Strategia na lata

Od początku kadencji obecnych władz PZPN minęło blisko 30 miesięcy. Przypomnę, że Lato do wyborów szedł z hasłem reform na ustach. Te minione 29 miesięcy okazały się nie pasmem zmian i sukcesów, tylko pasmem sromotnych porażek w każdym elemencie działania związku. Do końca kadencji i nowych wyborów pozostało niespełna półtora roku.

Ze zdumieniem przyjąłem fakt, iż Lato (czyżby?) powołał w tym właśnie okresie Zespół ds. strategicznego planu działania PZPN. Jak sama nazwa mówi ten zespół nie jest powołany do rozwoju tylko działania. Nie jest to bez znaczenia dla sytuacji PZPN-u i mojego dzisiejszego wywodu również.

W pierwszym odruchu już miałem nadzieję, że to co Lato miał zrobić w związku w pierwszych trzech miesiącach swojej prezesury, zamierza uczynić w ostatnich osiemnastu, gdy nagle doznałem olśnienia. Ten zespół to przecież nie gremium mające na celu podnieść sportowy poziom polskiego futbolu, a takie jest chyba nadrzędne zadanie PZPN-u. Skąd taki wniosek . Przyjrzyjmy się jaki skład osobowy ma ten dziwaczny twór.

Listę otwiera trzech wiceprezesów, ich zaplecze to czterech szeregowych członków zarządu. Jeżeli ten zespół ma pracować na rozwojem sportowym, co w tym towarzystwie pytam robią tacy ludzie jak: Piotr Gołos od marketingu, W. Baryło – z-ca Kręciny, Ewa Bazan z księgowości, Wach od prawa, J. Misiewicz – określona jako wsparcie administracyjne. Osamotnionym w tym towarzystwie jest rodzynek – fachowiec od piłki nożnej Jurek Engel senior

Nie będę podpowiadał kto powinien znaleźć się zespole tworzącym strategiczny plan działania PZPN, ale jak ta towarzyska zbieranina ma wywindować polską piłkę na wyżyny nie sposób pojąć.

Po co zatem został on stworzony. Lato może mydlić oczy sobie podobnym, ale nie mnie. Ten zespół, jego skład osobowy bardziej mi pasuje do zadania jakim jest utrzymanie związkowego status quo po Euro 2012, niż do realizacji statutowych zadań PZPN. I taki był z pewnością zamysł powołania tego gremium.

Wniosek: po raz kolejny rozwój dyscypliny okazał się zadaniem niechcianym, tylko przeszkadzającym w czerpaniu korzyści materialnych z tytułu jakiejś tam bardziej lub mniej formalnej przynależności do związku.

Na koniec jeszcze jedna uwaga. Jeżeli powołanie tego zespołu poparte było zacnymi intencjami, dlaczego w składzie osobowym brakuje jednego nazwiska. Nazwiska człowieka, który powinien być szczególnie zainteresowany rozwojem. Zapytacie czyjego? Oczywiście w tym zespole brakuje nazwiska Laty.

Pomysłodawcy tej inicjatywy zapomnieli o takim drobiazgu, jak udział prezesa w pracach Zespołu ds. strategicznego działania PZPN. A sam Lato? On chyba nawet nie wie, że podpisał powołanie takiej komisji.

Zespół ds. strategicznego planu obrony stołków w PZPN w następującym składzie:

  1. Rudolf Bugdoł
  2. Jan Bendarek
  3. Janusz Matusiak
  4. Marcin Animucki
  5. Ireneusz Serwotka
  6. Witold Dawidowski
  7. Stefan Antkowiak
  8. Waldemar Baryło
  9. Piotr Gołos
  10. Ewa Bazan
  11. Andrzej Wach
  12. Jerzy Engel
  13. Joanna Misiewicz

2 rocznice

Wczoraj minęła pierwsza rocznica uruchomienia tego blogu, a 2 marca dziewięćdziesiąta rocznica urodzin Kazimierza Górskiego.

Tak się przyjęło i jest to naturalne, że każdy świętuje te wydarzenia, które uważa za słuszne. O ile przejawianie radości przez Lato Grzegorza, gdy wspomina się o tym blogu byłoby dość masochistyczne, to brak pamięci o okrągłej rocznicy urodzin Pana Kazimierza wydaje się być grubym nietaktem.

Abstrahując od aspektów osobistych, Lato z racji sprawowanej funkcji winien przewodniczyć delegacji i złożyć wiązankę kwiatów przy grobie Trenera.

Prywatnie Lato zawdzięcza trenerowi Górskiemu wszystko. Całą karierę, tytuły, osiągnięcia, sławę. Wdzięczność Lato okazywał do czasu, gdy jeszcze ziemia Pana Kazimierza nosiła. Szli z kwiatami do Trenera koledzy zabierał się z nimi i Grzesiu. Dziś odnoszę wrażenie, że szedł z tą grupą, bo tak wypadało, bo telewizja, bo co by koledzy powiedzieli itd., itp.. Dzisiaj, kiedy oddanie czci przez pamięć, byłoby szczerym odruchem wdzięcznego człowieka, Laty zabrakło wśród grupki osób, która udała się na cmentarz złożyć wiązanki kwiatów.

Czego jednak można wymagać od tego człowieka. Jak można ocenić takie postępowanie. Nie będę tu przymiotnikował. Kto Latę zna ten doskonale wie z kim ma do czynienia.

Lepiej się bawić na kuligach w białostockich puszczach, uczestniczyć w rautach i piknikach niż wykazać się pamięcią i elementarną wdzięcznością.

Lato nie pamięta też, że ruszyła ekstraklasa, bo na mecze też nie chodzi. Czy dlatego, że nie żyje piłką, a mecze go nie interesują, czy dlatego że nie chce słuchać piosenek na swój temat i innych niecenzuralnych spontanicznych określeń. Może się kiedyś wypowie na ten temat, bo to wielce intrygująca kwestia.

Prezesa PZPN nie widać na stadionach, tylko na rautach.

Ładnie to brzmi.

Na stadionach pierwszej kolejki spotkań nie gościł też trener reprezentacji Smuda. Miał kiedyś wiele do zarzucenia z tego powodu Benhakkerowi, ale sam inaczej nie postępuje. No cóż. Nie ma w naszej lidze kogo oglądać? Smuda pytał niedawno: – Skąd mam brać piłkarzy, z kibla? Więc pytam, wszyscy chłopcy siedzą w kiblach, żaden nie biega po boisku? Zawodnicy nie trenują i nikt nie podnosi swojego poziomu sportowego? Pewnie, można machnąć ręką i stwierdzić, że nikt nie „buchnie” formą. Dla mnie to błędne myślenie.

Trener Górski bywał na meczach. Chłopcy nawet ci nie powoływani, czuli gdzieś tam podskórnie jego życzliwość i opiekuńczość. Ten element też był składową wyników Pana Kazimierza.

Dzisiaj mamy Latę i Smudę, a po wyniki odsyłam, ale do archiwum.

Rok

Rok temu ukazał się na tym miejscu pierwszy wpis.

Nie wiedziałem wtedy jaką wypełni się treścią cały ten blog. Moim zamiarem od samego początku było opisywanie wydarzeń, tendencji czy zjawisk jakie mają miejsce w polskiej piłce. Rok temu ten blog to była swoista tabula rasa.Życie miało pokazać czym się zapisze. Czy więcej będzie radości wynikających sukcesów, czy wręcz odwrotnie. Nie ode mnie zależało jak ten blog będzie wyglądał, tylko od tych którzy kreują na co dzień futbolową rzeczywistość w Polsce. Wiedziałem jedno. Na tym blogu nie będzie kłamstw, ani fantazji.Okazało się niestety, że dzień po dniu musiałem dokonywać wyboru. Milczeć, czy informować.

Miałem wiedzę o faktach czy zjawiskach, które sprowadzają dzień po dniu polski futbol na samo dno. Nie miałem najmniejszego wpływu na tą sytuację.Miałem wybór. Pisać czy nie. Pisząc, wyciągając na światło dzienne cały ten gnój w jakim nurza się nasza dyscyplina narażałem się wielu wpływowym osobom w tym kraju. Milcząc przyjąłbym postawę aprobaty dla tego gnoju właśnie.Czy miałem liczyć na cud samoistnej odmiany. Absurd.

Podjąłem to ryzyko. Dziś z perspektywy czasu wiem, że było warto. Losy piłkarstwa przez ten rok potoczyły się tak, jak miały się potoczyć według zarządzających, ale przynajmniej mogę z czystym sumieniem rano popatrzyć sobie przy goleniu w oczy.

Nie obyło się oczywiście bez szykan, kar, ofiar. Można mi było wytrącić „pióro” z ręki skutecznym pozytywnym działaniem. Wybrano inną drogę. Drogę nienawiści. Do wszystkich zresztą, którzy widzą polską piłkę na drodze rzeczywistych reform, którzy oczami realnych marzeń (nie fantazji) widzą nasz rodzimy futbol w czołówce europejskich, a także światowych drużyn.

Ten blog spełnił też po części rolę hamulca i z dumą to piszę. Szkoda dla piłki, że tylko po części. Włos się jeży na głowie (nie na mojej z powodów oczywistych)do czego zdolnych byłoby kilku pzpn-owskich prominentów, gdyby mogli liczyć ina anonimowość swoich poczynań i na bezkarność. Do czego byliby zdolni faktycznie, jeżeli nawet wtedy gdy musieli się liczyć, iż ich niegodziwości zawodowe, a także konflikty z prawem zostaną opisane na publicznym forum, nie cofnęli się przed tymi dokonaniami. PZPN dotknęłaby prawdziwa apokalipsa. Bezkarni mogli się czuć z powodów uwarunkowań politycznych, ale zaznaczam – wszystko do czasu. Nie będę prorokiem jeżeli napiszę, że Euro 2012 także kiedyś przejdzie do historii, a po nim nastąpi czas rozliczeń. Mam przypuszczenia graniczące z pewnością, że rozliczeń nie tylko tych na forum związkowym.

Pisząc ten blog określiłem swoje priorytety, zdefiniowałem swoje wartości. Dzisiaj wiem,że nie jestem sam w swoich wyobrażeniach o powrocie piłkarstwa na salony. Dziękuję Państwu za każde wejście na tą internetową stronę. Dziękuję za czytanie i konstruktywne wnioski. Dziękuję za słowa otuchy. Nie raz i nie dwa było mi one potrzebne jak powietrze do oddychania. Dziękuję za wyrazy poparcia i życzliwości kierowane drogą telefoniczną i osobiście podczas spotkań na terenie całego kraju. Na meczach, jubileuszach związkowych, prywatnych spotkaniach wypełnionych troską o naszą ukochaną piłkę.

Blog zanotował kilkadziesiąt tysięcy wejść. To też jest pewien swoisty wykładnik.

Za rok wybory.Jak mówią słowa piosenki „Na betonie kwiaty nie rosną” i z dużą dozą pewności można już dziś powiedzieć, że Piłkarska Polska – ta szczera, uczciwa i zatroskana – stworzy nową rzeczywistość.

Niewiedza

Mamy kolejny przypadek, że działacze PZPN-u przestępcze czyny swoich członków tłumaczą niewiedzą. Rzecznik dyscyplinarny PZPN Wojciech Petkowicz swoje powinności rozpoczyna o ile napisze o nich prasa, albo zadzwoni w jego gabinecie telefon. Jeżeli te dwa źródła milczą, milczy również rzecznik. Nie inaczej było w sprawie podwładnego Edwarda Potoka z łódzkiego ZPN, wiceprezesa związku Romana W. O panu Romanie zaraz skrobnę dwa słowa, chciałem tylko tą drogą zawiadomić pana rzecznika Petkowicza, że Grzegorz Lato również kilkakrotnie złamał zapisy statutu PZPN. Nie piszą o tym wprawdzie na blogu piłkarska mafia, ale informuję pana, że mimo wszytko takie zdarzenia miały miejsce. Po więcej informacji odsyłam do Artura Jędrycha przewodniczącego Wydziału Dyscypliny, który od kilku miesięcy przetrzymuje dokumentację w tej sprawie i milczy. Nie karze prezesa choć powinien i nie zamyka tej sprawy, bo nie może. Nie może zaś dlatego, gdyż wszystkie zarzuty postawione w tych pismach są prawdziwe.

Co do Romana W. Jeżeli nie zaglądnięcie do wręczonej reklamówki po rozmowie o charakterze korupcyjnym (a z takim przypadkiem ponoć mamy do czynienia) stanowi o braku winy, lub jest chociażby okolicznością łagodzącą, to problem łapówkarstwa w Polsce mamy rozwiązany. Nie zawiadamiając odpowiednich służb tu po rozmowie z sędzią Piotrem K. pan Roman już postawił się delikatnie mówiąc w nie najlepszym świetle. Biorąc reklamówkę, cóż spodziewał się w niej znaleźć. Stare gazety, kilo ziemniaków czy może coś zupełnie innego. Bo to, że Piotr K. mógł tam włożyć alkohol i pieniądze z pewnością nawet mu nie przeszło przez głowę.

Spuścizna po Kibicu

Rząd się sam wyżywi – do dzisiaj pamiętamy te bezczelne słowa, wypowiedziane publicznie przez Jerzego Urbana, byłego rzecznika prasowego komunistycznego rządu jeszcze za czasów PRL-u. Dawał nimi do zrozumienia strajkującym robotnikom, że upominanie się o swoje prawa jest bezcelowe. Urban pisywał tymi czasy w gazecie „Kulisy” felietony, podpisując się Kibic.

Wątpię, by Grzegorz Lato „Kulisy”, czy felietony Kibica czytywał, ale ostatnimi czasy w jego wypowiedziach można doszukać się wielu analogii do sposobu myślenia byłego reżimowego rzecznika. Jak traktować jego ostatnie wypowiedzi w sprawie biletów na Euro, z których wynika, że PZPN ma, a reszta niech się martwi. Nie zaprząta sobie Lato głowy związkami wojewódzkimi, w których setki działaczy terenowych poświęciło niejednokrotnie całe swoje życie na rzecz futbolu. Bo po co ma to robić. Czy Lato coś z tego ma?

Bilety dla działaczy ślepo popierających niszczycielską działalność niedoszłego prezesa-reformatora z pewnością się znajdą. I znowu będziemy mieć do czynienia z formą, nagrody, rekompensaty za rękę w górze na głosowaniach, za służalczość, za milczenie, za wierność. Z tym, że wierność ślepą i głupią.

Gdy jeden z dziennikarzy sportowych lokalnej gazety w pewnym mieście wojewódzkim zapytał Latę, czy mógłby liczyć na przychylność w nabyciu wejściówki na któreś ze spotkań we Wrocławiu usłyszał, że Lato może mu kupić bilet na tramwaj. Nie chodzi mi tutaj o odmowę nabycia biletu poza dystrybucją, tylko o formę tej odmowy. Chamstwo pierwszego stopnia.

W przyszłym roku odbędą się wybory w związkach wojewódzkich i w PZPN-e. Przyjdzie czas na podsumowania. Przyjdzie czas na „podziękowania” za chamstwo, arogancję i 73 miejsce w świecie polskiej piłki. Nadejdzie kres związkowej prywaty, łamania prawa i stawiania się ponad nim.

Urban „Kibic” choć był bezczelny, był też inteligentny. Latę w porównaniu z „Kibicem” charakteryzuje tylko jeden z tych przymiotów.

Odpowiedź na pismo

Rzeszów, dnia 1 marca 2011 r.


Pan Artur Jędrych

Wydział Dyscypliny

PZPN w Warszawie

W odpowiedzi na pismo z dnia 23 lipca 2010 r. pragnę przedstawić swoje stanowisko.

W całości podtrzymuję przedstawiane poglądy na temat sytuacji w PZPN. Żeby nie być gołosłownym przytoczę tylko kilka przykładów potwierdzających, że z przestrzeganiem prawa nie jest najlepiej. Wykażę to na przykładzie ostatniego zjazdu:

Stosownie do treści art. 26 pkt 9) statutu PZPN: Do kompetencji Walnego Zgromadzenia Delegatów należy: […] 8) udzielanie raz w roku absolutorium poszczególnym członkom Zarządu na wniosek Komisji Rewizyjnej.

Na poprzednim zjeździe głosowanie takie się odbyło. W bieżącym roku wniosek o absolutorium głosowany był łącznie dla wszystkich członków zarządu. Jest to ewidentne naruszenie statutu, gdyż absolutorium udzielane jest każdemu członkowie oddzielnie i głosowanie powinno się odbyć odrębnie dla każdego członka zarządu.

Podobnie jak na poprzednim, także i na tym zjeździe miały miejsce naruszenia w zakresie udziału delegatów. Niektórzy brali udział w zjeździe, choć takiego prawa nie mieli, inni z kolei nie zostali dopuszczeni mimo, że zostali prawidłowo powołani.

Tytułem przykładu można wskazać p. Zenona Krówkę, który został odwołany z funkcji delegata Podkarpackiego Związku Piłki Nożnej. Uchwała ta została doręczona do PZPN. Nie przeszkadzało to władzom Związku zaprosić na zjazd osobę, która nie była delegatem. Równie dobrze można było zaprosić Kowalskiego czy Nowaka np. z Warszawy. Przynajmniej byłoby bliżej.

Inaczej postąpiono z klubem Odra Wodzisław. Tam powołany na delegata p. Jan Mucha nie został zaproszony i dopuszczony na zjazd.

Jest oczywiste, że władze PZPN dowolnie dobierają delegatów. Głównym kryterium jest ewentualna przychylność dla zarządu, a nie faktyczne umocowanie delegata.

Kolejny element to sprawozdanie finansowe. Jeżeli dany podmiot ma obowiązek jego sporządzenia to zatwierdzenie sprawozdania musi się odbyć do 30 czerwca każdego roku kalendarzowego. W Polskim Związku Piłki Nożnej ten przepis się nie przyjął i nad sprawozdaniem głosuje się w dowolnym momencie np. w listopadzie.

Te naruszenia miałem na myśli pisząc, że „Nie mogłem milczeć …” – strona czwarta załącznika.

Mam też prawo jak każdy obywatel do występowania do wszystkich podmiotów, instytucji i organów w tym parlamentarzystów. Czy sformułowania zawarte w piśmie do G. Napieralskiego na stronie trzeciej załącznika o nie przyjęciu sprawozdania finansowego są prawdą czy kłamstwem? Są oczywistą prawdą. Sprawozdanie nie zostało przyjęte w terminie. Skąd, więc bierze się zarzut wobec mojej osoby.

Tym bardziej mogę, więc wystąpić z interwencją do Ministra Sportu, jeżeli mam uzasadnione podejrzenia poparte przykładami, że w PZPN łamane jest prawo – załączniki strona druga. Kwestionując moje prawo do występowania do organów państwa, w których kompetencji leży nadzór nad stowarzyszeniem podważacie tym samym obowiązujący porządek prawny. To ustawa o stowarzyszeniach określiła kompetencje kontrolne ministra, a ja w ramach wolności słowa i przytaczanych faktów mam pełne prawo do takich wystąpień.

Odnosząc się do ostatniej kwestii delegatów Grombki, Bednarka, Miazgi (załącznik strona pierwsza) proszę o jasne stwierdzenie, czy przeciwko wymienionym osobom toczyły się postępowania karne, czy zostali skazani prawomocnymi wyrokami. Czy tacy działacze winni być dumą polskiego piłkarstwa i zajmować lukratywne stanowiska, czy też należy ich usunąć, aby swoją obecnością w organach Związku nie pogarszali i tak już bardzo złej opinii? Na czym zatem polega zarzut w tym zakresie?!

Jeżeli Panowie jesteście specjalistami w zakresie przestrzegania prawa to proszę o zajęcie stanowiska w wymienionych wyżej kwestiach. Czy przytoczone przeze mnie przykłady są dowodem naruszenia prawa, czy też Waszym zdaniem wszystko odbyło się prawidłowo? Wierzę, że zdobędziecie się na odpowiedź. Chciałbym również wierzyć, że zajmiecie się tymi sprawami, bo przecież do tego jesteście powołani. Niestety, co do tego nie mam pewności. Dura lex sed lex mówi stara zasada. Czy potraficie ją stosować wobec wszystkich czy tylko zgodnie z dyspozycjami?

Poddaję to pod Waszą rozwagę, gdy rano patrzycie w lustra.

Ze sportowym pozdrowieniem,

………………………….

Kazimierz Greń

P.S.

Wprawdzie, nie jesteście panowie zobligowani przepisami do odpowiedzi na tekst zamieszczony na blogu, to już na zapytanie pisemne wysłane do was powinienem otrzymać odpowiedź. Brak odpowiedzi również będzie wymowny, czyli potwierdzi zarzuty formułowane przeze mnie.

Przypomnę też członkom PZPN w całej Polsce, że do tej pory Wydział Dyscypliny nie rozpatrzył (choć minęło ponad pół roku) wniosków skierowanych do tego wydziału przeciwko prezesowi PZPN, a które dotyczyły przypadków łamania statutu przez tego funkcyjnego działacza. Nie wiem nawet co wpływa na tak wielką opieszałość w tym postępowaniu. Moje domysły w tym przypadku nie mają większego znaczenia. Oczekuję na wyjaśnienia również w tej sprawie.

Cokolwiek nie nastąpi nie omieszkam o tym poinformować opinię publiczną.

Lubię nazywać rzeczy po imieniu

Lubię (i chyba nie tylko ja ) jak się nazywa rzeczy po imieniu.

Sporadycznie odnoszę się do artykułów prasowych, ale dzisiaj pragnę dopowiedzieć tylko jeden fakt do świetnego skądinąd tekstu w Przeglądzie Sportowym zatytułowanego „Licencja na robienie długów”.

Cytat z tekstu: Nie ma mocnych na Polonię Bytom. Choć klub ma nieustannie długi wobec własnych graczy, to bez problemu dostaje nową licencję”.

Tekst jest świetny, prawdziwy, lecz nie tylko mnie jako czytelnikowi, zabrakło podania przyczyn tak łaskawego podchodzenia odpowiednich komórek w PZPN do tego klubu.

Śpieszę zatem wyjaśnić jakie to siły czuwają nad bytomską Polonią.

Polonia ma swoich Aniołów Stróżów. Można nawet powiedzieć, że w trzech osobach. Rudek Bugdoł- wiceprezes PZPN (prowadzi za Latę posiedzenia Zarządu), Antoni Piechniczek –senator z PO i Damian Bartyla – z zarzutami prokuratorskimi.

Co ich łączy? Pierwszych dwóch ma na Latę wpływ większy niż jego rozum. Bartyla chowa się za nazwiskiem Piechniczek jak tylko może, a ten sobie zresztą na to pozwala. Lato tańczy jak mu ta trójca zagra. Na dodatek Artur Jędrych z Wydziału Dyscypliny w sprawach istotnych po wytyczne do orzekania biega do gabinetu prezesa. Ot i kółko się zamyka.

Wiem, że panom redaktorom choć mają tę wiedzę ciężko było podać ją opinii publicznej w tej formie. Korzystając zatem z technicznych możliwości niniejszym to czynię w celu uzupełnienia wiedzy czytelników Przeglądu Sportowego.

Teraz proszę, by każdy sam, to działanie na linii Trzej Prominentni Działacze (klub) – PZPN, nazwał sobie tak jak na to zasługuje.

Prośba o umorzenie

Rzeszów, 28 lutego 2011 r.

Sekretarz Generalny

Polskiego Związku Piłki Nożnej

Pan Zdzisław Kręcina

 

Proszę o umorzenie nałożonej na mnie kary przez Wydział Dyscypliny PZPN, ze względu na trudną sytuację finansową w domu. Ponieważ zostałem pozbawiony wysokich wynagrodzeń jako członek zarządu PZPN (1800 zł za każde posiedzenie), jak również dochodów z tytułu funkcji delegata PZPN (za każdy wyjazd 1000 zł), moja sytuacja finansowa nie wydaje się być w najlepszej kondycji.

Biorąc powyższe pod uwagę proszę Pana Sekretarza o umorzenie tej kary. Z góry dziękuję za wyrozumiałość i zrozumienie mojej trudnej sytuacji finansowej.

PS.

Proszę Panie Sekretarzu pozdrowić pana prezesa Grzegorza Lato, który obiecał mnie i milionom Polaków zmiany w PZPN na lepsze, czego zresztą nie uczynił. Ponadto obiecywał, że uczyni mnie bogatym człowiekiem, a dziś chce mnie zubożyć o kolejne pieniądze. Dzisiaj Lato pobierając miesięcznie niebagatelną kwotę 50 tys. złotych opływa w luksusach. Pan także prawdopodobnie kasuje co miesiąc blisko 40 tysięcy i ma finansowy komfort.

Ma nadzieję, że przy całej swojej inteligencji obaj panowie zadacie kłam przysłowiu „Syty głodnego nie zrozumie” i uwzględnicie moją prośbę.

 

 

Ze sportowym pozdrowieniem

wyciągający wnioski z waszych decyzji pokorny jak zawsze

Kazik Greń

Wezwanie do zapłaty

Warszawa, dn. 24.01.2011 r.

Wezwanie do zapłaty

Wezwanie skierowane do:

Imię i nazwisko: Kazmierz Greń

Na podstawie art. 476 Kodeksu cywilnego (Dz. U. Z 1964 r. nr 16, poz. 93, z późniejszymi zmianami) wzywamy do natychmiastowego uregulowania należnej sumy tytułem zapłaty za:

Orzeczenie Wydziały Dyscypliny z dnia 15.04.2010 r. Sygnatura akt WD/08/10.

Kwota: 1.500,00 zł

Słownie: jeden tysiąc pięćset PLN

 

Wymienioną sumę prosimy przekazać na nasz rachunek bankowy:

DZ Bank Polska 97 1740 0006 0000 3000 0031 7798 w ciągu czternastu dni od otrzymania niniejszego wezwania.

W przypadku, gdy zapłata została dokonana, prosimy o przesłanie kopii potwierdzenia realizacji przelewu.

 

Sekretarz generalny PZPN

Zdzisław Kręcina