Do setki coraz bliżej

Ranking FIFA jest wymowny. Polska już na 69 miejscu.

W tym kontekście interesujący jest wynik z reprezentacją Ekwadoru zarówno ten na boisku jak i ten finansowy, za rozegranie tego spotkania.

Jeżeli po remisie z reprezentacją tego państwa Ekwador awansował kilka miejsc w górę, a Polska spadła o trzy miejsca w dół proponuję bossom z PZPN i Panu Ryśkowi z Krakowa, który ich wspiera mentalnie i innym uczciwym aczkolwiek niezdecydowanym, by kontynuowali ten plan rozwoju drużyny narodowej, a nawet posunęli się jeszcze dalej.

Wybór pozostał już niewielki, ale przeanalizujmy z kim się można zmierzyć i zarobić na nich tzw. Środki Finansowe. Te federacje podbudują sobie miejsca w rankingu (jak zrobił to Ekwador), a księgowa w PZPN będzie miała pieniądze na kolejne gratyfikacje dla tych, którzy podnoszą rękę i wydają z siebie głos nazywany potocznie życzliwym ( choć nie jest artykułowany z przekonania, tylko z interesu) na oficjalnych zebraniach Polskiego Związku Piłki Nożnej.

Na początek proponuję zakontraktować mecze z Estonią i Gruzją. Nie wiem ile oni zapłacą za spotkanie z reprezentacją Polski, ale może zremisujemy ( i np. Gruzja pójdzie do góry w rankingu), a korzyścią dla bossów z PZPN będzie fakt, że wystarczy na wypłaty dla np. Komisji Rewizyjnej PZPN. Korzyść sportowa: te drużyny grają pi razy drzwi tak jak się gra w Europie. Benhakker nie będzie miał argumentów geograficznych. Europa zamknie ryja. Korzyść materialna nie wymaga komentarza.

Kolejne propozycje. Nie grajmy z Finlandią (86 miejsce w rankingu) bo z nimi na pewno nie zremisujemy i będzie większy wstyd jak korzyść sportowa. Chyba, że zapłacą tyle, iż wystarczy np. na opłacenie Wydziału Dyscypliny i kilku innych.

Do setnego miejsca pozostał nam jeszcze Cypr, ale nie olewajmy będącej na 104 miejscu Wali. To też europejski styl gry, bogata federacja i jak Lato kupi mój pomysł podejrzewam, że będzie gorąco namawiał Placzyńskiego na kontakty z tymi reprezentacjami. Problem w tym, czy oni zechcą z nami zagrać.

Tylko Lato niech nie zapomina, że ON już oddał ZA BEZCEN podstawowe i strategiczne dochody Polskiego Związku Piłki Nożnej w prywatne ręce na 10 lat.

Nikt kto ma zdrowy rozsądek i pragnie sukcesów dla polskiej piłki NIGDY nie pogodzi się z tym faktem.

PS. Dzisiaj jesteśmy świadkami historii, gdzie unicestwianie dyscypliny sportowej zwanej piłką nożną stało się faktem. Polski Związek Piłki Nożnej jako instytucja został sprowadzony do roli zaspokajania potrzeb finansowych około 15 notabli przy cichej (bo niejednokrotnie przekupionej) aprobacie delegatów ze związków wojewódzkich i kilku (nie należy tego ukrywać) delegatów klubowych na Zjazd PZPN.

Apeluję o rozsądek.

Do Panów należy kolejny ruch, na który ze stoickim spokojem czekają ludzie czystego sumienia.

Nieoczekiwana zmiana miejsc

Opowieści trenerów którzy stawali do konkursów na selekcjonerów kolejnych reprezentacji Polski, wywołują u słuchających odruch znany, jako kiwanie głową z politowaniem. Szanowna komisja w składzie Piechniczek, Engel,

w pokoju senatorskim na stadionie śląskim przyjmowała kandydatów np. na trenerów kadr piłki kobiecej. I już. Tak nie dziwcie się Państwo. Przyjmowała i już. Nie było rozmów o wizji, metodach, nowatorskich lub sprawdzonych rozwiązaniach, doświadczeniach, ryzyku czy pewności. Szanowna komisja w osobach dwóch przyjęła naiwnych, a zrobiła i tak to, co chciała zrobić wcześniej. Ot taki pic na wodę fotomontaż jak się czasem mówi, mając na myśli kantowanie w żywe oczy.

Kolejnym przykładem na to, że odpowiedzialne funkcje traktowane są jak prezenciki do igraszek swawolnych, a wygrywają ci co muszą dostać te zabawki, są zapowiedzi rezygnacji z usług trenerów Zabielskiego i Globisza na rzecz trenerów Białka i Dawidowskiego.

Co tu się dużo rozwodzić. Za pierwszymi z dwojga stoi wieloletnie doświadczenie pracy właśnie z młodzieżą, wyniki sportowe wraz z medalami rangi mistrzostw Europy i wiele innych przymiotów ściśle powiązanych z pracą trenerską na szczeblu piłkarskich kadr młodzieżowych. Za tymi drugimi stoi Grzegorz Lato (Białek jest z Mielca) i Edward Potok (Dawidowski jest z Łodzi). Czyżby to był przypadek.

Wiadomo skądinąd, że przewodniczący Dariusz Śledziewski przedstawiał, mówił o innych kandydaturach na trenerów, ale co z tego.

Tylko dwa lata prezesury Laty wystarczyły, by znalezienie w PZPN choćby jednej posady obsadzonej zgodnie z kompetencjami i zdrowym rozsądkiem graniczyło z cudem.

 

Śmiech przez łzy

Mija kolejny rok. Jakiś dziwny plan wyniszczania piłki, absurdalnych decyzji, chybionych posunięć jest realizowany z nieprzerwaną konsekwencją.

Ostatnie tygodnie tylko potwierdzają te wnioski.

Polska reprezentacja wróciła z Ameryki Północnej gdzie rozegrała dwa mecze kontrolne ze Stanami Zjednoczonymi i Ekwadorem. Cel wyjazdu: budowa drużyny na Euro 2012 i podreperowanie związkowej kasy. Jeden i drugi cel z przyczyn oczywistych nie został zrealizowany w najmniejszym stopniu.

Wyjazd ten obnażył całkowicie, w całej rozciągłości, wszerz i wzdłuż niemoc Laty i jego ekipy.

Nastąpiło Paranoiczne Zniszczenie Polskich Nadziei na jakąkolwiek najmniejszą zmianę na lepsze w Polskim Związku Piłki Nożnej.

Nie myślę tu robić dłuższych wywodów, ale kilka rzeczy muszę wypunktować.

Od lipca funkcjonuje skandaliczna, podpisana w skandalicznych okolicznościach umowa z firmą SportFive. Lato podpisując tę umowę zubożył związkowe konto o kilkadziesiąt milionów Euro.

Przedstawiciele SportFive tak bardzo sobie wzięli swoje zobowiązania wobec PZPN, że już po organizacji pierwszych spotkań publicznie przyznają, że ich działanie na rzecz polskiej piłki zrodziło szereg problemów. Jak można bowiem przygotowywać się do konfrontacji z zespołami europejskimi, a budować reprezentację grając sparingi z WKS, USA, Ekwadorem (77 miejsce w rankigu FIFA – Engelowi i Piechniczkowi to nie przeszkadza), Kamerunem, Australią.

W PZPN nie zgadza się ani kasa, ani aspekty sportowe, ale Lato i Placzyński mają dobre samopoczucie. Z przygotowań Polaków do Euro 2012 śmieje się już pół Europy, ale polskim sympatykom do śmiechu nie jest. Problem widzą w SportFive i nawet się z tym nie kryją, ale czy ten problem nazwą po imieniu delegaci na Walne i walną pięścią, tego nie wiem. Jeżeli to nie będzie mieć miejsca teraz w listopadzie 2010 to o jakimkolwiek wyniku w 2012 można już dzisiaj zapomnieć. Wynik osiągnie tylko Lato, Kręcina, Piechniczek i jeszcze paru koleżków, ale tylko w kwestii finansów prywatnych. Dla polskiego kibica to za mało, a jak jest dla piłkarskiego delegata to się dopiero okaże.

Lato zamiast brać czynny udział w kongresie UEFA w Mińsku pojechał na ochlaj –

wycieczkę do USA, zabierając ze sobą kilkunastu wiernych sług z małżonkami.

Oficjalna wersja wyjazdu podana przez rzecznik Olejkowską wyrażała głęboki niepokój prezesa o dobro polskiej piłki, który dla jej ratowania poleciał aż za ocean. Co tam robił wraz z całą ekipą wiemy.

Co do komunikatów Olejkowskiej. Lato miał w programie wyborczym punkt brzmiący: - Zwiększenie przejrzystości działań związku poprzez informowanie opinii publicznej. Dzisiaj praca Olejkowskiej ogranicza się do redagowania kłamstw, zaciemniania obrazu prawdziwego oblicza związku w celu ratowania dupy prezesowi. To, że czyni to w sposób infantylny jest sprawą drugorzędną.

Na mecz z Ekwadorem biedacy już nie dojechali. Niech powiedzą publicznie dlaczego. Może i lepiej dla nich. Przynajmniej nie musieli oglądać meczu reprezentacji, która grała przy jednotysięcznej publiczności śpiewającej co myśli o Lacie i jego kierowaniu związkiem.

Pierwsza Reprezentacja Polski, kadra Narodowa – te pojęcia uległy dewaluacji. Drużyna, która powinna być chlubą, wizytówką, oczkiem w głowie jest traktowana jak kolejne zło konieczne. Grają na podłych murawach, przebierają się w kontenerach. Choć sami są kochani przez kibiców, muszą grać w drużynie budowanej bez koncepcji, pomysłu i jakiegokolwiek zaplecza organizacyjnego, ale Lato, Placzyński czy Smuda w tym momencie na pewno nie uderzą się w piersi. Prowadzenie reprezentacji we wszystkich obszarach leży na przysłowiowych łopatkach.

Dowodem na to niech będzie zachowanie trenera Smudy na lotnisku. Ucieczka bocznym wyjściem jest wymowna i jednoznaczna, tak jak jednoznaczne są ucieczki pzpnowskich prominentów przed mediami.

Śmieje się z nas Europa, nam pozostał śmiech przez łzy.

W takiej scenerii kończy się drugi rok niszczenia związku i dyscypliny sportowej w wymiarze krajowym. Za miesiąc kolejny Zjazd i głosowanie nad absolutorium dla prezesa i zarządu. Jeżeli znajdzie się choć jeden taki, który za jego udzieleniem zagłosuje, niech poda powody takiej decyzji. Chętnie wysłucham pod warunkiem, że nie będą to wynagrodzenia, etaty, nagrody, wypłaty, wycieczki, zatrudnienie kogoś z rodziny, suweniry ……….

O chamstwie, seksie, alkoholu, tangu i obnażaniu

Nie jestem miękkim ch…m robiony. Te słowa w oficjalnym wywiadzie wypowiedział trener reprezentacji Polski Franciszek Smuda. Z niedowierzaniem przeczytałem tę wypowiedź. Miało to miejsce w wywiadzie przeprowadzanym przez dziennikarza pana Kowalskiego. Dla czytających tekst nie ma znaczenia jak został zrobiony

Smuda i kompromitacją jest, że trener reprezentacji Polski wypowiada się publicznie w tak chamski sposób. Używanie takich określeń w wąskim gronie nie przynosi chwały mówiącemu, a cóż dopiero publiczne chwalenie się sprawnością seksualną przodków. Jakie jest podłoże tak chamskiego zachowania trenera.

Przyczyn z pewnością jest kilka. Trener z pewnością ma problemy z opanowaniem nerwowym. Porażka za porażką, szczęśliwe remisy, a wizja dobrze grającej reprezentacji oddala się w tempie ekspresowym. Cóż, wlazł w bagno organizacyjne to się teraz pomalutku topi. A może nie wiedział kto go prosi i w jakim celu do tego tanga. Ale do tego tematu jeszcze powrócę.

Innym powodem mógł być brak sprawności intelektualnej. Może trener nie wytrzeźwiał po amerykańskim wieczorku spędzonym przy boku Laty, Kręciny i Olkowicza, którzy polecieli do Stanów nachlać się polonijnej okowity. Takim postępowaniem nie tyle obnażyli wiele swoich słabości, ale przede wszystkim pokazali publicznie tupet, bezczelność i arogancję, jaką mają do całego polskiego społeczeństwa, nie tylko tego sportowego.

Jeżeli tak było to trener powinien przeprosić miliony Polaków za swoje zachowanie. Jeżeli nie to ja przepraszam. W każdym bądź razie w innym związku piłkarskim na świecie, tylko nie w PZPN, natychmiast po takiej wypowiedzi trener złożyłby dymisję.

Nie popieram picia alkoholu, ale zastanawia mnie jedno. W PZPN panują dziwne obyczaje jeżeli zawodników reprezentacji, którzy PO ZGRUPOWANIU (noc przed wyjazdem do domu) wypili kilka drinków usuwa się z kadry, a będących w pracy szefów związku z Latą i Kręciną na czele którzy publicznie wprawiają się w stan nietrzeźwości nie spotyka nic złego. Alkoholizowanie się tych panów ma miejsce również w Polsce, nie tylko podczas oficjalnych delegacji, a taką była według słów rzecznik PZPN pani Agnieszki Olejkowskiej wyprawa do USA. Do Kanady już nie polecieli, bo tam chyba mniej piją, a poza tym śpiewają podczas meczu na trzeźwo co należy zrobić z PZPN-em w wydaniu Laty i Kręciny.

Parafrazując powiedzenie: – Jaki pan taki kram, chciałoby się rzec: Jaki prezes, taki trener.

Stowarzyszenie Polski Futbol – zarejestrowane

Kilka miesięcy temu, by przeciwdziałać wyniszczającym działaniom – części władz PZPN – skierowanym we własny związek, powstały wśród członków tej organizacji zalążki ruchu reformatorskiego. Spotkania robocze tej grupy zaowocowały pomysłem nadania tej inicjatywie podstaw formalno-prawnych. Podjęto uchwałę o powołaniu Stowarzyszenia o wypracowanej w późniejszym terminie docelowej nazwie.

Od pomysłu do czynu. W ubiegłym tygodniu zostało zarejestrowane w sądzie Stowarzyszenie Polski Futbol.

Swoich reprezentantów będą miały wszystkie województwa.

Zgodnie z wcześniejszymi zamierzeniami podczas Walnego Zebrania zostaną powołani Koordynatorzy Wojewódzcy oraz zostaną wybrane władze Stowarzyszenia.

Pierwszym ich zadaniem będzie powołanie do bieżących prac programowych, zespołów roboczych w celu opracowania i realizacji szczegółowego programu naprawy Polskiej Piłki w obszarze przyjętego statutu.

W ich skład wejdą przede wszystkim aktualni delegaci PZPN oraz delegaci na zjazdy związków wojewódzkich, w tym przedstawiciele klubów Ekstraklasy i I ligi, czyli pełnoprawni członkowie Polskiego Związku Piłki Nożnej.

W planie jest również konferencja prasowa, której celem będzie publiczne przedstawienie zamierzeń Stowarzyszenia oraz władz i wszystkich koordynatorów wojewódzkich.

W jak najszybszym czasie zostanie wprowadzony w życie program naprawy Polskiej Piłki, którego podstawowym założeniem będzie poprawa skuteczności działania i wizerunku związku poprzez merytoryczne i praktyczne zmiany we wszystkich obszarach statutowej działalności PZPN.

Sędziowanie coraz gorsze

Szeroka rzesza kibiców ogląda się relacje piłkarskie w Canal +. Ci wszyscy widzowie są świadkami kolejnego negatywnego zjawiska na arenie polskiego futbolu, a mianowicie coraz niższego poziomu sędziowania zawodów.

Jest to tendencja stała, dlatego bardzo niepokojąca. Z licznymi błędnymi werdyktami nie radzą już sobie nawet trenerzy uważani do tej pory za opanowanych.

Przykładem niech będzie Maciej Skorża czy Jacek Zieliński nad wyraz zrównoważony trener, a także wielu innych, którzy są odsyłani na trybuny i karani za to, że ilość krzywdzących ich zespoły decyzji wielokrotnie przekracza wytrzymałość ludzkiej odporności nerwowej.

Gdzie szukać przyczyn tego stanu rzeczy. Najprościej u źródła, czyli tam gdzie zapadają decyzje dotyczące środowiska sędziowskiego, a szczególnie te personalne.

Lato, który powinien te zjawiska monitorować, wyczuwać zagrożenia delikatnie mówiąc udaje niewidomego.

Proszę mi wytłumaczyć, jak ma się sposób sędziowania poprawiać, jeżeli prezes Lato mianuje na szefa kolegium sędziów Kazimierza S., któremu po kilku miesiącach zostają postawione zarzuty korupcyjne. Kolejnym zatrzymanym w ostatnim czasie był członek kolegium sędziów Stanisław G..
Nie należy odbierać innych faktów z tego środowiska w charakterze zdziwienia, czy rzeczy oczywistych, ale coraz głośniej się mówi, iż Kolegium Sędziów z tylnego siedzenia kieruje Janusz Hańderek . Przewodniczący Komisji Rewizyjnej, były współpracownik SB, donoszący na krakowskie środowisko dziennikarskie.

Rządzi w kolegium sędziów i nie jest tolerancyjny dla niewygodnych tak jak inni są tolerancyjni dla jego osobistych preferencji.

I jeszcze jeden kolejny przyczynek (być może najważniejszy), który sprawia, że orły z gwizdkiem zniżają swój poziom lotem koszącym.

W kolegium sędziów jest pięć osób z takich ośrodków jak: Warszawa, Kraków, Katowice, Szczecin, Łódź. Dziwnym zbiegiem okoliczności (a może nie dziwnym) do ligi awansowało 10 sędziów po dwóch z wymienionych ośrodków. O czym to świadczy. Tylko o jednym. Nie umiejętności, predyspozycje, fachowość są przepustką do ligi tylko protekcja. Z takiego postępowania jakości nie będzie i nie jest to sformułowanie odkrywcze.

Zwiastunów na zmianę polityki spadków i awansów nie widać. Tym samym nie ma nadziei na podniesienie poziomu sędziowania. Widocznie sędzia to też jest towar przetargowy w systemie: – Ja tobie ty mnie.

Money, money, money

W PZPN gdzie się człowiek nie obróci tam leżą pieniądze.

Co ma na to powiedzieć zwykły działacz w klubie, gdzie ledwie wiąże się koniec z końcem przy budżecie rocznym niejednokrotnie pomiędzy 15, a 25 tys. To jest przecież pół pensji miesięcznej „niezastąpionego” prezesa Laty. W klubach czasem brakuje na sędziów, częściej na sprzęt. Dotykają je boleśnie przypadki losowe czy kryzysowe sytuacje. Ale kogo to w PZPN obchodzi. Sprzątaczka z koligacjami zarabia 4500 zł i jest ok. Lato ma 50 000 suchej pensji, a także prawdopodobnie kilka tysięcy euro ze spółki Euro 2012 i jest również ok. Wiceprezes Piechniczek 15 000 w PZPN i pokaźny zastrzyk w senacie. Rudolf Bugdoł – do pensyjki prezesa związku wojewódzkiego dorzuca sobie jako wiceprezes PZPN także 15 000 i nie narzeka, bo to drugie wynagrodzenie otrzymuje za przyjazd do Warszawy raz na tydzień. Niebawem wymienimy cała listę związkowych dorobkiewiczów.

Po elicie przyszedł czas na wydziały i komisje, aby je również obdarować stowarzyszeniowymi pieniędzmi.

Wydział Gier – każdy członek z przewodniczącym na czele za posiedzenie pobiera 400 zł, a takowe spotkania odbywają się 5-6 razy w miesiącu.

Członkowie kolejnego wydziału – Dyscypliny też otrzymują podobną 400. złotową kwotę za każde posiedzenie. W tym przypadku nie pojmuję jak werdykty gremium tego wydziału mogą być obiektywne, kiedy sprawę zakłada płacący, a skazywać ma wynagradzany. Nie ma mowy w tym przypadku o niezależności, a wręcz przeciwnie pojawia się uczucie strachu by nie być z takiej komisji usuniętym. Taka sytuacja z pewnością miałaby miejsce w razie werdyktu sprzecznego z interesem płacącego (z nie swoich zresztą pieniędzy) prezesa Lato. Przyszedł czas również na Trybunał Piłkarski, którego członkowie także pobierają pieniądze za swój arbitraż. Jaki jest w takim razie sens i po co się odwoływać, kiedy zachodzą ścisłe powiązania pomiędzy orzecznictwem i wynagrodzeniem.

Wspomnę jeszcze o kilku przewodniczących biorących po kilka tysięcy miesięcznie na umowy zlecenia takich jak z Komisji Futsalu czy Wydziału ds. Bezpieczeństwa na obiektach piłkarskich. Czemu nie. Jest kasa trzeba brać, tylko że nie za darmo. Zasługą nie mają być wyniki sportowe, innowacje, pomysły i nowatorskie rozwiązania. To w takim razie co? Odpowiedź jest banalnie prosta. Uległość, źle pojęta wręcz wypaczona solidarność, tak samo scharakteryzowana lojalność, milczenie, brak własnego zdania i osądu i długo by jeszcze wymieniać co jeszcze.

Doszło nawet do tego, iż członkowie Komisji Rewizyjnej otrzymali prawdopodobnie po kilka tysięcy złotych nagród za teksty i raporty takie, a nie inne. Ci co im wypłacali myśleli nie tylko o poprzednim Zjeździe, ale i o tym nadchodzącym, listopadowym. Wysłanie Hańderka na wycieczkę do Stanów również nie stało się przypadkiem, tylko było formą nagrody i zobowiązaniem do podsumowania minionego roku zgodnie z życzeniami prezesa i jego świty.

Rancho w Chicago

A nie mówiłem, przepraszam pisałem, że Grześ pojechał na wycieczkę. I czyje na wierzchu. Moje, czy pani rzecznik Olejkowskiej. Znowu bidulę zmusili do publicznego wygłaszania bredni mijających się z prawdą, czyli kłamstw. Pewnie jej to nie przeszkadza, skoro ciągle publicznie opowiada banialuki w imię obrony dobrego imienia swojego pryncypała. Czyni to zresztą za niezłe wynagrodzenie.

Lato jeszcze raz pokazał na czym tak naprawdę mu w życiu zależy. Na półtora miesiąca przed Zjazdem PZPN i na półtora roku przed Euro pokazał po raz kolejny jakimi kryteriami kieruje się jako prezes PZPN, działacz piłkarski i jako zwykły człowiek. Fakt jak daleko i głęboko ma w poważaniu polską piłkę jest ogólnie znany i nie trzeba nikomu udowadniać, że jest inaczej. To postawa działacza.

W jak dalekim poważaniu ma delegatów na Walne pokazuje jego postawa prezesa w wymiarze krajowym. Delegat to dla niego przedmiot, który albo będzie mu służył, albo będzie mu przeszkadzał. Przedmiot można ozdobić, obrobić, albo zniszczyć i wyrzucić. I takie właśnie działania obserwujemy. Nagrody dla jednych, unicestwianie drugich, a wszystko to w atmosferze intryg to metody stosowane przez Latę wciągu 24 miesięcy po to, by trwać na swoim stanowisku.

Przykład międzynarodowego wymiaru prezesa PZPN mieliśmy ostatnio. Jego nieobecność w Mińsku podczas podziału grup na Euro, to z jednej strony pokaz arogancji i bezczelności, zaś z drugiej bezdennej głupoty. Zlekceważenie przewodniczącego Platiniego niepozostanie bez wpływu na postrzeganie polskiej piłki z poziomu europejskiej centrali. Bądźmy wszyscy tego pewni.

Przewodniczący Platini to inteligentny facet. On z pewnością uważa, że Lato reprezentuje nie tylko siebie, ale całe środowisko. Jeżeli mu zatem to środowisko pozwala na takie postępowanie to bierze na siebie odpowiedzialność.

– Jeżeli się nie zgadzacie z takim postępowaniem to go zmieńcie i sprawcie by reprezentował was człowiek godny waszego zaufania. Inaczej to jest to wasz problem – z pewnością myśli Platini.I ma rację, bo to jest myślenie logiczne.

Pozostała jeszcze postawa jako człowieka i nie pomylę się jeżeli stwierdzę, że Lato został prezesem PZPN po to, żeby dobrze zjeść, spać w dobrych hotelach,pić trunki bardziej kolorowe od preferowanej przez niego czystej i brać miesiąc w miesiąc 50 tysięcy.

Zmian nie dokonuje żadnych,za to impreza goni imprezę. Najgorsze w tym jest to, że człowiek z Mielca kompromituje nie tylko siebie. Gdyby tak było, byłby to tylko jego problem. W rzeczywistości jest tak, iż Lato kompromituje całe polskie środowisko piłkarskie.

Cóż ludzi, którzy stoją za tak potężną imprezą jak mistrzostwa Europy obchodzi, że prezes związku, głównego współorganizatora Euro nie wywiązuje się ze swoich obowiązków. Zamiast brać aktywny udział w oficjalnym spotkaniu na które otrzymuje na dodatek zaproszenie, Lato woli chłeptać wino i wódę na innym kontynencie wraz z grupką wielbicieli, którzy odlali mu na jego cześć podobiznę z brązu. Czyni to na dodatek nie w ramach urlopu tylko będąc w pracy, gdzie za każdą dniówkę kasuje 1666 zł.

Zapomniał też Lato jak tłumaczyłem mu podstawy savoir- vivru i lampkę z winem trzyma (co widać na zdjęciu) jak słoik z winem marki „Mamrot”.

I tak oto po wycieczce do Stanów Lato ma kolejny kłopot, a na pocieszenie zakuty w brązie łeb.

Adam Giersz – minister służalczy

Minister tchórz – tak nazwał komentator sportowy z Łodzi Adama Giersza
obecnego ministra sportu wywodzącego się z Platformy Obywatelskiej. Nie uczynił tego bez podstaw.Pan Giersz, boi już własnego cienia niemówiąc o panicznym strachu przed prominentami z PZPN.

Urzędujący minister nie odpowiada na pisma kierowane do niego przez delegatów. Mało tego. Minister robi kserokopie tych pism, a te dziwnym trafem trafiają do rąk Grzesia Laty choć nie są adresowane akurat do niego. Ten z kolei przekazuje je dalej, a najczęściej na Wydział Dyscypliny PZPN z poleceniem ukarania wszelkimi możliwymi sposobami nadawcy korespondencji do ministra sportu.

Giersz siedzi na meczach piłkarskich ramię przy ramieniu z ludźmi, którzy mają wyroki sądowe. Wręcza im medale, poklepuje po plecach i udaje głupka, że Zjazd który nie został zakończony jest prawomocny. Nieprzyjęcie bilansu w statutowym terminie kwituje milczeniem, podobnie jak nie dopuszczenie niektórych delegatów do udziału w Walnym Zgromadzeniu.

Po co zatem jest potrzebny taki urzędnik, który w swych kompetencjach ma nadzór nad stowarzyszeniami sportowymi, a służy grupce ludzi nie prawu i po co jest potrzebny statut PZPN jeżeli i tak każdy sobie rzepkę skrobie.

Minister Giersz na dźwięk słowa Lato, Kręcina, Placzyński chowa głowę w piasek jak struś,

tyle że mu wystaje tylna część ciała, która zachęca by jednym kopniakiem pozbyć się takiego ministra skoro nie wywiązuje się ze swoich zasranych obowiązków.

Ministra opłacanego z podatków, również tych ludzi, którzy działają w piłce nożnej i więcej robią dla futbolu na wioskach i w miasteczkach, niż Lato np. ostatnio w Mińsku.

Edwardo Potoko od ekstraneto

W programie wyborczym jednym z punktów realizacji reform jakie obiecał przeprowadzić Grzesio z Mielca było zapisane zakończenie wdrażania ekstranetu. Przyjęto nawet datę realizacji, by wyglądać profesjonalnie i wiarygodnie. Lato obiecał dokonać tego do 6 miesięcy po wygraniu wyborów.

Grzesio jest prezesem już dwa lata, a sprawy ekstranetu końca nie widać. Lato nie zrobił nic w tym temacie oprócz idiotycznych posunięć, które wpłynęły wręcz na opóźnienie, nie przyśpieszenie wdrażania systemu.

Sprawę tą nadzoruje (przy błogosławieństwie prezesa) niejaki Edward Potok niezwykle sprawny, energiczny i błyskotliwy działacz z Łodzi. Nadmienić trzeba, że Edward Potok odpowiedzialny za system bawi się nim wzdłuż, w poprzek i nie może go zakończyć w prosty logiczny sposób. Zawodnicy w całej Polsce w 16 związkach wojewódzkich czekają na karty, a brakuje ich w skali kraju kilkadziesiąt tysięcy. Na samym Podkarpaciu na około 30 000 zawodników brakuje ponad 10 000, czyli więcej niż 1/3. Edzio nie zajmuje się tym systemem charytatywnie tylko bierze za to pewnie ze 4000 zł dodatkowo, z czego 2000 jako członek zarządu i gówno sobie z tego robi. A kart za które zawodnicy zapłacili jak nie było tak nie ma. Cały system pochłonął prawdopodobnie już 7 mln. zł. Pytanie brzmi kto je przejadł, inaczej mówiąc skonsumował.

Pomimo zaniedbań na jednym froncie Edzio wziął się za kolejne karty. Powołano spółkę przy PZPN na czele której stanął Edward Potok i dba teraz o kolejne wpływy finansowe. Teraz karty mają mieć kibice, działacze, sędziowie, trenerzy i biznes się kręci. Bo czy te karty zostaną przekazane wymienionym to jeszcze nie jest pewne. Że będą za nie płacić, to już jest bardziej prawdopodobne. Paranoiczna sytuacja w sycylijskim wydaniu.