Kompromitacja, po trzykroć kompromitacja

Jak najszybciej do dymisji powinni się podać Lato i inni ludzie odpowiedzialni za futsal w Polsce tacy jak: Hendrzak, Sowiński, Karczyński i trener z Czech ,który miał być cudotwórcą za niemałe pieniądze Bartosek. Lato tego nie zrobi, bo to człowiek bez honoru, a innym też nie śpieszno, bo kasa płynie, a z wyników nikt nie rozlicza, a nawet ich nie oczekuje. Nikt z wyjątkiem kibiców. No ale kto w PZPN-ie przejmuje się kibicami.

Trzeba przypomnieć, że w sześciu grupach w całej Europie w dniach 24-27 odbywały się eliminacje do Mistrzostw Europy. Miesiąc wcześniej odbyły się preeliminacje do tych eliminacji. Jeden z turniejów eliminacyjnych rozegrano w Polsce. W każdej grupie grały po 4 zespoły. Bezpośredni awans uzyskiwały zespoły z pierwszego miejsca i pięć z sześciu grup z miejsc drugich z najlepszym bilansem punktowym. Polska reprezentacja zdobyła dwa punkty co dało jej trzecie miejsce. Nawet nie drugie. Remis z Białorusią 2:2, remis z Macedonią 2:2 i kompromitując a porażka 6:0 z Portugalią dały najgorszy możliwy wynik . Muszę przypomnieć, że gdy byłem przewodniczącym futsalu w latach 2004-2008 z Macedonią graliśmy sześciokrotnie wygrywając każde spotkanie. Identycznie z Białorusią. Sześć spotkań, sześć zwycięstw. W eliminacjach w Hiszpanii do MŚ w trzech meczach zdobyliśmy 6 punktów. W eliminacjach do ME na Węgrzech na cztery drużyny zdobyliśmy również 6 punktów. W eliminacjach ME U-21 w Krośnie zdobyliśmy sześć punktów z 9-ciu, przegrywając tylko w jednym meczu. Wtedy w ME grało osiem zespołów w finale. Zabrakło nam tylko jednej bramki, aby w nich wystąpić. Dzisiaj w finałach gra dwanaście zespołów i sześć punktów w eliminacjach dało by nam awans w cuglach z drugiego miejsca. Wspomnieć też muszę, że zdobyliśmy czwarte miejsce w akademickich MŚ w futsalu, pokonując takie potęgi jak Portugalia, Serbia i inne markowe zespoły. Przegraliśmy tylko z Brazylią, Ukrainą i Rosją. Przewodniczący Hendrzak bierze dziś gratyfikacje finansowe rzędu kilku tysięcy za to tylko, że jest przewodniczącym. Trener z Czech podobnie.

Wcześniej naszą reprezentację prowadzili trenerzy krajowi i wyniki były. Dzisiaj mamy efekt zerowy. Nie przepraszam. Jest progres. W eliminacjach wcześniejszych Polska reprezentacja przywiozła z Portugali walkower i 0 punktów z kolejnych spotkań, zajmując ostatnie miejsce w grupie. Dzisiaj trzecie w grupie czterodrużynowej. Jak się ma za prezesa niewidomego Latę cóż można się innego spodziewać. Rozumiem jeszcze porażkę z Portugalią, ale nie rozumiem stylu. Nie rozumiem oddania meczu bez wali i zaangażowania. . Z Białorusią i Macedonią remisy u siebie są tragedią.

Na trybunach zabrakło Laty Grzegorza. Z drugiej strony po co ma jeździć i się pokazywać, jak wszędzie się z niego śmieją. Dam przykład.

Gdy na meczu piłki ręcznej Stal – Viva Kielce w Mielcu spiker spontanicznie powitał Latę, cała sala powstała i skandowała: Grzegorz Lato jesteś sz…ą. Może to i nieładnie, ale ja nie mam wpływu na emocjonalne reakcje kibiców piłki ręcznej. Miało to miejsce w mieście, gdzie na dodatek Lato mieszka. Więc chyba strach przed kibicami w Bielsku wpłynął na jego nieobecność na tym turnieju. Czegóż można się spodziewać, jakiej gry, jeżeli zawodnicy wyrzuceni przeze mnie za pijaństwo z kadry znowu zostali do niej powołani.

Nasz wynik z tamtego okresu czyli 11 miejsce w Europie i 18 w świecie dla obecnej ekipy zarządzającej futsalem to kosmos. Zapewniam, że wcale tak być nie musi. My potrafimy grać w hali. Chaos organizacyjny, niekompetencje, brak motywacji i kompletny tumiwisizm Hendrzaka i spóły to przyczyny blamażu chłopaków z orłem na piersi w każdej konfrontacji. Z tymi silnymi co gorsze i z tymi słabymi także.h

Panie Hendrzak. Województwo podkarpackie, Krosno, Rzeszów pamięta czasy, gdy organizowałem spotkania biało-czerwonych właśnie w tych miastach. Panu również zapamiętają, ale to że wyprowadził Pan te spotkania z tego regionu.

Podziękowania

Tym razem chciałbym zacząć od podziękowań. Tak więc dziękuję wszystkim, którzy wsparli mnie w decyzji o kandydowaniu na prezesa Podkarpackiej Federacji Sportu, jak również tym, którzy podczas głosowania oddali na mnie swój głos.

O czym piszę? Już śpieszę wyjaśnić. Dwudziestego czwartego lutego odbyły się w Rzeszowie wybory do władz wspomnianej federacji. Zdecydowana większość delegatów obdarzyła mnie podczas tego zjazdu mandatem zaufania powierzając funkcję prezesa. Podkarpacka Federacja Sportu to ponad 30 dyscyplin posiadających na naszym terenie związki okręgowe i wojewódzkie. Są wśród nich wszystkie z tych najbardziej popularnych jak gry zespołowe, lekkoatletyka, pływanie po te mniej rozpowszechnione. To całe spektrum sportu na poziomie województwa. Nie traktuję tego wyboru w kategoriach zwycięstwa. Traktuję ten wybór jak odpowiedzialność i wyzwanie.

Nie pisałbym o tym zjeździe, gdyby nie poprzedzające go wydarzenia.

By zaszkodzić mojej kandydaturze, uruchomiono cały wachlarz mówiąc delikatnie niecnych poczynań. Ja wiem, że na nic nie mam monopolu. Ani na mądrość, ani na wszelkiego rodzaju racje. Myślę jednak, że włączanie się w kampanię wyborczą w niezależnej federacji, pracowników Urzędu Marszałkowskiego tych szeregowych i tych na kierowniczych, a nawet dyrektorskich stanowiskach jest chyba nadużyciem. Pokątne namowy, oczernianie, kłamstwa, insynuacje były na porządku dziennym. Nawet podczas zjazdu jednemu (wyznaczonemu do obsługi) pracownikowi Urzędu Marszałkowskiego przeszkadzało – co wyraził publicznie – że jadłem kiedyś posiłek w Sheratonie. Czemu to miało służyć, proszę sobie samemu odpowiedzieć.

Przygotowano też bardziej agresywną formę ataku, której to realizacji podjął się jeden z wielbicieli talentu organizacyjno – przywódczego samego Laty Grzegorza. Ten agresor to też działacz i polityk, który na dodatek nie ma nic z Federacją wspólnego. Ma za to wiele wspólnego z Latą. Przy wejściu na salę przywitał mnie nawet słowami: -K…a, zrezygnuj , albo cię zniszczę. Po czym wtargnął w połowie obrad na mównicę, zarzucając mi, że zniszczyłem polski futbol atakując przez ostatni rok jego ukochanego prezesa. Lekarz rodzinny tu nie pomoże.

Z każdego działania można wyciągnąć wnioski, z tego również. Z frustracji mojego oponenta wnioskuję, że kolejna akcja Laty Grzegorza wymierzona przeciwko mojej osobie poniosła fiasko, choć była poparta nawet politycznym lewicowym błogosławieństwem. Lato ma takiego pecha (a może to nie pech), że zawsze przytrzaśnie sobie palce tam, gdzie faktycznie może wydarzyć się coś dobrego. W tym przypadku dobrego dla podkarpackiego sportu.

Nie zrezygnowałem i dobrze. Wygrała demokracja i zdrowy rozsądek. Przegranych nie widzę, bo wszyscy zyskają jak się wspólnie weźmiemy do roboty.

Euro 2012 co raz bliżej

Trener reprezentacji Smuda, pewien etap przygotowań postanowił przeprowadzić w Portugalii,

co zresztą uczynił. O ile zgrywanie zawodników właściwej reprezentacji ma sens, to granie meczy pod szyldem pierwszej reprezentacji przez tzw. reprezentację ekstraklasy wydaje się być już mocno naciągane. Jeżeli ma to z jakichś powodów już jednak miejsce to uważam, że należałoby przynajmniej nazywać rzeczy po imieniu. Tytuł reprezentanta Polski winien być zaszczytem popartym odpowiednim poziomem sportowym. Masowa produkcja zawodników mających prawo chwalić się występem w pierwszej reprezentacji, to chyba nadużycie. Ja wiem, że taki piłkarz ponoć lepiej się sprzedaje, że są naciski, że tak potrzeba. W tym jednak przypadku chodziło chyba o coś innego. Ten portugalski wyjazd był kolejną okazją do skorzystania z tzw. pzpn-owskiego biura podróży. Z reprezentacją pojechała bowiem po raz kolejny świta Laty w postaci połowy zarządu i większa część komisji rewizyjnej. Nie wiem jak oni to tłumaczą, ale wyjazdu z pierwszą reprezentacją wcale nie jest łatwiej uzasadnić niż wyjazdu z reprezentacją ekstraklasy. Choć tak naprawdę żadnego tłumaczenia przecież tu być nie może. Doszło do kolejnej spektakularnej turystycznej wycieczki. W nagrodę. Cóż, piłkarscy działacze stwierdzili, że warto się za darmo poopalać , wypocząć za nie swoje pieniądze. Pretekst się znalazł, Lato z Kręciną muszą się odwdzięczać za służebną postawę na kolejnym Zjeździe, prosząc zresztą o jeszcze. Zima wciąż trwa pora na wyjazd pierwszej reprezentacji złożonej z piłkarzy pierwszej ligi np. do Australii. Tej drużynie mogliby tym razem towarzyszyć członkowie np. Wydział Dyscypliny. A co, gorsi?

Pismo z prokuratury

Wiceprezes PZPN Jan Bednarek biegał po siedzibie warszawskiego związku, machając pismem z prokuratury, iż sprawa sfałszowania zjazdu wyborczego w 2008 roku w Zachodniopomorskim ZPN znalazła swój szczęśliwy epilog. Przypomnę, że procesem jaki wytoczyli fałszującym te wybory działacze z tego województwa, żywo oprócz samych oskarżonych był zainteresowany sam Lato. Lato dobrze pamięta, że prezesem został wybrany w pierwszej turze tylko jednym głosem, przy czym cała czwórka

delegatów z zachodniopomorskiego związku głosowała właśnie na niego. Gdyby nie te głosy Lato z pewnością przepadłby w walce o fotel prezesa, jak przepadła przysłowiowa ciotka w Czechach.

Zarzuty były proste. Na sali obrad pojawiły się osoby nieuprawnione do głosowania. W myśl postawionych zarzutów Sąd zdecydował, że wybrane władze Zachodniopomorskiego ZPN działają po dzień dzisiejszy nielegalnie, a delegaci na Zjazd PZPN w Warszawie nie mają umocowania w prawie. Taki wyrok zapadł w sądzie I instancji. Sąd wziął pod uwagę m.in. i takie przypadki jak ten, że przesłuchiwany kierowca, który przywiózł „podstawionych” delegatów przyznał się, że sam znalazł się na sali obrad i podniósł rękę we wskazanym przez „organizatorów” tego cyrku momencie. Inny świadek, (tym razem pełnoprawny delegat), którego nazwisko i podpis znalazło się na liście obecności delegatów, w czasie trwania zjazdu przebywał nie na sali, tylko w innym mieście na pogrzebie. Takich przykładów zgodnie z zeznaniami przesłuchiwanych świadków można mnożyć, nie dziwi więc wyrok pierwszej instancji, niekorzystny w całej rozciągłości dla obecnych władz Zachodniopomorskiego ZPN i delegatów tego związku na zjazdy pzpn-owskie.

Druga instancja nie anulowała tego wyroku, tylko dziwnym zrządzeniem losu powołując się na błędy proceduralne odesłała sprawę do ponownego rozpatrzenia. Dla wszystkich będących jak to się mówi „w temacie” to takie odroczenie sprawiedliwości w czasie.

Jakimż to pismem chwalił się wiceprezes Bednarek? Ponieważ jakimś trafem w dwóch prokuraturach pojawiły się wątki tej sprawy, jedna z nich zgodnie z ustawą wydała orzeczenie, że nie będzie zajmować się tym fałszerstwem, gdyż równolegle dwie prokuratury w jednym mieście nie mogą zajmować się tą samą sprawą. Druga prokuratura jednak w dalszym ciągu kontynuuje postępowanie. Ot i cała zagadka.

Ponieważ głosy każdego pokornego delegata są dla Laty i Kręciny na wagę złota , obecny stan rzeczy jest w PZPN-ie tolerowany, a koledzy spod Szczecina są honorowani i gratyfikowani na wszelkie możliwe sposoby.

Życząc Jankowi Bednarkowi (i jego czterem wiernym druhom) honorowego, zgodnego z literą prawa wyjaśnienia tej skądinąd obrzydliwej sytuacji, pragnę zwrócić uwagę, że dla Laty i Kręciny każdy smrodek nosi w sobie nutę aromatu, którym się wręcz delektują. Może niezbyt często, ale podczas zjazdów sprawozdawczych z pewnością.

Lech Poznań miał problem

Zapytam retorycznie, a któż z nas nie ma problemów. Uważam, że dźwignią postępu jest nie uciekanie od problemów, tylko takie myślenie i postępowanie, które przewiduje pewne niespodzianki, a jeżeli one się pojawią to znajdowanie konstruktywnych rozwiązań. Tak myślę, tak działam i dobrze na tym wychodzę. Mam pewność, że przypadek Lecha Poznań z kłopotami – dla potrzeb tekstu nazwijmy „stadionowymi” – zostaną załatwione szybko i na zawsze, a dla innych klubów będą nauką, która pozwoli im wyeliminować podobne błędy i związane z tym koszty.

Do śmiechu przyprawiła mnie informacja, że prezes PZPN będzie mediował w UEFA w sprawie Lecha Poznań. Jeżeli prawdą jest, że taką informację puścił w eter Adam Olkowicz, to śmiem sądzić, że Adaś albo został wypuszczony przez PR Laty, albo miał swój kolejny słaby dzień. Doradcy Laty, którzy mu podsuwają pomysły, by zbijał kapitał na interwencjach w europejskich i światowych federacjach są pozbawieni rozumu. Widocznie i za tak absurdalne rady można brać ciężkie pieniądze z kasy naszego PZPN-u.

Lato, by pomóc Lechowi Poznań miał wg. jednego ze sportowych dzienników złożyć podpis na kurtuazyjnym piśmie do UEFA. Cóż jednak znaczy podpis piłkarza Laty (z Latą jako prezesem nikt się przecież nie liczy – nigdzie), nawet gdy w tekście go poprzedzającym są słowa typu: – Uprzejmie proszę, bo….; – Uprzejmie proszę, gdyż….; lub mniej polityczne typu: – I ja o to proszę; czy – Ja sądzę, że ….;

Tak na marginesie dodam, że Lato i tak nie wie co podpisał, bo pismo do UEFA z pewnością nie było pisane w języku polskim.

Ot i kolejna kompromitacja.

Co zatem z kłopotami Lecha. Znalazła się rada, sposób. UEFA warunkowo poszła Lechowi na rękę. Pośrednio Lechowi, bo myślę że w większej części kibicom Lecha, którzy oglądną na żywo kolejny ważny mecz swojego ukochanego „Kolejorza”.

Swoje trzy grosze wtrącił w tej sprawie Zbyszek Boniek, czym zrobił zdecydowanie dobrą robotę. Wystarczyło pograć w golfa, zadzwonić, wymienić uprzejmości, porozmawiać, uzasadnić. Zibi użył argumentów sportowych i ludzkich. Ot tak po prostu.

Na boisku potrzeba umiejętności piłkarskich i inteligencji.

Poza boiskiem umiejętności piłkarskie są zbędne, a inteligencja zostaje zawsze przy swoim panu. Grunt ją mieć.

Dobra praca

Dobrze się pracuje, tworzy, daje sobie szansę na sukces czy zarabia pieniądze, ale jeszcze lepiej robi się to wszystko w atmosferze spokoju i normalności. Takie głosy pojawiły się niedawno w środowisku ściśle związanym z PZPN-em i nie są to głosy pojedyncze. Niektórzy działacze z zarządu, wydziałów i komisji mają już dość trwającej od ponad dwóch lat atmosfery. Ciągłe porażki sportowe na wszystkich reprezentacyjnych frontach, bałagan organizacyjny, manipulowanie prawem i ludźmi, skłócanie działaczy, skandale towarzyskie i wiele innych negatywnych zjawisk trawiących polską piłkę, musiało kiedyś znaleźć swój upust w wyrażonym ogólnym sprzeciwie. Dzisiaj pojawiły się pierwsze jeszcze pojedyncze głosy, ale każda lawina ma gdzieś swój początek. Ile bowiem można znosić porażek i ogólnospołecznych upokorzeń tym bardziej, że źródło tego zjawiska znajduje się pod powłoką cielesną człowieka, który nie dość że nie ma nic sensownego do zaproponowania, to na dodatek ma kłopoty z płynnym czytaniem tekstu. Kto lubi być kojarzony z tak chorym układem, stworzonym przez tak infantylnego człowieka.

Mamy sygnały niezadowolenia. Na razie bardziej wyrażane słowami niż czynami, ale na początek dobre i to. Jak bowiem nie przyznać racji członkowi zarządu czy przewodniczącemu wydziału, który mówi: – Nie dość, że staram się robić wszystko jak najlepiej to i tak nic z tych starań nie wychodzi. Albo mnie ktoś wyblokuje, albo przegłosuje, albo wręcz boję się wychylić z jakimkolwiek pomysłem, bo zaraz zrobią ze mnie wichrzyciela.

Inny dodaje: – To prawda. Najlepiej brać kasę, walnąć lufę po oficjalnym spotkaniu, poklepią cię po plecach i jest ok.

I jeszcze jeden fragment z tej rozmowy: – Najgorsze jest to, że na forum ogólnopolskim nic nie mogę zrobić, to jeszcze mnie cichaczem opluwają w moim środowisku, że jestem warszawski sprzedawczyk, kręcę swoje interesy i prócz mnie nikt nic z tego nie ma.

A co my mamy. Parę złotych tak, to fakt, Ale z tym, że mamy kupę wstydu musimy się sami zmagać. I nieraz idiotycznie tłumaczę się jak jestem na jakimś meczu i wiem, że robię z siebie idiotę.

Zgadza się, bo jakie jest wytłumaczenie na bezkrytyczne uczestniczenie w tym wszystkim. PZPN daleko, mój macierzysty klub i związek blisko. Nie wyobrażam sobie, by dalej miało tak być.

Cieszy, że pojawiają się takie głosy, ale zastanawiam się na ile są one szczere. Przypomnę, że czas płynie nieubłaganie i kompromitująca kadencja obecnego prezesa-nieudacznika już za kilkanaście miesięcy dobiegnie końca. Dla Laty to definitywny koniec. Dlatego się zastanawiam, czy te głosy to efekt szczerego buntu, czy zaczęły się właśnie przedwyborcze ruchy. Chociaż jedno nie musi wcale wykluczać drugiego. A zresztą cokolwiek się stanie, a zmieni się obecna władza w PZPN może być tylko lepiej. Dlaczego? To proste – gorzej przecież już być nie może.

Alkoholowe skłonności Grzegorza Lato

W internecie pod datą 19.01.2009 r. dziś można znaleźć artykuł o alkoholowych skłonnościach Grzegorza Lato. Oto kilka zdań z tego tekstu.

– Grzegorz Lato tak się jednał z Leo Beenhakkerem, że słaniając się na nogach ledwo dotarł do… pokoju hotelowego. Kompromitacja!

– Około godziny 21:30 słaniającego się na nogach prezesa „zaskoczyli” dziennikarze, którzy w tym samym hotelu mieli swoje biuro prasowe.

Otóż Lato miał na sobie strój reprezentacyjny z Orzełkiem na piersi!

– Najgorsze, że Lato upił się „na służbie”, w stroju reprezentacji Polski.

Cóż się zmieniło od tamtej pory. Tylko tyle, że Lato lepiej się maskuje, ale częstotliwość spożywania trunków zmieniających świadomość tylko wzrosła.

Osobiście nie znam zawodu w którym można na ciągłym rauszu wykonywać swoje obowiązki. Lato to nie degustator. Czyżby miał prawdziwy problem alkoholowy? Chyba tak. Jak chory futbol ma uzdrowić człowiek, który ma problemy ze samym sobą.

Relacje z wyprawy chicagowskiej, obserwacje ludzi z publicznych wystąpień Laty na terenie kraju. Nigdzie nie brakowało trunków mniej lub wyżej oktanowych, a prezes z zamglonym spojrzeniem to już norma.

Ludziom dotkniętym taką ułomnością należy pomagać, aczkolwiek każdy sobie zdaje sprawę, że to terapia długa i jej powodzenie jest uzależnione jest od kilku czynników. Najważniejszy z nich to taki, czy sam zainteresowany chce odmienić ten stan rzeczy.

Każdy alkoholik powtarza niezmiennie, że jego ten problem nie dotyczy. Czy tak jest w przypadku Laty?

Ponieważ to zatwardziała postawa pozwolę sobie na szczyptę humoru w tej mało humorystycznej sytuacji.

Gdyby hasło „Alkohol poniża człowieka” można ucieleśnić, Lato powinien mieć dzisiaj góra metr piętnaście centymetrów wzrostu.

Zdzisław Kręcina – szara eminencja polskiej piłki

To człowiek, który na dzień dzisiejszy trzyma w swoich rączkach wszystkie sznurki

 

jakie wychodzą z PZPN-u w świat. Człowiek sprytny i bezwzględny. Jego słynne: Przebaczam – które wypowiedział ze zjazdowej trybuny kilka lat temu zrobiło na mniej zorientowanych wrażenie. Przebaczam – adresowane było do ludzi, którzy zdecydowali się pokazać panu Zdzisiowi, że egzekwowanie prawa jest również możliwe w PZPN. Zdzichu im po prostu przebaczył, robiąc z siebie w ten sposób męczennika, czyli człowieka niesłusznie nękanego, choć jest bez winy i skazy . Chwyt tani, ale skuteczny. Mało kto wtedy zauważał, że Kręcina jedną rączkę w pozycji otwartej dłoni wyciąga na znak zgody, a w drugiej którą ma w kieszeni trzyma kastet. W tej samej kieszeni trzymał zresztą w grudniu 2009 kartki z głosami na przewodniczącego zjazdu podczas pamiętnego walnego zebrania delegatów. Z tej samej kieszeni dzień po przegranych dla siebie wyborach w 2008 r. wyciągnął i dał Grzegorzowi Lacie złotą kartę bez limitu wydatków, kluczyki do mieszkania, kilka pomniejszych fantów i pomniejszych pomysłów. Jeden z nich wywindował mu zresztą pensję do niebotycznej kwoty kilkudziesięciu tysięcy miesięcznie. Lato ma ograniczoną zdolność rozróżniania ziarna od plew, rozgraniczania pomysłów dobrych od feralnych. Tą ułomność Laty wykorzystuje w całej rozciągłości od dwóch lat Kręcina.

Jak było wcześniej. Za Listkiewicza Kręcina sprawdzał się jako specjalista od lawirowania pomiędzy spełnianiem swoich obowiązków wynikających z etatowej funkcji, a kamuflowaniem niewygodnych dla niektórych członków „rodziny piłkarskiej” (według nomenklatury Laty) zdarzeń i faktów. Dbał by droga do ich ujawnienia, o ile było to nieuniknione, była uciążliwa i ciężka.

Wtedy nauczył się trudnej sztuki zjednywania sobie ludzi. Opanował tę sztukę perfekcyjnie. To Kręcina decyduje od tamtego czasu kto jest kim w PZPN i za ile. Kto na co może sobie pozwolić i też za ile. To Kręcina ustala składy wycieczek zagranicznych przy reprezentacjach, sędziach i innych. Oczywiście ustala składy osób towarzyszących. Kręcina dystrybuuje bilety. Kręcina wręcza suweniry w różnych postaciach. Poniekąd to Kręcina tworzy budżet, bo gdzieś musi znaleźć środki na te wydatki. On decyduje ile zabrać z piłki kobiecej, ile z pierwszej reprezentacji, ile z piłki młodzieżowej by Hańderek mógł spędzić dwa tygodnie w Turcji, Padewski kilka dni w Chicago, a inny działacz w Tunezji.

Ostatnio ponoć był planowany, (choć chyba nie doszedł do skutku) wyjazd Mirosława Starczewskiego z jedną z reprezentacji do Stanów. To miał być kolejny przykład nagrody. Za co? Za lojalną postawę na ostatnim zjeździe, na którym Miro zgłosił wniosek o głosowanie absolutorium dla członków Zarządu en block, co było ewidentnym złamaniem obowiązującego statutu PZPN.

Biuro turystyczne w PZPN jest zresztą bardzo rozbudowane. Kręcina przesuwa pieniądze ze sportu do rubryki inne cele, by Zarząd, Komisja Rewizyjna, Lato i inni mieli za co przy kielichu zapomnieć o całym bożym świecie i globalnej degradacji polskiego futbolu.

Kręcina to mistrz rozdawania. Zwracam jednak uwagę, że czyni to stale i w coraz większej ilości, z tym że ROZDAJE Z CUDZEGO, NIE SWOJEGO. Kręcina „rozdaje” na prawo i lewo fanty opłacane z pieniędzy stowarzyszenia.

Kręcina etatowy pracownik związku, posiadający zarzuty o przestępstwo gospodarcze prowadził Zjazd Delegatów. Etatowy pracownik udzielał i zabierał głos delegatom. Ktoś pozwolił, by etatowy pracownik postawił się ponad Zjazdem. Kto? Kilku ludzi. Jedni ze strachu, inni z chciwości. Pisałem powyżej o dwóch rękach Kręciny.

Nieszczęściem Kręciny jest tylko to, że piłkarze z polotem nie wygrywają swoich spotkań. To w tej chwili jedyne marzenie Zdziśka z Żywca, choć bardziej im swoją działalnością przeszkadza niż pomaga.

A ja cóż. Ja ci Zdzisiu przebaczam, ale jak w przyszłym roku przyjdzie dogodny moment to się będziemy musieli pożegnać. Myślę, że i wtedy będzie cię stać na przebaczenie, mordo ty moja.

Nasz premier to dobry polityk

Jak mało kto potrafi lawirować wśród nastrojów społecznych i wywołujących je bardziej lub mniej ważnych wydarzeń Afera hazardowa, Smoleńsk, system emerytalny, in vitro itd., itp.. Sposób przedstawiania tych wydarzeń, interpretacje, nasilenie w mediach, przykrywanie jednych tematów drugimi to prawdziwe majstersztyki socjo-technicze, które powodują, że popularność partii nie maleje, a słupki utrzymują się stabilnie na określonym wysokim poziomie.

Piłki nożnej jako dyscypliny Tusk też nie powinien lekceważyć (i tego nie robi), bo piłka wzbudza emocje wśród milionów potencjalnych wyborców. Niejeden polityk na piłce nożnej zbił ogromny kapitał i niejeden się – mówiąc kolokwialnie – na niej przewiózł.

Dla osób, które wnikliwie śledzą wydarzenia na sportowej arenie związane z wyborczymi przekrętami do władz w Zachodniopomorskim ZPN i w Warmińsko-Mazurskim ZPN zdziwienie musiał wywołać sposób i metody wyjaśniania tych niewątpliwych nieprawidłowości. Jeden z czołowych polityków PO z Łodzi, wyjawił kiedyś w chwili szczerości tymi, lub podobnymi słowy: – Panowie, nie dziwcie się. Idzie Euro i tak musi być. Nie ważne są zresztą słowa. Liczy się wymowa tych słów. Należy je zatem rozumieć tak. Póki nikt nikogo nie zabił, nie ma handlu narkotykami, ani oficjalnego złodziejstwa wszystko co związane z PZPN-em ma zostać zamiecione pod dywan. Patrząc na zakończenie wspomnianej afery hazardowej (a właściwie jego brak), milczenie w sprawie PZPN to dziecinnie proste zadanie.

Ciekawe podejście. Z jednej strony nie jest powodem do dumy rządzić krajem z reprezentacją na 72 miejscu w świecie, z drugiej pseudo spokój daje szansę na sukces w czasie Euro 2012. Miliony kibiców żałuje, że ten sukces będzie tylko po stronie rządowej, choć nie do końca, bo o sportowym sukcesie możemy już dziś zapomnieć. A już myślałem, że mamy premiera kibica. Niestety na miano kibica nie zasługuje. Nasz premier to tylko polityk.

Na ratunek Stali Mielec

Stal Mielec to klub z olbrzymimi tradycjami. W czasach PRL-u, gdy metody finansowania klubów były oparte na macierzystych, opiekuńczych zakładach przemysłowych, mielecka drużyna sięgała po tytuły mistrzów Polski. Mecze w europejskich pucharach (potyczka z Realem Madryt) to już niestety historia. Drużyna naszpikowania reprezentantami Polski to też już tylko wspomnienie.

Transformacja ustrojowa i wynikające z niej przemiany gospodarcze, dotknęły in minus również WSK Mielec. To pociągnęło za sobą problemy finansowe klubu i degradację do niższych klas rozgrywkowych.

Klub, który miał spektakularne sukcesy, gdzie są olbrzymie tradycje, ciężko całkowicie wymazać z mapy sportowej kraju. Działacze robią co tylko mogą. Doskonała praca z młodzieżą sprawia, że z czwartoligowego zespołu wychodzą nietuzinkowi gracze.

Ambicje tych zapaleńców, którzy zostali na dobre i na złe ze swoim klubem są jednak większe.

W taką akcję zaangażował się również wychowanek Stali Boguś Wyparło. Został współzałożycielem Klubu 39, klubu który będzie zbierał datki na potrzeby pierwszej drużyny. Zasady zostały uproszczone do minimum. Chcesz pomóc Stali, przez pół roku wpłacasz po minimum 100 zł miesięcznie i decydujesz o ich przeznaczeniu. Życzę powodzenia.

Nasuwa mi się w takiej chwili jedna refleksja. Na pytanie jak Stali Mielec pomógł minionymi laty senator Lato, pytani z uśmiechem politowania pukają się w czoło.

W pomieszczeniach Stali Mielec senator Lato miał swoje pomieszczenia biurowe. I cóż z tego. Nawet to go nie zobligowało do starań na rzecz klubu.

Lato wszystko w swoim życiu zawdzięcza Stali Mielec. Swoje senatorstwo poniekąd również. Po wyborach na prezesa PZPN Lato nawet zapomniał przy jakiej ulicy siedzibę ma klub. On nawet nie wie w jakiej lidze grają, a co dopiero mówić o pomocy.

Gdy podczas jednego z turniejów dla dzieci, rozgrywanego w mieleckiej hali, jeden z rodziców w gronie dorosłych wymienił nieopatrznie nazwisko Laty, działacze Stali zareagowali dość spontanicznie. Zapewniam, że nie padły tam słowa nadające się tu do powtórzenia.

Nie inną postawę przyjął już dawno drugi prominentny działacz piłkarski, niejaki Bińkowski Andrzej również zamieszkały w Mielcu, jak Lato. To też patriota sportowy całą gębą, który chętnie by się pokręcił przy klubie, gdyby była możliwość pozyskać z tego kręcenia jakieś profity. A tak, po co i w imię czego?

Po zakończeniu kariery zawodniczej, Lato był kilka razy na obiekcie Stali ponieważ prowadzał tam swojego psa na spacer.

O senackiej kadencji Laty krąży anegdota, iż senator Lato przez cztery lata raz zabrał głos. Według relacjonujących to wydarzenie, Lato podczas posiedzenia senatu wstał i zapytał, czy może otworzyć okno bo jest gorąco. Po czterech latach wyborcy, którzy poczuli się oszukani postawą senatora Laty już więcej nie dali mu mandatu zaufania.

Mielec to nie jest zbyt wielkie miasto. Z pewnością znajdzie się jeszcze niejedna okazja, by obu panom kiedyś za zaangażowanie w rozwój sportu mieleckiego podziękować.