O dwóch takich co…

W Kownie,przed i w trakcie meczu Litwa – Polska doszło do awantur, bijatyk, aktów wandalizmu. Nikt nie pochwala tego typu bandyckich zachowań, a szczególnie przykry jest fakt, iż spowodowali je obywatele polscy.

Dlaczego o tym wspominam? Bo te wydarzenia sprawiły, że u prezesa Laty pojawiła się nagle chęć czynu,działania.

Koniec z tolerancją dla bandytów – woła dzisiaj Lato. Kiedy przeczytałem tę wypowiedź stwierdziłem,że w takim razie do tej pory Grzesiu zachowania bandyckie tolerował, a nie jest to przecież godna postawa prezesa związku sportowego. Niegodne też jest dawanie specjalnych wejściówek pzpn-owskich kibicom z zakazem stadionowym, a taki faktjak podało Radio Zet miał miejsce w tamtym roku na Legii.

Jak Lato obiecuje walczyć z bandytyzmem? Przeczytajcie, cytuję:

Jeżeli na którymś ze stadionów zdarzy się zadyma, będziemy zamykać taki obiekt. I nie interesuje mnie, czy ktoś straci milion czy dziesięć. Zero litości. Nie wiem jak to skomentować. Dla kogo zero litości? Dla bandytów,czy właścicieli klubów. Dla wandali, czy dla zarządzających obiektami. Dla pseudokibiców, czy dla kibiców, którym uniemożliwi się oglądanie spotkań piłkarskich. Z kim Lato zamierza walczyć z patologią czy ze sportem, bo wyglądana to, że z tym drugim. Logika pana Grzegorza poraża. W jakiej innej głowie mógł się urodzić tak horrendalny pomysł. Jeżeli mi Lato wytłumaczy, jak 20 bandytów zmienić w ministrantów zamykając obiekt sportowy, przyznam mu tytuł geniusza z psychologii.

Tak na marginesie dodam uważajcie panowie z wielkich klubów, bo jak wam Lato wywinie taki numer, to faktycznie nie będzie wam do śmiechu, a bandyci będą się dalej lać, z tym że nie na stadionie tylko w jego okolicy. Wtedy Lato pozamyka ulice wokół tego stadionu itd.. Żarty na bok. Lato nie ma takich uprawnień i oby nigdy ichnie miał. Problem jest poważny, a Grzesiu żartuje sobie robiąc groźną minę. Teraz na poważnie. Widzicie delegaci z klubów ekstraklasy i I ligi za kim, za jakim sposobem zarządzania podnosiliście mandat na ostatnich zjazdach.

Lato ma wspaniałe pomysły, bo w sprawach dotyczących bezpieczeństwa ma doradcę w osobie niejakiego Bińkowskiego Andrzeja z Mielca. Ten człowiek pełni odpowiedzialną funkcję szefa Wydziału Bezpieczeństwa na Obiektach Piłkarskich PZPN.

Bińkowski powołuje się na stewarding firmowany przez UEFA, ale co on o nim wie oprócz tego, by zabezpieczający imprezę sportową byli uśmiechnięci i pełni szacunku.

Jakie systemy może wdrożyć Bińkowski, jeżeli nowe trendy europejskie szkolenia delegatów w UEFA uciekają bezpowrotnie. Bińkowski język angielski zna tak samo biegle jak jego koleś Grześ L.. Przypomnę, że Bińkowski miał złożoną sprawę w prokuraturze, gdyż jako szef Wydziału Bezpieczeństwa, kazał bić działaczy związkowych i klubowych za to, że chcieli mówić prawdę o PZPN.

A Lato cóż. Nosi się z zamiarem zamykania stadionów, karania klubów, grania prawdziwym kibicom na nerwach do czasu,aż ci spokojni nie wytrzymają i przejdą się, nie na ustawkę, ale na Bitwy Warszawskiej 20. Oby nie.

Po meczu z Litwą

Po meczu z Litwą zostali w końcu dopuszczeni do głosu w sportowej prasie ogólnopolskiej byli reprezentanci Polski. Nareszcie kibice w skali kraju mają możliwość zapoznania się z ich opiniami na temat budowy reprezentacji Polski na ME.

Dla mnie osobiście ich opinie nie są zaskoczeniem, bo jak niby byli piłkarze formatu Świerczewskiego, Juskowiaka, Okońskiego czy Mielcarskiego ma chwalić tą polską mizerię. Nawet Władysław Żmuda (w końcu aktualny trener jednego z roczników piłkarzy z orzełkiem na piersi) ma wątpliwości co do personaliów w obecnej i planowanej na Euro kadrze. Z tego wniosek, że nawet on nie zgadza się z decyzjami Smudy dotyczącymi stylu budowania drużyny. Pozostałe wypowiedzi mają różny stopień krytyki, ale w żadnej z nich nie można się doszukać plusów w obecnym stanie rzeczy. Zdania typu: Strata czasu i strata terminu; Jak można zapomnieć na czym się będzie grało; Oglądałem mecz w bólu; Selekcja ciągnie się w nieskończoność; Mówienie o braku szczęścia mnie nie przekonuje; Dlaczego Smuda godzi się na coś takiego; Na razie słabo to widzę itd., itd., mają jednoznaczną wymowę.

Piotrek Świerczewski wieloletni motor naszej drużyny narodowej nie owija w bawełnę. Stwierdzenia o braku drużyny i całkowitym braku organizacji ze strony PZPN mają swoje uzasadnienie w faktach. Przyczyny takiego stanu rzeczy Piotrek podsumowuje krótko: – Jaki Związek taka reprezentacja. I jak mu nie przyznać racji.

Brawo Piotrze, myślę że Twoim śladem i tych kilku wspomnianych powyżej kolegów z boiska podążą inni, by mówić głośno o tym co złe, bo niczego dobrego – przynajmniej na razie – nie można się doszukać. Nie chodzi tu tylko o czczą, niczego nie wnosząca paplaninę. O ponarzekanie, z którego nic nie wynika. Chodzi o krytykę z której odpowiedzialni za wyniki naszej reprezentacji wyciągną wnioski, bo inaczej – jak prorokuje Mirek Okoński – trzeba będzie oczami świecić przed Europą. I po raz kolejny ma rację.

 

Kolejny mecz tym razem z Grecją, zamiast wyjaśnić szereg wątpliwości na temat naszej kadry, niestety dalej zaciemnił obraz jej budowania. Co dało nam to spotkanie w sensie rozwoju sportowego, jeżeli po raz kolejny zmierzyliśmy się z drużyną Grecji pozbawioną sześciu podstawowych graczy. Po raz kolejny pytam, kto i na jakich warunkach kontraktuje te spotkania, że przeciwnik gra w tak słabym składzie i jaki to ma sens szkoleniowy. Widocznie pożegnanie Żewłakowa i pozorne uspokojenie opinii publicznej wywołane remisem 0:0 było wystarczającym powodem do rozegrania tego spotkania w takich składach osobowych. Jak się ma to jednak do budowania silnego zespołu na Euro? Odpowiedź jest krótka. Ta droga prowadzi donikąd.

 

PS.

Litwa – Hiszpania 1:3. Mecz rozegrany na takiej samej złej murawie jak z Polską. Hiszpanie potrafili wygrać i im nie przeszkadzał fatalny stan boiska. Jak ktoś ma pomysł na grę ten potrafi wygrywać w każdych warunkach.

Debata

W minioną niedzielę miała być w telewizji Orange Sport przeprowadzona debata na temat udziału Laty w wyborach do Komitetu Wykonawczego UEFA. Udział w niej Jana Tomaszewskiego, Stefana Szczepłka czy Janusza Jesionka gwarantował szerokie spektrum opinii o tym wydarzeniu. Nieskromnie powiem, że również ja dostałem zaproszenie do udziału w tej dyskusji, a przyznam że mam wiele przemyśleń dotyczących blamażu Laty na forum UEFA. Chciałem wytłumaczyć telewidzom, dlaczego Lato zmierza „drogą papieską” do celu. Niestety debata nie doszła do skutku. Zawiedzeni poczuli się zaproszeni goście, ale przede wszystkim zawiedzeni są telewidzowie. Ponieważ nie dane mi to było w telewizji uczynię to teraz. Lato po prostu modli się o cud z tą tylko różnicą, że on błaga o cud dla siebie nie dla potrzebujących.

A tak drugiej strony, trzeba być niespełna rozumu, by podpisać się pod kretyńskim pomysłem takiego sformułowania credo dla swojej działalności z jakim mieliśmy do czynienia w uefoskim biuletynie. Odwoływanie się do najświętszych instancji, cytując swego wielkiego rodaka Jana Pawła II i przedstawiając się jako jego intelektualny kontynuator to już nie jest nietakt. To umysłowa gangrena.

Dlaczego zatem zdjęto tę audycję z anteny?

Wielokrotnie mówiłem już o tym że polski rząd rozłożył nad PZPN-em parasol ochronny, ale widocznie mamy również drugi – medialny.

Odwołanie tej debaty to wyraźny dowód, że szefowie stacji zakładają kaganiec tym dziennikarzom, którzy chcą rzetelnie wypełniać swoje obowiązki. Takie postępowanie dowodzi, że wolne media to tylko slogany, puste słowa. Za komuny politykę medialną kreowała „przewodnia siła narodu”, a dzisiaj co? Interes ekonomiczny? Kto w takim razie skorzystał na zdjęciu debaty z anteny. Z pewnością sam Lato. Jeżeli zatem nieudolny prezes PZPN Lato odnosi korzyści z polityki programowej telewizji Orange Sport to o co tutaj chodzi.

Szefowie programowi Orange nie są odosobnieni w takich postępowaniach. Można wymienić kilku dziennikarzy o znanych nazwiskach, którzy próbują wręcz kreować Latę na ofiarę niesłusznej nagonki. Szczęście, że taka postawa jest w zdecydowanej mniejszości, że to tylko margines.

Znakomita większość dziennikarzy wszystkich mediów zdaje sobie sprawę, że zawijanie gówna w papierek, mówiąc że to cukierek ma króciutkie nóżki.

Słowa podziękowania należą się tym którzy nie dają się zwariować, dla których misja dziennikarska to nazywanie rzeczy po imieniu. Tacy pracują także w stacji Orange Sport. Tak trzymać panowie. Jak to w życiu bywa prawda zawsze wydostanie się na światło dzienne. Ci panowie, specjaliści od zaciągania kurtyny prędzej czy później będą musieli wystawić z zza niej głowę. Do zobaczenia.

Przygotowania do Euro 2012

Rozpoczął się kolejny etap przygotowań naszej reprezentacji do EURO 2012. Niestety znowu dostaliśmy lanie i to od osłabionej brakiem kilku czołowych zawodników reprezentacji Litwy. Przegraliśmy 2:0 z drugą reprezentacją kraju sklasyfikowanego w szóstej dziesiątce w rankingu FIFA.

Jak to podsumować. Ktoś napisał – dostaliśmy brutalne lanie – i ciężko się z nim nie zgodzić, a wszytko to na rok z haczykiem przed finałami.

Trener i niektórzy zawodnicy tłumaczą się stanem murawy. Głupszego wytłumaczenia być nie może. Po pierwsze obie drużyny grały w jednakowych warunkach. Po drugie ktoś przecież kontraktował ten mecz. Uzgadniał warunki, finansowe i inne. O murawie zapomniał? To kto w takim razie się tym zajmuje w imieniu PZPN. A zresztą co mnie obchodzi kto. Macie panowie problem z murawą to zamiast narzekać do mikrofonu, przejdźcie się na Bitwy Warszawskiej i pożalcie się prezesowi z bożej łaski, że wam piłka podskakuje. Jeżeli wam nie umie poradzić to powiedzcie to głośno. Można też zadać pytanie po co grać na Litwie, jak tam nie ma ani jednego dobrego boiska. Można przecież grać w Polsce. Lubin, Kielce, Kraków. I w tym zakresie związek jest bezradny? A w jakim w takim razie nie jest. Może się Lato wypowie w tym temacie, bo to nie pierwszy przypadek, że gramy na dziwnym podłożu, albo przebieramy się w dziwnej szatni (np. w kontenerze).

Zadziwia komentarz Szpakowskiego w trakcie i po meczu. Byliśmy lepsi, nie mamy szczęścia. Cóż to za słowa. Według mnie szczęście jest potrzebne, ale w grze w toto lotka. Jeżeli czołowy komentator analizuje mecz w piłce nożnej pod kątem szczęścia czy pecha, to odnoszę wrażenie, że ma przykazane tak mówić, bo znam Darka osobiście i wiem, że się na piłce zna. Dzięki takim nakazom, którym musi się podporządkować komentator obniża się jakość transmisji znowu ze szkodą dla oglądających.

Trener Smuda. Nie dość, że nie ma pomysłu na tę drużynę, ani na samą grę to na dodatek usilnie pracuje na opinię człowieka bez własnego zdania i słowa.

Po pierwsze ciągle kogoś wyrzuca, obiecuje że to na zawsze, by potem zmienić zdanie. Patrząc na to, Irek Jeleń może być pewnym swojego „to be or not to be” w reprezentacji.

Ponadto odważam się stwierdzić, że mając w składzie Piszczka, Obraniaka, Głowackiego, Lewandowskiego, Błaszczykowskiego, Dudkę i jeszcze kilku innych, ogrywać można śmiało nie tylko drugi skład Litwy, ale i dużo silniejsze zespoły. Chłopcy tylko muszą wiedzieć co i jak mają grać. Obserwując ostatni mecz daleko im było do takiej wiedzy. Chaos w głowie trenera udziela się zawodnikom, co widać na boisku i inaczej być nie może. Szczególnie widać to w obronie, ale i w pozostałych formacjach bez konsekwentnie realizowanej strategii gry trudno o dobry wynik. Szczęściu trzeba pomóc, ale na to szczęście jak i wizję zespołu pomysłu zupełnie nie ma.

Niedługo mecz Grecją. Na jakie pytania odpowie nam to spotkanie przekonamy się niebawem.

PS.

Ostatnio oglądałem Franciszka Smudę w reklamie Biedronki. Niskie ceny, mogę zrozumieć, ale trener zapomniał dodać w tejże reklamie, że reprezentacja pod jego wodzą to delikatnie mówiąc bardzo mierna jakość.

Pan Grzegorz Lato – niedoszły członek Komitetu Wykonawczego UEFA

Gratuluję Panu serdecznie znakomitego wyniku, który uzyskał pan w pierwszej turze głosowania. Na fakt, że otrzymał pan 10 głosów, które dały panu zaszczytne 12 miejsce (na 13 kandydatów) trzeba popatrzeć pozytywnie. Niech pan pomyśli co by ludzie powiedzieli, gdyby nie daj Boże był pan ostatni, np. z dwoma głosami.

Wprawdzie w drugiej turze przeszedł pan sam siebie zdobywając , właśnie takie dwa głosy, ale i tu dopatrywałbym się pozytywów. Proszę zwrócić uwagę, że ktoś na pana zagłosował, czyli ktoś się z panem liczy, bądź pana lubi. Wprawdzie to tylko jedna osoba, bo drugi głos pochodził zapewne z pańskiego mandatu, ale dobre cokolwiek.

Jestem dumny z pana, dumna jest cała Polska. Pokazał pan słowiański charakter walczaka. Od dziś będę stawiał pana za wzór. Trzeba mieć charakter, by bez cienia szansy porwać się na Europę, ale jak się ma tak znakomity pijar to widocznie można góry przenosić.

Informację, że chce pan podnieść prestiż polskiej kopanej, podejmując się po wyborach odpowiedzialnych funkcji w UEFA, przyjąłem z zadowoleniem. Przecież to oznacza, że dysponuje pan jeszcze czasem, pomysłami i energią, by wpływać na poziom futbolu nie tylko w Polsce, ale i w Europie. Tych wszystkich którzy mówią, że jakby Lato się dostał do UEFA, to ta formacja spadła by na 71 miejsce w światowym rankingu stowarzyszeń sportowych, bez zastanowienia wysyłam na księżyc.

To przecież niczym nie poparte złośliwości.

Ponieważ tak się nieszczęśliwie stało, że nie zdobył pan odpowiedniej ilości głosów, mniemam że pozostaje pan ze swoim wolnym czasem, pomysłami i energią do dyspozycji. Chciałbym przeto spytać, czy mogę zgłosić pańską kandydaturę na funkcję prezesa GS SCh (Gminnej Spółdzielni Samopomoc Chłopska). Ponieważ za dwa tygodnie w Psichojcu Górnym odbędą się wybory, a jest tylko czterech kandydatów, pańskie szanse jako człowieka światowego z pierwszych stron gazet są przeogromne.

Aby pan uniknął kolejnego dyskomfortu przegranej, obiecuję swoją wszechstronną pomoc i zapewniam, że nie „prześpię” kampanii wyborczej tak jak Kręcinie się to zdarzyło w Paryżu.

Klub sportowy z Psichojca Górnego jak każdy klub w Polsce z pewnością ma pan za sobą, dla młodych się zrobi dyskotekę, starszych poczęstuje się okowitą (tu pan sam da sobie radę), a w kole gospodyń pierwsze skrzypce może zagrać (z pewnością bezinteresownie) pańska rzeczniczka – Agnieszka. Wygraną mamy w kieszeni.

Jeżeli jednak chciałby pan po trudach europejskiej kampanii wyborczej po prostu odpocząć, by nabrać nowych sił do jeszcze bardziej wzmożonych wysiłków na rzecz Polskiego Związku Piłki Nożnej, ja to zrozumiem.

Wypoczywaj drogi Grzegorzu w spokoju.

Kazimierz Greń

Delegaci UEFA ośmieszyli Latę

KOMPROMITACJA, KOMPROMITACJA, KOMPROMITACJA

Po wyborach do Sejmu wraca do domu przegrany kandydat na posła.

Żona wita go słowami: – Wiedziałam draniu, że masz kochankę!

– A skąd wiesz?

-Bo dostałeś dwa głosy, a ja na ciebie nie głosowałam.

To dowcip.

Mniej śmieszny dla polskiej piłkarskiej racji stanu jest wynik wyborów do składu Komitetu Wykonawczego UEFA. Głosowanie odbyło się 22 marca podczas 35. Kongresu Zwyczajnego UEFA z udziałem przedstawicieli 53 narodowych federacji.

Kandydat z Polski niejaki Lato Grzegorz w głosowaniu zasadniczym na 13 kandydatów zajął 12 miejsce z 10 głosami. W głosowaniu dodatkowym, gdzie o jedno miejsce starało się siedmiu pretendentów do Komitetu Lato dostał 2 (słownie: dwa) głosy, zajmując ostatnie miejsce. Wyprzedził go nawet kandydat z Malty, który w pierwszym głosowaniu był ostatni z 6 głosami.

Dla Laty to nokaut. Dla Polski kompromitacja. Michał Listkiewicz operując piłkarską nomenklaturą porównał ten wynik do 0:5 na piłkarskim boisku. Michał był łagodny w tym określeniu. Uważam, że 0:10 nie oddaje jeszcze w pełni rozmiarów tej bezprecedensowej porażki.

Co takiego pchnęło Latę do startu w tych wyborach? Latę, który na miano najgorszego prezesa w historii polskiego futbolu zapracował sobie już dawno. Jakimi się karmił złudzeniami? Kto go wpuścił w te maliny, bo ktoś mu musiał dać nadzieję na dobry wynik. Postarajmy się odpowiedzieć na te pytania.

Przed wyborami do PZPN w 2008 roku ja mu taką nadzieję dałem, ale poparłem ją kilkumiesięczną katorżniczą pracą. Perfekcyjną organizacją i logistyką. Lato wygrał te wybory właśnie dzięki temu oraz strategii opartej na uczciwej (tak mi się wtedy wydawało) deklaracji przeprowadzenia dogłębnych reform w polskim futbolu.

Oszukał całe polskie piłkarskie społeczeństwo. Nie dość, że palcem nie kiwnął w kierunku naprawy futbolu, to jeszcze zakonserwował najgorsze układy i układziki, które zniszczyły piłkę do samych korzeni. Przyświecał mu tylko jeden cel. Cel zysku. By trwać w tym stanie, korzystając z pomocy Kręciny i kilku innych pomniejszych towarzyszy jak Piechniczek, Bugdoł, Potok, Wach i paru innych zakulisowymi działaniami przetrwał dwa i pół roku. Nie było ważne nawet dla samego Laty, czy trenera Piechniczka, że swoją własną sławę z zielonej murawy rozmieniają dzień po dniu w tempie ekspresowym na drobne. To wprawdzie ich sprawa, ale pytam w imię czego miała cierpieć cała dyscyplina? A cierpiała i cierpi nadal, bo ten proces degrengolady ciągle postępuje.

Wracając do tematu. Co go pchnęło do zgłoszenia swojej kandydatury? Chyba po raz kolejny prywata i obsesyjna chęć zysku, bo nikt mi nie powie, że pragnienie twórczego działania w strukturach UEFA. A może się znajdzie ktoś taki, kto publicznie potwierdzi taką możliwość. Śmiało panowie, którzy od 30 miesięcy półgębkiem wychwalacie prezesa-nieudacznika. Śmiało się teraz wypowiadajcie, co takiego Lato obiecał delegatom UEFA w zamian za głosy. Jakie pomysły, jakie działania, jaką lojalność, jaką etykę.

Ciekawi mnie jeszcze jak Lato budował koalicję dla swojej kandydatury. Widać machanie rękami, czyli język migowy nie był nawet na tyle skuteczny by przegrać, ale z honorem. Trzy języki jakimi dysponuje Lato (jeden w buzi i dwa w butach) okazały się niewystarczające.

Kto Latę wpuścił w ten kanał wie tylko on sam. My się możemy najwyżej domyślać, że tylko jego najbardziej bliscy współpracownicy, ci o ironio najbardziej mu „życzliwi”, mogli się do tego przyczynić. To ta PIŁKARSKA RODZINA, na którą Lato się tak często powołuje wystawiła go na odstrzał.

Znający realia w światowym futbolu Michał Listkiewicz tak mówi o tej decyzji:

- Byłem sceptyczny jeszcze przed tymi wyborami. W takiej sprawie wiele trzeba działać wdziękiem i urokiem osobistym. Ludzi trzeba przekonać, mieć konkretny i rozbudowany plan. A wizytówka naszego prezesa była bardzo kiepska – podkreślił były prezes Polskiego Związku Piłki Nożnej.

Elektorat polityczny w Polsce, zmądrzał po jednej senackiej kadencji Laty. Piłkarska Polska po 30 miesiącach jego rządów, też wie z kim ma przyjemność. Delegaci z UEFA nie dali się wziąć „na plewy” i pokazali Lacie gdzie jest jego miejsce, czyli na samym koniuszku.

To powinna być ostatnia pigułka goryczy, jaką przyszło nam Polakom przełknąć. Tym razem na forum UEFA, wstydząc się za chore ambicje człowieka niezdolnego do pełnienia jakichkolwiek publicznych funkcji.

Teraz już chyba nikt nie ma wątpliwości co należy zrobić z działaczami w PZPN-ie, tymi oczywiście pokroju Laty Grzegorza. Najbliższa okazja będzie już za kilka miesięcy podczas Zjazdu Sprawozdawczego PZPN. Pewnie znowu będziemy mieć do czynienia z powielonym wzorcem białorusko-kubańskiej demokracji. Z obiecankami, z zastraszaniem, z naginaniem i przedziwnymi interpretacjami zapisów statutu.

Ale tylko od samych delegatów zależy, kto się będzie wstydził.

Kandydat do Komitetu Wykonawczego UEFA Lato ani honoru, ani wstydu nie ma. Mam cichą nadzieję, że to uczucie nie przypadnie w udziale pozostałej części sali.

Łamanie zapisów statutu

W ciąguostatnich kilkunastu miesięcy byłem świadkiem wielokrotnego łamania zapisów statutu przez osoby ze ścisłego kierownictwa PZPN.

W ten niechlubny scenariusz wpisywali się także ludzie współpracujący z tym kierownictwem. Nie mniej jest przykładów zachowań, będących w sprzeczności z ogólnie przyjętymi od wielu lat w samym PZPN-ie, a także w innych stowarzyszeniach dobrymi obyczajami i zasadami. Te tzw. dobre obyczaje również nie miały żadnego wpływu na kształtowanie etycznych zachowań przez Latę i spółę. Nie ukrywam, że oficjalną drogą informowałem o tych nieprawidłowościach administracyjną jednostkę nadzorującą stowarzyszenia sportowe jaką jest Ministerstwo Sportu i Turystyki. Na początku marca dostałem odpowiedź od ministra Adama G.. Ponad trzy miesiące zabrało ministrowi ustosunkowanie się do oficjalnego pisma w formie skargi z dnia 2 grudnia 2010 roku. Tempo godne rekordu urzędniczej opieszałości. Może Giersz się tak nie spieszył, bo pracuje ze szczególnym błogosławieństwem premiera Tuska. Nie wiem czy tak jest. Może tak, może nie. Jeżeli tak, to pozostaje się tylko dziwić, że ma miejsce takie traktowanie obywateli. Jeżeli nie, Tusk z pewnością ukarze swojego urzędnika za opieszałość niegodną jego rządu. Pożyjemy, zobaczymy.

Jak rozpatrywane są skargi? W sposób paranoiczny. Departament wysyła zapytanie do PZPN w jego własnej sprawie i na podstawie tej odpowiedzi wydaje opinię. Oto przykłady takich zachowań.

Na skargę w sprawie głosowania absolutorium prawnik ministerstwa odpowiada: – Zgodnie z art.. 26 pkt 9 statutu PZPN absolutorium winno być udzielane poszczególnym członkom Zarządu na wniosek Komisji Rewizyjnej. Z uwagi na użyte sformułowanie należy przyjąć, iż powinno zostać zarządzone odrębne głosowanie w sprawie każdego członka zarządu.

Powyższa interpretacja znajduje wyraz w powszechnej praktyce głosowania absolutorium przez organy organizacji społecznych. Koniec, kropka, wszystko jasne. Ale nie dla ministra Adama G., obrońcy poczynań Grzegorza L. Dalej bowiem o zgrozo czytamy iż: – PZPN (Lato? Wach? Kręcina?) podnosi, iż przepis statutu nie wymaga osobnych głosowań odnośnie każdego członka.

Konkluzja Ministerstwa jest taka, że pomimo iż interpretacja PZPN odbiega od powszechnie przyjętych zwyczajów nic jej nie można zarzucić. Paranoja. To po co w takim razie w statucie jest jednoznaczny zapis w art. 26 pkt 9, który prawnik Adama G. tak pięknie cytuje na początku. Ktoś tu z kogoś, albo ktoś sam z siebie robi idiotę.

Inny przykład dotyczy braku przyjęcia sprawozdania finansowego PZPN.

Dla Adama G. zapis w statucie w art. 26. pkt 6. JEDNOZNACZNIE mówiący, iż zatwierdzenie sprawozdania finansowego należy do kompetencji Walnego Zgromadzenia, to również nic nie znaczący zapis. Adamowi G. wystarczyła informacja z PZPN, że sprawozdanie przyjął Zarząd PZPN. Żaden prawnik którego poprosiłem o lekturę statutu nie doszukał się w statucie zapisu, że Zarząd ma prawo przyjmować sprawozdanie finansowe, a Giersz twierdzi, że może. Może Giersz od jakiegoś czasu stanowi prawo w Polsce, a my o tym nie wiemy. Jeżeli tak, to co na to powie marszałek Schetyna, któremu pod bokiem wyrósł taki samozwańczy sejm bis?

I jeszcze jeden przykład.

W ministerialnym piśmie pojawiło się zdanie: – Prezes Związku Pan Grzegorz Lato dokonał nieformalnego(sic!) zamknięcia Walnego Zgromadzenia Delegatów PZPN.

Pytam się po raz kolejny, kto był na Zjeździe osobą uprawnioną do zamykania Zjazdu. Przewodniczący Zajazdu Zdzisław Łazarczyk, czy Lato osoba w tym momencie dla Walnego Zgromadzenia całkowicie neutralna. Czyja inicjatywa kończąca w tym dniu obrady była osadzona w prawie. Przewodniczący Łazarczyk, ewentualnie wiceprzewodniczący Zjazdu, czy nieformalny Lato.

Dla Giersza nie ma znaczenia kto wejdzie na pzpn-owską trybunę i jakie herezje będą się z tego powodu działy pod warunkiem, że za całym tym zdarzeniem będzie realizowany interes Laty. Nie interes działaczy PZPN-u, nie interes dyscypliny sportowej, nie interes społeczny, tylko interes Laty. Giersz to taki niewolnik obecnego układu, na własne zresztą życzenie.

Proponuję panie Giersz, żeby pan w ramach oszczędności wycofał z ministerialnych ubikacji papier toaletowy, a dla higieny umieścił w każdej kabinie broszurę ze statutem PZPN. Będzie uczciwiej, bo jeżeli zapisy tego statutu według pana są do dupy, to niech chociaż w ten sposób spełnią swoją rolę.

Nie jesteśmy świniami

Nigdy w swojej pracy nie byłem zwolennikiem stosowania drastycznych metod, czy nieetycznych posunięć. Nie uważam, że cel uświęca środki. Nie utożsamiałem się tym bardziej nigdy z grubiaństwem, czy chamstwem. Wiem jednak, że nie ma dymu bez ognia,

a każde działanie kreuje przeciwdziałanie.

Kibice zostali obrażeni przez Latę i poczuli się obrażeni. Kibice co naturalne komentują po swojemu ten fakt. Na stadionach i w internecie.

Lato swoimi bezmyślnymi wypowiedziami w ciągu minionych dwóch i pół roku obrażał nie tylko kibiców, ale również wielokrotnie działaczy piłkarskich. Ten element również wpływa na wizerunek PZPN w oczach opinii publicznej.

Oto link do strony, na której znajduje się namiastka opinii jaką posiada PZPN i jego prezes – Lato.

 

http://www.kibice.net/news/2123_Grzegorz_Lato_kpi_z_kibicow.html

 

Ja osobiście czuję się członkiem PZPN-u i wstyd mi jeżeli czytam opinie (bardzo emocjonalne zresztą), że mój związek to chlew ze świniami w środku. Nie czuję się winnym obecnej sytuacji, nie czuję się również świnią.

Utrzymuję kontakt z wieloma działaczami, którzy myślą podobnie. Czy można stać z założonymi rękoma i przyglądać się biernie?

Ci, którzy zapracowali na te obraźliwe komentarze, tak okropną opinię, a nie chcą jej zmienić niech dalej trwają w tym zatwardziałym stanie. Jeżeli liczą, że przykładowe strzelenie pięciu bramek w dwóch meczach odmieni sposób ich postrzegania przez społeczeństwo to są głupi.

Jest tylko jedna droga do zmiany wizerunku PZPN i wizerunku działaczy, którzy go tworzą. Droga reform, droga zmian w każdym obszarze działalności Związku.

Tym się kierowałem od początku mojej pracy w PZPN i dalej tak będę czynił. Do skutku. Do czasu, aż wymowę i znaczenie zapisów znajdujących się w załączonym linku pokryje kurz historii.

Manipulacje

Odczasu, gdy dla ratowania własnego tyłka zaczęto manipulować przy Zjazdach Sprawozdawczych PZPN (i nie tylko),Lato, Wach i Kręcina,

jak mantrę zaczęli powtarzać zdania o dostosowywaniu przepisów w PZPN do tych uefoskich. O tym, że było to tylko mydlenie oczu dla doraźnych potrzeb, ot taki pic na wodę fotomontaż, świadczą ostatnie wypowiedzi Laty w sprawie ograniczenia liczby obcokrajowców w polskich drużynach ligowych. Pomysły te są w całkowitej sprzeczności nie tylko do postanowień UEFA, ale także do prawa obowiązującego w Unii Europejskiej.

Lato pragnie ratować poziom gry naszych drużyn wprowadzając limit zatrudniania piłkarzy z zagranicy. To kolejny paranoiczny pomysł tego człowieka.

Nie tylko zresztą jego. Wtóruje mu w tym orędownik polskiej myśli szkoleniowej Piechniczek, który zapomina, że miejscem w którym żyje historia jest muzeum, a nie stadiony XXI wieku. Również te polskie.

Jakie mają problemy prezesi naszych drużyny ekstraklasowych. Jedni walczą o utrzymanie, bo pragną uratować nie tylko prestiż, ale i sześć milionów złotych wpływów do klubowej kasy. Inni walczą o frekwencję na stadionach, bo to wpływy z biletów, inni walczą o czołowe lokaty, bo to gra w pucharach czyli kolejne pieniądze i miejsce w historii. I nie ma tu czasu na doświadczenia. Wynik musi być zrobiony tu i teraz. Kim zatem mają ten wynik zrobić. Niedoszkolonymi przez piechniczkową myśl szkoleniową młodzieżą. Młody, zdolny i ambitny zawodnik zawsze znajdzie miejsce w drużynie. Dlatego chociażby, że jest zdolny i ambitny. Są tego przykłady. W obecnej sytuacji taki piłkarz ma się przynajmniej na boisku od kogo uczyć. Czego się nauczy słaby od słabego? Tyle samo co słaby działacz od jeszcze słabszego działacza (vide PZPN).

Ratownik Lato chce rozmawiać z klubami. Ratownik Lato chce ustalać nowe zasady. Ratownik Piechniczek go popiera.

Przyszłość polskiej piłki leży we wzorcowym i systemowym szkoleniu młodzieży, a w tym kierunku żaden z tych panów palcem nie kiwnął.

Lato chciałby się grzać przy piecu, do którego zapomniał węgla dołożyć.

Ponieważ jest zimno i się larum podnosi, geniusze z PZPN wpadli na pomysł, że jakby wymienić kilka kafelków w tym piecu to może zrobi się cieplej.

Innym genialnym pomysłem na skok poziomu gry naszej reprezentacji oraz skok w rankingach światowych jest wprowadzenie wynagrodzeń za mecze towarzyskie, czyli szkoleniowe naszej pierwszej reprezentacji.

Podzielono przeciwników na kategorie A i B. Ciekawe z jakiego klucza, jeżeli zarówno Smuda i Lato twierdzą, że rankingi FIFA są bez sensu.

Poziom gry w przygotowaniach do Euro mają podnieść następujące kwoty do podziału.

Przeciwnik A: za zwycięstwo pół miliona, za remis 300 000, przeciwnik B odpowiednio 200 000 i 100 000 złotych brutto.

Jest jeszcze zapis, ze sztab szkoleniowo – medyczny może mieć wypłacone 20% premii zawodników. Nie ma zapisu, że Smuda w tym podziale nie uczestniczy, czyli ma jeszcze za mało za tak efektywną pracę jaką wykonał do tej pory.

Nadrzędnym celem jest dobry występ na Euro 2012. Wizja dodatkowych 20 000 tys. bądź 5000 zł ma spowodować TRWAŁĄ poprawę gry naszej narodowej wizytówki. Trwałą poprawę szybkości, techniki, przeglądu sytuacji, kreatywności i kilkunastu innych czynników wpływających na jakość gry. Ja myślałem, że takie elementy trzeba wytrenować, a nie kupować. Nie jestem przeciw wynagradzaniu kogokolwiek za do dobrze wykonaną robotę, nawet w towarzyskich, czyli szkoleniowych spotkaniach. W tym przypadku mamy chyba jednak całkowite pomylenie pojęć.

Może się mylę. Może to jest ciąg dalszy tzw. polskiej myśli szkoleniowej, sorry piechniczkowej myśli szkoleniowej, którą w całej rozciągłości popiera wyuczony działacz (opłacany działacz?) Lato.

Zawierucha w ukraińskim Związku Piłkarskim

Pisałem kilkanaście tygodni temu o zawierusze w Ukraińskim Związku Piłkarskim.

Grupa działaczy ukraińskiego związku ujawniła szereg nieprawidłowości pisząc pismo do M. Platiniego. Padają tam też podobno przykłady malwersacji finansowych. Widać, że są tacy na Ukrainie, którzy się nie boją, a próba uczciwego wyjaśniania ciemnych stron, wcale nie musi być zagrożeniem dla przyszłości. Nawet jak w tej najbliższej przyszłości jest impreza skali Euro.

Czy zamieszanie polityczne na Ukrainie ma jakiś udział w tej akcji oczyszczenia tego nie wiem. Nie jestem ekspertem w tej dziedzinie.

UEFA zajęła jednak jasne stanowisko. Zażądano pisemnego zapewnienia od 20 członków FFU, że zaprzestaną oni działań mających na celu zmianę władz zarządu przed zorganizowaniem Euro 2012. W związku z tym FIFA i UEFA dały 30 dni na skompletowanie wszystkich dokumentów (celem wycofania się z próby zmian władz w ukraińskiej federacji).

UEFA grozi tym samym odebraniem organizacji ME Ukrainie, jeżeli 20 członków zarządu nie wycofa pism mówiących o wyborze nowych władz tej federacji.

W tym momencie stała się już całkowicie czytelna sytuacja w Polsce. Mamy jasną odpowiedź dlaczego Tusk i Giersz patrząc na to całe zło jakie się dzieje w PZPN nie robią nic. Obawa, żeby podobne ultimatum nie dotarło do Polski związała obu panom urzędnikom ręce. Dlatego mogły mieć miejsce reżyserowane zjazdy sprawozdawcze, a w tym głosowania na nich i to w obecności Giersza lub jego wysłanników.

Głosem na pustyni okazywały się apele posła na Sejm RP i delegata PZPN w jednej osobie, który apelował o dokończenie zjazdu przed bezprawnym rozpoczęciem nowego.

Przykładów na obecność politycznego parasola ochronnego na obecnym stanem rzeczy można mnożyć. Istnienie takowego jest faktem.

Myślałem w swojej naiwności, że mieszkamy w państwie prawa. Że żadne okoliczności nie są w stanie paraliżować działań aparatu państwowego. Myślałem, że żadne okoliczności obiektywne nie są w stanie uczynić z ludzi kierujących państwem kalek, czyli osób głuchych i niewidomych. Myliłem się. Mistrzostwa Europy w piłce nożnej okazały się w Polsce imprezą, która stworzyła niebezpieczne precedensy.

Jeden prezesowski stołek okazał się być ważniejszy od prawa, kodeksów, zapisów statutowych i od zasad zwykłej przyzwoitości.

No cóż, chore drzewo zawsze uschnie i nie potrzeba używać siekiery. Nie w tym roku, to w przyszłym. My się dzisiaj zajmijmy sadzeniem nowego, zdrowego lasu. Bez pomocy rządu i z korzyścią dla piłki bez polityki.

Zdaję sobie sprawę, z wagi Euro dla naszego kraju. Nigdy nie chciałem robić rewolucji i dalej nie chcę. Doceniam wagę Euro dla Polski i Polaków. Uważam jednak, że jeżeli są nieprawidłowości nie trzeba udawać niewidomego, głuchego i głupiego tylko winno się je wytykać i kazać naprawiać. Wybrano wyjście najgorsze z możliwych. Akceptację. Na to zgody być nie może.