Priorytety szefa PZNP

Jakie priorytety ma obecny szef PZPN i jego sekretarz. Ponieważ działalność na rzecz rozwoju sportu to margines w kalendarzu zajęć Laty i tych którzy nim sterują., to cóż jest na pierwszym miejscu. Budżet. I nie chodzi tu o budżet związkowy, tylko prywatny. Ponieważ związkowe konto to nie studnia bez dna

w końcu nadszedł moment, gdzie nawet tak duży jak ten pzpn-owski osiąga powoli stan krytyczny. Ponieważ Lato nie prowadzi żadnej logicznej polityki w żadnej ze stref działalności stowarzyszenia, budżet powoli zaczyna obnażać swoje braki.

Zatrudnienie wzrosło w ciągu dwóch lat blisko o 100% z 48 do ponad 90 etatów. Wdzięczność premiera Tuska dla Laty za likwidację bezrobocia w kraju musi być ogromna. Prędzej czy później i tak wyjdzie na jaw, jakimi koligacjami rodzinnymi się kierowano obsadzając te etaty. Rodzina Wachów to przecież w PZPN nie wyjątek. Jeżeli do tego dodamy dziesiątki zbędnych umów z firmami zewnętrznymi, umowami na zlecenia i o dzieło to obraz powoli zaczyna się krystalizować. Czemu np. służy zawieranie umów z zewnętrznymi firmami prawniczymi, jeżeli w samym związku ogromne fundusze pożera biuro prawne z etatowymi pracownikami.

Sygnały, że został naruszony pewien podstawowy stan bezpieczeństwa pojawiły się stosunkowo niedawno. Pierwsza jaskółka wiosny nie czyni. Plotkami nie należy się przejmować. To wiem. Ale ponieważ w każdej plotce jest ponoć ziarenko prawdy, obawy by chwasty z tych ziarenek nie zniszczyły nadziei na normalną przyszłość, musi budzić troskę.

Media – czwarta władza

Czwartą władzą są media. Tak się przyjęło. Media na pewno kreują rzeczywistość i z tym nawet nie ma co dyskutować. Słowu pisanemu, mówionemu, foni i wizji można jednak wierzyć lub nie. Każda z tych technik przekazu służy w całym świecie do pokazania prawdy, ale również do manipulacji.

Nie inaczej jest u nas. Milczenie też jest wymowne. Jeżeli miliony obserwują degrengoladę futbolu, a media milczą to o czym to świadczy. Taka tendencję obserwowuję od ponad roku. Telewizja publiczna świadczy politykę milczenia swojej widowni do dzisiaj. Polityka i biznes, no bo cóż innego może tłumaczyć taki stan rzeczy. Jeżeli nie ma wyniku sportowego, materiał filmowy poparty rzeczowym komentarzem z rozpierduchy we władzach PZPN z pewnością cieszyłby się dużą oglądalnością. Słowo „Publiczna” również odzyskałoby swoje znaczenie.

Proszę mnie źle nie rozumieć. Nie oczekiwałem nigdy tanich brukowych sensacji. Cieszy fakt, że niektórzy dziennikarze podnieśli kurtynę milczenia. Coraz więcej informacji, w coraz większej ilości tytułów ujawnia gołą prawdę o kabarecie z piłką w tle.

Dylemat mają dzisiaj ci, których skusiły obiecanki i poszli na lep człowieka mediów w PZPN Macieja P.. Próby tuszowania, czy rozmywania rzeczywistości takimi metodami mają króciutkie nóżki. Myślenie że jest inaczej to infantylizm.

Gratuluję wszystkim dziennikarzom informujących polskich kibiców o dobrych i złych zjawiskach w polskim futbolu, bo to znaczy że właściwie wywiązują się ze swojej misji.

Oto przykład tekstu, który nie został ani zablokowany przez szefa redakcji, ani przez

zakrapiany obiad, ani przez wycieczkę zagraniczną.

Jeżeli, w tym tekście są kłamliwe informacje, zainteresowani mogli dochodzić swych praw. Jeżeli to prawda, to dziwię się, że takiej analizy po dwóch latach prezesury Laty nie przeczytałem wcześniej np. w rubryce sportowej Rzeczpospolitej. Telewizyjna Jedynka z ikoną dziennikarstwa w roli szefa sportu też milczy, a jak wspomniałem milczenie to bardzo wymowna informacja.

Zapraszam do lektury. Oto link.

 

http://www.sportfan.pl/artykul/22982/listkiewicz-wroc-kibice-maja-juz-dosc-laty-nic-dziwnego

Nakłady finansowe

Dzisiejszy sport zarówno amatorski jak i ten profesjonalny, bez nakładów finansowych istnieć nie może. Sposoby finansowania są różne. Reklamy, transmisje,

transfery,sponsorzy to główne źródła zastrzyków finansowych. Nie inaczej jest w futbolu.

Wielkość wpływów zależy od jakości gry, wyników, bo tylko takie przyciągają widownię. Zapomniał o tym Lato. Myślał, że szmal bez względu na to, co będzie sobą prezentować polski futbol popłynie bez końca strumieniami do związkowej kasy, a stamtąd już krótka droga do jego kieszeni.

Futbol to najpopularniejsza dyscyplina na świecie. Wywołuje emocje u wielu milionów ludzi w Polsce. Pomimo nie najlepszego startu w ME i przegranych eliminacjach do MŚ sponsorzy nie odeszli. Jesienią 1998 r. prezesem został Lato. Od tamtego czasu polska piłka notuje samo pasmo klęsk i porażek. Nie tylko na boisku, bo to że były to najgorsze dwa lata w dziewięćdziesięcioletniej historii PZPN jest oczywiste. Oczywiste są również porażki organizacyjno-szkoleniowo-wychowawcze. Nie tylko dla mnie. Dla sponsorów również. Zawirowania prawne w związku, brak walki z korupcją, porażki sportowe, brak systemu szkoleniowego, blokada informacyjna, arogancja, niekompetentność władz, morze wódy które przelało się przez PZPN. To wszystko nie mogło pozostać niezauważone przez sponsorów, angażujących swoje pieniądze w piłce.

Niedawno doszła do mnie informacja, że nastąpiło tzw. zmęczenie materiału. Sponsor nie wydaje pieniędzy, by je stracić. Sponsor wydaje, by je pomnożyć. Jak ma pomnożyć pieniądze właściciel Biedronki, kiedy kibice przestają tam kupować. Jak ma pomnożyć pieniądze firma Move, kiedy Lato reklamuje tę markę plamą koło fiuta, co widać na wielu publikowanych w prasie zdjęciach. To wstyd i żenada, nie reklama.

Sponsorzy zaczynają stawiać warunki. Jak nic się nie zmieni zaczną odchodzić, bo już się o tym choć na razie po cichutku mówi. Jak do tego dojdzie to niech sobie Lato piorunem obniży pensję, bo na ostatnią wypłatę z pewnością braknie środków w związkowym budżecie.

 

Euro 2012

Największa impreza sportowa starego kontynentu. Impreza, która w Polsce stała się kurtyną oddzielającą kulisy od widowni. Reżyserzy i scenarzyści tego spektaklu dbają, by widzowie czyli opinia publiczna (traktowana jak gawiedź) nie zobaczyła oprócz oficjalnego spektaklu żadnego szczegółu zza kulis. Jednego możemy być pewni, że ten spektakl w wykonaniu polskich aktorów będzie marny. To już wiemy.

Dzisiaj słówko o sędziach. Żaden polski arbiter się nie pomyli, ani nie zbierze braw za słuszne decyzje. Powód jest banalny. Żaden nie dostąpił zaszczytu pracy na tej imprezie. Nie będę tutaj dokonywał jakichś wydumanych analiz. Dla mnie powód tego stanu rzeczy jest jeden. Ten powód to pseudo prezes związku. Ten człowiek, sprawy sportu postawił na szóstej o ile nie na dalszej pozycji. Słowo reformy kojarzą mu się tylko z gaciami. Jak podjął już jakąś decyzję w sprawach sędziowskich to albo śmieszną, albo głupią. Na co dzień mamy błędy w lidze, na Euro będziemy mieć brak polskiego reprezentanta, a powodem jest brak jakichkolwiek działań. Do tego jednak powinniśmy się już przyzwyczaić.

Z tezą red. Bugajskiego, że nikt wiarygodny nie pali się do roli człowieka, który zechce zreformować wciąż skostniałe struktury i wychować nowe pokolenie uczciwych i kompetentnych arbitrów zgadzam się, ale tylko z jednym zastrzeżeniem. Znam osoby, które sprawnie przeprowadziłyby działania oczyszczająco – szkoleniowe. Są tacy ludzie. Sami nie palą się jednak jak to pan redaktor zauważył tylko dlatego, bo obecna władza pzpzn-owska najzwyczajniej nie jest zainteresowana jakimikolwiek zasadniczymi zmianami.

Trudno, stało się i teraz już nic się nie da zrobić w tym temacie. Teraz to jednak nie znaczy nigdy. Jak polska piłka pozbędzie się swoich czołowych destruktorów problem pt. polski sędzia również się rozwiąże. Wprowadzenie u nas standardów światowych przyjdzie szybciej niż dzisiaj niektórym wydaje. Gwarantuję.

Ranking najbardziej wpływowych osób w polskiej piłce

W czasopiśmie Futbol nr 1/2011 opublikowano niedawno ranking najbardziej wpływowych osób w polskiej piłce. Wielokrotnie powtarzałem, że w PZPN nic nie jest tak oczywiste jakby się mogło wydawać. Przejrzałem ten ranking podchodząc do niego chłodno, tak jak do tabelki sportowej. Kilka nazwisk, według mojej wiedzy o roli jaką spełniają na scenie futbolu jest za wysoko, kilka osób jest niedocenionych, ale z grubsza ranking oddaje prawdziwy układ. Chcę z pozycji recenzenta poczynań prominentów piłkarskich zwrócić uwagę na kilka znamiennych rzeczy.

Trzecia pozycja Laty wydaje się być przesadzona, gdyż oprócz podpisywania pewnych (bo nie wszystkich) dokumentów w związku ten człowiek nie ma na nic wpływu. Mówiąc wprost jest bezwolny.

Druga ciekawa obserwacja to fakt, że wśród stu osób dla członków Zarządu PZPN znalazło się miejsce tylko dla: prezesa, 3 wiceprezesów i jednego członka. Czy to nie jest wymowne. Świadczyć to może o tym, iż według twórców rankingu kilkanaście osób ze ścisłego kierownictwa zostało wyrzuconych poza margines decyzyjny. Świadczy to również o tym, że cała praca Zarządu psu na buty się zdaje, gdyż nie ma żadnego wpływu na stan polskiej piłki tego okresu. Kontrowersyjny, ale ciekawy sposób postrzegania tego faktu. Warto będzie jeszcze kiedyś do tego tematu wrócić, bo jeżeli polski futbol nie kształtuje się w PZPN to gdzie i kto na to pozwala.

Jeżeli czytamy o wiceprezesie związku Rudolfie Bugdole słowa: -W warszawskiej centrali pełni raczej rolę figuranta i niezbyt obytego w realiach gościa z prowincji, którego działalność ogranicza się do bezmyślnego akceptowania wszystkich odgórnych decyzji – to co sądzić o postępowaniu innych. Chcą, nie chcą, mogą, nie mogą? Strasznie dużo tych niewiadomych, a efekty takiego stanu rzeczy są wszystkim dokładnie znane.

Wracając do Bugdoła. Na Śląsku, z którego pochodzi, jego akcje też mocno spadły w dół. Coraz więcej śląskich działaczy dochodzi do przekonania, że Bugdoł to zwykłe beztalencie organizacyjne. Śląski związek, któremu przewodzi, z racji swego położenia, kapitału zgromadzonego wokół piłki, ilości klubów, młodzieży, jakości infrastruktury powinien błyszczeć na krajowej arenie, a jest wręcz przeciwnie. Odkąd Bugdoł objął „rządy”, okręg śląski zyskał opinię jednego z najbiedniejszych i co dziwne najmniej rozwojowych w kraju. Mając taką opinię wynikającą z jego postawy, dni tego działacza wydają się na Śląsku przesądzone. Istnieje tam przecież niemała grupa osób, która marzy by Śląsk ponownie został niekoronowaną stolicą polskiego piłkarstwa.

Hrihorij Surkis

– szef ukraińskiego związku piłkarskiego

to człowiek instytucja. Prezes Dynama Kijów, deputowany do parlamentu, bliski współpracownik byłego prezydenta Kuczmy. Człowiek potrafiący obracać się w ekonomiczno-finansowej dżungli, jaka charakteryzuje świat biznesu poprzedniego i tego wieku. Mało kto wie, jak doszedł do dzisiejszej fortuny choć prawdziwy boom w jego interesach nastąpił, gdy został właścicielem Dynama Kijów. Działał w mediach, bankowości i energetyce. Dostęp do osób z kręgów władzy, zasiadających w lożach VIP kijowskiego stadionu z pewnością była tu nie bez znaczenia.

Surkis potrafi zjednywać sobie ludzi, by realizować swoje zamierzenia. Czynił tak u siebie na Ukrainie i czynił tak w UEFA. Próbował realizować swój plan podczas wyborów na prezesa PZPN w 2008 r. w Warszawie. Pokątne rozmowy, naciski na kandydatów w kuluarach przed otwarciem zjazdu, oraz sugestywne przemówienie, na delegatach nie zrobiły jednak większego wrażenia. Pozostał tylko niesmak i rezygnacja Jagodzińskiego z boju o fotel. Wymyślając ideę zorganizowania Euro, Surkis oddalił od siebie widmo kontroli swoich interesów, a nawet jak donosiła prasa interwencji prokuratury.

Nie interesują mnie interesy szefów innych federacji. Dochodzą jednak słuchy, że Surkis który kiedyś potrafił zjednoczyć przy sobie pod szyldem ME najbogatszych, a tym samym najbardziej wpływowych ludzi, dziś zaczyna mieć problemy w samym związku piłkarskim, któremu szefuje.

Grupa działaczy ukraińskiego związku ujawnia szereg nieprawidłowości pisząc pismo do M. Platiniego. Padają tam też podobno przykłady malwersacji finansowych. Widać, że są tacy na Ukrainie, którzy się nie boją, a próba uczciwego wyjaśniania ciemnych stron, wcale nie musi być zagrożeniem dla przyszłości. Nawet jak w tej najbliższej przyszłości jest impreza skali Euro. Niestety w Polsce jest na dzień dzisiejszy inaczej. W Polsce zamiast posprzątać i chodzić z podniesioną głową króluje przekonanie, że jak się gówno skropi perfumami to całkowicie załatwia sprawę. Tylko można zatkać nos i z politowaniem pokiwać głową.

Kontrola drogowa

Policjant z drogówki wyposażony w radar zatrzymał kierowcę, który swym samochodem znacznie przekroczył dozwoloną prędkość. Po wylegitymowaniu pirata drogowego i wszelkich innych formalnościach, pyta: – Jak szybko pan jechał? Ukarzę pana mandatem w maksymalnej wysokości tylko proszę mi potwierdzić, że jechał pan za szybko.

Irracjonalne prawda.

Jak w takim razie ocenić postawę Adama Giersza jako ministra, jeżeli postępuje w ramach swoich obowiązków w sposób praktycznie identyczny.

Kilkakrotnie prosiłem jako obywatel RP urzędnika Giersza o opinię, o zajęcie stanowiska, o podjęcie działań w różnych sprawach. Radar wzmiankowanego powyżej policjanta to pikuś w porównaniu z wagą dokumentów, które przedkładałem ministrowi na potwierdzenie nieprawidłowości w PZPN. Nie sposób wszystkich wymienić, ale przypomnę tylko o nie dokończonym zjeździe, nie przyjęciu w statutowym terminie bilansu finansowego, wybiórcze dopuszczanie delegatów do zjazdu itd, itp..

Co z tym robi Giersz? Wysyła dokumenty do PZPN z zapytaniem o opinię, żeby sami powiedzieli czy łamią prawo, czy nie. Jakich odpowiedzi oczekuje od Wacha i spóły? Że potwierdzą istnienie nieprawidłowości?

Działalność Giersza ma jeszcze jedno oblicze. Giersz się bawi w listonosza, albo w grę podaj dalej. Kopie niektórych pism jakie oficjalnie wysyłałem do ministerstwa, trafiały w ekspresowym tempie na biurko Laty, czyli biurko skompromitowanego swą działalnością prezesa.

Jakim prawem Giersz jako urzędnik, czy osoba prywatna udostępnia prywatną korespondencję na linii urząd – obywatel osobom trzecim, tego nie jestem w stanie pojąć.

Lato z osobami, które głośno mówią o jego niekompetencjach i działaniach cięższego kalibru walczy różnymi sposobami. Od dłuższego czasu do tej walki wykorzystuje Giersza, wysokiej rangi urzędnika państwowego.

Kilkakrotnie wzywany byłem na Wydział Dyscypliny PZPN, gdzie machano mi przed oczami pismami z nagłówkiem: Adam Giersz Minister.

Z telefonu Laty gdy ktoś do niego dzwoni płynie melodia z „Ojca Chrzestnego”. Gierszowi proponuję, by sobie wgrał coś innego. Był taki przebój Czerwonych Gitar – „Bo ty się boisz myszy”. Pasuje jak ulał.

Libacja w Jahrance

Coraz trudniej prominentom z PZPN trzeźwym okiem patrzyć na stan polskiej piłki, nawet podczas roboczych spotkań władz związku. No to w końcu doczekaliśmy się naocznego dowodu, jak wyglądają posiedzenia prominentnych działaczy, tych których Kręcina i Lato dopuszczają do pańskiego stołu. Odbyte wyjazdowe posiedzenie władz PZPN w Jahrance, przemieniło się w biesiadę alkoholową nazwanej przez niektórych wręcz libacją. Gardła nadstawiali oczywiście świecąc przykładem – jak widać na zdjęciach zamieszczonych w prasie i internecie- sam szef i sekretarz PZPN. Wprawienie się w inny stan świadomości tych panów, potwierdza też słowna relacja proszącego o anonimowość jednego z uczestników biesiady. Widoczny na zdjęciu śpiący na stoliku działacz tylko potwierdza tę relację. Nie czepiał bym się, jeżeli takie zdarzenia miałyby miejsce w czasie prywatnego spotkania, rautu, ale w pracy?

Coraz większa słabość do alkoholu Kręciny i Laty jest ostatnimi czasy coraz bardziej widoczna w czym dzielnie im dorównuje kroku Adam Olkowicz, który ma już wręcz problem alkoholowy, jak ocenia to znający realia w polskiej piłce Tomek Hajto w ostatnim wywiadzie.

Przykład idzie z góry, dlatego widzieliśmy agresywnego osobnika na międzypaństwowym meczu piłkarskim w Kielcach, który wybiegł z pzpn-owskiego pokoju biesiadnego i pobił kibica. Dość poważne kłopoty z równowagą na schodach, w jednym ze szczecińskich lokali miał też ponoć red. Polkowski, który przekonywał niewiernych (więc chyba był w pracy), że warto wierzyć w szefa Lato, bo to przecież bezapelacyjny gwarant sukcesów polskiego piłkarstwa. Tak na marginesie Polkowski cały czas to powtarza nawet jak jest trzeźwy. Niewiarygodne, ale prawdziwe.

Jak zaćmione główki mają ratować polską piłkę tego nie wiem. Lato z Kręciną pewnie też nie wiedzą, ale kasując we dwóch rocznie ponad milion złotych z tytułu pensji ze związkowego budżetu, pewnie się nad tym nawet nie zastanawiają. O sportowo-organizacyjnych efektach pracy obu tych działaczy pobierających takie horrendalne wynagrodzenie lepiej nie wspominać. Może to awans z 73 na 72 miejsce w rankingu światowym usprawiedliwia odbytą libację? Nie mnie o to pytać.

Nie chcę wkładać wszystkich do jednego worka, bo wiem że wielu członków zarządu nie ma tego typu problemów.

Olkowicza, życzliwi jego personie tłumaczą, jedni stresem inni życiorysem. Jakie smutki topią w kieliszku wódki prezes i sekretarz, chyba tylko oni sami wiedzą. Może zaczęli zdawać sobie sprawę, że jak to mówi Halinka Kiepska:- Pałka się przegięła – i bez znieczulenia jakby trudniej im patrzeć na nadciągające czarne chmury.

Patrzą na to zawodnicy, patrzą kibice, patrzą pracownicy związku. Patrzy na to cała Polska.

 

Pooglądajcie zresztą sami.

 

http://www.fakt.pl/Libacja-w-PZPN-Jest-Zdzislaw-jest-impreza-,galeria-artykulu,92958,1.html

 

Tam gdzie zaczyna się alkohol, kończą się hamulce. Nawet podczas oficjalnych spotkań takich jak np. podpisanie umowy sponsorskiej możemy oglądać takie obrazki jak te poniżej.

 

http://www.fakt.pl/Lato-mial-plame-przy-rozporku,artykuly,89503,1.html

 

i drugi

 

http://babol.pl/kat,1025465,title,Lato-ma-plame-na-rozporku,wid,12915866,wiadomosc.html?ticaid=6b9f1

 

A może by tak zamiast trwonić pieniądze na gorzałę przeznaczyć na większe dotacje dla powodzian, szkolenie dzieci i młodzieży czy inne szlachetne statutowe cele. Kluby niższych klas ledwie wiążą koniec z końcem, a gorzała leje się strumieniami na bankietach za pieniądze stowarzyszenia, którego jesteśmy członkami.

Polski Związek Piłki Nożnej naruszył prawo

Orzeczenie Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego unieważniło decyzję związkowej komisji licencyjnej w sprawie nie przyznania licencji na grę w ekstraklasie Łódzkiemu KS-owi. Nie chcę się dzisiaj wymądrzać pisząc mówiłem, wiedziałem, ale od początku tej sprawy można było odnieść wrażenie, że jest grubymi nićmi szyta. Długi wobec wierzycieli, brak odpowiedniej infrastruktury to najczęstsze przyczyny powodujące licencyjne kłopoty. Problem w tym, że kluby mające te problemy takie jak Ruch Chorzów, czy Polonia Bytom licencje otrzymały, a ŁKS nie. Znamienne słowa wypowiedział prawnik ŁKS-u mec. Eugeniusz Stanek: - Klub pisząc odwołanie do PZPN, precyzyjnie nie dowiedział się jakich dokumentów brakuje. Dlaczego ŁKS został tak srogo ukarany? Można domniemywać, ale faktem jest, że szefostwo PZPN w wielu przypadkach postępuje nieuczciwie, czego wielokrotnie dowodziłem na tym blogu.

O ile z jednej strony podnoszą się głosy, że sprawa ŁKS to nic innego jak zemsta Laty nad ówczesnym właścicielu klubu panu Goszczyńskim, który oskarżył go o przyjęcie łapówki w czasach gdy Lato był prezesem Stali Mielec, to z drugiej, że nad śląskimi klubami ochronne skrzydełka roztacza Rudolf Bugdoł. Pomimo, że Bugdoł w opinii jednej z gazet o profilu piłkarskim to kolejny figurant w piłkarskiej centrali, taki nieobyty w realiach piłkarskiej centrali gość z prowincji to jakieś tam przełożenie na nie mniejszego figuranta czyli Latę ma. I tak sobie chłopaki prywatne poletka na związkowym gruncie uprawiają.

Nawet taki zarzut, że pod decyzją podpisał się tylko (służalczy) przewodniczący komisji Zbigniew Lewicki, zamiast wszystkich członków komisji daje wiele do myślenia. Nasuwa się po trosze analogia do umowy ze SportFive, którą Lato podpisał bez zgody Zarządu, a w sprawie której CBA wznowiło dochodzenie.

Ten wyrok daje nadzieję, że i w innych sprawach zapadną wyroki, które zaprowadzą w konsekwencji praworządność w PZPN. Daje nadzieję, że swój epilog znajdzie sprawa uprawomocnienia wyroku w zachodniopomorskiem dotyczącą sfałszowania wyborów, manipulowania przy walnych zjazdach i wiele, wiele innych tak dobrze Państwu znanych. Oby tak się stało bo dość już traktowania Związku przez Latę, Kręcinę i im podobnych jak prywatnego folwarku, na czym cierpi niestety cały polski futbol.

Na łopatkach, na parkiecie

Papier wszystko przyjmie. Tak w skrócie można by podsumować próbę rozliczenia się z dwóch lat działania Wydziału Futsalu przy PZPN.

Wprowadzenie zasad licencyjnych czy zatrudnienie zagranicznego trenera dla potrzeb reprezentacji przewodniczący tego wydziału Hendrzak określa mianem zmian REWOLUCYJNYCH w polskim futsalu. Kpi, żartuje czy uważa odbiorców tych słów za głupków, ciężko osądzić.

Futsal w Polsce w ciągu ostatnich dwóch lat osiąga wyniki sportowe i organizacyjne nie inne niż całe polskie piłkarstwo pod rządami Laty i spółki. Podkreślanie, że futsal działa zgodnie z regułami dzisiejszego PZPN (czyt. sekretarza i prezesa) jest tyleż kosmetyczne, co stwarza wręcz wrażenie dupolizusostwa.

Spektakularne porażki, walkower w oficjalnym meczu międzypaństwowym (na dodatek w eliminacjach do ME), spadek w rankingach, awantury, przepychanki, nieustabilizowane zasady „gry” w reprezentacjach to prawdziwy obraz dzisiejszego futsalu, który znam od podszewki.

Wystarczył rok pracy nowych władz, aby futsal poleciał na pysk w rankingach światowych. Chwalenie się piątym miejscem studentów w świecie (przy czwartym kilka lat wcześniej) jest kolejną próbą mydlenia oczu, bo Hendrzak ma tyle do tego wyniku, co do planu zajęć z WF np. na Politechnice Śląskiej.

Nie będę skromny. Mam to w tej chwili gdzieś. Dziewiąte miejsce w Europie, osiemnaste w świecie. Wygrane mecze z tuzami światowego futsalu Rosją, Holandią, Belgią, Białorusią to tylko namiastki tego, co było kilka lat temu, gdy Hendrzak uczył się pod moim okiem zasad i podstaw dających szansę na dobry wynik. Zaczęliśmy od wietrzenia, by na bazie tych co chcą pracować profesjonalnie, budować podstawy pod sukcesy. I to był strzał w dziesiątkę. Profesjonalizm, atmosfera sukcesu udzielała się wszystkim. Trenerom, zawodnikom i nawet panu Romkowi, który zapieprzał miesiąc czasu, by międzynarodowe zawody dla kilkutysięcznej publiczności były udane. Hendrzak nic nie wyciągnął z tej nauki. Widocznie ta szkoła mu nie odpowiadała. W przeszłości preferował inne.

Gdzie pytam się są transmisje telewizyjne (kiedyś były) z futsalowych spotkań reprezentacji czy ligi. Dzisiaj pozostało tylko narzekanie na media wyrażane słowami: – Obojętność mediów jest niezrozumiała. A kto w dzisiejszym świecie kupi nadpsuty towar w jednym sklepie, gdy w drugim ma świeżutki i równie ładnie zapakowany.

Trener samouk, sędzia bez specjalizacji, działacz niecierpliwy: to według Hendrzaka (wynagradzanego za ponarzekanie i wierność kwotą prawdopodobnie kilku tysięcy złotych miesięcznie) przyczyny porażek polskiego futsalu w latach 2008-2010. Tylko przewodniczący jest super, ok i cacy. Reszta to zera, więc się nie dziwię, że Hendrzak liczy na futbol kobiecy, którego jeszcze nie zdołał zepsuć. Dlaczego? Bo nie było kiedy.