W połowie grudnia do ministerstwa Sportu i Turystyki wkroczyli funkcjonariusze CBA.

Minister Joanna Mucha stwierdza, że jest to rutynowa kontrola. Trochę się chyba mija z prawdą, gdyż rutynowe kontrole to robi Sanepid albo kontrolerzy zwani potocznie „kanarami” w środkach komunikacji miejskiej. Myślę, że pojęcie „rutynowa kontrola” mało pasuje do działań panów z biura antykorupcyjnego. Pani minister widocznie musi „ściemniać”, gdyż widocznie do jej obowiązków zawodowych należy także dbanie o dobre imię rządu Tuska Donalda, jako całości.
Wszyscy pewnie znają powód tej akcji. Chodzi o sprawdzenie sygnałów o nieprawidłowościach przy budowie Orlików w całej Polsce. Dziwić musi tylko fakt, że wola oficjalnych prób sprawdzenia tych sygnałów przyszła tak późno, ale czy mogliśmy się spodziewać, że tego typu spektakularna akcja będzie miała miejsce przed wyborami? Raczej nie. Polityka zawsze bierze górę nad kalendarzem zaprowadzania porządku.
Gdy kilkanaście miesięcy temu, TVN wyemitował program o przetargach dotyczących budowy Orlików, to włos się jeżył na głowie.
Adama Giersza, ministra sportu z tego okresu, nie udało się namówić na publiczne skomentowanie wręcz sensacyjnych wątków zawartych w tym programie.
Nie dziwię się, bo Giersz trzymał buzię na kłódkę, także w sprawie licznych nieprawidłowości w PZPN, o których wielokrotnie go informowałem oficjalnymi pismami i stosownymi dokumentami. Na opisywane przykłady łamania statutu dostawałem zdawkowe odpowiedzi, sygnowane podpisami urzędników z trzeciego szeregu.
Będziemy się teraz wszyscy bacznie przyglądać, jak ten były minister i jego grupka najbliższych współpracowników będą tłumaczyć swoje działania przy Orlikach.
Premier Tusk „odstrzelił” Giersza tuż po wyborach, zastępując go wizerunkowo nienaganną panią minister. Czy kompetencyjnie nienaganną, pokażą najbliższe miesiące.
Usuwając Giersza, Tusk dał sygnał, że nie po drodze mu z tym człowiekiem. Tusk to błyskotliwy polityk i okazję, by zbić polityczny kapitał na kto wie, czy nie skompromitowanym byłym ministrze wykorzystuje wyśmienicie. Giersz myślał w swej naiwności, że wiecznie będzie miał parasol ochronny nad swoją ministerialną główką, a tu masz babo placek.
Mamy taki mały czas odnowy w rządzie i w PZPN z tą różnicą, że Tusk już chyba zakończył zmiany, a myśmy w PZPN jeszcze ich tak na dobre nie zaczęli.

Umowa podpisana po kryjomu

Trzy lata temu Grzegorz Lato, po rozmowach w cztery oczy (a może i w towarzystwie Kręciny), w Polsce i w RPA z szefem firmy Sportfive Andrzejem Placzyńskim, podpisał strategiczną dla PZPN umowę.
Podpisał ją po kryjomu, bez analiz ekonomicznych, bez zebrania ofert innych firm, bez zgody zarządu PZPN, na 10 lat, oddając za śmieszne pieniądze wszelkie prawa telewizyjne i marketingowe dynamicznie rozwijającego się rynku, na okres wykraczający 6 lat poza jego kadencję.
To ewenement w skali świata.
To nie było jedyne posunięcie tego dogorywającego już na stołku prezesa człowieka, które naraziło Polski Związek Piłki Nożnej na wielomilionowe straty.
Jak ktoś kiedyś podliczy straty spowodowane innymi podobnymi umowami, aferą orzełkową, bezmyślną polityką kadrową, czy spadkiem poziomu futbolu w Polsce, to choć będą to sumy wielomilionowe to i tak nie przebije ich specyficzny układ właśnie ze Sportfive.
Nie chodzi mi tu nawet o to, że w umowie ceny są dość stabilne przez cały okres jej obowiązywania, a rynek medialny gna do przodu z prędkością światła. Zyski z tego rynku również, z tym że nie dla naszego związku.

Nie będę się wgłębiał w analizę tej umowy, ale dla przykładu, jak jest ona skonstruowana i z korzyścią dla kogo, prześledźmy zapisy i wymowę paragrafu 5, który brzmi: Prawa Federacji Piłkarskiej. Jakie to zatem prawa przyznaje się w tej umowie PZPN-owi: w trzech, z czterech punktów czytamy określenia typu: PZPN ustanawia SPORTFIVE wyłącznym agentem w zakresie wykonywania Praw Federacji Piłkarskiej – to punkt 1. W pozostałych królują zapisy brzmiące „PZPN zobowiązuje się do niezawierania umów” i „PZPN zobowiązuje się zapewnić SPORTFIVE wszelkie wsparcie” – faktycznie tak brzmiące określenia mogą nosić w sobie znamiona PRAW. Ciekawe mi to prawa. Prawa do czego, pytam? Chyba tylko do wożenia dupy dwoma limuzynami, średniej zresztą klasy, o których mowa w punkcie drugim.
A jak brzmi dla porównania punkt 2 paragrafu 6 (przyjmowanie gości – hospitality): SPORTFIVE zobowiązuje się ponieść wszelkie koszty związane ze stosowaniem powyższych środków oraz zawieraniem powyższych umów. Koszty te będą jednocześnie odliczane od całkowitego dochodu z godnie z paragrafem 9 (2). Sportfive będzie uprawniona do komercyjnego wykorzystania PRAW związanych z przyjmowaniem gości/gości VIP, według własnego uznania.
Dla przypomnienia, oszacowano, co się potwierdziło w praktyce na nowych stadionach, że zyski z tego tytułu, tylko z jednego meczu towarzyskiego sięgają kilka milionów złotych. Tych pieniędzy Lato też pozbawił PZPN.
Takie prawa według umowy ma PZPN, a takie Sportfive. Trzeba być wtórnym analfabetą, by podpisać taki dokument.
Znamiennym jest fakt, że żadną z tych spraw nie zajęła się komisja rewizyjna. Widocznie uznała decyzją Hańderka, że związek jest na tyle bogaty, że straty rzędu kilkudziesięciu milionów złotych rocznie są niegodne uwagi tak szanownego gremium.
Nie wiem jaki problem z tego tytułu będzie miał Lato, bo po nim w PZPN zostanie już tylko cuchnące wspomnienie, ale można dywagować, przed jakim problemem stanie sam Związek, gdyż od 2014 roku wszelkie prawa do praw telewizyjnych przejmie we władanie UEFA, co już oficjalnie ogłoszono.
Są tacy, którzy podają kwotę 40 mln złotych odszkodowania, o jaką wystąpi Sportfive z tytułu zerwania umowy.
A może by tak już dzisiaj, spróbować ratować majątek PZPN, unieważniając całą kadencję Laty, jego wybór i jego wszystkie zabójcze dla związku decyzje, samowolnie podpisane umowy i zobowiązania. To wprawdzie rola prawników, ale myślę, że odpowiedzialność za bezprawnie podpisaną umowę powinien ponieść składający podpis, a nie całe stowarzyszenie.
Ułatwić zadanie może punkt 2 w paragrafie 13 umowy ze Sportfive, mówiący o tym iż : Sygnatariusz nieposiadający należytego umocowania będzie osobiście odpowiedzialny za wykonanie odpowiednich zobowiązań umownych.
Tym bardziej, że ważność wyboru Grzegorza Laty na prezesa związku można podważyć obecnością na sali obrad nielegalnie wybranych delegatów. Tym samym odpowiedzialność z PZPN spadnie.
Zróbmy coś już dzisiaj, by uniknąć najgorszego w najbliższej przyszłości.

Dymisja Zdzisława Kręciny

Po zdymisjonowaniu Zdzisława Kręciny, zarząd PZPN dokonał kolejnego kroku na drodze do oczyszczenia środowiska. Ze zdziwieniem słuchałem wypowiedzi Janusza Matusiaka w Cafe Futbol. Dzisiaj Matusiak mówi, że Eksztajn to nieudacznik. Natychmiast nasuwa się pytanie kto go powołał i kto go tak długo tolerował na tej funkcji. Przecież dla nikogo nie było tajemnicą, że Eksztajn to marionetka w rekach Hańderka. To człowiek mściwy, który bez zmrużenia oka wykonywał wszystkie polecenia Hańderka i Laty. Jeżeli Matusiak wypowiada mało pochlebne słowa o Eksztajnie, powinien także podsumować role jego mocodawców w pogrążaniu polskiej piłki.
Pytam, ile miesięcy trwało tolerowanie tego stanu rzeczy. Nawet przy aferze z sędzią Rostkowskim nie słyszałem, by ktoś ujął się za arbitrem wytykając świństwo Eksztajnowi.
Nie chcę już wracać do afer ze spadkami i awansami sędziów, co również było przyjmowane bezkrytycznie, bo Lato czy Hańderek tak kazał.
Gdyby nie afera taśmowa, to przypuszczam, że ten szkodnik w polskiej piłce do dzisiaj pełniłby funkcję przewodniczącego.

Nie będę tu wyliczał wszystkich błędów Eksztajna podczas tej kadencji. Kierowanie kolegium sędziów przez tego pana, to cała seria nie tyle błędów, co haniebnych decyzji w wymiarze nadzorowania funkcjonowania elit sędziowskich w Polsce.
Mówienie przez Matusiaka, że trzeba schować sprawę Rostkowskiego pod dywan, pomimo istnienia dowodów na fałszowanie testów przez Eksztajna, to tak jak współudział w tym fałszerstwie. Matusiak i inni po zeznaniach Rostkowskiego powinni natychmiast wyciągnąć odpowiednie wnioski i nie dopuścić do tak karygodnego zaniedbania. Podobnie zresztą było przy taśmach Kulikowskiej, o których wiedział Lato i ośmiu członków zarządu, a każdy milczał. Lacie się nie dziwię, bo sam odgrywał na nagraniach główną rolę, ale pozostałym należy się dziwić.
Nikt dzisiaj nie może mieć pewności, że na tych taśmach nie ma dowodów na przestępcze działania, a udawanie, że się tego nie widzi to ukrywanie wiedzy o potencjalnym przestępstwie. Chyba się nie pomylę jeżeli napiszę, że taka postawa jest karalna. Dlatego myślę, że wszyscy którzy wiedzieli o taśmach powinni jak najszybciej pozbyć się ze swych szeregów jednego z bohaterów tych nagrań. Służę wiedzą jak to zrobić.

Wygramy walkę o czysty sport na Podkarpaciu

Z prezesem Podkarpackiego ZPN Kazimierzem Greniem rozmawiał Janusz Pytel

– Panie Prezesie. Choć do końca obecnej kadencji władz Podkarpackiego ZPN zostało jeszcze ponad pół roku, media już podgrzewają atmosferę wyborczą. Czy nie za wcześnie?

– Jeżeli media obserwują jakieś ruchy przedwyborcze, to o tym piszą. Mnie osobiście jeszcze ten temat nie zakłóca spokoju, bo jak pan zauważył, do wyborów, które mają się odbyć do 30 maja (kalendarzowy koniec kadencji: przyp. red.) jest jeszcze ponad pół roku. Proszę także zauważyć, że trzyma nas pzpn-owski termin wyboru delegatów na zjazd wyborczy, który odbędzie się do 30 października 2012 r. w Warszawie. Przypomnę, iż w myśl zapisów statutu delegaci muszą być wybrani pomiędzy drugim a szóstym miesiącem przed terminem zjazdu. By zmieścić się w tym okresie musimy czekać do samego końca kadencji. To prosta matematyka.

– A jakie ruchy przedwyborcze miał Pan na myśli?

– Niektórzy ujawniają się ze swoimi interesami na tym terenie jak np. Grzegorz Lato. Temu panu stoję solą w oku, gdyż konsekwentnie od dwóch lat oceniam jego działalność, czym obnażam niespotykaną nieudolność na polu zarządzania polską piłką. Lato zakonserwował wszystkie najgorsze obyczaje z poprzednich lat, otoczył się kilkoma skompromitowanymi jak on sam działaczami z Podkarpacia, a to spowodowało wyniszczenie zarówno dyscypliny pod kątem sportowym jak i finansowo-organizacyjne samego Polskiego Związku Piłki Nożnej.

– Może Pan podać kilka konkretnych przykładów.

– Nawet nie kilka, a kilkadziesiąt. Lato nie zrealizował praktycznie ani jednego punktu z przedwyborczych obietnic, a już trzy lata temu, aż się paliło, by rozpocząć natychmiastowe, kompleksowe zmiany w PZPN, w sferze szkoleniowej, organizacyjnej i finansowej.
Nie istnieje do dzisiaj jakikolwiek uporządkowany, globalny system szkolenia nie tylko młodzieży, ale także trenerów, instruktorów i sędziów, ale o tym temacie za chwilkę. Ten element i kilka innych pośrednich sprawił, że nasza reprezentacja w ciągu trzech lat wylądowała w siódmej dziesiątce drużyn świata wg. rankingu FIFA. Skutki tego już odczuliśmy, będąc losowani do eliminacji Mistrzostw Świata z czwartego koszyka. Ten stan należy przypisać Lacie i Smudzie, bo chyba za coś w tym związku odpowiadają, biorąc ciężkie pieniądze miesiąc w miesiąc ze związkowej kasy.
Wspomniani sędziowie, to temat rzeka. Kolegium sędziów zarządza szara eminencja w związku Hańderek, wymieniany po częstokroć w książce „Spowiedź Fryzjera” jako Hańberek. Lato dopuścił tego człowieka do działania w swojej świcie. Hańderek vel Hańberek zarządza z tylnego fotela kolegium sędziów, mianując przewodniczącym tego gremium spolegliwego, dyspozycyjnego do bólu Eksztajna. Polityka tych panów była prosta. Do spadków kwalifikuje się wszystkich niewygodnych, bez względu na poziom sędziowania jaki reprezentują, do awansów wszystkich wygodnych, bez względu na poziom sędziowania jaki reprezentują. Na efekty nie trzeba było długo czekać. Nie było praktycznie ani jednej kolejki w ekstraklasie czy I lidze, by nie został wypaczony wynik jakiegoś spotkania. Taką elitę wypracowali Eksztajn wraz z Hańderkiem.

– Może już wystarczy.

– Jeszcze tylko jeden przykład. Lato bez wiedzy członków zarządu samowolnie podpisał na dziesięć lat umowę z firmą Sportfive. Za samo to powinien odpowiedzieć, jeżeli nie karnie to przynajmniej dyscyplinarnie. Oddał za bezcen prawa telewizyjne i prawa marketingowe na okres wykraczający sześć lat poza swoją kadencję sprawowania władzy. Oddał za bezcen prawa do zysków równocześnie z transmisji i reklam w przededniu mistrzostw Europy rozgrywanych w Polsce, w przededniu oddania do użytku kilkunastu nowych obiektów sportowych z kilkudziesięciotysięcznikami włącznie.
Odpuścił w umowie nawet takie przywileje jak zyski z tzw. „hospitality”, czyli dochody z lóż vipowskich, a są to niebagatelne kwoty. Dochody tylko z tego jednego tytułu w meczu z Niemcami, czy Włochami przekraczały trzy miliony złotych. Lato oddał te dochody bez mrugnięcia okiem. To karygodne. Fachowcy szacują, że przez to posunięcie Grzegorza Laty, PZPN mógł zubożeć przynajmniej o 70 mln w ciągu najbliższych kilku lat. Lato zachował się nie jak prezes, tylko jak agent zewnętrznej firmy w środku PZPN. Za to powinien być kryminał.

– Z tego co wiem, podkarpacki związek był w spektakularny sposób zaatakowany przez Grzegorza Lato i Zdzisława Kręcinę? Jak zakończyła się ta niecodzienna w skali kraju sprawa.

– Tak, to sprawa sprzed blisko roku. Lato z Kręciną chcieli zawiesić Podkarpacki ZPN w prawach członka, podając wyssany z palca powód, że nasze działanie są sprzeczne z zapisami statutu. Prośba zarządu o sprecyzowanie zarzutów oraz spotkanie, by omówić w jakich punktach pozwalamy sobie na działania sprzeczne z prawem spotkała się z milczeniem. Zamach na związek, bo tak to dzisiaj określam z perspektywy czasu, jak szybko się pojawił, tak szybko zniknął. To była próba zemsty za to, że mówię prawdę o rzeczywistych nieprawidłowościach, jakie mają miejsce w piłce za przyczyną Laty i Kręciny.

– Wracając do podkarpackiego podwórka, jakie według Pana wpływy na Podkarpaciu ma Grzegorz Lato i czy wie Pan przez kogo jest popierany?

Wpływy? Śladowe i śmieszne. Stają za nim ludzie, którzy działali w piłce w czasach największego nasilenia korupcji. Kilku z tej grupy zaliczyło wycieczki do Wrocławia, kilku widnieje na zdjęciach w książce „Spowiedź Fryzjera”. Kilku takich jak W. Morycz, czy J. Węgrzyn i im podobni wysyłali na mnie donosy do prokuratur, CBA celem wyeliminowania mojej osoby, by przejąć zarządzanie związkiem. Mam na to niezbite dowody. Było też kilka anonimów i nietrudno się domyślić spod czyjej ręki wyszły. Dziś ci ludzie, próbują przejąć związek nie argumentami, propozycją twórczych zmian, programem działania tylko w sposób perfidny, chamski i bezczelny, a Lato im w tym wtóruje. Ci ludzie już byli, a jak to wyglądało i jak się skończyło wszyscy wiedzą. Lato próbował mnie wyeliminować pisząc listy do klubów, by te odwróciły się od mojej osoby. W tym czasie, żądna krwi jedna z gazet, zrobiła sondaż, zadając tendencyjne pytania przedstawicielom klubów II, III i IV ligi. I co się okazało? Kluby stanęły murem za prezesem i zarządem Podkarpackiego ZPN. Jeszcze raz w tym miejscu dziękuję im za to. To wystarczyło wtedy, by Lato podkulił ogon i dał sobie spokój. Skompromitowany prezes PZPN, ma być dzisiaj filarem dla ewentualnych kandydatów do funkcji prezesa związku podkarpackiego. Zabawne. Ten filar można porównać do monolitu ulepionego z przeżutej i wyplutej gumy do żucia. Tak mocna jest to konstrukcja.

– Twierdzi Pan, że za każdym ewentualnym kandydatem na funkcję prezesa związku będzie stał Lato?

– Jestem tego pewien jak dwa razy dwa. Dziewięćdziesiąt dziewięć procent działaczy, reprezentujących blisko 650 klubów świadomie lub podświadomie pragnie normalności, rozwoju, spokoju i czystości w piłce. Ci ludzie mnie popierają, bo przez wszystkie lata mojej działalności dałem liczne dowody, że takie właśnie są moje priorytety. Nigdy nie kupiłem, ani nie sprzedałem meczu. Nigdy nie kazałem nikogo przekręcić, skrzywdzić. Nigdy nie wszedłem w żadne poza boiskowe układy, nie wziąłem łapówki w pieniądzach, ani w kiełbasie. Mogę stanąć i powiedzieć to każdemu w oczy.
Lato chcąc mnie usunąć ze związku znalazł stronników w środowiskach, moich nielicznych oponentów, którym jak mniemam nie po drodze z moją strategią rozwoju sportu i moim postrzeganiem moralności. Jak wielu z nich stać, by publicznie głośno i otwarcie powiedzieć – jestem czysty, nie handlowałem meczami, nie brałem i będę zwalczał te zjawiska – odpowiedzcie sobie państwo sami.
Ludzie mają wolny wybór, ale przestrzegam. Lato po jednej kadencji swoich pseudo rządów pozostawi w krajowej piłce spaloną ziemię. To już pewne. Wiem, że kandydat z jego poparcia pozostawi spaloną ziemię, z tym że na Podkarpaciu.

– Odnośnie wyborów padają pierwsze nazwiska. Ustosunkuje się Pan do niektórych z nich.

– Nie. Tak jak Małysz koncentrował się na swoich skokach, nie na skokach przeciwników, ja idąc jego śladem koncentruję się na realizacji własnych planów rozwoju piłki i sportu. Prowadzę własną politykę. Staramy się szukać wraz z zarządem ciągle to nowych rozwiązań, by organizacja rozgrywek była coraz sprawniejsza. Decyzje o ściągnięciu z klubów obowiązku opłat za obserwatorów i delegatów, też wydają się być strzałem w dziesiątkę.
Niech słowa pana ministra Bentkowskiego, wspaniałego, z wielkimi osiągnięciami człowieka, typowanego przez media na jednego z kandydatów, który powiedział: – Nie kandyduję, bo Kazimierz Greń doskonale sobie radzi – posłużą za cały komentarz do tego pytania.

– Jak wygląda na ten moment podkarpacka kadra w strukturach PZPN-u?

– W 2004 roku gdy zostałem wybrany prezesem na Podkarpaciu, w PZPN z naszego terenu były tylko dwie osoby, Jugo i Bińkowski. Obiecałem naszym działaczom, że zrobię wszystko, by wprowadzić do wydziałów i komisji jak największą liczbę osób. Dałem też warunek, że mają tam działać, a nie – być. Działać na rzecz polskiej piłki i korzystając z otrzymanych możliwości działać na rzecz podkarpackiej piłki. Mówiłem, że jeżeli dzielą bramki, mają ciągnąć na Podkarpacie, jeżeli dzielą sprzęt – podobnie. Jeżeli dzielą mecze eliminacyjne czy finałowe, mają dołożyć wszelkich starań, by grano je u nas. Ja słowa dotrzymałem. W pierwszej kadencji 2004-2008 do wydziałów i komisji wprowadziłem 20 osób. Podobnie w tej kadencji. Życie jednak okazało się brutalne. Kilku z nich, jak ja, zrezygnowało na znak protestu przeciwko polityce Laty. Reszta musi sama stanąć przed lustrem i dokonać rachunku sumienia, czy zrobili wszystko co mogli dla naszego związku. Patrzmy jednak w przyszłość. Po wyborach w 2012 obiecuję, że odbudujemy swoją pozycję w PZPN, gdyż nie będzie tam już wroga nr 1 podkarpackiej piłki, jakim stał się na własne życzenie Grzegorz Lato. To jest kolejne zadanie, z którego się wywiążę.

– Czy to co Pan robi, mówi, pisze, obnaża, przestrzega jest gdziekolwiek zauważane?

– Dzięki Bogu tak. Dzisiaj jestem szczęśliwym facetem, bo jestem pozdrawiany w różnych miejscach, wielokrotnie przez obcych ludzi. – Niech się pan trzyma panie Greń, tak dalej panie Kazimierzu – to częste słowa jakimi mnie pozdrawiają. To ogromnie budujące, bo to daje wiarę w sens walki jaką toczę o zmiany w polskiej piłce, a przy tym o czystość w sporcie. Brawa i okrzyki poparcia kibiców przed meczami w Krośnie, Stalowej Woli, Dębicy, Jarosławiu i wielu innych miastach i miasteczkach, to energia do mojego wewnętrznego akumulatora, by dać z siebie jeszcze więcej, bo obecny stan rzeczy nie może trwać dłużej. Lato był merytorycznie najsłabszym kandydatem spośród wszystkich startujących w 2008 r.. Myślałem jednak, że będzie najuczciwszym. Niestety. Oszukał nie tylko mnie, ale przede wszystkim całe piłkarskie społeczeństwo. Zaprzedał się Kręcinie dzień po wyborach za apartament, złotą kartę, samochód służbowy i w późniejszym czasie za wielotysięczne dochody. Nie potrafił, nie chciał, nie wolno mu było dokonać zmian in plus w piłce? Jedyną rzeczą o jaką dokonywał starań, to stan własnego konta. To cała prawda o tym człowieku.
Ludzie to widzą. Doszło do tego, że jest wygwizdywany, wręcz wyzywany zarówno w swoim rodzinnym Mielcu jak i na stadionach w całej Polsce. Ostatni przykład z Gdańska podczas meczu międzypaństwowego, dobitnie o tym świadczy. Proszę zapytać ludzi, co Lato zrobił dla Podkarpacia jako senator, co zrobił dla piłki jako członek zarządu PZPN w latach 2004-2008, co zrobił jako prezes od 2008 do dziś. Odpowiadam. Nic.
Mnie się udało ściągnąć na Podkarpacie eliminacje mistrzostw Europy kobiet, finał MP juniorów, mecze międzypaństwowe reprezentacji futsalu, dotacje na boiska, sprzęt. Załatwiałem pieniądze, dotacje na wyposażenie biura, imprezy sportowe. A Lato? Nic i jeszcze raz nic. Kompletne zero.

– Prowadzi Pan bardzo poczytny blog. Dochodzą słuchy, że straszy się Pana sądem za wpisy na tym internetowym forum.

– Tak. Ja piszę prawdę cztery, pięć dni w tygodniu. Za tą prawdę Lato kieruje przeciw mnie sprawy na Wydział Dyscypliny PZPN, by mnie karano finansowo. Tym sposobem chce mnie zmusić do milczenia. Członkowie wydziału dyscypliny po części są od Laty uzależnieni, bo płaci im po 600 zł za posiedzenie. Zastanawiające jest to, dlaczego mnie nie odda do sądu, jeżeli zarzuca mi pisanie nieprawdy na swój temat. Nie odda, bo ja piszę tylko prawdę o działalności tego człowieka.
Lato straszył z tego powodu cały związek, że go zawiesi, straszył podkarpackie kluby, że je wyeliminuje z rozgrywek. I co? I nic, zabrakło mu argumentów.
To nie wszystko. Pozbawił mnie bezprawnie członkostwa w wydziale piłkarstwa amatorskiego, usunął z listy delegatów na mecze ekstraklasy, nie zaprasza w charakterze gościa na zjazdy PZPN, jubileusze, co od dziesięcioleci było niepisanym prawem prezesów związków wojewódzkich. Jego mściwość dotknęła też innych działaczy, takich jak Marek Hławko czy Wiesław Lada, których także bez podania przyczyn odsunął na boczny tor.
Kolejny krok to próba zastraszenia mnie sądem, przez wspomnianego wcześniej Hańderka. Otóż ten „prominent” z Krakowa, poczuł się m.in. urażony wpisami na moim blogu, o swojej haniebnej działalności w czasach PRL-u, kiedy był narzędziem w rękach SB. Działalność tego pana była wielokrotnie opisywana w środkach masowego przekazu i nikt z tego powodu nie był ciągany przez niego po sądach. Dopiero teraz Hańderek poczuł się urażony faktami ze swojej przeszłości. Poczuł się urażony upublicznieniem faktów z jego pokątnych działań w środowisku sędziowskim, gdzie winduje jednych sędziów, tak jak w przypadku Łukasza Bednarka , a wpływa na spuszczenie innych, w tym sędziów z Podkarpacia: Stęchły, Greń, Sawicki, którego udało się na szczęście uratować.
Powiem tak. Niech Hańderek uważa, żeby ten zapowiadany proces nie obrócił się przeciw niemu, bo skrzywdził tak wielu ludzi w całej Polsce, że z pewnością nie zawahają się oni w razie potrzeby poświadczyć tego przed sądem. Ja mam czyste sumienie, więc śpię spokojnie. Mnie nie budzą upiory przeszłości, ani teraźniejszości. To problem Laty i Hańderka. Dla mnie taki proces może trwać rok, dwa, nawet trzy – nie boję się. Być może będzie okazja pokazać publicznie kilka patologii, a przy okazji kilka skrzywdzonych osób, nawet po latach, może otrzymać pewną formę zadośćuczynienia. To nie ja, tylko szef polskiej mafii sędziowskiej Forbrich, nazwał go w swojej książce Hańberek, czyli ktoś kto się hańbił.

– Nie będę pytał co się udało zrealizować przez minione trzy i pół roku, bo lista z pewnością byłaby długa. Proszę zatem powiedzieć jakie najważniejsze uchwały usprawniające rozgrywki czy działanie klubów udało się wprowadzić w życie.

– Trochę by się tego nazbierało. Czas globalnych podsumowań przyjdzie z pewnością na zjeździe w maju, bądź w czerwcu. Powiem może króciutko. Przebrnęliśmy przy wielkim poświęceniu trenera koordynatora Henryka Rożka przez kurs trenerów II klasy. Otworzyliśmy sportowy ośrodek gimnazjalny w Krośnie. Tu ukłon w stronę prezydentów Przytockiego i Barana. Otwieramy kolejną szkołę w Tarnobrzegu. Kilka miejscowości z powodzeniem zamknęło zapoczątkowany przez nas projekt Euroboiska. Zapadło kilka spektakularnych decyzji dającym ulgi finansowe klubom, poprzez zniesienie opłat za obserwatorów i delegatów. Podkarpacka piłka zmienia się coraz bardziej na lepsze i muszę przyznać, że jest to zasługa całego środowiska piłkarskiego i za to wszystkim działaczom dziękuję. Zrobiliśmy wiele, choć chcieliśmy więcej, ale musimy pamiętać, że kilka naszych inicjatyw zostało storpedowanych przez pseudo prezesa PZPN Grzegorza Lato.

– Słuchałem płytę jaką Pan nagrał z posłem Mieczysławem Golbą. Co słychać nowego w formacji G7?

– Postanowiliśmy zrobić kolejny krok w naszych fascynacjach muzycznych i nagrać kolejną, tym razem już autorska płytę. Zaangażowaliśmy tak jak poprzednio niemałe prywatne środki finansowe i jesteśmy już po próbnych nagraniach, napisanych specjalnie dla nas kilkunastu kompozycji. Muzyka, to wspaniała odskocznia od wszystkich problemów, jakie niesie ze sobą codzienna praca i życie. Wszytkim, którym przypadły do gustu nasze poprzednie nagrania znanych przebojów, mogę obiecać, że i tym razem nie poszliśmy na łatwiznę, tylko pracujemy nad nagraniami ze zdwojonym wysiłkiem. Efekty oceni każdy, kto zechce posłuchać tych piosenek, bo płytę tak jak poprzednią będziemy bezpłatnie rozdawać bliższym i dalszym znajomym, zainteresowanym naszą muzyką.

– Zbliża się nowy rok. Czego w związku z tym życzył by Pan sobie i podkarpackim klubom.

– Tradycyjnie dużo zdrowia, radości i zadowolenia z tego co robią. To tak ogólnie, a bardziej namacalnie, to życzę wielu, zamożnych sponsorów, o których wiem, że jest coraz trudniej. A dlaczego? Proszę mi pozwolić podać jedną z przyczyn tego zjawiska. Jeżeli widzi się w najwyższych klasach rozgrywkowych kardynalne błędy sędziów, wypaczających wyniki meczów, to nie ma się co dziwić, że sponsorzy zamiast garnąć się do piłki, unikają jej coraz bardziej. Ja jednak wierzę w zaradność działaczy z Podkarpacia i z tą wiarą wejdziemy wszyscy razem w Nowy Rok i w nową kadencję.

– Dziękuję za rozmowę

Wywiad ukazał się w dzienniku Przegląd Sportowy.

Do kogo ma pan największy żal?
Do siebie. Przed kampanią Grzegorza Laty żona mówiła mi: „Kazek, to bardzo słaby kandydat. Najlepszy jest Boniek”. Powiedziałem to ostatnio Zbyszkowi, zaczął się śmiać.

Wcześniej pan tego nie widział?
Pamiętam, jak kupowałem gazety w saloniku prasowym. Trzy osoby przede mną w kolejce i słyszę: „Panie Kazimierzu, kogo pan wybiera”? Odwróciłem się i powiedziałem: „Panowie, zobaczycie, będzie dobrze”.

Co pan widział w Lacie?
Lato to król strzelców, człowiek z Podkarpacia, nazwisko, wydawało się znakomita osoba. Mówił, że jeśli wygra, nie będzie Kręciny, Sportfive, układów, że wprowadzimy nowych ludzi, że będą zmiany. Podpisał się pod programem, który dla niego przygotowaliśmy.

Podczas wyborów wyglądał tak, jakby pierwszy raz widział ten dokument
na oczy.
Tak, ma problemy z wystąpieniami publicznymi. Przewidziano dziesięć minut wystąpienia, dlatego chciałem, żeby przez sześć puszczano fragmenty jego najlepszych meczów. Wiedziałem, że ma problemy z płynnym czytaniem. Dostał gotowy tekst do ręki dwa tygodnie wcześniej
mógł się przygotować.

Pamięta pan, co mówił Jacek Gmoch?
Tak, doskonale: „Lato na prezesa? Przecież to trzeba umieć czytać i pisać”.

Pan się oburzał.
Może się nie oburzałem, ale myślałem, że inaczej będzie to wyglądać.

Patrzył pan na Latę i widział, że to człowiek, który zna języki,który umie zarządzać?
Było sześciu kandydatów i Lato był najsłabszy. Wielu ludzi z Podkarpacia mówiło, że on się nie nadaje. Musiałem własnych delegatów przekonywać!

Mówi pan często, że jest pan mistrzem świata.
Zgadza się, bo z najsłabszego kandydata zrobiłem prezesa.

Chwały to nie przynosi.
Oczywiście, wstydzę się dziś tego, ale zostałem oszukany. Po wygranych wyborach chciałem być w jego sztabie.

Bo Latą da się manipulować?
Pamiętam, jak dzień przed zjazdem mówiłem: „Grzegorz, udowodnij, że nie będziesz marionetką, że zrobisz zmiany, że dasz profesjonalistom zielone światło do działania”. Podpisał się pod tym.

Na co pan liczył? Na jakie stanowisko?
Zadania były jasno podzielone: Lato jest prezesem, a ja wykonuję czarną robotę.

Szara eminencja?
Człowiek z cienia, nielubiany.

Chciał być pan sekretarzem generalnym?
Nie, przecież wiedziałem, że skoro jestem szefem Podkarpackiego Związku Piłki Nożnej, nikt się nie zgodzi, bym zajmował drugie wysokie stanowisko.

Dyrektorem reprezentacji?
Tak, mogłem pełnić tę funkcję. Ale nie zamierzałem zajmować się marketingiem, tylko pilnowaniem interesu.

Boniek pękał ze śmiechu, gdy to usłyszał.
Tak, a wie pan, że zadzwonił do mnie dwa tygodnie po tym występie w Polsacie i powiedział: „Proszę, nie wyłączaj się”. Przeprosił, że głupio wyszło. Mówię mu, że łatkę można każdemu
przypiąć. „Zbysiu, ty też byłeś trzy dni selekcjonerem. Przeszedłeś przez szatnię, stadion
i wyszedłeś” – tak mu powiedziałem.

Spotkaliście się ostatnio.
Tak, we Wrocławiu, we włoskiej restauracji. Poprosiłem go o bilety, bo jako prezes Podkarpackiego ZPN żadnego dla naszego związku nie dostałem z PZPN.

Trudno uwierzyć, że spotkaliście się tylko po bilety.
Pewnie i tak. Spotkaliśmy się, rozmawialiśmy. Mateusz Borek był na tym spotkaniu i mówi mi: „Dobrze, że jesteś we Wrocławiu, powinieneś już tu siedzieć. Bo Latę prezesem zrobiłeś”.

Pan chce być prezesem?
Nie zamierzam kandydować. Wiem jedno: w PZPN trzeba rewolucji, nie ewolucji. Pamiętam, jak kiedyś Grzesiek Lato na jednym ze spotkań mówi, że w PZPN potrzebny jest spokój, ewolucja. Pytam go potem: „Grzesiu, a co to jest ta ewolucja?”. Odpowiedział: „Jeszcze nie
wiem, ale później ci powiem”. Czy kogoś wesprę w wyborach? Pewnie tak.

Gdyby przyszedł Michał Listkiewicz i poprosił, by pomógł mu pan w kampanii?
To człowiek inteligentny, wykształcony, ale Michał nie powinien nigdy więcej kandydować. Raz już był. Żeby nie było tak jak w Rosji: był Putin, Miedwiediew i zaraz znów będzie Putin. I w PZPN miało by być podobnie? Że był Michał, potem Lato i teraz znowu Michał?

Jacek Masiota?
Na pewno ciekawy kandydat. Może Zbyszek Boniek? Ale to tanga trzeba dwojga.

Mówi się, że w PZPN jedno zło zastąpi drugie. Że są źli i gorsi.
Widzę to inaczej. Są ludzie, którzy chcą zmieniać. Jest opozycja wewnątrz zarządu, na jej czele stoi Jacek Masiota. Jest opozycja poza zarządem, wyszło tak, że ja nią kieruję. Politycy obiecują, takie mam zapewnienia, że do wyborów nowego prezesa nie będą się mieszać.
Dzisiaj nie wiem, kogo poprę. Na pewno trzeba zrobić jedno: po Kręcinie odsunąć Latę. Lato się skończyło. Lato musi odejść.

Pojechał pan Lepperem.
Powtarzam to, bo nie wyobrażam sobie, żeby ten człowiek reprezentował nas na EURO 2012. Widzieliśmy w Gdańsku przed meczem Polska – Niemcy. yszedł z Kręciną i 42 tysiące osób buczało i wyło. Taśmy pokazały, co to za ludzie.

Taśmy nagrał Grzegorz Kulikowski. Dziś ma żal, że ujawniliście je mediom.
Razem robiliśmy kampanię Lacie. Kulikowski dawał pieniądze, sam się przyznał, ja byłem odpowiedzialny za logistykę. Po mojej rezygnacji nie widziałem go dwa lata. Dwa dni przed ostatnim zjazdem zadzwonił i powiedział, że chce się ze mną spotkać. Umówiliśmy się w
Warszawie, wieczorem, w hotelu, tuż przed zjazdem. Powiedział mi, że chce pokazać materiały. Podłączył laptopa, dał mi słuchawki. Zdębiałem. Zastanawiałem się, co z tą bombą zrobić.

Dostał pan zapałkę i podpalił las?
Powiedział, żeby opublikować jeden materiał, resztę dać prokuraturze. Puściłem mediom ten jeden, z Latą w roli głównej.Około 10 zadzwonił do mnie wiceminister sportu. Podjechało pod
Sheraton kilka osób, przekazałem taśmy. Musiałem je opublikować, bo bałem się, że sprawa zostanie zamieciona pod dywan.

Kulikowski ma kolejne taśmy?
Mam na ten temat swoje zdanie. Proszę jego zapytać.

Pytam pana.
Powiem tak: z tego, co mi wiadomo, może mieć. Wie pan, czemu zdecydowałem się ujawnić taśmy? Bo przez dwa lata słyszałem:„Greń to wariat, oszołom, nie rozmawiajcie z nim”. Nagrania pokazały, że to ja miałem rację.

Lato mówi, że też panu pomógł.
Tak, nie mogę zaprzeczyć. Chociaż na pewno nie tyle, ile ja jemu pomogłem.

Pomógł panu wtedy, gdy prokuratura zarzucała panu, że 8,5 tysiąca, które miały pójść na imprezę dla młodzieży, przeznaczył pan na bankiet dla działaczy?
Tak, księgowa źle opisała fakturę, ja jej nawet na oczy nie widziałem, podpisał ją wiceprezes Podkarpackiego ZPN. 11 prokuratur badało sprawę, telefon miałem na podsłuchu, CBA na karku, minister Piterę… Wszyscy święci. Wszystkie sprawy umorzono, nikt mnie nie
przeprosił.

Po co panu ta opozycja?
Bo zostałem przez Latę oszukany i chcę zmian w polskiej piłce.

Może dlatego, że czuje się pan zdradzony? Że Lato odsunął pana od stołu?
Bzdura. Nie Lato mnie odsunął od stołu, bo sam się odsunąłem. To nie on zrobił mnie członkiem zarządu, zdobyłem najwyższy wynik w głosowaniu. Po roku kadencji odszedłem. Przecież ja mam garnitur, stać mnie na hotel, samolot. Nie chciałem być maszynką do głosowania.

Lato pana zdradził?
Dzień po wyborach dzwoni do mnie dziennikarka TVP. Mówi, że chce do mnie podjechać do hotelu na nagranie. Ja jej mówię, że jestem w Rzeszowie. Ona odpowiada: „Ale pan Lato od trzech dni jest już w Warszawie”.

I co w tym dziwnego?
Coś mnie tknęło. Studio ustawili w Rzeszowie. Powiedziałem wtedy, że jeśli Lato nie zacznie zmian, jako pierwszy stanę na barykadzie. Czułem, że coś jest nie tak.

Lato zawsze mówił, że jest człowiekiem z betonu…
Nie zapaliła mi się wtedy lampka. Odbierałem to tak – beton to twardy człowiek, który prze do przodu i nie zawiera kompromisów.

I faktycznie nie zawiera.
Tak, bo podtrzymuje układ. Miesiąc przed wyborami jesteśmy w Płocku dzwoni do mnie Tomek Jagodziński i mówi: „Kazek, jesteś sprzedany”. Powiedziałem mu, żeby nie żartował. On na to:
„Jesteś sprzedany, z Kręciną się dogadali”. Nie wierzyłem.

Poszedł pan z tym do Laty?
Tak, od razu. Byliśmy w hotelu, poszedłem do jego pokoju. Chciałem się zabezpieczyć. Powiedziałem mu, że organizuję spotkanie w Rzeszowie, 15 osób z Podkarpacia miało na nim być, zaprosiłem Grzegorza. Przyjechał.

Po co to spotkanie?
Zadałem mu dwa pytania, przy ludziach, był Janek Domarski. Pierwsze: „Grzegorz, jeśli przegrasz i dostaniesz propozycję zostania wiceprezesem, to czy odsuniesz Grenia?”. Drugie: Jeśli wygrasz, to czy wyrzucisz Grenia?”. Powiedział krótko: „Ja przyjaciół nie zdradzam”.

Pan go traktował jak przyjaciela?
Nie, nigdy się w domach nie odwiedzaliśmy. Ale ufałem mu i się zawiodłem.

Na kolana do Częstochowy?
Mówię o tym za każdym razem, że powinienem zasuwać na Jasną Górę i bić się w piersi.

Chyba za blisko.
Ma pan rację, za to, co zrobiłem, to za blisko. Do Fatimy.

Spowiadał się pan z tego?
Jeszcze nie, ale chyba przed świętami pójdę.

Z Kazimierzem Greniem rozmawiał Rafał Romaniuk.

Gospodarowanie majątkiem PZPN przez Lato i Kręcinę

Obiecałem kilka dni temu pokazać, jak prezes Lato z były sekretarzem Kręciną gospodarowali majątkiem PZPN, oddanemu im w opiekę ku dobru polskiej piłki nożnej i ku jego pomnożeniu.
Pobawmy się w małą wyliczankę.

Według dostępnych mi źródeł wynajęcie siedziby związku przy ulicy Bitwy Warszawskiej od firmy Żywiec kosztuje rocznie około 3 milionów. Pamiętajmy, że na piłkę w młodzieżową w postaci kadr wojewódzkich Lato przeznaczył niespełna dwa miliony. Sto dwadzieścia tysięcy (na rok) razy 16 związków daje właśnie taką kwotę, ale to tak na marginesie.
Siedziba PZPN jak już wspomniałem została ulokowana w nieruchomości należącej do grupy Żywiec. Nie wiem czy to przypadek, ale kiedyś były sekretarz Kręcina był z tą firmą powiązany. Podobno za wskazanie tej oferty została wypłacona prowizja w wysokości 170 tys. złotych. Czy to jest kolejny przypadek? Ale liczmy – wynajęcie 3 bańki rocznie. Przez 3 lata opłacanie czynszu zgodnie z nomenklaturą zasłyszaną na słynnych już taśmach daje 9 milionów złotych.
Czy nie można było do czasu zakupienia nowej siedziby znaleźć bardziej ekonomicznego rozwiązania, a nawet trwać na Miodowej. Można było zaoszczędzić przez te lata duże pieniądze. Doliczając do tego remonty, malowania, wyposażenie biur, meble, dochodzi kolejne dwa miliony, które zapłacił PZPN.
Wniosek jest prosty. Tak po prostu miało być. Czy były prowizje za mebelki, wykładziny, adaptacje pomieszczeń, sprzęt komputerowy niech sobie sprawdzą odpowiednie instytucje jak dostaną ku temu zielone światło.
Było nie było w trakcie pisania tych kilku zdań znaleźliśmy już około 10 milionów, ale jedźmy dalej.
Zarządy PZPN zamiast się odbywać w siedzibie związku, w sali konferencyjnej, miały miejsce w hotelu Sheraton. Wynajęcie przez PZPN sal na zarządy, noclegi, spotkania w tym przybytku kosztuje rocznie prawdopodobnie około 3 mln złotych.
Pytam się, czy tak to powinno wyglądać, czy to jest gospodarne. Komisja rewizyjna też obraduje w Sheratonie z błogosławieństwem przewodniczącego Hańderka. Przewodniczący Komisji ds. Bezpieczeństwa Bińkowski, też lubi nocować w tym hotelu. A może by tak kilka noclegów w schronisku PPTK? Mamy więc kolejne 9 tzw. baniek.
Liczmy dalej.
Czy członkowie zarządu muszą brać po dwa tysiące za posiedzenie, bo i zwrot kosztów podróży się należy? Ile to daje? 17 razy 2 tysiące, razy 12 miesięcy razy 4 lata, to niecałe 1,5 miliona. Ja z tego zrezygnowałem, miałem odwagę. Jak do tego dodamy skromne 15 000 miesięcznie dla wiceprezesów. O ho, ho. Jeżeli jeden wiceprezes kosztuje 15 000, razy 12 miesięcy, razy 4 lata to wszystko razem zarządem daje blisko 5 – milionów oczywiście.
Suma sumarum: 10+9+5 równa się sporo ponad dwadzieścia.
MAJĄ W CO PCHAĆ SPONSORZY. GRATULACJE.
Ciekawe czy komisja rewizyjna, czyli Hańderek pokusiła się w sprawozdaniu na ostatnim i poprzednich zjazdach rozliczyć złotą kartę, którą dysponuje Lato. Kartę bez limitu wydatków. Gdyby do tych wydruków dotarła Julia Pitera, z pewnością wyszłoby na jaw trochę ości po śledziach, a tak cicho sza.
Ponad dwadzieścia milionów środków wyrzuconych w błoto. Za te pieniądze Polski Związek Piłki Nożnej, gdyby Lato działał mądrze miałby swoją gotową, kupioną siedzibę, w tym dwa piętra pod wynajem, by utrzymać nieruchomość i czego tu chcieć więcej. O właśnie. Tym więcej już się ktoś zadławił.
Sen z powiek za to spędza mi tragiczny stan finansowo-organizacyjny PZPN i jeszcze gorszy poziom sportowy w polskim futbolu. Wierzę, że już niedługo przyjdzie nam wszystkim spać spokojnie.

Droga Hańby Grzegorza Lato

Gdyby Lato był mądry i uczciwy w swych działaniach, nie miałby promila tych kłopotów, które ma dzisiaj. Mało tego. Ten były piłkarz mógł się zapisać w historii PZPN złotymi zgłoskami, ale niestety, poprzez swój koniunkturalizm wybrał drogę hańby. Objął urząd w szczególnych okolicznościach. Mógł załatwić od ręki sprawę korupcji w piłce, temat ekstranetu, zadbać o młodzież. Mógł współpracować chociaż tylko przy umowach strategicznych z zarządem, dbać o reprezentacje, posłuchać mu życzliwych i przewietrzyć związek pod względem personalnym, ale co chyba najważniejsze mógł mądrze, nie głupio gospodarować finansami. Nie zrobił tych mądrych i potrzebnych piłce rzeczy. A czy było to tak wiele. Okazało się, że te podstawy reform w piłce to dla Laty Himalaje zimową porą. Posłuchał złych doradców. Nie byłoby dzisiaj polskiej reprezentacji w siódmej dziesiątce, gwizdów i obrażania na stadionach. Nie byłoby taśm Kulikowskiego, afery orzełkowej i afery z siedzibą. Nie byłoby posądzeń, wytykania palcami, przesłuchań w CBA, w prokuraturach.

Nikt by nie zwoływał komisji sejmowych w sprawie PZPN. Nie było by zawirowań z umowami tymi strategicznymi jak ta ze Sportfive, czy Nike i dziesiątkami tych pomniejszych. Media nie byłyby karmione sensacją, tylko sukcesami. Olejkowska nie musiałaby kłamać. Wach tworzyłby prawo, a nie furtki prawne. Kto by tam słyszał o kombinacjach przy Zjazdach sprawozdawczych, łamaniu statutu, czy prawa. Piechniczek żyłby w chwale trenera medalisty i w chwale wiceprezesa skutecznej, mądrej i uczciwej władzy. Gdyby Lato był mądry i uczciwy w swym działaniu czekalibyśmy z utęsknieniem i spokojem na piłkarskie święto EURO 2012.
Każdy członek zarządu i inni działacze wydziałów i komisji chodziliby w całej Polsce z wysoko podniesionymi głowami, dumni z osiągnięć PZPN, który firmują swoimi nazwiskami, a dziś chodzą opuszczając wzrok.
Zapytam. Czy to utopia?
Nie, po trzykroć nie. Powiem więcej. Nawet dzisiaj nie jest jeszcze za późno, by choć część tego co napisałem powyżej zrealizować.
Mam podstawy, by tak sądzić. Zarząd wprawdzie pod wpływem czynników zewnętrznych (niestety), ale odwołał z pełnionych funkcji Zdzisława Kręcinę i Janusza Eksztajna. Dwa potężnie zardzewiałe tryby piłkarskiej machiny. Teraz wystarczy zrobić jeden mały ruch. Zwołać wolą 2/3 członków Zarządu, nadzwyczajny zjazd i odwołać tylko jednego człowieka, od którego zaczęło się całe zło w polskim futbolu kadencji 2008-2012 – Grzegorza Lato. Potrzeba tylko odwagi, a tej nie powinno zabraknąć w tak poważnej, kluczowej sprawie.
Proszę zauważyć. Nawet tak potrzebne, spektakularne decyzje jak odsunięcie Kręciny, czy Eksztajna nie poprawiły w stopniu zadowalającym poprawy wizerunku PZPN. Zostało jeszcze tylko kilka zgniłych jabłek w tym kopcu, ale pamiętajmy, że OD JEDNEGO MOGĄ WYGNIĆ CAŁE TONY.
Apeluję do członków Zarządu w imieniu wszystkich ludzi, którym leży na sercu dobro polskiego piłkarstwa. Powiedzieliście A, miejcie mądrość i odwagę powiedzieć B. Odwołajcie Grzegorza Latę, bo jeszcze nie jest za późno. Jeszcze przed Euro można naprawić wiele rzeczy. Każda operacja boli, ale niezoperowany pacjent umiera.
Albo przejdziecie do historii jako grabarze, albo historia was zapamięta jako reformatorów z XXI wieku. Wierzę w ludzi, ufam w Zarząd Polskiego Związku Piłki Nożnej.

Pożyczka z UEFA

Pisałem niedawno, że pzpnowska spółka Euro 2012 Polska sp. z o.o. stara się o 5 mln. Euro pożyczki z UEFA, na nieokreślony w porządku obrad walnego zgromadzenia cel.
W tym samym dniu na spotkaniu zarządu, uchwałą nr XII/255 powołano Sztab PZPN do spraw UEFA EURO 2012 oraz Zespoły ds. UEFA EURO 2012 w Wojewódzkich Związkach Piłki Nożnej.

Zasadność powołania tych dziwnych tworów, tłumaczy się właściwym przygotowaniem do Finałowego Turnieju UEFA EURO 2012: Polskiego Związku Piłki Nożnej oraz Wojewódzkich Związków Piłki Nożnej mających siedziby w Miastach –Gospodarzach turnieju.
Konkretnie o tym mówi punkt IV:
– Celem działania zespołów jest inicjowanie i prowadzenie działalności na rzecz UEFA EURO 2012 w środowisku piłkarskim, współdziałania z władzami Miast-Gospodarzy i Województwa oraz bieżące kontakty z PZPN i ze Spółkami PZPN: EURO 2012 POLSKA oraz EUROWOLONTARIAT Polska.
Przecież ten zapis to jest totalny bełkot. Kolejny sztuczny twór, w który została zaangażowana kolejna (ta sama) wąska grupa osób, z pewnością nie do pracy w czynie społecznym. Chociaż tak myślę, nawet gdyby to była działalność społeczna, członkowie tego Tworu z pewnością nie byliby pokrzywdzeni, gdyż i tak w tym sztabie i w tych zespołach nie skalają się żadną pracą.
Powód jest prozaiczny.
Turniej Euro zabezpiecza UEFA (na szczęście dla tego turnieju) i do kontaktów ze środowiskiem piłkarskim nie potrzeba im Laty, ani żadnego jego sztabu.
Określenie – współdziałanie z władzami, brzmi tak enigmatycznie, że z pewnością nic się za tym nie kryje.
Kolejna rzecz, czyli powoływanie zespołu do bieżących kontaktów z PZPN wchodzi w kompetencje osób, które i tak będąc na etatach, spełniają tą twórczą rolę. Jeżeli w zespole według uchwały ma być etatowy pracownik ZPN, to kto mi powie kiedy wykonuje on pracę na rzecz ZPN (który płaci mu za to pieniądze), a kiedy na rzecz zespołu (ma pobierać za to pieniądze).
I tak mnożą się spółki, spółeczki, sztaby, zespoliki w skład których w 90 % wchodzą te same osoby, z Latą na czele, by doić Polski Związek Piłki Nożnej do granic przyzwoitości.
I jak tu się dziwić, że Latę w Polsce na 40 milionów ludzi, popiera 28 osób (może to te, które są angażowane do tych suto opłacanych inicjatyw), a Piechniczek nie otrzymuje absolutorium. Naprawdę nie ma się czemu dziwić.
O kolosalnych, wielomilionowych niczym nie uzasadnionych kosztach funkcjonowania PZPN, poinformuję niedługo.

Spółka Euro 2012 Polska sp. z o.o. powołana przez PZPN

W kilka miesięcy po objęciu funkcji prezesa PZPN, bo w dniu 1 czerwca 2009 roku została powołana przez PZPN Spółka Euro 2012 Polska sp. z o.o..
Na jej czele stanął, któż by inny jak nie Grzegorz Lato oraz Adam Olkowicz i Rudolf Bugdoł.
Komisja Rewizyjna ma również dziwnie znajomy skład w osobach Mirosława Malinowskiego, Zdzisława Łazarczyka i Stefana Antkowiaka.
Nie należy tej „inicjatywy” gospodarczej mylić z rządową Spółką PL.2012. Na czele jej zarządu stoi Maciej Herra. Spółka koordynuje i kontroluje przedsięwzięcia przygotowawcze do Euro 2012 w Polsce. W swoich kompetencjach ma – z czego się zresztą wywiązuje – analizę przepisów prawa, okresową ocenę stanu przygotowań, monitorowanie przedsięwzięć, określanie zagrożeń. Prowadzi bieżący system raportowania do UEFA. Organizuje szkolenia i seminaria dla podmiotów odpowiedzialnych za organizację mistrzostw. Także wolontariat. Wzięła na siebie odpowiedzialność rozwiązywania problemów transportu, komunikacji i bezpieczeństwa.
Do zadań PL.2012 należą także działania reklamowe i marketingowe związane z promocją Polski. Reasumując zajmuje się wszystkim.
Ta pezetpeenowska na swojej ubogiej stronie internetowej lakonicznie podaje, że współdziała oraz odpowiada za – nadzór, zapewnienie, współpracę – i jeszcze kilka tam rzeczy wyrażonych niewiele mówiącymi ogólnikami.
Patrząc od strony zależności panów, zasiadających we władzach spółki, od funkcji w PZPN i Spółce to wychodzi nam taki kuriozalny twór prawno – personalny. .
Przez konto spółki przepływają transze sięgające sum kilku milionów Euro.

Spółka od początku swojego istnienia wykazuje milionowe straty. Gdzie giną te miliony, skoro w zakresie działalności spółki trudno się doszukać obszarów inwestycyjnych rzędu takich kwot.
Kiedyś podobne pytanie pozostawiłem bez komentarza.
Miliony giną, a tu nagle nadeszła taka wiadomość. Zarząd PZPN w dniu 19 października uchwałą nr XII/256 udzielił umocowania prawnego adw. Wojcieszakowi, by odbył bez formalnego zwołania Zwyczajne Walne Zgromadzenie Wspólników spółki EURO 2012 Polska z jednym punktem w porządku obrad, który mówi o:
– podjęcie uchwały w sprawie wyrażenia zgody na zawarcie przez Zarząd spółki, z UEFA, umowy pożyczki pieniężnej na kwotę 5 000 000 Euro (pięć milionów euro).
Rozumiem, że to UEFA ma „pożyczyć” Lacie, a nie Lato pożycza UEFA.
Jak zaznaczyłem. Przez dwa i pół roku działalności spółka, której prezesem także zrobiono Grzesia Lato, wygenerowała kilkanaście milionów złotych, czy nawet euro strat.
Na co Lato zamierza wydać pożyczone 5 milionów euro, czyje konta mają zasilić te pieniądze, na co mają zostać spożytkowane i z czego zwrócone i z jakim procentem (bo pożyczki się oddaje) tego już w uchwale nie ma.
Być może nie chodzi o pożyczkę, tylko o darowiznę, ale to już temat na zupełnie inny poemat.