Szanowny Kolego, Panie Prezesie, Kazimierzu!

My- zgromadzeni na spotkaniu Wydziału Piłkarstwa Amatorskiego Polskiego Związku Piłki Nożnej, działacze wojewódzkich związków, postanowiliśmy wystosować do Ciebie apel o rozważenie sytuacji, w jakiej wspólnie się znaleźliśmy poniekąd za Twoją przyczyną. Nie chcemy bowiem uczestniczyć w kolejnej odsłonie polskiej wojny futbolowej, tym razem toczonej we własnym gronie. Niestety, niektóre z działań podejmowanych przez zainicjowane przez Ciebie stowarzyszenie, nosi znamiona stricte konfrontacyjne. Permanentne stawianie różnego kalibru zarzutów pod adresem struktur Polskiego Związku Piłki Nożnej, w różnych kontekstach, uderza w dobre imiona naszych kolegów, wobec których deklarowałeś, nie tak dawno, autentyczną przyjaźń. Wiele działań nosi znamiona jawnie dezintegracyjne, osłabia zwartość środowiska. Tymczasem najbliższe dwa lata wymagają od wszystkich ludzi polskiego futbolu zwarcia szeregów, zdwojenia wysiłków i skupienia się na realizacji wielkiej szansy, jaką jest organizacja EURO 2012. Dlatego sugerujemy „zawieszenie broni” i podjęcie życzliwego, koleżeńskiego dialogu, mającego na celu wyciszenie konfliktów. Wbrew niektórym przypuszczeniom, taki rozwój wydarzeń leży także w Twoim interesie. Dalsza eskalacja zarzutów, skarg i donosów, zrodzi niewątpliwą kontrreakcję i odpór, może zatem doprowadzić do sytuacji, w której kierowany przez ciebie związek i jego kluby, znajdą się w izolacji, a więc w położeniu niekomfortowym. Wierzymy, że Twoja aktywność może służyć nie destrukcji, ale pozytywnym pracom dla dobra dyscypliny. Dlatego raz jeszcze prosimy o przemyślenia i rewizję własnych działań i powrót do współpracy ponad podziałami.

 

W imieniu członków Wydziału Amatorskiego Polskiego związku Piłki Nożnej

 

Przewodniczący

Ryszard Niemiec

 

26 czerwca 2010 roku – Jodłów /Ziemia Kłodzka/

Blisko dwa miesiące temu na adres Podkarpackiego ZPN dostałem powyższe pismo. Nie pozostałem obojętny na jego treść i odpisałem Panu Przewodniczącemu. Ponieważ moja odpowiedź i zaproszenie do rozmów pozostały bez echa, zdecydowałem się upublicznić treść obu pism. Moja odpowiedź w dniu jutrzejszym.

W tym miejscu jeszcze tylko kilka krótkich uwag. Jako prezes związku wojewódzkiego powinienem być członkiem wydziału któremu przewodniczy pan Ryszard Niemiec. Przypominam, że bez żadnego powodu zostałem pozbawiony tego członkostwa, przy biernej postawie Pana przewodniczącego. Stało się tak zapewne na polecenie sił wyższych.

Pisząc na wstępie tego listu – MY, zgromadzeni … nie wiem jaką ilość osób miał pan Niemiec na myśli, bo kiedy zadzwoniłem do kilku członków tego wydziału żaden mi nie potwierdził iż był współautorem tego pisma, a wręcz o jego istnieniu dowiedział się ode mnie.

Jeżeli zatem za treścią tego apelu stoi wąska grupka ludzi, która nie poczuła się nawet do merytorycznego odniesienia do mojej odpowiedzi, Państwu pozostawiam ocenę tego wydarzenia ze szczególnym zwróceniem uwagi na treści zawarte w obu tych pismach.

Lato w kontenerze

Jak tu się dziwić zawodnikom reprezentacji Polski. Traktuje się ich jak banitów, a każe się im wygrywać wszędzie i z każdym. Istnieją w świecie standardy dotyczące rozgrywania meczy z udziałem reprezentacji krajowych, od których nie ma odwołania. Istnieją w świecie, ale nie w dzisiejszym wydaniu Polskiego Związku PN. W związku piłkarskim gdzie istnieją przepisy licencyjne do których muszą się dostosować wszystkie kluby ligowe, a dla potrzeb reprezentacji jedynym kluczem jest kolesiostwo. Nie standardy, nie dobro reprezentacji tylko kolesiostwo.

Mecze w Szczecinie, Łodzi czy Krakowie na dzisiejszych obiektach jakie są w tych miastach to nic innego jak klepanie po plecach Bednarka, Potoka czy Niemca.

Czy kto myśli o tym jak pomóc reprezentacji, szczególnie gdy jest w dołku, gdy nie idzie, gdy się ją tworzy, buduje.

Dlaczego, ci w większości młodzi ludzie nie mają poczuć, że w ich życiu stało się naprawdę coś wielkiego. Oni też chcieliby zagrać w chorzowskim kotle, a jeżeli nie to przynajmniej na stadionie z czystą szatnią, z normalnym wyjściem na boisko. Miłe by im było odczuwalne poparcie, zainteresowanie ze strony działaczy, a nie tylko presja wyniku. Tak działaczy, bo kibice ich zawsze kochali, kochają i kochać będą. Za orzełka na piersi.

Komuś się umyśliły wyrazy wdzięczności za milczenie, za mandat w górze i setki innych rzeczy mających więcej wspólnego z „biznesem”, niż z działalnością sportową na dodatek na szczeblu kraju.

Kręcina przy błogosławieństwie Laty płaci za wynajęcie związkowej siedziby 2 mln rocznie, a reprezentant Polski przed meczem ma się przebierać w kontenerze. W kontenerze gdzie nie ma klimatyzacji i jest gorąco jak w lecie.

Chłopaki z reprezentacji, trzymajcie się ciepło i walczcie na przekór wszystkiemu i wszystkim. My jesteśmy z Wami.

Ani mru-mru

Uwaga! Kiedyś taki moment, jak ten pokazany w audycji telewizji TVN musiał nadejść. Widok uciekających przed kamerą, jak złoczyńców prezesa Lato i sekretarza Kręcinę oglądnęło kilka milionów ludzi. Lato w tak szybkim tempie poruszał się jeszcze chyba w pamiętnym meczu z Brazylią. Zamazane twarze kilku prominentnych działaczy PZPN. Cichutko skulony w kącie windy wiceprezes Olkowicz. Ten widok ludzi, którym brakuje odwagi, a przede wszystkim argumentów by bronić swoich racji w tym dobrego wizerunku związku przeszedł już do historii, lecz z pewnością nie będzie zapomniany. KOMPROMITACJA.

Smaczku tej sytuacji dodaje fakt, że do redakcji TVN wpłynęło pismo z PZPN z prośbą o zablokowanie emisji tego programu. Na szczęście bezskutecznie. Brawo panie i panowie redaktorzy.

Nie wiem jakim siłom mam dzisiaj podziękować, że wystarczyło mi kiedyś rozumu i honoru, by tej farsie jaką serwują nam codziennie Lato, Kręcina i (powtórzę to po raz setny) jeszcze tylko kilku panów ze ścisłych władz związku powiedzieć NIE.

Dzisiaj blisko dziesięciu członków zarządu i prawie setka delegatów na walne zgromadzenia, tych którzy wprawdzie po cichu, ale nie zgadzają się z obecnym stanem rzeczy w PZPN, musiała przełknąć gorzką pigułę wstydu. Reszta nie, bo chyba wstydu nie ma, albo profity serwowane przez Kręcinę z puli PZPN wstyd ten skutecznie usuwają w cień. Kolejne dni przyniosą z pewnością jeszcze niejeden kielich goryczy do wypicia, bo nikt z nas nie żyje na pustyni. Sondaż przedstawiony w TVN, mówiący że 99% respondentów jest za zmianami w polskiej piłce, a 1% nie, mówi sam za siebie i nie wymaga komentarza.

Jeden jedyny cytat z wypowiedzi któregoś z popleczników obecnego prezesa wystarczy za cały komentarz. Dziennikarz pyta: Czy macie jakiś plan? Odpowiedź: – Nie mamy żadnego planu, działamy zgodnie z harmonogramem. I pojechali na bankiet – skwitował reporter, który usilnie i bezskutecznie namawiał do podzielenia się z opinią publiczną, jakimi sposobami obecne władze zamierzają wyprowadzić polską piłkę z dołka.

Panowie delegaci, panowie z zarządu, z komisji, wydziałów wszyscy obracają się wśród tych respondentów, w miejscu swej pracy, zamieszkania i swoją twarzą firmują albo postawę destrukcyjną, albo postawę reformatorską. Albo utożsamiają się z uciekinierami przed dziennikarzem, dyktafonem i kamerą, albo nie.

Groźne dla polskiej piłki jest jednak to, że dziwna niemoc ogarnia jednak niektórych, gdy trzeba zająć otwarte i odważne stanowisko podczas oficjalnych spotkań związkowych.

Daję sobie obciąć to i owo, że żaden z tych panów w luźnych rozmowach na stadionach, w klubach, w pracy czy pubie nie broni ani Laty, ani Kręciny, ani tego całego kabaretu, który nie może się niestety nazywać „Ani Mru-Mru” bo nazwa jest już zajęta.

PS. W ostatnim okresie jestem po słowie – pisanym – z prezesem Ryszardem Niemcem. Korzystając z okazji i mając w pamięci migawki z telewizyjnego programu, chciałbym nestorowi polskiego dziennikarstwa i wieloletniemu działaczowi piłkarskiemu życzyć dobrego samopoczucia.

 

Niedługo o liście „grozy” autorstwa prezesa Ryszarda Niemca.

Odpowiedni człowiek, na odpowiednim stanowisku

Kilka miesięcy temu w jednym z artykułów w czasopiśmie o tematyce typowo piłkarskiej, redaktor naczelny Maciej P. wyraził się o mnie w sposób mało pochlebny. Nie dałem się sprowokować. Napisałem do Pana redaktora list wprawdzie zaadresowany na adres redakcji, ale utrzymany w tonie dość osobistym. W pierwszych słowach pogratulowałem Panu Maciejowi nominacji, w ostatnim akapicie życzyłem by Jego misja w redagowanym czasopiśmie również przyczyniła się do odbudowy polskiej piłki, a część środkową wypełniłem treścią, która tłumaczyła powody moich decyzji i postępowania w okresie minionych kilkunastu miesięcy.

W post scriptum złożyłem również propozycję, że jeżeli sekretariat i naczelny redakcji pozwoli służę merytorycznym wywiadem, popartym argumentami jak również tekstami (nie cenzurowanymi) dotyczącymi tzw. spraw trudnych. Albo list nie dotarł, albo naczelny nie pozwolił, bo nikt do mnie nie zwrócił się już z propozycją przedstawienia mojego punktu widzenia na pewne tematy. Ponieważ moja wiara w pocztę polską jak na razie jest dość duża, przyjąłem zatem, iż to redaktor naczelny przyjął strategię, że rzetelność dziennikarska w Jego (sic!) czasopiśmie nie będzie narażona na konfrontację z moimi poglądami. Może innymi, może alternatywnymi, może zbieżnymi, ale tej wiedzy już żaden z czytelników tego pisma nie posiądzie.

Tymczasem zaczęły docierać do mnie informacje, że redaktor Maciej P. poza podnoszeniem pióra, by umaczać go w kałamarzu dla utrwalenia cennych dla polskiej piłki myśli, podjął się zadań w niczym nie przypominających twórczości dziennikarskiej, choć ściśle z dziennikarzami powiązanej.

Zaczęto przypinać panu Maciejowi etykietkę człowieka do zadań specjalnych, po tym jak zaczął w sposób zgodny z polską tradycją gościć dziennikarzy i przekonywać, że nie warto źle wyrażać się o PZPN-ie bo niczemu to nie służy.

Pan Maciej tak się zaangażował w swą rolę, że przeliczył siły na zamiary, bo już jest wiekowym człowiekiem i w dniu meczu z Kamerunem prawdopodobnie na sutym przyjęciu w Szczecinie, poległ tak jak polska reprezentacja i widocznie z przejedzenia zaniemógł, bo sprawdzał wytrzymałość schodów w jednej z restauracji. Na szczęście nic mu się nie stało, bo któż by się podjął po nim, tajnej misji obłaskawiania dziennikarzy.

TVN, środa (25 sierpnia) o godzinie 19:50.
Będzie wyemitowany program „UWAGA”
poświęcony sytuacji w polskim futbolu.
Serdecznie zachęcam do oglądnięcia tej audycji.

Medice, cura te ipsum

Czytałem ostatnio jedno z oficjalnych pism wysłane do adresatów w terenie, podbite pieczątkami i podpisane przez panów Sekretarza Generalnego PZPN Zdzisława Kręcinę i p.o. Prezesa PZPN – Wiceprezesa Adama Olkowicza.

W jednym z akapitów tego pisma był sformułowany zarzut w stosunku do mnie, że jako prezes Podkarpackiego ZPN próbowałem podważyć ważność obrad odbytych 20 grudnia 2009 roku. Całe to pismo przepełnione było paragrafami, artykułami, uchwałami etc, etc.

Dla mnie nie miało to specjalnego znaczenia, gdyż wiem, że nie łamię w żadnym zakresie zapisów statutu PZPN, ani prawa zapisanego gdziekolwiek indziej.

Wydawać by się mogło natomiast, że sekretarz związku, który w co drugim zdaniu powołuje się na paragrafy, jest na co dzień w swych poczynaniach kryształowo czysty. Udowodnię zaraz, że to nieprawda.

Gdy czytałem jedno ze zdań obciążającego mnie akapitu, przecierałem oczy ze zdumienia. Kręcina przyznawał się w nim do świadomego złamania statutu PZPN, do udanej próby wpłynięcia w nieformalny wręcz oszukańczy sposób na wynik głosowania niezależnych delegatów na walnym zgromadzeniu PZPN.

Jak brzmi to zdanie, cytuję:

Sprawa pana Jana Grzelki z Łódzkiego Związku Piłki Nożnej, już dawno wyjaśniona , wynikała z nieporozumienia, a nie z zawinionego działania jakiejkolwiek osoby

Przypomnę, że podczas tych obrad blisko 2 godziny toczyła się batalia o wybór przewodniczącego zebrania. Dwóch kandydatów (panowie Łazarczyk i Ostrowski) w dwóch głosowaniach otrzymało taką samą ilość głosów. Wniosek jest jeden. Jeżeli na sali przebywał by jeden delegat mniej, przewodniczącym zabrania mógł być ktoś inny. Nie muszę chyba dodawać, że pan Jan Grzelka obydwoma rękoma (a przynajmniej jednym mandatem) głosował za kandydatem Z. Kręciny i pośrednio G. Lato.

Wyjaśniam, że pan Jan Grzelka był członkiem Wydziału Dyscypliny i jako członek organu jurysdykcyjnego NIE MIAŁ PRAWA posiadać mandatu delegata na Walne Zgromadzenie Delegatów. Kręcina doskonale o tym wiedział, że pan Grzelka NIE MA PRAWA, a pomimo to zatwierdził go jako delegata i wysłał stosowne zaproszenie. No cóż każdy głos „za” był na wagę złota, nawet za cenę złamania zapisów statutu.

Cóż zatem pisze Kręcina w oficjalnym piśmie na papierze firmowym związku z pieczęciami:

Sprawa pana Jana Grzelki z Łódzkiego Związku Piłki Nożnej, już dawno wyjaśniona (pytam przez kogo wyjaśniona, przed kim wyjaśniona, kiedy wyjaśniona, dla jakich celów i jakie zostały wyciągnięte wobec winnych tego wykroczenia konsekwencje), wynikała z nieporozumienia (jakiego nieporozumienia, czyjego nieporozumienia, kto się z kim nie porozumiał, co to w ogóle znaczy nieporozumienia w tym przypadku), a nie z zawinionego działania jakiejkolwiek osoby (w tym miejscu można się wręcz popłakać, ze śmiechu).

Rozumiem: Jakakolwiek osoba się pomyliła, zapomniała, nie zauważyła, a wcale nie miała takiego zamiaru. Kręcina odpowiedzialny za zwołanie Walnego Zgromadzenia nie czuje się więc winny i już. Kropka i po sprawie. No nie, nie po sprawie, bo Greń jest winny, bo się czepia i my mu na to przedstawiamy odpowiedni paragraf. Skąd tyle mściwości w panu Zdzisławie, bardzo jestem ciekawy.

Gdyby tylko o Grzelkę chodziło to byłby jeszcze przysłowiowy pikuś. Akcja Laty i Kręciny na to grudniowe zgromadzenie polegała na wyeliminowaniu jak największej ilości „niepewnych” delegatów, a zatwierdzeniu nawet za cenę złamania prawa, „prawych” delegatów. Kogóż to zatem jeszcze zatwierdził Kręcina jako delegata? Skazanego prawomocnym wyrokiem sądu delegata Świętokrzyskiego ZPN pana Zbigniewa Grombkę. Czy tu również można użyć sformułowań: sprawa już dawno wyjaśniona, wynikała z nieporozumienia, a nie z zawinionego działania jakiejkolwiek osoby?

Również nie. Dlaczego? Bo nawet gdyby pan Grombka na sali zjazdowej znalazł się przez pomyłkę to padały tam KILKAKROTNIE wezwania, by pozbawić go możliwości głosowania. Takie wnioski składali delegaci m.in. Andrzej Padewski, Tomasz Jagodziński, czy członek sejmowej komisji sportu poseł-delegat Mieczysław Golba. Kręcina był jednak głuchy na te wnioski. Całości zresztą przysłuchiwał się pan minister Adam Giersz i też nie zrobiło to na nim żadnego wrażenia. Nie było reakcji, ani wtedy, ani później. Były to ze wszech miar przypadki działania z premedytacją, dlatego tym bardziej naganne. Dziwi brak reakcji ministra Giersza, ponieważ nie może tu być mowy o żadnej pomyłce. To było działania z premedytacją dokonane dla osiągnięcia prywatnych korzyści.

Bo każdy głos był na wagę utrzymania obecnego porządku w PZPN, choć słowo porządek w tym przypadku jest delikatnie mówiąc nie na miejscu. Parafowano w biały dzień oczywisty przekręt.

Napisanie takiego zdania, które zacytowałem powyżej jest żywym, ewidentnym przykładem zakłamania, próbą manipulacji delegatami, wprowadzaniem w błąd działaczy, a także urząd państwowy (MSiT), media, kibiców. Jeżeli pan Kręcina tak postąpił w tych przypadkach, istnieje uzasadnione prawdopodobieństwo, że czynów podobnych dopuszcza się częściej.

W każdym innym zakładzie pracy za znaczne naruszenie regulaminu zakładu, przepisów czy zapisów kodeksu pracy dostaje się tak zwane wypowiedzenie dyscyplinarne. W tym przypadku takie przewinienia miały miejsce.

Istnieje nawet prawdopodobieństwo, że Kręcina, za łamanie zapisów statutu dostał od Laty nagrodę i polecenie, by poszukać w tym statucie paragrafu na Grenia, co Kręcina zresztą skrzętnie wykonuje. Skąd w Panu tyle mściwości Panie Zdzisławie?

Proponuję więc, by zgodnie z łacińską maksymą, przed tym zanim weźmie się Pan za uleczanie innych, uleczył się Pan sam.

Odpowiedni człowiek, na odpowiednim stanowisku

Kilka miesięcy temu w jednym z artykułów w czasopiśmie o tematyce typowo piłkarskiej, redaktor naczelny Maciej P. wyraził się o mnie w sposób mało pochlebny. Nie dałem się sprowokować. Napisałem do Pana redaktora list wprawdzie zaadresowany na adres redakcji, ale utrzymany w tonie dość osobistym. W pierwszych słowach pogratulowałem Panu Maciejowi nominacji, w ostatnim akapicie życzyłem by Jego misja w redagowanym czasopiśmie również przyczyniła się do odbudowy polskiej piłki, a część środkową wypełniłem treścią, która tłumaczyła powody moich decyzji i postępowania w okresie minionych kilkunastu miesięcy.

W post scriptum złożyłem również propozycję, że jeżeli sekretariat i naczelny redakcji pozwoli służę merytorycznym wywiadem, popartym argumentami jak również tekstami (nie cenzurowanymi) dotyczącymi tzw. spraw trudnych. Albo list nie dotarł, albo naczelny nie pozwolił, bo nikt do mnie nie zwrócił się już z propozycją przedstawienia mojego punktu widzenia na pewne tematy. Ponieważ moja wiara w pocztę polską jak na razie jest dość duża, przyjąłem zatem, iż to redaktor naczelny przyjął strategię, że rzetelność dziennikarska w Jego (sic!) czasopiśmie nie będzie narażona na konfrontację z moimi poglądami. Może innymi, może alternatywnymi, może zbieżnymi, ale tej wiedzy już żaden z czytelników tego pisma nie posiądzie.

Tymczasem zaczęły docierać do mnie informacje, że redaktor Maciej P. poza podnoszeniem pióra, by umaczać go w kałamarzu dla utrwalenia cennych dla polskiej piłki myśli, podjął się zadań w niczym nie przypominających twórczości dziennikarskiej, choć ściśle z dziennikarzami powiązanej.

Zaczęto przypinać panu Maciejowi etykietkę człowieka do zadań specjalnych, po tym jak zaczął w sposób zgodny z polską tradycją gościć dziennikarzy i przekonywać, że nie warto źle wyrażać się o PZPN-ie bo niczemu to nie służy.

Pan Maciej tak się zaangażował w swą rolę, że przeliczył siły na zamiary, bo już jest wiekowym człowiekiem i w dniu meczu z Kamerunem prawdopodobnie na sutym przyjęciu w Szczecinie, poległ tak jak polska reprezentacja i widocznie z przejedzenia zaniemógł, bo sprawdzał wytrzymałość schodów w jednej z restauracji. Na szczęście nic mu się nie stało, bo któż by się podjął po nim, tajnej misji obłaskawiania dziennikarzy.

Polski futbol leży

Ogólnie mówiąc polski futbol leży na plecach. Nie dość, że leży to jeszcze jest zakopany. Leżący może się podnieść. Zakopany musi się odkopać. O ile podnieść można się samemu, to odkopać się samemu już nie sposób.

Rysunek ukazał się w „Newsweeku” 42/2008

Lato ma dobre narzędzia do kopania, przepraszam do odkopywania, tylko nie umie z nich zrobić użytku.

Lato miał dwa wyjścia. Jak w jednym dowcipie o żołnierzu. Pierwsze, zacząć naprawę futbolu od konstruktywnych działań na polu reform, by sukcesami na tym polu zamknąć usta każdemu krytykowi jego dotychczasowych poczynań. Drugą drogą była eliminacja swoich oponentów. Gdyby wybrał pierwszą, byłoby ok.

Lato wybrał drugie rozwiązanie i znowu miał dwa wyjścia. Albo takiego oponenta usunąć ze swojej drogi, albo przekabacić go na swoją stronę. I tu Lato okazał się sprytniejszy od żołnierza ze wspomnianego dowcipu. Zaczął realizować chytry w swoim mniemaniu plan w którym znalazły się oba te rozwiązania. Jak się któryś oponent nie wystraszył gróźb, zostawał po cichutku relegowany z funkcji, z wydziałów, komisji. Jak się wystraszył i poszedł na tzw. „ugodę”, to dostawał na pocieszenie większy, bądź mniejszy ochłap z pańskiego stołu i może się cieszyć dozgonną wdzięcznością prezesa.

W kilku przypadkach to „wyrywanie zębów” z szeregów opozycji odniosło skutek, ale wszystkich przecież zastraszyć bądź przekupić się przecież nie da.

W przekształcającej się właśnie w stowarzyszenie Reformatorskiej Grupie Inicjatywnej sprawę kupowania ludzi przez prezesa Lato postawiliśmy jasno. Jeżeli ktoś chce odejść z tego gremium, za mniejsze lub większe profity z tego odejścia płynące, nie będziemy robić przeszkód, czy wytykać palcami. Nawet pisząc te słowa nie podaję faktów i nazwisk, a z łatwością mógłbym kilka przytoczyć. Nawet takich z kilku ostatnich dni, gdzie Lato robił podchody do kilku ewentualnych przyszłych koordynatorów wojewódzkich przyszłego stowarzyszenia.

Powód takiego postępowania, oczywiście z naszej strony jest banalnie prosty. Staczać się nie można w nieskończoność. Nawet PRL miał swój niechlubny koniec, a PZPN z takim kierownictwem nie przetrwa 45 lat.

Ludzi można kupić, dożywotniej prezesury nie.

Lato, sport i telewizja

Oglądałem w telewizji mecz Polska – Kamerun. W telewizji, bo Zdzisław Kręcina mimo oficjalnego pisma odmówił działaczom z Podkarpacia zaproszeń na to towarzyskie spotkanie, czym zapoczątkował nową erę w relacjach sekretarz generalny – działacze terenowi. Jest to jednak temat na zupełnie inną okazję.

Nie chcę również pisać o samym meczu, bo dla tych którzy znają się na piłce, obraz tego widowiska i rezultat tego spotkania nie jest żadną niespodzianką.

Kto ma oczy ten widział. Widzieli wszyscy oprócz komentatorów telewizyjnych.

Zastanawiałem się długo, dlaczego komentarz był bardzo odległy od wydarzeń na boisku. Mikrofonu w ręce nie trzymał bowiem fryzjer, tylko delegowani i przygotowani do zawodu dziennikarze sportowi.

I nagle eureka. Prasa podała, że: – Telewizja Polska finalizuje umowę na pokazywanie meczów towarzyskich reprezentacji Polski przez najbliższe dwa lata. Liczy, że sporo na tym zarobi – brzmi akapit w jednym z ogólnopolskich dzienników.

Wprawdzie już w marcu było wiadomo, że TVP walczy o zachowanie płynności finansowej. Zapowiadano m.in. zawieszanie programów tematycznych i zwolnienia grupowe.

Ponieważ redakcja sportowa TVP nie funkcjonuje w próżni, również widocznie dostosowuje się do potrzeby chwili.

Ci panowie to dopiero rozgrywają mecz. Mecz o życie, nie o jakąś tam dobrą czy złą opinię.

Wygląda na to, że komercja bierze górę nad zapisaną w ustawie misją. O rzetelności dziennikarskiej już nie wspomnę.

Produkt jaki dziś firmuje PZPN znajduje się na 56 pozycji w świecie i ma się stać ratunkiem finansowym dla działu sportu TVP.

Dlatego widocznie kierownictwo tego działu dba o ten produkt jak tylko najlepiej potrafi. Z jednej strony gładkie słówka, z drugiej przymknięte oko, a niekiedy nawet obydwa. To od

kamery również. Bo towar dobrze opakowany przecież lepiej się sprzeda, choćby w środku było zwykłe gówno.

Zarządzający sportem w TVP widocznie nie potrafią, rzetelnie relacjonować rzeczywistości i prowadzić skutecznej działalności biznesowej. Myślenie, że jak ktoś rzetelnie odniesie się do obecnej działalność prezesa PZPN, jak poda do opinii publicznej kilka prawdziwych (nie wydumanych) zresztą faktów z podwórka PZPN, (co czynią w jakimś tam stopniu inne ogólnokrajowe media) to Lato i spółka odetnie ich od praw do transmisji, jest niegodne zawodu dziennikarza i delikatnie mówiąc żenujące.

Z tego co pamiętam dział sportu TVP złagodniał w swej drapieżności dziennikarskiej już w październiku 1998 r. w dzień wyborów nowego prezesa, a później wręcz nabrał wody w dziennikarskie usta.

Tym sposobem za obecny stan piłkarstwa w Polsce zaczynacie brać Panowie odpowiedzialność również na swoje barki.

Brak rzetelnej informacji o przyczynach degrengolady polskiej piłki należy traktować jako działanie świadome i wręcz przyzwalające do pogłębiania się kryzysu tej dyscypliny w Polsce.

Czas pytań o obecne postawy i zachowania prędzej czy później nadejdzie i podejrzewam, że odpowiedź na nie, nie będzie łatwa.

Kolejne spotkanie Stowarzyszenia Polski Futbol

Pomimo okresu urlopowego doszło do kolejnego roboczego spotkania Stowarzyszenia Polski Futbol. W spotkaniu wzięły udział delegacje reprezentujące 12 województw. Co cieszy po raz pierwszy reprezentowane było województwo dolnośląskie.

Relacje z sytuacji mających miejsce w poszczególnych województwach przedstawili kandydaci na koordynatorów wojewódzkich, bądź delegowane przez nich osoby. W wielu przypadkach przykłady negatywnych zjawisk w terenie przyjmowane były z niedowierzaniem. Nie są to jednak przypadki wyssane z palca, gdyż relacjonują je niejednokrotnie (w różnej formie) również media regionalne. Zapraszam do śledzenia tych wydarzeń, a jest ich co z przykrością należy stwierdzić niemało. Niestety za większością z nich w sposób bardziej lub mniej bezpośredni stoi ścisłe kierownictwo PZPN.

Duża część spotkania poświęcona była sprawom programowym i propozycjom związanym z tym właśnie tematem. Postanowiono, że program Stowarzyszenia będzie odzwierciedleniem bolączek całej polskiej piłki i zarazem powinien wskazywać kierunki naprawy wszystkich nieprawidłowości uniemożliwiających szybki rozwój piłkarstwa w Polsce.

Termin kolejnego spotkania postanowiono wyznaczyć na wrzesień.