Utrzymanie Grzesia przy władzy

Podczas posiedzenia zarządu PZPN w dniu 24 stycznia wyznaczono datę Walnego Zgromadzenia Sprawozdawczo-Wyborczego Delegatów PZPN na 14 grudnia 2012 r. I tak słowo stało się ciałem. Zapowiedzi bezprawnego wydłużenia kadencji 2008-2012 sprawdziły się.
Przypomnijmy zapis ze statutu PZPN: Art. 22,§ 2. Kadencja władz PZPN trwa 4 lata, a ich wybór odbywa się w głosowaniu tajnym.


Dla niezorientowanych i dla tych ze sklerozą postępującą, śpieszę donieść, że wybory w 2008 roku odbyły się 30 października. Według kalendarza gregoriańskiego, a chyba taki obowiązuje na terenie Polski, cztery lata kadencji obecnych władz mija właśnie wspomnianego 30 października, czyli dwa dni przed świętem tych, którzy odeszli.
Według zapisów w statucie Zarząd nie miał prawa przedłużyć sobie kadencji, ani o jeden dzień. Ja wiem, że półtora miesiąca to np. dla Laty kolejne 100 tys. pzpn-owskiej gaży, z tym że to nielegalne pieniądze.
Z tej to okazji do wojewódzkich związków wpłynęło pismo, w którym podpisani przez – po. Sekretarza Baryło i prawnika Wacha „Uprzejmie proszą” o dostosowanie wyborów w związkach wojewódzkich do terminu wyborów, wynikającego z bezprawnego przesunięcia Walnego Wyborczego w PZPN.
Gdyby Zarząd Podkarpackiego ZPN uległ „prośbie” łamiących prawo działaczy z Warszawy, sam skazał by się na złamanie zapisów własnego statutu i bezkrólewie na Podkarpaciu, a na to zgody nigdy nie będzie.
Warszawska „prośba”, zawiera też inne ciekawe zapisy typu: …. wybrani delegaci nie mogą być karani, itd., itp. Jak brzmi ten zapis w sytuacji, gdy podczas ostatnich trzech zjazdów w hotelu Sheraton na sali obrad roiło się od delegatów po wyrokach sądowych różnych instancji. Wtedy to nie przeszkadzało ani Lacie, ani Kręcinie, ani Wachowi, o panu Baryło już nie wspominając. Ale wtedy cel uświęcał środki, a celem było utrzymanie Grzesia przy władzy i choć minimalne przegłosowanie absolutorium.
Jakie siły dzisiaj chcą utrzymać obecną kadencję przez 44 dni powyżej statutowych zapisów? Chyba tylko te na bakier z prawem, ale za to dobrze wynagradzane.

List do minister sportu

Z/Ldz. /12 Rzeszów 27-01-2012 r.

Szanowna Pani
Joanna Mucha
Minister Sportu i Turystyki

Chciałbym Panią poinformować o kolejnym łamaniu prawa w Polskim Związku Piłki Nożnej przez Zarząd i jego prezesa Grzegorza Latę. W dniu 24-01-2012 r. podjął on uchwałę dot. wyborów do władz Polskiego Związku Piłki Nożnej, które to zaplanowano na 14-12-2012 r. Jest to kolejne karygodne naruszenie prawa, gdyż pragnę przypomnieć Pani i sobie, że poprzednie wybory odbyły się 30-10-2008 r., a zgodnie ze statutem PZPN kadencja trwa 4 lata. Ewentualne jej przedłużenie powinno zostać uchwalone na wcześniejszym Walnym Zgromadzeniu, a takowe odbyło się już 25-11-2011 r. i niestety nie podjęto na nim nawet podobnego tematu, a co za tym idzie, żadnej uchwały, co może potwierdzić ok. 50 delegatów obecnych wówczas na sali.
Jest to kolejne, niedopuszczalne złamanie prawa w Polskim Związku Piłki Nożnej i mam nadzieję, że tym razem zostaną podjęte jakieś kroki, by wreszcie uzdrowić polską piłkę, bo chyba nie chodzi o to, by sztucznie przedłużać sobie kadencję i bezprawnie pobierać niebotyczne pensje.
Ponad 98% „piłkarskiej społeczności” pragnie zmian
w Polskim Związku Piłki Nożnej. Nadszedł najwyższy czas by PZPN zaprzestał balansowania na linie. Nie można dłużej już na to patrzeć. Proszę o pilną interwencję.

Z wyrazami szacunku i sportowym pozdrowieniem.

Prezes
Podkarpackiego Związku Piłki Nożnej
Kazimierz Greń

Konkurs na sekretarza generalnego

Kilka dni temu ogłoszono konkurs na sekretarza generalnego. O tym paranoicznym pomyśle, pisałem kilka dni temu. Wspominam o tym tylko dlatego, że jeżeli ktoś rozpisze konkurs na jasnowidza dotyczącego zdarzeń w PZPN, jako pierwszy stawiam swoją kandydaturę.
Ponad trzy lata temu, na kilka tygodni przed złożeniem rezygnacji z członka zarządu PZPN napisałem list do Grzegorza Lato. Prywatny list. Ponieważ zależało mi, by Grzegorz zapoznał się z jego treścią, wysłałem mu również formę dźwiękową tego przesłania. To tak na wypadek, gdyby Grzesiowi nie chciało się czytać ośmiu stron tekstu. Odsłuchać łatwiej. Do dziś nie wiem, czy Lato zapoznał się z tą treścią czy nie, dlatego nie umiem odpowiedzieć na pytanie, czy coś z niej zrozumiał, czy tylko całkowicie zlekceważył tę informację. Podejrzewam, że gdyby zadał sobie trud i wyciągnął wnioski z tamtego tekstu, jego „dzisiaj” wyglądałoby zupełnie inaczej.
Kiedyś być może ujawnię całość tego listu, ale dzisiaj odsłonię tylko ogólne przesłanie tego pisma.
Po słowach „Szanowny panie Prezesie. Drogi Grzegorzu”, napisałem co myślę o zaistniałej sytuacji. Opisałem jak z mojej strony, perspektywy i jak na podstawie moich informacji wygląda sytuacja w tamtym okresie, prezesa Grzegorza Lato. Napisałem o moich spostrzeżeniach, o zagrożeniach jakie widzę dla jego prezesury i dla niego samego. Ostrzegałem przed zjawiskami oraz ludźmi, którzy chcą wykorzystać ówczesną sytuację, a także wykorzystać samego Grzegorza. W jednym z ostatnich akapitów ostrzegałem, że jeżeli się nie opamięta, kiedyś zostanie sam. Oficjalnie sam, bo przez te trzy i pół roku, tak naprawdę nie było nikogo przy nim. Był marionetką w rękach ludzi bezwzględnych, a nie słuchając moich rad popadł w tarapaty, z których raczej wyjścia z honorem już nie ma. Pokusa połączona z bezmyślnością, okazała się silniejsza od rozsądku.
Wczoraj odbył się kolejny Zarząd PZPN. Na kilka miesięcy przez końcem kadencji nikt już nie udaje przyjaźni, skończyło się poklepywanie, uśmiechy, czułe słówka i oczekiwania. Lato przemyka się cichcem korytarzami, z głową wciśniętą w ramiona, z podniesionym kołnierzem. Stało się to, przed czym go przestrzegałem.
Grzegorzowi Lacie zabrakło kiedyś lojalności do przyjaciół prawdziwych, została mu dziś odpowiedzialność za aprobatę czynów przyjaciół fałszywych.
Ostanie trzy zdania mojego listu brzmiały: „ Boję się, że już nigdy nie zachowasz się fair. Obym się mylił. Bo mimo wszystko, jeszcze nie jest za późno.” Tak pisałem do Grzegorza jedenaście miesięcy po wyborach
Ostanie z tych zdań, jest już niestety dla Laty nieaktualne.
Po odejściu Kręciny, Grzegorz zachowuje się tak, jakby mu odcięto tlen. Wszystko rozpadło się jak domek z kart, bo kadencja Laty, bo konstrukcja PZPN ostatniej kadencji była jak domek z kart.
Byłem wśród kilka osób, którzy Grześkowi podali serce na dłoni. On natomiast na rozkaz Kręciny zrobił to, co robił przez pół życia. Potraktował je z buta. Kopnął je jak najdalej od siebie. Zachował się jak bezmyślne dziecko, łase na nowe zabawki.

Dzisiaj zderza się ze światem dorosłych, światem odpowiedzialności. Odpowiedzialności za swoje czyny

Konkurs bez niewiadomych

Został rozpisany konkurs na sekretarza generalnego PZPN. Chętnych zleciało się ponad pół setki. Ciekawe, czemu tym wszystkim kandydatom na to stanowisko wydaje się to tak intratne zajęcie, bo podejrzewam, że aplikacje nie składali bezrobotni. Ciekawy jestem, ilu podtrzymałoby swój akces objęcia tej funkcji za 3000 brutto. Ha, ha, ha – niewielu?

To co ich tak goni, na to stanowisko. Chęć naprawy futbolu, czy chęć pozyskania schedy po Kręcinie? Faktem jest, iż Kręcina pozostawił po sobie specyficzny obraz obowiązków, przywilejów i sposobu wywiązywania się z funkcji sekretarza generalnego Polskiego Związku Piłki Nożnej.
To jedna strona medalu. Patrząc na stronę drugą, trzeba zapytać, komu wpadło do głowy na kilka miesięcy przed wyborami, rozpisywać konkurs na sekretarza. Przecież to chory pomysł i to z kilku powodów. Komu jest potrzebny nowy sekretarz generalny na tak krótki okres. Przecież niedługo będę wybrane nowe władze z prezesem na czele i rozsądnym by było, aby te władze same wybrały sobie kompetentnych ludzi w drodze konkursu, na odpowiednie stanowiska.
Ci którzy rozpisują ten konkurs niech się modlą, by sami dotrwali do zjazdu wyborczego. Czy nie ma w PZPN zastępcy sekretarza i innych osób w biurze, które brały do tej pory spore pieniądze pracując w zakresie obowiązków sekretarza, by związek funkcjonował? Byle jak, ale funkcjonował. Ci ludzie powinni do czasu wyborów dalej pełnić swoje funkcje, chyba że są niekompetentni. Wtedy trzeba zadać pytanie co robili w związku do tej pory i ewentualnie ich odwołać, albo zwolnić. Wtedy dopiero będzie problem do rozwiązania.
Ja tak sobie myślę, znając styl pracy tego pana co niby rządzi, że w sprawie nowego sekretarza jest przygotowany gotowy scenariusz pod kogoś, kto być musi.
Widzę w każdym bądź razie, pozytywne zmiany. Już dziś wiem, że wygra i tak ten, co ma wygrać, ale przynajmniej robi się pozory, czego za byłego sekretarza trudno być uświadczyć. Oj, już widzę, jak wiele pracy będziemy mieli w Polskim Związku Piłki Nożnej po jesiennych wyborach nowych władz.

Bliski kres najczajniejszej kadencji w historii polskiej piłki nożnej

Za niespełna dziewięć miesięcy kończy się jedna z najczarniejszych kadencji w historii polskiej piłki nożnej. Polska piłka w latach 2004 -2012 sięgnęła dna, a nawet można rzec, zakopała się po wentyl w mule. Nie sama oczywiście. Polski futbol ma swojego grabarza w osobie Grzegorza o ciepłym nazwisku Lato.
Dlatego ze zdziwieniem wziąłem się do lektury wydawnictwa, z logo PZPN na okładce, o zagadkowym tytule „Plan Strategiczny Polskiego Związku Piłki Nożnej 2012-2019”. Ze zdziwieniem, bo Lato miał program wyborczy, z którego nie udało mu się nic zrealizować.
Szerzej na temat tej lektury nie ma się co rozpisywać, bo treść tego planu to dziesiątki wyświechtanych sloganów z ornamentami typu: interesariusze, proaktywna komunikacja, kompatybilna „piramida” szkoleniowa itp. duperele.
Popatrzmy na przykład, jaką twórcy tej strategii (2012-2019) mają wizję do pracy z pierwszą reprezentacją Polski. Przytaczam w skrócie wszystkie sześć punktów, które są zamieszczone w opracowaniu:
– selekcja najlepszych polskich piłkarzy,
– zapewnienie najlepszych warunków przygotowań,
– analiza potencjalnych rywali,
– uważna obserwacja kandydatów do gry,
– wprowadzanie młodych zawodników,
– stworzenie systemu i przekazywanie dokumentacji szkoleniowej.
A co do kurwy panowie z PZPN, odpowiedzialni za pierwszy zespół robili dotychczas. Czyżby nie realizowali żadnego z tych punktów. Widocznie nie, jeżeli zamierzają je realizować w nowej strategii. Zgroza.
Jedźmy dalej – sędziowie.
Czytamy: Poprawa poziomu sędziowania:
– Wdrożenie programu profesjonalizacji sędziów
– Ograniczenie wykonywania dodatkowej pracy
A kto znosił kilka miesięcy temu status sędziów zawodowych, kto przywrócił korupcjogenny obyczaj wypłacania należności w kopertach, kto tworzył zapisy o zakazach używania sprzętu głośnomówiącego. Czy tego Lato wtedy nie widział?
Opierają twórcy tej strategii rozwój piłki w oparciu o Klub Kibica RP i system Extranet.
Klub Kibica, oparty o międzynarodową pajęczynę firm jest faktycznie transparentną formą regulacji w Polskim ZPN, a co do Extranetu to jedno zdanie. Lato obiecywał w sześć miesięcy po wyborach wyprowadzenie tego systemu na prostą. Wydanie zaległych kart, rozliczenie finansów i techniczne wprowadzenie systemu w życie. I co? Do dzisiaj nic z tego nie wyszło, no ale w najnowszym opracowaniu strategii rozwoju dobrze to brzmi.
Znalazłem też zapisy, których twórcą z pewnością był Wach mecenas, a które dotyczyły, a jakże dostosowania statutu do wymogów FIFA i UEFA. Przez trzy lata na każdym zjeździe Wach machając kartkami dostosowuje, i dostosowuje, i nie zdążył dostosować. Myśli zapewne czynić to przez następne siedem lat. Niezła strategia i wizjonerstwo. Może zapewne liczyć w tym względzie na pomoc całej swojej rodzinny i Józka Komandzika na dodatek.

Gdy zapoznałem się z tą całą lekturą, w pierwszej chwili poczułem smutek, potem żal, a w końcu złość. Złość, wynikającą z tego żalu i smutku, że kolejnych siedem lat mamy kopać nasze piłkarstwo. I wtedy znalazłem jedną dobrą wiadomość. Popatrzyłem na twórców tego dzieła i przeczytałem w stopce, że materiał: Opracował zespół pod kierownictwem Rudolfa Bugdoła w składzie….., a w tym składzie nie było prezesa Grzegorza Lato. Był wprawdzie Gołos, który obdarł stroje narodowe z polskiego Godła, ale nie było Laty. To dobra wiadomość. To znaczy, że wymienieni twórcy strategii(sic!), a jest tam kilku członków zarządu, nie uważali za stosowane zaprosić do budowania przyszłości tego, który przez cztery lata wszystko rozwalał. Włożyli mu wprawdzie w uśmiech kilka zdań na pierwszej stronie, ale na tym koniec. I dobrze. Jak się usunie z drzewa chore gałęzie to można uratować cały sad.
PS.
Znając Rudzia Bugdoła z tempa pracy, czyli dziś pytanie jutro odpowiedź, plan strategiczny powinien być przewidywany w realizacji przez lat czternaście , nie siedem, ale to tak na marginesie.

Zakup działki pod budowę siedziby PZPN

Telewizja TVN wyemitowała zapowiadany materiał, dotyczący zakupu działki pod budowę siedziby PZPN. Przypomnę, że jeszcze jako członek zarządu PZPN opowiadałem się za kupnem gotowego budynku. Przepowiadało za tym wiele ekonomicznych racji. Niestety, moja opcja była torpedowana skutecznie przez Zdzisława Kręcinę i kogoś, kto za nim być może stał. Wszystkie tego typu wątpliwości, mam nadzieję, zostaną wyjaśnione i ujawnione w przez powołane ku temu organy.
Fakty są dla wszystkich oczywiste, a komentarze diametralnie różne. Co innego mówi mec. Wojcieszak, jego wypowiedziom przeczy rzecznik prasowy PZPN, Agnieszka Olejkowska. Inne są zeznania Kręciny, a Lato tradycyjnie szczerze nic nie wie.
Niebezpieczną dla PZPN wydaje mi się ponadto informacja, że niektórzy członkowie zarządu nie wiedzieli o wysokości kwot, mających udział w podjętej przez PZPN inwestycji.
Pragnę zwrócić Państwa uwagę, nie uzurpując sobie prawa do jakichkolwiek wyroków, że Kręcina złożył doniesienie do prokuratury na Kulikowskiego kilka po ujawnieniu taśm. Sam fakt tej rozbieżności w datach przekreśla linię obrony byłego sekretarza.
Wielce wymowna jest także wypowiedź Grzegorza Lato: – Ja i cały zarząd byliśmy przesłuchiwani w CBA i jestem wyczulony na wszelkie sygnały o nieprawidłowościach.

Wieża Babel w PZPN

Listkiewicz nawet płynnie mówi po angielsku. Bońkowi, Polak niewiele może zarzucić w znajomości włoskiego, a ponadto Zbyszka atutem jest brak sycylijskiego akcentu. Kto jeszcze jest wiarygodny w obcojęzycznej formie przekazu. Z pewnością Olkowicz, Placzyński i Hendrzak z wiodącym u nich językiem rosyjskim, gdyż taki obowiązywał w trakcie nauki zawodu u wyżej wymienionych.
Znajomość języka obcego już nie wyróżnia, ale czasami zastanawia nad zasadnością w miejscu i czasie jego używania. Bo po co na przykład Michał ma pytać w hotelu Sobieski po angielsku „Can I smoke a cigarette?”, skoro doskonale wie, że obsługa zna język polski.
Dlaczego o tym piszę? Bo wiem, że wśród delegatów na Zjazd PZPN nie ma ludzi przypadkowych, ciemnych i ograniczonych. Dziwię się przeto prawnikowi Wachowi, że w momencie, gdy brak mu już jakichkolwiek argumentów prawnych, zaczyna mówić po francusku. Dowodów na to jest wiele w postaci nagrań telewizyjnych. Piszę o przypadkach, gdy podczas obrad delegaci zaczynali mieć wątpliwości, Wach zaczynał mówić po francusku, pomagając sobie przy tym machaniem kartkami, nazywając je wytycznymi FIFA. Dla ocalenia grabarza polskiego futbolu Grzegorza Lato, stosując ten trick wywierał skuteczną presję na delegatach na Walnych Zjazdach PZPN. Lato się odwdzięczył etatami dla rodziny.
No comments.
To nie wszystko. Jak wszyscy pamiętamy w tych nerwowych momentach ( jak mimo wszystko Wach nie dawał rady) przychodził mu w sukurs Komandzik, który uważał, że dla delegatów język polski jest miało zrozumiany , dlatego pouczał delegatów o słuszności zachowań po …. łacinie.
Jeżeli do tego dodamy kiepską znajomość języka ojczystego przez WODZA wyżej wymienionych mamy uzasadnienie tytułu dzisiejszych przemyśleń.
P.S.
Z pełną świadomością, przepowiadam kilka scen, które będą miały miejsce w trakcie wyborów jesienią:
1. Lato powita delegatów po „polskiemu” ,
2. Komandzik zalśni maksymą „Per apsera ad astra” ,
3. a Wach i tak na końcu ich obu podsumuje półfrancuskim „trzyjciee dupąąą thhothuarr”.

Czarodziejska różdżka

Odkąd w siedzibie Związku nie przebywa jego nieszczęśliwy prezes, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, od razu zrobiło się jakby normalniej. Cicho w mediach, nie słychać z Bitwy Warszawskiej głupawych wypowiedzi, nie ma idiotycznych decyzji. Tak trzymać. Warunek jest jak widać jeden. Lato powinien zostać usunięty od razu, albo chociażby urlopowany do jesieni. Spokój murowany.
O Grzesiu cicho, ale głośno o tzw. sprawie Hajty. Wiele zdań i wiele opinii. Najbardziej płaczliwą postawą wykazał się szef wydziału szkolenia Piechniczek. Znają przepisy, a jednak lekceważą Wydział Szkolenia PZPN – ubolewał w jednym z wywiadów, mówiąc o działaczach Jagielloni.
Ja tam sobie myślę, że pan przewodniczący nabawił się jakichś kompleksów. Piechniczek chyba zapomniał, że na szacunek to trzeba sobie zasłużyć. Kiedyś to zrobił, na ten szacunek zapracował, ale na tym poprzestał.
Pan przewodniczący zapomniał, że życie nie stoi w miejscu, życie nie znosi próżni i trzeba za tym życiem podążać. Powiem więcej. Życie trzeba wyprzedzać, ale to dla Piechniczkowego zaangażowania w rozwój systemu szkoleniowego w Polsce, chyba trochę za dużo.
Ładnych kilka lat temu z problemem licencji trenerskiej borykał się Michał Probierz. Pytano wtedy, dlaczego Engel jr. może, a Probierz nie. Odpowiedź nigdy nie padła. Nie słyszałem także, by wiceprezes Piechniczek napiętnował fakt, że reprezentację Polski, gdzie jak sam mówi – napotyka się bardzo złożone problemy- prowadzi trener bez matury. Od taki kolejny przykład hipokryzji działacza i członka zarządu bez absolutorium w jednej osobie. Widocznie hasło: „ nie matura, lecz chęć szczera” mocno zakorzeniło się w systemie wartości Piechniczka.

Tenże działacz, miał kilka lat, by prostować zawikłane ścieżki losów przyszłych trenerów w tym byłych piłkarzy i nie tylko. Miał wiele lat, by zamykać furtki i furteczki, a otwierać szeroko drzwi na trenerskie salony. Wystarczyło mieć tylko chęci do pracy, myśleć, przewidywać, sypać pomysłami. Dostosowywać zasady i przepisy do życia, a nie życie do przepisów. Nic z tego. Mógł to robić, a dlaczego nic nie robił w tym kierunku, oprócz brania przez kilka lat sporych apanaży (15 tys. miesięcznie + 2 tys. za posiedzenia Zarządu + zwrot kosztów podróży + obiady) z kasy PZPN.
Bo tak jest wygodniej. Bo tak mu pozwolono. Bo taką drogę sam wybrał.
Drogę unicestwienia, która z człowieka Historii, uczyniła człowieka Muzeum.

O dwóch takich, mocno zatroskanych

Po trzech latach pseudo rządów, Lato podczas głosowania nad absolutorium dla jego osoby, otrzymał poparcie od 28 osób. Pamiętajmy, że ci którzy popierają samego Latę i jego niszczące związek poczynania, to bardzo zdyscyplinowany elektorat, bo zobligowany licznymi korzyściami z tego poparcia wynikającymi. Wskutek działalności Grzesia, ośmiu innych członków zarządu musiał oblać rumieniec wstydu, gdyż i ich postępowanie nie przypadło do gustu delegatom. Zwracam uwagę, że głosowanie było tajne i śmiem twierdzić, że przy głosowaniu jawnym liczba kibicujących Grzesiowi zmalałaby do głosów kilku. Powód. Reszta ze wstydu przed opinią publiczną z pewnością zagłosowałaby przeciw. Przy tajnym, zawsze można się wyprzeć swojego stanowiska. Teraz warto sobie zadać pytanie, czy ci którzy głosowali „za”, uczynili to z miłości, z powodu popierania działań pseudo prezesa, czy z rozsądku. Rozsądek w tym wydaniu polega na tym, iż ci ludzie myślą tak: Lato daje, „trza” go poprzeć. Jest Lato, mam ja, jak go nie będzie, może być różnie.
Ogólna tendencja się jednak nie zmienia. Z roku na rok Lato niezmiennie tracił twarz, a tym samym głosy poparcia. Przypomnę liczby: 2009 – za absolutorium było 70, w 2010 – 40, w 2011 – 28. Za rok chyba tylko Lato poprze sam siebie, co już raz zrobił podczas wyborów do Komitetu Wykonawczego UEFA.
Oprócz tej dwudziestki ósemki, tym samym tokiem myślenia leci także człowiek pióra, a zarazem człowiek Laty – Polkowski. By przysłowiu, iż nieszczęścia chodzą parami, stało się zadość, do wspomnianej persony dołączył jego kolega po fachu, nijaki Cierpiatka.
Obaj panowie od jakiegoś czasu w maniakalny sposób starają się bronić rękę, która ich karmi, a która należy do byłego piłkarza, dzisiejszego grabarza polskiej piłki. Czynią to broniąc, swoich interesów, bo przecież nie interesów PZPN-u. Szukają przy tym winnych wszędzie, tylko nie tam, gdzie winni są. Naraził się im Borek i Kołtoń, bo analizują i mówią o idiotyzmach czynionych przy reprezentacji i zarządzaniu PZPN-em. Winna jest Olejnik Monika, bo trafnym epitetem podsumowała swój stosunek do Laty Grzegorza. Podpadli im WSZYSCY redaktorzy z Przeglądu Sportowego z Bugajskim i Romaniukiem na czele, gdyż walą na łamach swojej gazety o wielu patologiach w związku. Mija się z prawdą redaktor Szczepłek, bo napisał tekstów kilka o nowych przykładach krętactw w środowisku sędziowskim. Krętactw dokonanych przez ludzi, których Jaśnie Pan Prezes Lato tolerował, a mówiąc szczerze wręcz akceptował. Akceptował ludzi i krętactwa oczywiście. Winny jest Sport Orange, bo nie przytakuje, winny jest Korościel z Radia Zet, winni …. itd., itd.. Tylko Polkowski i Cierpiatka (w ich mniemaniu) mają monopol na prawdę, rację i słuszność. Aprobowanie przez Polkowskiego i Cierpiatkę szykan Laty w stosunku do dziennikarzy Faktu, Super Ekspresu i portalu Weszło, to aprobowanie zamachu na wolność słowa i powrotu do zjawiska jakim była cenzura w czasach PRL. To nie przystoi nikomu, a kogoś kto się mieni dziennikarzem w szczególności. Niestety, nigdy nie dotarły do mnie informacje, że obaj panowie dziennikarze potępiają zabieranie tym redakcjom akredytacji i obłożenie ich zakazem wstępu na konferencje prasowe. Oczywisty powrót do komuny w wykonaniu obu panów.
To nie wszystko. Winni są politycy. To złośliwcy, ludzie niesprawiedliwi i … szkoda, że w ogóle są. Winni są kibice, bo gwiżdżą, buczą, śpiewają, a ostatnio to nawet nie przyszli na mecz. Winne jest polskie społeczeństwo w liczbie 40 mln., które mówi: – Zrobić porządek w PZPN. Mówi otwarcie, a czasem pisze na internetowych forach anonimowo, tak anonimowo jak Lato dostał absolutorium.
Nikt nie ma racji oprócz Polkowskiego i Cierpiatki.
Jak to posumować. Może tak. Symbolu błazenady w ich postawach doszukać się nie da, gdyż Stańczyk w Matejki wydaniu miał zatroskane lico rozważając nad losem Najjaśniejszej, a duet redaktorski ma zatroskane lico, myśląc o swoich dochodach z kasy PZPN. Od takie malutkie przeciwieństwo, różniące maluczkich od wielkich symboli i wielkich wyzwań.

Porażka Grzegorza Laty

Kilka miesięcy temu Lato poniósł sromotną porażkę kandydując do Komitetu Wykonawczego UEFA. By zostać członkiem tego gremium, należało się poddać weryfikacji podczas głosowania nad poszczególnymi kandydaturami. Lato podczas tego głosowania poznał swoje miejsce w szyku na forum Europy. Ostatnie miejsce.
Kilka dni temu dotarła do Polski wieść gminna, że Grzesiu został członkiem Komisji Bezpieczeństwa przy FIFA. Michał Listkiewicz, nie wiedzieć czemu zaczął piać hymny pochwalne, nad faktem docenienia naszego (?) przedstawiciela w szeregach działaczy tej światowej organizacji. Czuję się zatem zobligowany wyjaśnić, że to nie szacunek dla Grzesia z Polski przesądził o tym powołaniu. Prawda jest taka, że to na wniosek odpowiedniej komórki FIFA o wyznaczenie jakiejś osoby funkcyjnej, Lato sam zgłosił swoją kandydaturę. Czego jak czego, ale tupetu mu nie brakuje.
Teraz warto się zastanowić, co Lato z Polski będzie robił w fifowskiej komisji od spraw bezpieczeństwa na światowych stadionach.
W jakim języku będzie się porozumiewał podczas spotkań, tego nie wiadomo. Ile razy zajmie głos podczas spotkań, nie wiadomo. Jakie zgłosi pomysły, wnioski, rozwiązania – nie wiadomo.
Zaraz, zaraz, czy na pewno nie wiadomo? Myślę, że stanie się to tyle razy, ile wydarzyło się Grzesiowi podczas kadencji senatora w polskim parlamencie, czyli ani razu. Pomimo, że to Polska izba stanu, tam chyba Grzesiu też miał sporą barierę językową, jeżeli nie wykazał się żadną aktywnością.
Lato, nie znalazł sposobu na zaprowadzenie porządku podczas meczu o Puchar Polski w Bydgoszczy. Podwładny Laty, Starczewski, przy jego obecności na obiekcie sportowym, wwoził na stadion alkohol w bagażniku swojego samochodu. Czy aktualny już członek komisji bezpieczeństwa też miał łykać? Z pewnością tak, bo chyba Starczewski by Grzesiowi nie odmówił „baniaka”. Kręcina chciał się dzielić, to pewnie i Starczewski, by Latę wziął do działki przy flaszce.

I ten człek ma dbać o bezpieczeństwo na światowych molochach. Kpina.
Wróćmy do FIFA. Lato ma z pewnością dużą wiedzę na temat reakcji tłumu, bo to wiedza podstawowa przy analizowaniu zagrożeń w czasie dużych imprez sportowych. Módlmy się, by Lato korzystając z własnych doświadczeń, nie wsadzał dwóch palców do buzi i nie gwizdał w siedzibie FIFA, pokazując jak publiczność w Polsce reaguje żywo na jego widok. Może też wykazać ochotę, by kilka razy zabuczeć, by pokaz niezadowolonej publiki był pełny.
Gdyby to się wydarzyło, poziom sztuki zwanej kabaretem w naszym kraju zyskałby z pewnością na wartości, wprost proporcjonalnie do spadku wizerunku działacza PZPN, jak to miejsce już od trzech lat. A wszystko to z powodu jednego człowieka, wprawdzie bez honoru i ambicji, ale skutecznie te braki nadrabiającego bezczelnością.
Ale czy kogoś to jeszcze obchodzi?