Zadbajcie o swoją przyszłość

Ta relacja, ze spotkań na terenie całego województwa prezesa Podkarpackiego ZPN z sędziami, zrzeszonymi w podkarpackiej organizacji sędziowskiej, ukazała się niektórych środkach masowego przekazu.

Od kilku tygodni prezes Podkarpackiego ZPN Kazimierz Greń spotyka się w całym województwie z sędziami. Organizatorem tych spotkań są na prośbę prezesa, terenowe komórki sędziowskie, koordynujące na danym terenie szkolenia, obsady i oceny sędziów. Jak cenna i potrzebna to była inicjatywa pokazały już pierwsze z tych spotkań.
Korzystając z tego, iż są to także zaplanowane szkolenia prezes omawia podstawy zachowań arbitrów przed, w czasie i po zawodach. Przypomina o godnym reprezentowaniu nie tylko związku, ale przede wszystkim siebie. Kilka praktycznych uwag i przykładów z życia, z pewnością przyda się niejednemu arbitrowi, a szczególnie tym, którzy rozpoczynają swoją sędziowską przygodę. Do tych zasad należą: dyspozycja, ubiór, punktualność, profesjonalizm zawodowy. Przemawiającymi do wyobraźni są konkretne przykłady negatywnych zachowań, które słuchający arbitrzy znają z prasy lub relacji kolegów.
Piętą achillesową środowisk piłkarskich – zaznacza prezes – byli obserwatorzy.
Oto wypowiedź prezesa Grenia dotycząca tego zagadnienia. (Obszerne fragmenty).
- Nie wyobrażam sobie obserwatorów, którzy jak to nagminnie miało miejsce jeszcze kilka lat temu, przymuszali arbitrów do stronniczego sędziowania. Dopóki jestem prezesem związku, będę bezlitosny dla takich zachowań. Obserwator to osoba, która powinna pomagać sędziom. Jeżeli przychodzi do szatni ma wykazać troskę o przygotowanie, koncentrację arbitrów, zwrócić uwagę na sposób poruszania się po boisku, a nie wchodzić i pisać na kartce tajemne 1, x, 2, albo w inny bezczelny sposób sugerować, kto ma wygrać. Życie zna i inne przykłady. Sędziemu, który nie jest z układu w łeb, a tym z układu nota 8,5 i windować ich do ligi. Już dawno powiedziałem, koniec takim praktykom. Jak ktoś tego nie zrozumiał, będzie miał, problem. Nigdzie nie jest powiedziane, że musi być kilkudziesięciu obserwatorów. Wystarczy kilkunastu, ale uczciwych. Tych, którzy jadą na mecze i będą robić to, co do nich należy. Dzisiaj już obserwatorzy nie jeżdżą za pieniądze klubów. Przypomnę. Skończyliśmy ze sławnymi koszykami, z podwożeniem i rozwożeniem obserwatorów. Obiecuję skończymy definitywnie z tendencyjnymi ocenami. Nie będzie tak, że lepsi zostają w dole, a układowi idą w górę. Kto myśli tymi kategoriami będzie odsuwany, a przykłady takich działań ze strony związku macie panowie nawet w ciągu ostatnich kilku tygodni. Czasy tych patologii skończyły się już, przynajmniej do tego dążyłem już od 2005 roku. Co jakiś czas obserwujemy akcję powrotu do starych metod, szczególnie przez tych, którzy do 2005 roku rządzili i dzielili na poletku sędziowskim.
Wielu ludzi zostało skaleczonych przez ten system. Nie chcieli w tym uczestniczyć, ale musieli. Sześć lat temu powiedziałem – dość.
Dzisiaj skutecznie sobie radzimy z tymi zakusami powrotu – mówiąc delikatnie – do starych niechlubnych obyczajów. Zapytam. Jeżeli ktoś jest wymieniony, albo widoczny na fotografii w książce Ryszarda Forbricha vel Fryzjer, to jest chluba dla Podkarpackiego Związku Piłki Nożnej, czy wstyd? Wstyd, przynajmniej takie jest moje zdanie, choć są tacy którzy się tym chlubią. Nie przez przypadek pierwsze aresztowanie w 2005 roku odbyło się na Podkarpaciu. Chluba, czy wstyd?
Pamiętajcie nie bójcie się dawać również ekstremalnych ocen. Jak arbiter rozstrzygał bezbłędnie dlaczego ma nie dostać dziewiątki. Jeżeli miał słabszy dzień dajcie mu siedem, ale podkreślam, że to nie znaczy, iż jest to degradacja z ligi. Taka ocena ma być sygnałem do mobilizacji w kolejnych meczach. Taka ocena ma oddziaływać motywująco. Ale jeżeli słabe występy będą się powtarzać, to znaczy, że ten arbiter do tej klasy rozgrywkowej się nie nadaje. Ot i wszystko. Wszyscy na tym wygramy. Sędziowie, obserwatorzy, kluby i związek, bo o kolejności w tabeli będą decydowały wydarzenia na boisku, a nie poza nim.
Mam nadzieję, a przynajmniej zrobiliśmy wszystko w tym kierunku, by złe siły w waszym środowisku to już była przeszłość. W dużej rzeczy od was będzie zależeć, jaka będzie przyszłość.
Wiele osób zostało oderwanych od nielegalnych pieniędzy i dochodzą mnie słuchy, że ciągle myślą o powrocie. Ja wierzę w mądrość delegatów na zjeździe, a zapewniam, że dopóki będę prezesem nigdy nie będę firmował kupczenia meczami, nieformalnych układów i innych tego typu patologii. Skończyły się czasy, że dawniej przed rundą było wiadomo kto ma awansować, a kto ma spaść. Ten system już nie wróci, ani ludzie którzy wprowadzali ten system w życie.
Jestem z piłką związany już blisko 40 lat. Dzisiaj mogę popatrzeć każdemu z was prosto w oczy i powiedzieć: -Nigdy nie kupiłem, ani nie sprzedałem żadnego meczu. Mogę to powtórzyć przed przedstawicielami wszystkich klubów Podkarpacia i klubów w całej Polsce. Nigdy nie skrzywdziłem żadnego klubu, zawodnika, trenera, sędziego, działacza. To jest moja przepustka, do walki o czystość sportu na Podkarpaciu, a także w Polsce. Czy każdy z tych, którzy dzisiaj próbują mieszać w waszych szeregach ma czystą kartę? Spytajcie ich i zwróćcie uwagę na uciekające spojrzenia.
Mógłbym mnożyć liczne przykłady kapitalnej pracy arbitrów podczas trudnych spotkań. Dlatego apeluję do was. Nie kalajcie sobie życia, jak niektórzy wasi koledzy. Bądźcie mądrzy, bądźcie uczciwi, bądźcie profesjonalni. Panowie pracujecie na swój wynik i na swoje nazwisko.
Przestrzegam jeszcze przed jednym. Sędzia powinien być bezstronny i niezależny od jakiegokolwiek klubu.
Szanowni Koledzy. Przyjmijcie życzenia wszystkiego najlepszego, a szczególnie spełnienia się w waszej pasji jaką jest dla nas wszystkich piłka nożna.

Zebrania te nie ograniczają się do pouczeń i połajanek, ale prezes wysłuchuje także uwag arbitrów, pomysłów na usprawnienie pracy i niedociągnięć organizacyjnych w trójkącie kolegia – związek – kluby. Niejednokrotnie padają ciekawe pomysły usprawnienia pracy i te prezes obiecuje rozważać i wprowadzać w życie.
Każde z tych spotkań kończyły rzęsiste brawa będące dowodem na to, iż przyjęta i konsekwentnie realizowana przez prezesa i zarząd linia postępowania, jest w pełni akceptowana przez środowiska sędziowskie.

Niedopuszczalne zachowanie delegata PZPN Mirosława Starczewskiego

Kolejny popis chamstwa, aroganctwa i bezczelności zaserwował kibicom delegat PZPN Mirosław Starczewski. Po spektakularnym incydencie z wódką, którą Starczewski próbował po kryjomu wnieść na stadion podczas meczu reprezentacji Polski, tym razem zakpił z grupy niepełnosprawnych kibiców.

Do tego przykrego incydentu doszło przed meczem Bełchatów – Śląsk. PZPN wydał wcześniej zgodę – pomimo obowiązującego zakazu meczów wyjazdowych dla fanów Śląska – na to, by niepełnosprawni kibice z Wrocławia przyjechali do Bełchatowa. Tam fani z Dolnego Śląska musieli jednak zderzyć się z nieludzkim potraktowaniem. Starczewski ich wręcz upokorzył.

Do Bełchatowa członkowie Klubu Kibica Niepełnosprawnych przybyli w liczbie kilkunastu osób (inwalidzi na wózkach wraz z opiekunami). Temperatura powietrza w tym dniu była bliska 0 stopni Celsjusza. Nie powstrzymało to jednak Starczewskiego, który nakazał usunięcie wszelkich emblematów klubowych z ubrań i zasłonięcie ich na fladze. W wyniku tej decyzji część osób została pozbawiona czapek, szalików, bluz i kurtek.

Ci ludzie w mniemaniu Starczewskiego stanowili zagrożenie dla imprezy sportowej. Pomimo przenikliwego zimna pozbawił ich na blisko 2 godziny odzieży zewnętrznej.
Można się teraz śmiało zastanawiać ile w delegacie Starczewskim jest sumienia, ile wyobraźni, a ile rozumu.
Choć od wydarzenia minęło już kilka dni nie słyszałem, by ktoś z PZPN zajął oficjalne stanowisko w tej sprawie, czy wręcz ukarał Starczewskiego za głupotę i nadgorliwość. Nie wspomnę już o zwykłym – przepraszamy.

Afera w Warmińsko-Mazurskim ZPN

Afera w Warmińsko-Mazurskim ZPN związana z wyborami do władz w maju 2008 roku ma swój dalszy ciąg. Przypomnę, że kilka miesięcy po wyborach na wniosek Jana Banaszczyka, jednego z działaczy sportowych, zostało wszczęte śledztwo w sprawie nieprawidłowości podczas zjazdu wyborczego. Jego zdaniem w zjeździe wyborczym brali udział ludzie, którzy nie mieli do tego prawa. W wielu przypadkach delegaci nie pochodzili z wyborów, ale byli wskazywani na zasadzie „prezes wyznaczył przez poklepanie po plecach”. Banaszczyk zarzucił też, że głosowały osoby, o których nie mówi nawet statut związku.
Niedawno Sąd Okręgowy w Olsztynie podtrzymał wyrok Sądu Rejonowego I instancji stwierdzający sfałszowanie wyborów. Tym samym wyrok się uprawomocnił. Przypomnę, że podczas zjazdu w PZPN jesienią 2008 W-M ZPN reprezentowało trzech delegatów, przy czym dzisiaj już można napisać, że nielegalnie wybranych delegatów, którzy głosowali za Grzegorzem Lato podczas wyborów na prezesa PZPN jesienią 2008 roku.
Prezydent Olsztyna Piotr Grzymowicz korzystając ze swych uprawnień zaproponował na stanowisko kuratora pana Jarosława Szostka. Pan Szostek to miejski radny i doradca prezydenta do ds. przygotowania i realizacji inwestycji sportowych, a także były sędzia piłkarski. Były, bo jak wielu innych niewygodnych został pozbawiony swej funkcji przez Hańderka i układ jaki za nim stoi.

Jarosław Szostek był także ekspertem od spraw sędziów w popularnym programie telewizyjnym „Szybka Piłka”. Omawiał w nim po każdej pomeczowej kolejce zachowania arbitrów prowadzących mecze naszej ekstraklasy. Kogo trzeba było pochwalić – chwalił, komu trzeba było wytknąć błędy – wytykał. Nie wiedzieć czemu z programu nadawanego w publicznej telewizji usunięto punkt programu dotyczący sędziów. Usunięto oczywiście wraz z panem Szostkiem. TVP powołuje się na misję jaką ma do spełnienia, domaga płacenia abonamentów. Komu przeszkadzał w tej telewizji punkt w programie piłkarskim, który obnażał niemoc amatorów sędziowskich prowadzących zawody ligi zawodowej. Kto dotarł do wpływowych ludzi w tym programie, że sędziowie przestali być publicznie oceniani? Z pewnością się kiedyś dowiemy. Może któryś z redaktorów prowadzących ten program Patyra, Iwański czy gość programu Kołodziejczyk uchyli rąbka tajemnicy o kulisach tej sprawy.
A co do WM ZPN. Pan Przybyliński pełniący funkcję prezesa pomimo wyroku nie chce ustąpić ze stanowiska, powołując się na kontakty i zapewnienia jak to mówi „naszego prawnika z Poznania”.
Nie wiedziałem, że w Olsztynie nie ma prawników. Nie przypuszczałem, że wojewódzki związek stać finansowo na wynajęcie kancelarii prawnej, aż z Poznania. Prawda jest taka, że w Olsztynie są prawnicy, ale zapewnień panu Przybylińskiemu udziela kancelaria prawna opłacana przez PZPN na wniosek Laty.
Dlaczego Lato naraża stowarzyszenie na koszty, by bronić obecnego układu w W-M, przeciwstawiając się prawomocnemu wyrokowi sądowemu? Przypomnę jeszcze raz. Lato jest nielegalnie wybranym prezesem PZPN, gdyż wygrał z Kręciną jednym głosem, a głosowało za nim trzech delegatów wybranych na sfałszowanym zjeździe wyborczym.
W państwie prawa obecna sytuacja powinna zostać rozwiązana natychmiast. Niestety, coś mi się wydaje, że w zamieszaniu zwanym Euro 2012, paragrafy i dobre obyczaje zawieruszyły się na samo dno szuflady z napisem „biznes”.

Od oklasków do wrzasków

Dochodzą w Bitwy Warszawskiej, czyli siedziby PZPN dobre wieści. Zarządy PZPN zaczęły w końcu przypominać prawdziwe obrady, a nie jak było do tej pory kurtuazyjne spotkania towarzyskie o utartym szablonie.

– Rudziu prowadź – padała na wstępie sakramentalna formuła, wygłaszana przez Latę. Dalsza część to tradycyjne spolegliwe głosowania, obiadek, kasa i do domku. Trzeba przyznać, że ten scenariusz czasami był przerywany wystąpieniami, będącymi w opozycji do przyjętych trendów, ale były one na tyle rzadkie, że nie powstrzymały wyniszczającej piłkę polityki Laty.
Ostatni zarząd, który odbył się w tamtym tygodniu przepełniony był kłótniami i awanturami o mniejszym i większym nasileniu. Nie chcę wchodzić w merytorykę tych wystąpień, bo nie ma to w tej chwili większego znaczenia. Trzeba się jednak zastanowić nad przyczynami zmiany postępowania członków zarządu.
Każdy z nich wyciągał jakieś racje i wykazywał troskę o nie najlepsze notowania PZPN, szczególnie na tle ostatnich wydarzeń.
Trzeba zadać sobie pytanie, dlaczego panowie nie robili tego wcześniej. Mamy za sobą trzy lata może nie przytakiwania, ale z pewnością postawy, którą cechowała niewytłumaczalna bierność. Okaleczonemu drwalowi starczyłoby palców w jednej dłoni, by pokazać ilość członków zarządu, którzy w tym czasie atakowali sposób zarządzania piłką przez Latę.
Mam prawo przypuszczać ( i zapewne się nie mylę), że przebudzenie nastąpiło nie z powodu faktu, iż okręt idzie na dno. Prawdziwym powodem, który wyzwolił te waleczne postawy są zbliżające się wybory, bo takowe już za rok. Na miesiąc przed ostatnim zjazdem tej kadencji, zaczyna się nowa kampania wyborcza. Ja rozumiem tę strategię, gdyż jak mniemam, każdy z panów chce się załapać do nowego zarządu PZPN 2012-2016.
Trwać dzisiaj przy skompromitowanym Lacie to polityczne samobójstwo, więc ustawiają się już na przystanku z docelową stacją pod nazwą „Zmiany w PZPN”. Lato też kiedyś usiadł za kierownicą takiego autobusu, tylko bidula zamiast przeć do przodu na pierwszym skrzyżowaniu zawrócił do tyłu. Na dodatek stracił związkowe prawo jazdy, bo nigdzie nie wolno jeździć po spożyciu alkoholu, łamiąc wszystkie obowiązujące przepisy.
Dzisiaj panowie nie znając nazwiska nowego kierowcy, muszą wszystkim potencjalnym kandydatom pokazać swą wolę do udziału w przemianach. Miejmy nadzieję, że już tym razem w przemianach na lepsze.

Karta Kibica

Podczas obrad zarządu PZPN wypadło ze szafy kolejne gówienko, które nazywa się karta kibica.
Szerzej o tym kto wie czy nie przekręcie na wielką skalę pisałem kilka dni temu. Nasuwa mi się słowo przekręt, bo jak nazwać sytuację w której:
– kartę której koszt produkcji wynosi 1,50 zł, sprzedaje się po 32 złote, deklarując że upoważnia ona do zakupu biletów na mecze polskiej reprezentacji w pierwszej kolejności.
Pytam po raz kolejny jak ta pierwsza kolejność będzie wyglądać w praktyce, gdy zostanie rozprowadzonych 60 tys. kart przy pojemności stadionu 32 tys. miejsc. 28 tys. ludzi będzie sobie mogło tą kartą …. no właśnie co będzie sobie mogło?

Kolejną ciekawostką na zarządzie była reakcja przedstawiciela firmy Sportfive , który na pytanie członków zarządu dlaczego tymi kartami nie będzie zajmował się PZPN tylko firma Sportfive i odpowiedział: – Co to pana obchodzi?
Sytuacja, w której członkowie zarządu nie mają wiedzy co się dzieje dookoła reprezentacji Polski jest to chore i śmieszne. Tak jest zresztą od samego początku kadencji. O końcowych ustaleniach zawartych w umowie ze wspomnianą firmą Sportfive dowiedzieli się już po jej podpisaniu przez Latę. Przypomnę, bezprawnym podpisaniu niekorzystnej, a strategicznej dla Polskiego Związku Piłki Nożnej umowy.
Wracając do kart kibica, pojawiła się informacja, że spółka dystrybuująca te karty ma swoje korzenie w Luksemburgu. Jeżeli to się potwierdzi, to mamy ciekawą sytuację, gdyż dziwnym wydaje się fakt, że Lato na to zezwala i firmuje swoim nazwiskiem spółkę Klub Reprezentacji Polski z siedzibą poza granicami kraju, która rżnie polskich kibiców po 32 zł za kartę..

Korupcja w polskim futbolu

Ile korupcji zostało w polskim futbolu? – pyta w swym artykule w Gazecie Wyborczej Rafał Stec i chyba nie wierzy, że ktoś z PZPN odpowie mu szczerze na to pytanie.
Serdecznie pozdrawiam red. Steca i cieszę się że poruszył ten temat.
Autor tekstu bazował na obserwacjach i analizach swojego informatora, którego przepowiednie co do układu sił w lidze i nazwisk sprawiedliwych tych awansowanych i tych spuszczonych sprawdziły się co do tzw. joty.

Bazując na wynikach, obserwacjach dziennikarzy, trenerów, właścicieli klubów tego co się dzieje podczas meczy i w całym środowisku sędziowskim można być pewnym, że Wrocław jeszcze długo będzie stolicą piłkarskiej Temidy.
Niezrozumiałe w tej grze jest to, że nad ludźmi którzy z racji pełnionych funkcji powinni odpowiadać za wszelkie negatywne zdarzenia w związku będące w konflikcie z prawem, rozciągnięto niezrozumiały parasol ochronny. Co do środowisk sędziowskich te osoby to przede wszystkim Lato, Kręcina, Hańderek i Eksztajn.
O Lacie i Kręcinie nie ma co pisać. Każdy wie po co są w PZPN i jakie są ich związkowe priorytety. Dla mniej zorientowanych dodam, że piłka znajduje się na ostatnim miejscu w ich działalności, o ile znajduje się tam w ogóle.
Co do Hańderka to wystarczy zapoznać się z życiorysem tego człowieka. Radzę nie robić tego z rana, bo można stracić apetyt na resztę dnia. Nie wiem ilu ludzi wielokrotnie przeżywało tragedie w swoim życiu za przyczyną tego człowieka. Wszyscy z wiedzą, że byli wśród nich ludzie Solidarności, byli sędziowie piłkarscy tacy jak Żelazko, Czyżniewski, Szostek i wielu, wielu innych w zależności od okresu w jakim działał ten człowiek.
Rafał Stec opisuje wydarzenia, o których piszę już od półtora roku. Dzisiaj w opiniotwórczych gazetach moje tezy znajdują tylko potwierdzenie.
Dzięki Wyborczej cała Polska ma na dłoni jak wygląda polski arbitraż piłkarski pod rządami Hańderka i Eksztajna, ludzi pomiędzy którymi zachodzą przedziwne zależności.
Świetnie to wychwycił red. Szczepłek tym razem w Rzeczpospolitej. Eksztajn wyznacza Hańderka na obserwację konkretnych spotkań, Hańderek bierze za to pieniądze, by przed zjazdem PZPN ocenić (jako przewodniczący komisji rewizyjnej) pracę Eksztajna. Łatwo się domyślić jak ta ocena będzie wyglądać. Co do Oce, to Hańderek ma wrodzone poczucie sprawiedliwości. Jak obiecał Bednarkowi maxa za sędziowanie dla Łukasza, syna wiceprezesa PZPN, to słowa dotrzymał. Otrzymał też gratyfikację finansową za ten mecz. Gdy jedzie z zamiarem krytycznego spojrzenia na pracę arbitra, to też mu ręka nie zadrży przy wpisaniu niskiej oceny, tak jak i przy wypłacie za „dobrze” wykonaną pracę.
Kolejny artykuł obnażający działanie tych panów to wywiad z Rafałem Rostkowskim w Przeglądzie Sportowym. Słowa tego sędziego międzynarodowego potwierdzają w całej rozciągłości istnienie nieformalnego układu w kolegium sędziów.
Zastraszanie, kneblowanie, cenzura – to narzędzia do władzy despotycznej, a z taką mamy do czynienia w sędziowskim kolegium za kadencji Laty. Z przynależności do tego układu według Rostkowskiego biorą się awanse, bądź degradacje. Nie zapominajmy, że sędziów i klubów. W przypadku sędziów podleni są ludzie. W przypadku klubów, właściciele takowych tracą miliony. Miliony złotych. Zostaje nadzieja, że w końcu upomną się głośno o sprawiedliwość. Tą w sferze organizacyjnej jak i tą na boiskach.
Brutalnie odsunięty od sędziowania Rostkowski mówi: – Znam i słyszałem o sędziach, którzy zostali skrzywdzeni bardziej boleśnie niż ja.
Jak mocno trzeba skrzywdzić kluby, by ich właściciele powiedzieli w końcu dość.
Lacie, Kręcinie, Hańderkowi, Eksztajnowi i wszystkim tym, którzy pozwalają na to, by ich działanie zataczało coraz szersze kręgi, a oni sami czuli się coraz pewniej w tej swojej kompromitującej działalności.

Niby po wyborach, a jednak jeszcze nie

Minęło kilka dni od wyborów parlamentarnych. Minęły emocje wyrażane spontaniczną radością przez jednych i rozżaleniem po przegranej u drugich.
W sensie rozkładu sił niewiele się zmieniło. Wygrała Platforma – gratuluję, na drugim miejscu zgodnie z sondażami PiS – gratuluję. Nie dziwi obecność w sejmie „wiecznego koalicjanta” PSL – gratuluję. Nie jest też tak, że nie było niespodzianek, a za takowe należy uważać trzeci wynik Ruchu Palikota – gratuluję oraz spektakularną porażkę SLD – w tym przypadku życzę poprawy notowań w kolejnych bojach o społeczne poparcie.
Moje gratulacje i życzenia są szczere, gdyż uważam, że wszyscy wybrani powinni służyć jak najlepiej wszystkim Polakom.

Tajemnicą poliszynela jest fakt, jak wielkie nadzieje wiązał Grzegorz Lato przed wyborami z sukcesem wyborczym LSD, pod kierownictwem Napieralskiego.
Lato liczył, że SLD będzie trzecią siłą w kraju, a Napieralski obejmie nawet funkcję wicepremiera, a to miało mu stworzyć polityczny kapitał w obronie swojej pozycji w PZPN. Społeczeństwo zweryfikowało te plany. Przypomnę, że 97% Polaków opowiada się za kompleksowymi zmianami i reformami w PZPN, z usunięciem aktualnego nieudacznika z funkcji prezesa szczególnie. SLD uzyskało kompromitujący wynik, ale jak mogło być inaczej, jeżeli środowisko piłkarskie wiedziało, że Lato były senator z SLD, wspierany przez Napieralskiego chciał zapewnić sobie spokój na kolejne lata. Społeczeństwo powiedziało tym ludziom SLD stop.
Wyborcy poparli za to takie osoby jak Jan Tomaszewski, czy po raz kolejny Mieczysław Golba. Elektorat poparł osoby, które m.in. walczą ze złem w PZPN i to poparł wyraźnie. Poseł Tomaszewski – mający przydomek czołowego krytyka PZPN już w drugim dniu po wyborach rozpoczął dzieło czyszczenia stajni Augiasza. Poseł Golba jako jeden z nielicznych publicznie mówił o nieprawidłowościach, także podczas zjazdów PZPN i będzie to czynił nadal. Niestety wskutek bierności ministra Giersza i polityki zamordyzmu Laty wspieranego przez Kręcinę i związkowych prawników, artykułowane zarzuty pozostawały bez odpowiedzi.
Ciekawy też jestem postawy w rozpoczętej kadencji kolejnych osób związanych z futbolem, którzy uzyskali mandat społecznego zaufania. Myślę tu o trzech posłach Romanie Koseckim, Cezarym Kucharskim z PO i Tomaszu Garbowskim z SLD.
Roman Kosecki w poprzedniej kadencji zachowywał się dość biernie, bo nikt mi nie wmówi, że nie był świadomy grandy jaka ma miejsce w PZPN. Czy zmieni swoją postawę zobaczymy. Na razie się na to nie zanosi, gdyż na starcie bierze Smudę w obronę. Odsyłam zatem posła Koseckiego do wypowiedzi trenera Lenczyka (na portalu ”Weszło”) na temat fachowości osiągnięć trenera Smudy. W tej wypowiedzi, używając argumentów, Lenczyk obala mit Smudy tak w zakresie osiągnięć jak i umiejętności trenerskich.
Kucharski chyba nie najlepiej zaczął swoje posłowanie, jeżeli opowiada się za łamaniem prawa. Sprawa bezprawnego wykonywania zawodu przez pana Smudę (nie ma odpowiedniego wykształcenia) jest dla wszystkich oczywista, tylko nie dla posła Kucharskiego. Przypominam panu posłowi, że jemu już nie wypada legalizować postępowań łamiących zapisy konstytucji, ustaw, regulaminów, przepisów. Będę mu o tym fakcie przypominał także wtedy, jak tylko uruchomi swoje biuro poselskie, bo w ciągu dwóch dni po wyborach chyba zapomniał kto i w jakim celu oddał na niego głos. Panie Kucharski prosimy o mniej polityki, a więcej działań w imieniu ludzi i na rzecz ludzi (także piłki), którzy mieli pana za porządnego człowieka. Nie odbieram nikomu prawa do posiadania własnego zdania, ale samo stawianie na jednej szali skompromitowanego, człowieka niskich lotów Grzegorza Lato z wykształconym prawnikiem z Poznania, Jackiem Masiotą jest delikatnie mówiąc niestosowne, ale to pańska sprawa. Przynajmniej na razie.
Ciężki orzech do zgryzienia będzie miał również poseł Tomasz Garbowski (a może się mylę?). Poseł Garbowski od 1997 roku jest sędzią piłkarskim. Od niedawna nawet sędzią ekstraklasowym. Czy posła Garbowskiego będzie stać na obiektywną ocenę pracy np. kolegium sędziów PZPN? Od takiej oceny w swojej pracy parlamentarnej raczej nie ucieknie. Ja wiem, że Garbowski chce sędziować. Wiem również, że jeżeli wytknie cokolwiek Eksztajnowi bądź Hańderkowi z prędkością światła wyląduje w III, a może w IV lidze. Czy morale posła Grabowskiego zwycięży nad uległością sędziego Garbowskiego także pokaże przyszłość.
Przyszło nam żyć w ciekawych czasach. Sobie zawdzięczam, że ja takich dylematów jak wspomniani powyżej nie mam.
Co złe wytykam, co konstruktywne popieram. Efekt jest taki, że obojętnie na jaki stadion przybędę spotykam się z życzliwością i przychylnością ludzi wyrażanych w różny sposób. Brawami, dobrym słowem, gestem. Dla porównanie przypomnę, że na widok Laty i Kręciny stadiony w całej Polsce gwiżdżą i buczą.
Wiem, że takie same gesty pozytywne bądź negatywne ze strony ludzi staną się udziałem posłów Koseckiego, Kucharskiego i Garbowskiego, w zależności od tego, czy będą przymykać oczy na patologie, czy będą piętnować rzeczy złe w polskim futbolu, a wspierać konstruktywne.
Ludzie już wybrali, teraz muszą wybierać parlamentarzyści.

Policja zatrzymała kolejnych sędziów z najwyższych lig rozgrywkowych

Pisałem kilka tygodni temu o zjawiskach w środowiskach sędziowskich na najwyższych szczeblach, w tym o pracy kolegium sędziów przy PZPN. Podtrzymam stwierdzenie, że piłkarska mafia działa. Nie będę wracał do chamstwa jakim wykazali się członkowie kolegium przy decyzjach dotyczących spadków i awansów z i do ekstraklasy, I i II ligi.
Dzisiaj kiedy policja zatrzymała kolejnych sędziów z najwyższych lig rozgrywkowych, śmiać mi się chce jak czytam wypowiedź Eksztajna dotyczącą tej sprawy.

Pozwolę sobie przytoczyć fragment tej wypowiedzi.
– To dla mnie wielkie zaskoczenie, po prostu szok. Wiem, że zatrzymano całą armię sędziów, ale już dawno nie mówiło się o zamieszanych arbitrach ekstraklasy. Szczerze mówiąc, miałem nadzieję, że na tym szczeblu środowisko zastało już wyczyszczone – mówi Eksztajn.
Dla mnie ta wypowiedź to też szok. Miałem nadzieję – to słowa człowieka, który trzyma w rękach wszystkie sznurki w sędziowskich sprawach. Trzyma, a przynajmniej powinien trzymać, bo nie wolno zapominać o wpływach Hańderka nazywanego do dzisiaj przez Forbricha vel Fryzjera, Hańberkiem. Ten skompromitowany człowiek do dziś gra pierwsze skrzypce pod bokiem Laty i ma się bardzo dobrze.
Wracając do Eksztajna. Co zrobił ten zszokowany przewodniczący, by tego typu zatrzymania były melodią przeszłości. Używając sformułowań „miałem nadzieję”, „zostało wyczyszczone” kompromituje się po raz kolejny. Dlaczego nie powie – zrobiłem wszystko by oczyścić to środowisko? Bo takie zdanie nawet mu nie przyjdzie do głowy, gdyż NIGDY nie zrobił NIC dla załatwienia tej sprawy raz na zawsze.
Polityka Eksztajna to odzwierciedlenie polityki „Hańberka”, a jej celem nigdy nie był wzrost poziomu rozstrzygania na piłkarskich murawach, tylko udział w podziale łupów. Tak łupów w postaci diet, delegacji, nagród, umów i innego rodzaju apanaży, dla swoich, dla spolegliwych, dla ludzi z układu, którzy na polecenie, że trzeba to i tamto byli skłonni dokonać każdego świństwa.
To w kabaretowej piosence o rycerzach trzech można było usłyszeć: Hej szable w dłoń, łuki w juki, a łupy wziąć w troki, hajda na koń, okażemy się godni epoki.
Nasi rycerze z kolegium sędziów dają w dłoń gwizdki, łupy w troki biorą, ale jako godni swojej epoki z pewnością nie zostaną zapamiętani.

Klub Kibica Reprezentacj Polski

Kilkanaście tygodni temu powstała w Polsce dziwaczna efemeryda nazwana Klubem Kibica Reprezentacji Polski.
Gdyby taki klub powstał ze spontanicznego ruchu fanów futbolu, należałoby tylko przyklasnąć. Kto reprezentuje ten klub, do dziś nie wiadomo, chyba że w pierwszym szeregu należy postawić grupkę klakierów, jakichś mieliśmy możliwość oglądać podczas prezentacji klubu w TV.

Żenująca to była audycja, ale nie o tym chciałem napisać.
Kolejną akcją jaką mogliśmy zaobserwować to emisja kart członkowskich. I tu chciałbym wszystkich Państwa przestrzec, kto wie czy nie przed oszustwem na grubą skalę.
Każdy w Polsce może sobie kazać wydrukować dowolną liczbę kart i próbować ją sprzedać za mniejsze lub większe pieniądze. Gorzej jak nie wiadomo kto, nie wiadomo jak, nie wiadomo z kim, nie wiadomo za czyją zgodą (bo na pewno nie Zarządu PZPN) uzurpuje sobie prawo pobierania pieniędzy, przywłaszczając sobie prawa do logo PZPN, prawa do reprezentacji, prawa do dystrybucji biletów, prawa do barw reprezentacji narodowej i można by tak jeszcze długo wymieniać.
Oficjalny Klub Kibica Reprezentacji Polski mający kapitał zakładowy 5000 zł., rozsyła ofertę na nabywanie kart za ponad 30 zł oferując w zamian …. no właśnie co? Oferta tej spółki jest niejasna, nieprzejrzysta, czym oczywiście budzi wiele zastrzeżeń. Jest tam na przykład zapis, że właściciele kart mają UWAGA: PIERWSZEŃSTWO W NABYWANIU BILETÓW NA MECZE REPREZENTACJI!
Kto im dał takie prawo? A jeżeli nawet machniemy na to ręką to się pytam – pierwszeństwo przed kim? Pomyślmy. Jeżeli rozprowadzą 50 tys. kart, (zgarniając niecałe 2 miliony złotych), a reprezentacja będzie grać na stadionie o pojemności 32 tysiące krzesełek, to kto będzie miał pierwszeństwo, ja, Zdzichu z I piętra czy Maciej Czapiewski Project Manager Klubu Kibica. To moje 32 zł jest gorsze od 32 zł Czapiewskiego? Dla mnie to jest zwykłe oszustwo i pachnie wyłudzaniem pieniędzy na odległość.
Co jeszcze mi oferują w zamian za kupno karty Anna Wilgat- Szymańska prezes zarządu i Anna Główczyk – wiceprezes zarządu. Jak kupię kartę to pozwolą mi – jak podają w swojej reklamie – wejść na wyjątkowy portal oferujący najświeższe i unikalne materiały o reprezentacji.
Odpowiem. Jak kibice chcą poznać prawdę o reprezentacji to sobie poszukają wiedzy u Hajty, Świerczewskiego, Dudka, red. Tuzimka, w artykułach w Przeglądzie Sportowym, Faktach, czy Super Expresie. Wiedza od emisariuszy Laty i Smudy, którzy na tym portalu zasypią nas informacjami a`la Olejkowska Agnieszka jest wiedzą dla tych, których nie wpuszczają do Media Marktu, czyli dla idiotów.
To jeszcze nie koniec obiecanek „dobrodziejstw”. Masz kartę, dostaniesz jak zapewniają, upusty przy zakupach oficjalnych gadżetów związanych z reprezentacją. Policzmy. Szalik sto złotych – upust 10 % = 10 zł, a karta 32 zł. Mam w dupie taki interes tym bardziej, że szalik kupuję raz na cztery lata. Mamienie ludzi.
Kolejna „korzyść”, cytuję: – Możliwość udziału w programie lojalnościowymi i w przyszłości w programach partnerskich firm wspierających reprezentację. Zgroza. To jest umowa handlowa? Kup kartę, a ja ci w przyszłości?
Przecież tak każdy może. Przelejcie na moje konto 2000 zł, a ja wam w przyszłości ….. i tu proszę sobie dopisać co chcecie np. udział w programie partnerskim. To kolejna oferta wprowadzająca ludzi w błąd.
Jakby tego było mało, wymyślono ofertę specjalną dla firm. Właściciel firmy może mieć na karcie nadrukowane logo swojej firmy i nabyć ją dla swoich pracowników, bądź osób z zewnątrz do rozdawania w formie gratisów lub reklamy. Cena? 6000 zł + 0,5 per karta. Jest przewidziany także rabat od np. 5% od ceny podstawowej czyli od 32 złotych przy zakupie np. 200 kart.
Policzmy koszty nabycia nic nikomu nie dającej karty kibica w tym wariancie.

Rabat 5% z 32 zł = 1,60 zł/sztuka, a koszt zakupu karty w zaokrągleniu 70 zł. Interes życia.
Każdy orze jak może, ale coś mi się wydaje, że ktoś tu orze nie swoje pole, by zebrać coś co nie posiał.
Podejrzewam, że zaraz po wyborach nowych władz w PZPN, trzeba będzie zrobić prędziutko porządek z interesami, które ktoś robi za czyimiś plecami, żerując na emocjach ludzi, którzy by wejść na stadion piłkarski, a łudzą się że wejdą, poddają się presji jakiegoś tak klubu. I z tym złudzeniem pozostaną w domach pomimo tego, że pieniądze i tak ktoś od nich wyciągnął. Zostaną w domach z internetowym portalem, kartą kibica i szalikiem zakupionym z rabatem.
A może przyglądnął by się tej ofercie, jakiś urząd państwowy powołany do ochrony obywateli przed zakusami tych cwanych i tych cwańszych?

Bezsilność ludzi w których rękach leży los reprezentacji

To co się dzieje przy naszej reprezentacji w ostatnim czasie woła o pomstę do nieba. Nie trzeba się nawet wiele rozpisywać. Wystarczy przeczytać tytuły w prasie, by statystycznemu kibicowi włos się na głowie przerzedził. Ponieważ mnie takie biologiczne cierpienie już dotknąć nie może, popadam w zwyczajne ludzkie przygnębienie, przeplatane machnięciem ręki lub uśmieszkiem poirytowania dla wyrażenia bezsilności ludzi, w których rękach los reprezentacji leży. Lato też już bardziej nie wyłysieje, ale po nim nie widać przygnębienia, ani żadnych innych oznak cechujących człowieka zaangażowanego w jakieś dzieło.

Przytoczę zatem kilka jakże wymownych tytułów.
„Kto decyduje, – gdzie gra kadra Smudy”, „Dla Koreańczyków jesteśmy nikim”, To nie wina piłkarzy, że PZPN potrzebuje pieniędzy”.
Nie sposób się nie zgodzić z zewnętrzną oceną zjawisk, jakie dookoła reprezentacji zachodzą. Ratowanie budżetu idiotycznymi eskapadami. Piłkarze się śmieją, działacze się cieszą (darmowa wycieczka), a profesjonalizmu organizacyjno-sportowego za grosz. Dyrektor reprezentacji mówi: – Od lat jesteśmy partnerem Związku. ….. angażujemy się w każdą sprawę dotycząca pierwszej reprezentacji. …… kontraktowanie hoteli, boisk treningowych, koordynacja podróży ….. Pozostaję w stałym kontakcie z zawodnikami.
Jak się ma to do ostatniego wyjazdu. Drużyna poleciała na zawody na raty, nawet trener nie zdążył się zabrać z główną ekipą. Trening odbył się na jakimś takim koreańskim Orliku obok hotelu, bo do pełnowymiarowego było „kawał drogi”. Nasza reprezentacja wyglądała podczas podróży jak wycieczka z Gromady, nie jak reprezentacja kraju, która ma w godle Orła i barwy biało-czerwone. Profesjonalizm czystej wody ( to oczywiście ironia). Tak na marginesie dodam, że ktoś powinien w końcu zwrócić Smudzie uwagę na strój, w jakim występuje podczas spotkań, bo trener naszej drużyny to już chyba ostatni dresiarz w Europie. Wstyd.
Rzeczą ludzką jest popełniać błędy. Złego słowa bym nie powiedział, gdyby w pracy na rzecz drużyny było widać zaangażowanie, troskę, pomysł. Niestety. Góruje przypadek, bezmyślność, brak pomysłów. Co na to Lato. Ostatnio powiedział dziennikarzowi, żeby mu nie zawracał głowy, gdyż spożywa posiłek.
Na koniec muszę podziękować dwóm osobom, które w końcu zareagowały odpowiednio na grandę, jaką nam funduje Lato. Dziękuję Olejkowskiej, która prosiła internautę by jej nie obrażał porównaniem z PZPN. Rozumiem, że Olejkowska jest „cacy”, a PZPN jest „be” i na tym poprzestańmy. Dziękuję Gierszowi, że pierwszy raz od trzech lat opowiedział się publicznie przeciw Lacie, nakazując mu (sic!) honorowanie prawa prasowego i zapewnienie wszystkim mediom dostępu do ważnych wydarzeń sportowych. Następne tygodnie pokażą, czy w Gierszu dokonała się jakaś niespodziewana przemiana, czy był to tylko przedwyborczy „wybryk” głuchego i niewidomego na nieprawidłowości w zarządzaniu stowarzyszeniem ministra.

PS.
Dziękuję jeszcze polskim piłkarzom, a szczególnie Kubie Błaszczykowskiemu, że uratowali w Seulu honor Polaków, pomimo tego, że wiele osób robi wszystko, by ich kariera sportowa usłana była pełnymi kolców różami, jakby nie można było tak po ludzku grać zwyczajnie na trawie.