oskarżonego.
Nie mam zamiaru bronić Grenia, bo nic mnie z nim absolutnie nie łączy, ale to co się zdarzyło kompromituje PZPN, jego prezesa i śmiesznego Jędrycha. Co to znaczy – karać ludzi za to, że mówią to co myślą? Greń mówiąc o Lacie nie użył żadnego słowa na „k”, ani na „ch”. Uważa tylko, że Grzegorz się na prezesa nie nadaje, że wykonuje złe ruchy i zamiast Związek rozwijać, to go dołuje. Kazimierz Greń ma do takiej krytyki prawo i żaden pezetpeenowski Wydział Dyscypliny nie jest władny, aby go za to karać!
Jak się spojrzy na to, co Lato przedstawił w dniu wyborów jako swój program przedwyborczy, który notabene opracował Greń, a Grzegorz sam zrealizował, to każdy może mieć wątpliwości, czy Lato jest prezesem z naszej bajki. Gdy do tego dołączymy jeszcze kontrakty stulecia, afery z orzełkiem, Klub Kibica Reprezentacji Polski, albo problemy z nową siedzibą Związku, to sprawa robi się lekko śmierdząca. Jak Lato ma coś do Grenia i jego ataki uznałby za bezpodstawne, to bardziej racjonalnym i uczciwszym byłoby wstąpienie na drogę sądową. Wykorzystywanie Wydziału Dyscypliny jako narzędzia do załatwiania swoich prywatnych spraw mnie mierzi. Nie wspomnę już o marionetce Jędrychu, który zrobił się najemnikiem za drobne, jakie kasuje za każde posiedzenie i działa na rozkaz.
Lato popełnia kolejny błąd. Bardziej elegancko byłoby olać całą sprawę i nie przejmować się krytyką jednego zdesperowanego człowieka. A tak na marginesie, to prezes powinien zdyskwalifikować prawie 40 mln Polaków, bo mają o nim podobne zdanie jak Greń. Oj Grzesiu, Grzesiu! Zamiast wykorzystywać opozycję i jej uwagi do poprawy swojej pracy, to Ty chcesz ją udusić, uciszyć. Masz chyba syndrom Aleksandra Łukaszenki (prezydenta Białorusi – przyp. red.), oczywiście przy zachowaniu odpowiednich proporcji.

Archanioł czuwający nad moimi poczynami

Dziękuję jednemu z dziennikarzy, że niczym Archanioł czuwa nad moimi poczynaniami

Nie wszystko, jak obserwuję wypowiedzi mojego Stróża mi wychodzi, przeto zostają mi tylko przeprosiny, za moje niecne czyny. Ja wiem, że mojemu Archaniołowi dobro piłki leży na sercu, dlatego serdecznie przepraszam za moje winy i zaniedbania popełnione na tej niwie.
Przepraszam za to, że ganiłem przez kilka lat niektóre z poczynań Laty i jego ekipy. To przecież taka dobra, prężna i uczciwa władza. Rozumiem przeto, że moje pokazywanie palcem, to przecież żaden powód do chwały i żaden plus w niebie. Przepraszam, że czyniłem to tylko na blogu prywatnym i przepraszam, że nie otworzyłem podobnego pod szyldem związku.
Mój Archaniele.
Przepraszam za ujawnienie taśm, na których to nTV zrobiła interes, gdyż jako pierwsza w Polsce na swym pasku puściła tego newsa i to przy fizycznym błogosławieństwie Archanioła. Mea culpa.
Przepraszam, że na Podkarpaciu mamy w centralnej lidze kluby takie jakie mamy i winę za to biorę na siebie. Moja Ty Wyrocznio, mogłem przecież, czego nie uczyniłem, błagać zarządy klubów, by mnie przyjęły do swojego grona, a wtedy mógłbym np. w dwóch Stalach i Resovii, oraz np. w kilku drużynach trzecioligowych wpływać na pozyskiwanie sponsorów, transfery, zatrudnianie trenerów, opracowywanie metod szkoleniowych, pracę z młodzieżą i wiele, wiele innych drobniejszych elementów, składających się na klubową codzienność. Nie uczyniłem tego, w czym dostrzegam swoją winę i rozumiem uzasadnioną krytykę. Przepraszam Cię za to mój Aniele i kluby też, za brak ingerencji w ich wewnętrzne życie. Mea culpa.
Przepraszam, że zabiegam o reelekcję. Przepraszam, za kilkanaście ogólnokrajowych i międzynarodowych imprez sportowych zorganizowanych na Podkarpaciu w latach 2004-2008 i przepraszam, że Lato nie dopuścił, by podobne miały miejsce w tej kadencji. To przecież także moja wina.
Przepraszam, że starałem i staram się przekonać do moich działań podkarpackie środowisko piłkarskie. Mogłem zostawić wszystko tak jak zastałem, na czele z całym dobrodziejstwem jakie ze sobą niosła była sędziowsko-obserwatorska ekipa. Była, bo usunięta, choć marząca o powtórnym przejęciu podkarpackiej piłki w swe władanie. Wybacz Aniele mój, że troska o „czyste” mecze spędzała mi sen z powiek, czym podpadłem tak szlachetnemu recenzentowi moich poczynań. Czy mam, posłuchać rad Archanioła mojego, uosobionego w dziennikarskim piórze i odpuścić? Nie. Jestem człowiekiem grzesznym i nie mam takiego dylematu, choćby mnie Archanioł piętnował co tydzień na łączach, tych swoich i łamach tych zapożyczonych, za więcej bądź mniej srebrników.
Przepraszam, że publicznie opowiadam, kto i w jakim celu spotkał się w podrzeszowskim klubie w Krasnem. Nie wiedziałem, że mój Archanioł także wiązał z tym spotkaniem jakieś nieznane mi nadzieje. Gdybym wiedział, nigdy bym się nie odważył na podważanie „dobrych intencji” osób, biorących udział w tym potajemnym spotkaniu. Spotkaniu z udziałem Laty Grzegorza, na które przecież nie zwabiano podstępnie, np. obiecując pieniądze na budowę dróg. Przepraszam Archaniele, że zapomniałem, iż jedyne słuszne drogi to te, o których Ty mówisz (sorry, piszesz).
Przepraszam, za proroctwa o nudnym Zjeździe, w świetle kamer, choć każdy pełnoletni obywatel Polski mógł startować w tych wyborach. Każdy, bo tak stanowiła ordynacja. Najlepiej by było, gdyby na sali ludzie wzięli się za łby, wymyślali by sobie, a najlepiej gdyby polała się krew. To dopiero byłby sukces medialny. Bez względu na konsekwencje dla podkarpackiego sportu. Tak ma być mój Archaniele?
Zgoda , mea culpa, ale mój Archaniele, radzę w swej dobroci nie zapominać, że Szatan to upadły Anioł.

Dobre słowo o minister sportu

Wszyscy ostatnio wręcz napadają na panią minister Muchę, a ja chciałem o niej szepnąć (skrobnąć) dobre słowo. Skłania mnie do tego Jej decyzja w sprawie tegorocznych wyborów w PZPN, ale po kolei.
Wybory do władz PZPN odbyły się 30 października 2008 i tego właśnie dnia i miesiąca w tym roku mija statutowa czteroletnia kadencja obecnych władz. Ktoś władny wpadł na genialny pomysł i zdecydował o samowolnym przedłużeniu kadencji o sześć tygodni, do 14 grudnia. Parafowano ten zamiar na spotkaniu Zarządu 24 stycznia, co pociągnęło za sobą wysłanie pism do związków wojewódzkich z prośbą, o dostosowanie terminu wyborów w województwach do tego wyimaginowanego terminu.
Pozwoliłem sobie zadzwonić pod oficjalną nieobecność Kręciny, do pana Wacha. Wprawdzie niechętnie, ale przyznał mi rację, że bez zgody Walnego Zgromadzenia to jawne bezprawie. Na Walnym Zgromadzeniu 25 listopada 2011 roku, ten temat nie był poruszany. Jedyną furtkę jaką znaleźli panowie, by jeszcze wypłacić sobie pensję za listopad i pół grudnia, było wystąpienie o zgodę na przedłużenie kadencji do Ministerstwa Sportu i Turystyki.
Przyznam szczerze, szczerze się Państwu przyznam (jak mawia mój ulubiony działacz piłkarski), że ja także wystosowałem 27 stycznia oficjalne pismo do pani minister. Nie wiem co bardziej przyczyniło się do decyzji pani Muchy, czy moje wyjaśnienia, czy brak argumentów ze strony PZPN, ale zgody na przedłużenie kadencji nie wydała. Oczekiwać teraz należy, że zarząd PZPN zmieni uchwałę z dnia 24 stycznia, co da prezesom w związkach wojewódzkich, większą swobodę w planowaniu i realizacji ich wyborczych zamierzeń i dotrzymaniu terminów zawartych w ich statutach.
Dziś można się tylko zakładać, jaka byłaby decyzja w tej sprawie, gdyby na ministerialnym stołku siedział do tej pory pan Giersz. Ja stawiam tezę, że wybory w PZPN odbyły by się nawet nie w grudniu, ale na wiosnę przyszłego roku. To był taki spolegliwy minister.
Szanowna Pani Minister. Może się pani nie zna na jakichś tam elementach sportu, ale tą decyzją pokazała pani, że w odróżnieniu od swego poprzednika „jaja” to pani ma.

Polacy nie mają szczęścia do ministrów sportu.

Nie mają Polacy szczęścia do ministrów sportu. Nie wiedzieć czemu premier Tusk traktuje to ministerstwo po macoszemu. Do dzisiaj ciągnie się smrodek po Drzewieckim, który pozostał w pamięci Polaków jako „Miro” z całym wachlarzem hazardowych wątpliwości.

Jego następca Giersz znał się na sporcie, ale w swych działaniach był kompromitująco bierny, by nastały czasy Joanny, która wprawdzie się stara, ale wygląda na to, że jest całkowitą ignorantką w sprawach sportu. Ta opinia nie wynika z mojej złośliwości, tylko z wypowiedzi samej pani minister. Stwierdzenie:- Ja się dopiero uczę tego ministerstwa – jest do bólu szczere i jednoznaczne.
Patrząc na nominację pani Muchy i lecące w dół słupki PO, zacząłem się zastanawiać, czy przypadkiem inni ministrowie także się nie uczą swoich profesji. Być może podobna sytuacja ma miejsce w obszarach zdrowia czy szkolnictwie.
Czy można znaleźć analogie? Patrząc na nastroje w społeczeństwie, można by chyba już się o to pokusić, ale my zostańmy przy sporcie.
Minister Mucha otwiera stadion, na którym nie można rozegrać meczu i to w krajowym wydaniu. Może mamy do czynienia z jakimś novum w naszym kraju, bo otwierano już drogi po których nie można było jeździć. Co będzie jak pójdziemy krok dalej i będziemy otwierać baseny bez wody i kina bez ekranów. To chyba nie najlepsza droga.
Minister Joanna nie poczuła się winna tej sytuacji, bo ktoś nieodpowiedzialny do meczu o Superpuchar wybrał Legię i Wisłę, a poza tym to Ekstraklasa się wycofała z organizacji tego spotkania. Tak przynajmniej twierdzi minister Mucha.
O ile pani Joanna nie przebywa w dresach, pod nie dokończonym stadionem, to ciężko się do niej przebić jako do pani minister, nawet posłom z komisji sportu, gdyż nie jest łatwo sforsować zaporę w postaci jej asystentki. Ale to taki szczegół z codziennego funkcjonowania ministerstwa.
Ogólnie mówiąc, patrząc na panią minister Joannę Muchę muszę stwierdzić, że w ministerstwie może nie jest zbyt profesjonalnie, ale z pewnością jest dużo ładniej.

Kontraktowanie spotkań na obiektach nie oddanych do użytku

Już nie wiem jakie modły i do kogo trzeba wznieść, by w końcu w polskim piłkarstwie zapanowała normalność.

Temu, który odpowiada za całokształt futbolu w Polsce, mało było przykrych doświadczeń, wręcz kompromitacji związanych z organizacją meczy międzypaństwowych w ubiegłym roku. Kontraktowanie spotkań na obiektach nie oddanych do użytku, ma swój ciąg dalszy. Myślałem, że tylko małe, lekkomyślne dzieci nie wyciągają wniosków z czynów, za które dostają klapsy. Okazuje się, że byłem w błędzie. Lato także nie wyciąga wniosków z żadnych swoich głupawych decyzji, czym ośmiesza się każdą swoją kolejną.
Zakontraktowano kolejne spotkanie (tym razem Polska – Portugalia) na obiekcie nie posiadającym oficjalnego odbioru technicznego.
Przedmeczem tego spotkania miał być mecz o Superpuchar pomiędzy Legią, a Wisłą. W momencie gdy zgoda na to spotkanie była zagrożona, jak zachował się Lato? Jak zwykle irracjonalnie. Zaczął straszyć, że jeżeli tak to przeniesie mecz z Portugalczykami do Wrocławia. Straszył choć wiedział, a może nie wiedział, że każdy obiekt według wymogów UEFA musi być przetestowany spotkaniem rozegranym przy pełnej widowni. No to straszył, straszył i jak można było przewidzieć, w dniu kiedy oficjalnie podano komunikat o niedopuszczeniu do meczu Legii z Wisłą (na przeszkodzie stanęło brak połączeń radiowych na obiekcie, pomiędzy jednostkami policji), na stronie PZPN ukazała się informacja, że spotkanie Polska – Portugalia odbędzie się w…… Warszawie. W „tej” Warszawie jak stwierdził Lato, tak jakby była jeszcze jakaś inna.
Ciekawe co Lato zrobi, jeżeli nie uda się do 29 lutego takich połączeń stadionowych zainstalować, bo komunikat w tej sprawie nie napawa optymizmem i należy się liczyć, że dalej nie będzie zgody na imprezę masową na naszym Narodowym.
Pragnę jednak tylko zaznaczyć dwie kwestie. Niech Lato nie zwala jakiejkolwiek winy odnośnie wyboru miejsca spotkania na Sportfive, bo sam z nimi podpisał cyrograf – to po pierwsze. A po drugie pragnę wygłosić publiczną przestrogę, że jeżeli Lato kogoś z Państwa zaprosi na przykład na film do kina, to proszę piorunem sprawdzić, czy to kino jest faktycznie wybudowane.

Lato z Kręciną jak magnes

Na bazie pracy obecnej kadencji władz PZPN, powstanie niejedno opracowanie naukowe i niech się nikt nie łudzi, że tworzyć je będą studenci AWF-ów. Niestety, ta grupa naukowa będzie miała mizerny materiał poglądowy. Poszaleć za to będą mogli przyszli magistrzy czy doktoranci z takich dziedzin jak socjologia, ekonomia, zarządzanie i marketing i oczywiście z prawa i to w bardzo szerokim pojęciu. Nie pozostaną bez materiałów do ciekawych analiz także hobbyści prawa pracy.
Jeżeli głosy które mnie dochodzą, kryją w sobie choć szczyptę prawdy mamy do czynienia z dość ciekawym zjawiskiem, a mianowicie: Grzegorza Lato, który jeszcze nosi identyfikator z napisem prezes, ciężko uświadczyć w przy Bitwy Warszawskiej, a Zdzisław Kręcina, który wyleciał z pracy z hukiem, bywa widziany w siedzibie związku w godzinach nazwijmy to późno popołudniowych i wieczornych. Nie podejrzewam Zdzisia, że gości w swoim starym gabinecie, bo go gryzie sumienie, z powodu zapisu w kontrakcie, o prawie do wynagrodzenia w wysokości 37 500 zł miesięcznie bez obowiązku świadczenia pracy. Bardziej bym optował za tym, iż Zdzisiu dalej macza palce w życie związku i zarządza nim z tylnego fotela.
Jeżeli faktycznie Kręcina ma niczym nieograniczony dostęp do siedziby związku, a przy tym do jakichś tam (o ile nie wszystkich) dokumentów, mamy chyba do czynienia z czymś więcej niż skandalem. Nie mam zamiaru rozwijać tego tematu, dlaczego uważam to za skandal, bo mógłbym się w swych domniemaniach zagalopować, a nie jest moim zamiarem dokuczać niewinnemu być może człowiekowi.
Lato z Kręciną funkcjonowali jak magnes, którego bieguny przyciągają się na zasadzie przeciwstawieństw.

Dlatego Latę trudno posądzać o elementarną choćby pracowitość. Niedawno odwiedził Polskę dyrektor organizacyjny Euro 2012 Martin Kellan i Grzesia nie było stać nawet na to, by się z nim spotkać. Tu już nawet nie chodzi o pracowitość, ale o zwykłą przyzwoitość, której Grzesiowi także brakuje. Zdaję sobie sprawę, że depresja to dokuczliwy stan emocjonalny, ale przy dochodach rzędu 170 tys. miesięcznie, chyba można sobie z nią poradzić i choćby udawać, że się coś robi.

Lato zubożył PZPN o kolejne pół miliona złotych

Istnieje szeroki wachlarz możliwości zawierania umów cywilno-prawnych, w tym umów określających zasady świadczenia pracy. Umowa taka powinna być korzystna dla obu stron. Powinna zawierać zapisy chroniące prawa pracobiorcy, ale także zapewnić pracodawcy narzędzia umożliwiające wyegzekwowanie wykonania zadań, za które wypłaca wynagrodzenie. Kontrakt Kręciny to kolejny przykład podpisywania umów przez Latę, na którym traci tylko PZPN, firma do której ochrony interesów został przecież powołany.
Lato zatwierdzając umowę, mówiącą iż można ją rozwiązać z zachowaniem 12-miesięcznego okresu wypowiedzenia liczonego z początkiem nowego roku kalendarzowego, dał kolejny raz wyraz swojej ignorancji dbania o podstawowe interesy Polskiego Związku Piłki Nożnej. Wypłacenie Kręcinie kwoty 37 500 pomnożonej przez 13 kolejnych miesięcy, zuboży związek o prawie pół miliona złotych. Pół miliona wyrzucone w błoto. W imię czego?
Pragnę zwrócić uwagę na jeszcze jeden element w tej sprawie. Lato w dobroci swojego serca i małości innego organu ludzkiego ciała, mógł nawet podpisać dokument, że Kręcina będzie brał związkowe pieniądze do czasu, gdy w powietrzu będzie więcej azotu od tlenu. To jego sprawa. Niebezpieczeństwo dla interesów PZPN leży gdzie indziej. Dlaczego pytam, nikt o tak kompromitujących zapisach nie wiedział. Jeżeli wierzyć wypowiedziom członków zarządu, (a dlaczego nie wierzyć), był to kolejny z długiej listy dokumentów, na wydatkowanie kwot przekraczających ponad tysiąc złotych, podpisanych przez Latę bez zgody tego gremium. Zarząd, druga władza po Walnym po raz enty tej kadencji została potraktowana przez Grzesia z Mielca jak powietrze. Istnieje kolejny argument, by zwołać Nadzwyczajny Zjazd i anulować WSZYSTKIE dokumenty, uchwały czy umowy, podpisane przez Latę bez zgody Zarządu, jako niezgodne z prawem. Zarząd w całej swojej krasie odzyskałby twarz, a w związkowym budżecie przybyłoby kilkadziesiąt milionów złotych. Ile dokładnie nie sposób wyliczyć, bo kto wie jakie jeszcze smaczki kryje przepastne biurko, rozbestwionego na podpisywanie wyniszczających finansowo związek umów, prezesa.
Tak na spokojnie zastanawiam się, ilu młodych piłkarzy zrobiłoby krok więcej w swym rozwoju sportowym, gdyby nie kochający ponoć futbol były sekretarz Kręcina, prowadzony przez niego na smyczy człowiek którego nazwał kiedyś „burakiem” i ich niczym nieograniczona, irracjonalna pazerność na pieniądze. Nasze pieniądze.