Podkarpacki ZPN nie da się zastraszyć Lacie

środa 28 lipca 2010 r.

Z Prezesem Podkarpackiego ZPN Kazimierzem Greniem rozmawiał Piotr Pezdan

Podkarpacki ZPN nie da się zastraszyć Lacie

Kazimierz Greń prezes Podkarpackiego ZPN, pismo w którym Grzegorz Lato grozi zawieszeniem naszego związku w prawach członka PZPN traktuje jako próbę zastraszenia.

- Konkretnie próbuje zrobić to szef PZPN – powiedział nasz rozmówca.

On się boi bo my mówimy prawdę i obnażamy jego sposób rządzenia polską piłką.

- Proszę po kolei odnieść się do zarzutów stawianych przez prezesa Latę. Zacznijmy od Wojewódzkiego Ośrodka Szkolenia Młodzieży. Na czym polegał nieprawidłowy nadzór ze strony Podkarpackiego ZPN?

- Raport, który kilka dni temu otrzymaliśmy z PZPN, a powinien on do nas dotrzeć na początku stycznia, mówił o braku pełnowymiarowego boiska ze sztuczną nawierzchnią przy szkole i zbyt dużej liczbie uczniów wywodzących się z jednego klubu. O tej drugiej sprawie mówiłem już rok temu. Jeśli chodzi o boisko, to sam mam go wybudować. Skoro w kasie miasta nie ma na to środków? Tak wyglądały te zaniedbania.

- Prezes Lato twierdzi, że kierowany przez pana związek chciał podać PZPN do sądu. Takie działanie jest niezgodne z wytycznymi FIFA.

- W styczniu PZPN powinien nam był przelać pieniądze na funkcjonowanie WOSM. Jeśli centrala stwierdziła nieprawidłowości w jego funkcjonowaniu, powinna nas była o tym poinformować, wówczas zerwałbym umowy z firmami obsługującymi szkołę. Tymczasem PZPN zatwierdził preliminarz wydatków Podkarpackiego ZPN, w którym czarno na białym było ujęte 120 tys. zł, jakie miały zostać przeznaczone, na funkcjonowanie szkoły. Gdy w czerwcu zaczęli się do mnie zgłaszać wierzyciele, napisałem do Warszawy pismo, w którym poinformowałem o tym, że chcą oni swoich praw dochodzić przed sądem. To oni, a nie Podkarpacki ZPN chciał się zatem udać przed oblicze Temidy. Nie moja wina, że Lato nie potrafi czytać ze zrozumieniem. Kolejny jego zarzut względem nas jest więc wart funta kłaków.

- Chodźmy dalej. Prezes PZPN zarzuca, że były nieprawidłowości przy wyborze delegatów na grudniowy zjazd.

- Jakie nieprawidłowości? Delegatów wybrali uprawnieni do tego członkowie Podkarpackiego ZPN. Lato rzuca oskarżeniami bez pokrycia.

- Nie zaprzeczy pan jednak, że jest najzagorzalszym krytykiem prezesa PZPN?

- A czy to jest przestępstwo? Chyba żyjemy w wolnym kraju. Jeśli mówię nieprawdę jeśli go pomówiłem, to dlaczego nie poda mnie do sądu? Dlaczego Lato nie chce dyskutować na argumenty? Przecież rozmawiając ze sobą, można osiągnąć kompromis.

- Może mu się udać?

- Jego niedoczekanie. Ludzie działający w podkarpackim futbolu są mądrzy i widzą, co się dzieje. Czy mamy zamknąć usta, nałożyć sobie okulary spawacza i udawać, że wszystko jest OK? Niech Lato pokaże punkt po punkcie, w którym miejscu złamaliśmy regulamin lub postąpili niezgodnie z prawem. Sam natomiast już nieraz za nic miał regulamin związku. Przykłady można mnożyć. W czerwcu powinien się odbyć zajazd sprawozdawczy, na którym powinno zostać przyjęte sprawozdanie finansowe PZPN. Nic takiego nie miało miejsca. W statucie jest zapis, że członek związku, który ma prokuratorskie zarzuty, powinien zostać niezwłocznie zawieszony. Tymczasem sekretarz PZPN Zdzisław Kręcina, który oprócz Laty podpisał list z pogróżkami, ma takowe zarzuty postawione. I co? I nic. Kieruje PZPN-em bez przeszkód. A ilu tam jest ludzi z wyrokami sądowymi. Którzy nie maja prawa w ogóle tam być? To kto tu łamie prawo?

- Jakie działania zamierza pan podjąć w związku z listem prezesa PZPN?

- W czwartek odbędzie się nadzwyczajne posiedzenia zarządu Podkarpackiego ZPN. Oczywiście w terenie pewnie podniesie się kilku pseudodziałaczy, którzy dawniej zrobili korupcyjne bagno z regionalnej piłki, a teraz będą chcieli powrotu starych porządków. To jednak margines. Dziś (rozmowa została przeprowadzona we wtorek – przyp. red.) rozmawiałem z Jackiem Masiotą, członkiem zarządu PZPN. Zarzekał się, że podczas posiedzenia tego gremium nikt nie mówił o możliwości zawieszenia Podkarpackiego ZPN. Jakim prawem zatem Lato i Kręcina straszą nas tymi sankcjami w imieniu władz związku?

- Czy nie można znaleźć jakiegoś kompromisu w tej wojence, jaką ze sobą toczycie?

- Ja na pewno jej nie chciałem. Wspierałem Latę podczas kampanii, bo liczyłem, że przetnie pewne układy, jakie panują w PZPN. Nic jednak takiego nie miało miejsca. Przeciwnie, jest jeszcze gorzej. W związku pojawiła się spora grupa pośredników, którzy kasują słone prowizje za swoje usługi, a kluby w Polsce klepią biedę i umierają. Gdy rządził Michał Listkiewicz, można było nie zgadzać się z nim, ale on jest rozsądnym i inteligentnym człowiekiem i zawsze można było osiągnąć kompromis. Lato na pewno tymi przymiotami nie grzeszy. On chce zawieszać Podkarpacki ZPN i niszczyć w naszym regionie piłkę nożną. Tak robi człowiek, który stąd pochodzi. Fakt, jestem jego największym krytykiem, ale nie jedynym. Swoje opinie zamieszczam na prywatnym blogu, gdzie podpisuję się jako Kazimierz Greń, a nie prezes tutejszego związku. Wypowiadam się zawsze jako osoba prywatna. To za co Lato chce zawieszać Podkarpacki ZPN?

Pismo

Oto treść pisma jakie wystosowali do Podkarpackiego ZPN i klubów w nim zrzeszonych prezes PZPN G. Lato i sekretarz PZPN Z. Kręcina. Według relacji kilku członków zarządu z którymi udało mi się skontaktować stanowisko reprezentowane w tym piśmie nie było przedstawione, ani przedyskutowane na żadnym oficjalnym posiedzeniu Zarządu PZPN. Do poniższego pisma ustosunkuję się za kilka dni.

Warszawa, 2010-07-15

 

Szanowny Pan

Kazimierz Greń

Prezes Podkarpackiego ZPN

Ul. Ks. Jałowego 6A

35-010 Rzeszów

 

 

Niniejszym informujemy, iż kierownictwo Polskiego Związku Piłki Nożnej przeanalizowało działania podejmowane w ostatnim okresie czasu przez Podkarpacki Związek Piłki Nożnej i Pana osobiście jako Prezesa tego Związku wybranego do kierowania nim z woli delegatów Walnego Zebrania Członków Podkarpackiego ZPN. Z przykrością musimy stwierdzić, iż te zachowania lub zaniechania naruszają rażąco postanowienia Statutu PZPN i dobre imię polskiej piłki nożnej. Ustawiczne szkalowanie Polskiego Związku Piłki Nożnej i jego działaczy, realizowanie także za pośrednictwem środków masowego przekazu, a z drugiej strony brak realizacji przez państwa Związek wielu przedsięwzięć wypełnianych przez wszystkie wojewódzkie związki piłki nożnej napawa dużym niepokojem władze PZPN. Nie sprzyja także kształtowaniu dobrej atmosfery w polskim futbolu.

Stąd też pragniemy jednoznacznie stwierdzić, iż zgodnie z art. 15 §1 ust.2 i art. 18 § 1 Statutu PZPN, Podkarpacki Związek Piłki Nożnej jako członek PZPN zobowiązany jest do przestrzegania statutów, regulaminów, zaleceń oraz decyzji FIFA, UEFA oraz PZPN i zapewnienia respektowania tych przepisów oraz rozstrzygnięć przez ich członków. Zobligowany jest również do dbania o dobre imię PZPN oraz właściwy klimat wokół polskiej piłki nożnej.

 

Tymczasem podejmowane przez Podkarpacki Związek Piłki Nożnej i Pana Prezesa osobiście działania dotyczące przebiegu Walnego Zgromadzenia Sprawozdawczego PZPN w dniu 20 grudnia 2009 roku, związane z tym Zjazdem i wykraczające poza jego obrady ustawiczne obrażanie działaczy PZPN, nieusprawiedliwione wystąpienia do Ministra Sportu i Turystyki, podejmowanie zmian w składzie delegatów na Walne Zgromadzenie PZPN w sposób niezgodny z przepisami związkowymi, a także np. określone zaniedbania związane z prowadzeniem Gimnazjalnego Ośrodka Szkolenia Młodzieży Piłkarskiej w Rzeszowie świadczą niestety o nieprzestrzeganiu norm statutowych PZPN przez jego członka, jakim jest Podkarpacki ZPN. Nie do zaakceptowania w żaden sposób jest również podpisane przez Pana pismo Podkarpackiego Związku Piłki Nożnej z dnia 7 lipca 2010 roku zawierające bezpodstawne żądania zapłaty przez PZPN kwoty 120.000 złotych, z zagrożeniem skierowania sprawy na drogę sądową po 15 lipca 2010 roku. Szokuje zarówno treść jak i forma tego wystąpienia. W piśmie PZPN do Podkarpackiego ZPN z dnia 9 lipca b.r. wyjaśnione zostały przyczyny bezzasadności przedmiotowego żądania. W tym miejscu zwracamy natomiast uwagę, iż zgodnie z art. 18 § 1 ust. 6 Statutu PZPN każdy członek Polskiego Związku Piłki Nożnej (w tym i Podkarpacki ZPN) zobowiązany jest do bezwzględnego przestrzegania zakazu kierowania jakichkolwiek sporów piłkarskich do sądu państwowego. Norma ta została wprowadzona na wyraźne żądanie Międzynarodowej Federacji Piłki Nożnej. Przypadki z dalszej i bliższej przeszłości wskazują iż FIFA w żaden sposób nie toleruje występowania przez członków Związku przeciwko Federacji Narodowej na drogę sądową. Sprawy tego rodzaju kończą się bardzo szybko, często natychmiastowym zawieszeniem organizacji członkowskiej lub wykluczeniem jej ze struktur związkowych.

 

W związku z powyższymi faktami, zwracamy wyraźnie uwagę na okoliczność, iż zgodnie z art. 36 Statutu PZPN , w przypadku naruszenia przez członka PZPN (…) statutu, postanowień, regulaminów, przepisów, uchwał lub decyzji władz PZPN, Zarządowi przysługuje zależnie od okoliczności prawo zastosowania następujących środków organizacyjno-członkowskich:

1. zwrócenia uwagi na dostrzeżone uchybienia i żądanie ich usunięcia w określonym terminie,

2. odmówienia pomocy organizacyjnej lub innego poparcia,

3. żądania zawieszenia lub uchylenia niezgodnych ze Statutem PZPN i przepisami wewnątrzzwiązkowymi uchwał lub decyzji podjętych w sprawach organizacyjno-

członkowskich.

 

Niezależnie od powyższego, art. 21§ 1 zdanie 2 Statutu PZPN stwierdza, iż każdy członek podejrzany o poważne naruszenie prawa i powtarzające się nie wypełnianie obowiązków może być zawieszony w prawach członkowskich ze skutkiem natychmiastowym przez Zarząd PZPN. jeżeli nie zostanie ono cofnięte następnie przez Zarząd, pozostaje ono ważne do czasu najbliższego Walnego Zgromadzenia Delegatów PZPN. Zawieszenie członkostwa pociąga za sobą automatyczną utratę prerogatyw statusu członka. W szczególności zabronione jest utrzymywanie przez innych członków relacji na płaszczyźnie sportowej z zawieszonym członkiem.

 

Niniejsze pismo jest ostatnim ostrzeżeniem dla Podkarpackiego Związku Piłki Nożnej i Pana jako Prezesa tego Związku osobiście. Jeżeli w sposób natychmiastowy nie ustaną dalsze naruszenia prawa związkowego i szkalowanie działaczy PZPN Zarząd PZPN będzie musiał sięgnąć do wskazanych powyżej środków organizacyjnych.

Równocześnie pragniemy zauważyć, iż Polski Związek Piłki Nożnej jest organizacją korporacyjną typu stowarzyszeniowego opartą o zasadę dobrowolności. Podkarpacki ZPN może zatem zrezygnować swobodnie z członkostwa w tym stowarzyszeniu. Zgodnie z art. 20 § 1 pkt 1) i § 5 statutu PZPN, a w razie dobrowolnej rezygnacji Związku zgłoszonej na piśmie do Zarządu PZPN następuje wygaśnięcie członkostwa wojewódzkiego związku piłki nożnej w PZPN. Dobrowolna rezygnacja z członkostwa w PZPN powinna być przekazana do Biura PZPN najpóźniej na 3 miesiące przed końcem roku kalendarzowego.

Zdajemy sobie w pełni sprawę z powagi niniejszej sytuacji. Musimy więc dodatkowo podnieść, iż np. zawieszenie w prawach członkowskich Związku pociąga istotne ograniczenia w działalności klubów, sędziów czy działaczy funkcjonujących w ramach Podkarpackiego ZPN. W szczególności kluby z Podkarpackiego ZPN nie mogłyby w tym czasie awansować do wyższych klas rozgrywkowych. Z kolei sędziowie, obserwatorzy i delegaci z państwa związku nie będą mogli wypełniać swoich funkcji w rozgrywkach na szczeblu centralnym.

 

Z tych względów o treści niniejszego pisma postanowiliśmy poinformować kluby będące członkami PZPN i równocześnie Podkarpackiego Związku Piłki Nożnej, a także członków Zarządu i Komisji Rewizyjnej Podkarpackiego ZPN.

 

Sekretarz Generalny Prezes PZPN

Zdzisław Kręcina Grzegorz Lato

 

Do wiadomości:

– Minister Sportu i Turystyki

Pan Adam Giersz

– Prezydent Miasta Rzeszowa

Pan Tadeusz Ferenc

– Kluby, będące członkami Podkarpackiego ZPN i PZPN

– Wiceprezesi Podkarpackiego ZPN

Pan Józef Kaczor

Pan Mieczysław Golba

Pan Marek Hławko

Pan Zenon Krówka

Pan Tadeusz Kulik

– Członkowie Zarządu Podkarpackiego ZPN (15 nazwisk)

– Członkowie Komisji Rewizyjnej (7 nazwisk)

– Dziennik „Nowiny”

– Dziennik „Super Nowości”

Ciąg dalszy izolowania działaczy z Podkarpackiego ZPN

Uchwała nr VII/122 z dnia 24 czerwca dotyczy powołania delegatów szczebla centralnego na mecze Ekstraklasy, I i II ligi. Nie ma na tej liście ani jednej osoby z Podkarpackiego ZPN. Po odsunięciu mojej osoby z grona delegatów, co było wynikiem mówienia prawdy o polskim bagnie w piłce nożnej, usunięto kolejnych. Zabrakło miejsca w tym gronie dla wielu doskonałych i co warte podkreślenia sprawdzonych działaczy z całego kraju np. Marka Hławki, Wiesława Lady, Wiesława Wieczorka czy Stanisława Nowaka. Odsunięcie tych działaczy nie miało żadnego podłoża merytorycznego. Te działania noszą znamiona mściwości z elementami zwykłego prostactwa. Dziwię się zatem niejakiej pani Olejkowskiej, która ma czelność publicznie się wypowiadać ostatnimi dniami, że związek i jego szefowie otwarci są na konstruktywną krytykę. Ma tupet pani Olejkowska, skoro jej wypowiedzi w konfrontacji z faktami okazują się zwykłym łgarstwem. Każdy niepokorny w rozumieniu Laty słyszy: won i ma to swoje fizyczne odzwierciedlenie w praktyce.

Za Michała Listkiewicza takie działania były nie do pomyślenia. Niektórzy ludzie mieli różne zdania, a jednak wtedy liczyła się fachowość i kompetencje. Nie było zastraszania czy odsuwania.

Jako jedyny związek w Polsce nie mamy swoich przedstawicieli wśród delegatów w PZPN, choć pisaliśmy pismo w tej sprawie do Laty. Wprawdzie Bińkowski, Jugo i Hendrzak wywodzą się z ziemi podkarpackiej, jednak ci panowie nie utożsamiają się z Podkarpackim ZPN. Nie są w naszych strukturach.

Jak mi wiadomo, każdy z nich jako przewodniczący trzech różnych wydziałów, bierze pieniądze na umowę zlecenie. Są to kwoty wielkości kilku tysięcy miesięcznie. Cała trójka dorabia również jako delegaci. Są oni jednymi z częściej jeżdżących na mecze.

Pamiętam, jak Lato w Rzeszowie składał wielkie obietnice szerokiej rzeszy działaczy z Podkarpacia. Prosił wtedy pokornie o poparcie. Dostał takowe. Podkarpacki ZPN jako jedyny związek udzielił poparcia tylko jemu. Ot i nagroda.

Dzisiaj Lato otwarcie występuje przeciw podkarpackim działaczom. Działa na szkodę naszego związku blokując na przykład pieniądze na szkołę.

Taki właśnie jest Grzegorz Lato. Nic nie zrobił dla Podkarpacia jako senator i powiela swą nieudolność jako prezes PZPN. Wyborcy w kolejnych wyborach parlamentarnych pokazali panu Lacie jego miejsce w szyku. Dobrze, że nic na tym świecie nie jest wieczne. Życie zweryfikuje również i tę postawę prezesa PZPN.

Być może ………….

Wydawać by się mogło, że może leżeć cała piłka na przysłowiowych łopatkach, ale pierwsza reprezentacja to będzie oczko w głowie obecnie zarządzających PZPN-em. Nic bardziej mylnego. Jeżeli ktoś wykazuje się nieudacznictwem w dziewięciu obszarach swojej działalności to w dziesiątym przecież nagle nie będzie ideałem.

Sierpniowy mecz zagramy z Kamerunem, zamiast z Włochami. Oficjalnie się mówi, że to nie będzie najmocniejszy skład tego kraju tylko wręcz trzeci garnitur.

I to jest pierwszy „sukces” w tej materii. Drugi budzący nie mniejsze kontrowersje to miejsce tej konfrontacji.

Sposób w jaki miejsce rozegrania tego meczu w Szczecinie tłumaczy rzecznik PZPN Agnieszka Olejkowska graniczy z absurdem, a mianowicie:

Wybór Szczecina to nagroda dla kibiców Pogoni za to, że grzecznie się zachowywali w czasie finału Pucharu Polski.

Wtóruje jej dyrektor sportowy PZPN Jerzy Engel:

Szatnie na stadionie Pogoni zostały ostatnio wyremontowane i są naprawdę w dobrym stanie.

No tak. To są niewątpliwie priorytety biorąc pod uwagę budowę drużyny narodowej. Ja ze swojej strony dodam jeszcze tylko jod.

Kolejny sprawdzian to wrześniowy mecz z Ukrainą. Miejsce Łódź, stadion Widzewa.

Argumentacja również powalająca. Tym razem samego Najważniejszego w PZPN. Oto co mówi Lato:

– W przypadku Łodzi mogę powiedzieć, ze przychyliliśmy się do próśb jednego z członków zarządu, Edwarda Potoka.

Lato potwierdza, że mecz ten powinien odbyć się w Lubinie na najbardziej nowoczesnym obecnie stadionie w Polsce, lecz cóż u Laty zawsze zwyciężają układy nie racjonalizm.

I tyle na razie wiadomo o przygotowaniach kadry. Pozostałe terminy, czyli kolejny wrześniowy, dwa październikowe i listopadowe oraz jeden grudniowy podaje się jako – miejsce i rywal do ustalenia. Być może Meksyk, być może Rosja, być może …. .

Być może Lato i spóła działa. Być może firmie Sportfive zależy na doborze właściwych sparing partnerów dla naszej reprezentacji. Być może Franz Smuda zdąży z budową drużyny na Euro.

Chyba trochę za dużo tych – być może, by spokojnie patrzeć w przyszłość.

Chciałoby się zobaczyć jakiś przemyślany, pełen energii zryw. Impuls osadzony w profesjonalnym planie sportowym. Zbiorową akcję sztabu pierwszej reprezentacji przy wszechstronnej pomocy władz PZPN. A czym nas karmi Lato i spółka na dwa lata przed Euro? Całkowitą indolencją, brakiem jakiegokolwiek planu, programu, strategii, pomysłu na budowę drużyny narodowej. Smuda być może ma warsztat, ale nie ma organizacyjnego zaplecza.

Ta droga prowadzi do nikąd. Na pewno, nie być może.

Kolejny krezus z Bitwy Warszawskiej

Kilka miesięcy temu prokuratura warszawska wszczęła postępowanie wobec Andrzeja Bińkowskiego z Mielca. Bińkowski to przewodniczący Wydziału ds. Bezpieczeństwa na obiektach Piłkarskich Polskiego Związku Piłki Nożnej. Postępowanie zostało wszczęte w związku z zapowiedziami próby rozgonienia w sposób siłowy legalnej demonstracji kibiców w dniu 20 grudnia 2009 r.. Nadmienić należy, że uczestnicy i organizatorzy mieli na tą demonstrację pozwolenie od prezydenta miasta Warszawy. W tym dniu trzeba przypomnieć odbywał się Zjazd PZPN w Warszawie w hotelu Sheraton, na którym opozycja związkowa miała wnioskować o odwołanie Laty z funkcji prezesa.

Szczegóły w Gazecie Wyborczej z dnia 8 stycznia 2010 w artykule „Kto zwinął transparent”. Całe to wydarzenie, miało miejsce w dniu 19 grudnia 2009 r.

Pomimo kłopotów Andrzej Bińkowski ma się dobrze. To kolejny „wybitny” działacz PZPN. Wielkość zaufania, albo rekompensaty za wierność dla krajana Laty wydaje się nie mieć granic. Co powstanie nowa komisja, Bińkowski już ma w niej miejsce. Ostatnio załapał się i to nawet na pierwszym miejscu do grupy roboczej opracowującej warunki techniczne na stadionach. Jest także na liście delegatów szczebla centralnego z uprawnieniami na I i II ligę. Żadna praca nie hańbi, tylko Bińkowski ma taką zasadę, że nie jest w żadnej komisji gdzie trzeba pracować społecznie. Wybiera tylko dobrze wynagradzane rodzynki.

Jego baza wypadowa to hotel Sheraton. Koszt – 170 Euro doba.

Tak kilka dni w tygodniu. Z niego wyrusza na weryfikacje boisk, biorąc kilkaset złotych za każdą opinię, a niejednokrotnie jest na tym samym boisku po dwa trzy razy przed sezonem. Powody są różne. To bramka mu się nie podoba, to wyjście nie pomalowane, a chodzi o to by wziąć jeszcze jedną delegację. W klubach się boją, by go do siebie nie zrazić. Po co im kłopoty z licencją.

Za każdy mecz, który obsługuje jako delegat, a jest w czołówce jeżdżących, ma około 1000 zł. Oprócz tego jako przewodniczący Wydziału ds. Bezpieczeństwa bierze prawdopodobnie kolejne kilka tysięcy. Żyć nie umierać.

Dożynanie klubów

Obserwujemy ciekawe zjawisko. Związek zamiast przyjąć postawę jeżeli nie opiekuńczą, to przynajmniej życzliwą w stosunku do klubów I i II ligi, zachowuje się wręcz odwrotnie.

W dniu 24 czerwca 2010 r. Zarząd PZPN podjął Uchwałę VII/115 w sprawie pokrywania przez kluby I i II ligi ryczałtów sędziów, obserwatorów i delegatów.

Na podstawie art. 34 par.1 pkt r) Statutu PZPN postanawia się co następuje:

I. Począwszy od sezonu 2010/2011 kluby I i II ligi, będące gospodarzami meczów ligowych i pucharowych zobowiązane są do pokrywania po każdym spotkaniu ryczałtów sędziów, obserwatorów i delegatów, wyznaczonych na dany mecz.

(podpisano) Prezes Grzegorz Lato

 

Podniosą się głosy, a co to za różnica, jeżeli kluby i tak wpłacały na konto związku zaliczki na powyższe cele. A właśnie, że jest różnica.

Do tej pory bowiem związek wysyłał delegatów na mecze tylko do wysokości ustalonych przedpłat. Dzisiaj ma ręce rozwiązane. Co zatem stoi na przeszkodzie, żeby kluby „doceniać” fundując im na każdym meczu pełną obsadę obserwacyjną. Koszt takiego meczu może zamknąć się kwotą nawet kilku tysięcy złotych. Rozumiem mecze o podwyższonym ryzyku. Ale pytam się po co np. delegaci na meczach, gdzie na trybunach zasiada niejednokrotnie 200-400 widzów.

Co mają kontrolować i pilnować. Chyba kasy, żeby im wypłacili. Do tego dochodzą sprawy księgowe, czyli pit-ów. PZPN ze swoim przerostem zatrudnienia nie miał z tym żadnych problemów. Dla klubów będzie to jednak dodatkowe obciążenie.

Ale co PZPN to obchodzi. Ci co optowali za tym rozwiązaniem mają kluby I i II ligi tam, gdzie plecy kończą swą szlachetną nazwę.

Co na to Lato wiemy. Uchwałę podpisał, a mógł nie wyrazić zgody na takie rozwiązanie. Wcześniej obiecywał sponsorów dla I ligi (byłem świadkiem takich deklaracji) i oczywiście słowa nie dotrzymał. Ocknie się i zasypie kolejnymi obietnicami prezesów klubowych przed następnym zjazdem, jak będzie mu potrzeba kilka rąk w górze dla ratowania własnej pozycji. Oczywiście słowa nie dotrzyma, jak to ma zresztą w zwyczaju.

Co na to przewodniczący Władysław Szypuła. Też nic. Co mu każą to robi. Każą mu milczeć to milczy.

Teraz ruch po stronie właścicieli, prezesów i sponsorów.

Zatrudnić Midasa

Gdy kilkanaście miesięcy temu, nadszedł czas zgłaszania kandydatur do organizacji finałów Mistrzostw Europy 2013 kobiet, PZPN złożył odpowiedni wniosek. To wiele nie kosztowało i było w zasięgu obecnej ekipy. Złożenie kandydatury, oczywiście. Powstał nawet cichy plan, pewnego zadośćuczynienia pominiętym w Euro 2012 miastom takim jak Chorzów czy Kraków. Jako trzeci w szranki stanął też Wrocław.

Wyprzedzę fakty. Nici z tych planów. Polska nie otrzymała organizacji tej imprezy.

Szefostwo związku trzyma poziom. Czego się nie dotknie to porażka.

W skład zespołu powołanego dla tej inicjatywy weszli m.in. wiceprezesi PZPN Antoni Piechniczek i Adam Olkowicz. Nie pomogło. Nie wystarczyło bowiem chcieć. Panowie z prezesem Lato na czele zapomnieli, że oprócz chęci należy jeszcze dopełnić szereg wymaganych procedur. To już było za trudne.

Mistrzostwa Europy Kobiet to wbrew pozorom impreza dużej rangi. UEFA nie wartościuje odmian piłki na lepsze i gorsze. Wszystkie są dla niej równie ważne i słusznie.

Ostatnie mistrzostwa zostały rozegrane w Finlandii, a finałowe spotkanie oglądało na żywo ponad 16 tysięcy ludzi.

O prawo organizacji Euro 2013 ubiegały się jeszcze Hiszpania, Holandia, Bułgaria, Szwajcaria i Szwecja.

Szanse były duże, bo po roku 2012 Polska w cuglach powinna spełniać warunki wymagane przez UEFA.

Mam radę. Niech prezes Lato wygospodaruje jeszcze jeden etacik dla niejakiego Midasa. Ten podobno czego się nie dotknie zamienia się w złoto.

Korzyści będzie sporo. Może Midas załatwi Euro, a kadencja Laty obrośnie w legendę. I na podwyżki wystarczy.

Państwo w państwie

W kilka miesięcy po objęciu funkcji prezesa PZPN, bo w dniu 1 czerwca 2009 roku została powołana przez PZPN Spółka Euro 2012 Polska sp. z o.o..

Na jej czele staje, któż by inny jak nie Grzegorz Lato oraz Adam Olkowicz i Rudolf Bugdoł.

Komisja Rewizyjna ma również dziwnie znajomy skład w osobach Mirosława Malinowskiego, Zdzisława Łazarczyka i Stefana Antkowiaka.

Spółka korzysta z obsługi prawnej byłego kuratora – uzdrowiciela PZPN Marcina Wojcieszaka.

Nie należy tej „inicjatywy” gospodarczej mylić z rządową Spółką PL.2012. Na czele jej zarządu stoi Maciej Herra. Spółka koordynuje i kontroluje przedsięwzięcia przygotowawcze do Euro 2012 w Polsce. W swoich kompetencjach ma – z czego się zresztą wywiązuje – analizę przepisów prawa, okresową ocenę stanu przygotowań, monitorowane przedsięwzięć, określanie zagrożeń. Prowadzi bieżący system raportowania do UEFA. Organizuje szkolenia i seminaria dla podmiotów odpowiedzialnych za organizację mistrzostw. Także wolontariat. Wzięła na siebie odpowiedzialność rozwiązywania problemów transportu, komunikacji i bezpieczeństwa.

Do zadań PL.2012 należą także działania reklamowe i marketingowe związane z promocją Polski. Reasumując zajmuje się wszystkim.

Ta pezetpeenowska na swojej ubogiej stronie internetowej lakonicznie podaje, że współdziała oraz odpowiada za – nadzór, zapewnienie, współpracę – i jeszcze kilka tam rzeczy wyrażonych niewiele mówiącymi ogólnikami.

Patrząc od strony zależności panów, zasiadających we władzach spółki, od funkcji w PZPN i Spółce to wychodzi nam taki kuriozalny twór prawno – personalny.

Co z tego wynika. A to, że np. absolutorium będą sobie wzajemnie udzielać pan – panu, kolega – koledze, bo wszyscy są ze sobą ściśle powiązani i tu i tam. Typowy przykład państwa w państwie.

Kuriozalny skład osobowy Spółki najlepiej podsumował w jednym z wywiadów członek Zarządu PZPN Jacek Masiota:

Nie zazdroszczę im tego. To tak jakby prezesem spółki powołanej przez rząd został premier Donald Tusk, wiceprezesami – Grzegorz Schetyna i Radek Sikorski, a kontrolować ich miałaby Ewa Kopacz.

Ale nie to jest najciekawsze. Cóż zatem?

W dniu 24 czerwca w dokumencie zatytułowanym Komunikat Zarządu PZPN czytamy (obszerne fragmenty):

Uchwała nr VII/100 z dnia 24 czerwca 2010 Zarządu PZPN w sprawie udzielenia umocowania do odbycia Zwyczajnego Walnego Zgromadzenia Spółki EURO 2012 Polska sp. z o.o..

Udzielono adw. Dr Marcinowi Wojcieszakowi umocowania do odbycia Zwyczajnego Walnego Zgromadzenia Wspólników na mocy art. 240 k.s.h., który mówi:
– Uchwały można powziąć pomimo braku formalnego zwołania zgromadzenia wspólników, jeżeli cały kapitał zakładowy jest reprezentowany, a nikt z obecnych nie zgłosił sprzeciwu dotyczącego odbycia zgromadzenia lub wniesienia poszczególnych spraw do porządku obrad.

 

(proponowany porządek obrad)

 

1. Rozpatrzenie opinii Komisji Rewizyjnej Spółki, co do sprawozdania Zarządu z działalności Spółki za rok 2009 oraz wniosku Zarządy Spółki, co do pokrycia straty za rok 2009, i podjęcie uchwały w sprawie ich przyjęcia.

2 – 3. Rozpatrzenie sprawozdań Zarządu i Komisji Rewizyjnej z działalności w 2009 r. i podjęcie uchwał w sprawie ich zatwierdzenia.

4. Rozpatrzenie sprawozdania finansowego Spółki za rok 2009 i podjęcie uchwały w sprawie jego zatwierdzenia.

5. Rozpatrzenie wniosków Zarządu i podjęcie uchwały w sprawie pokrycia straty za rok obrotowy 2009.

6 – 7. Podjęcie uchwał w sprawie udzielenia absolutorium członkom Komisji Rewizyjnej i członkom Zarządu z wykonania obowiązków w roku 2009.

8. Podjęcie uchwały w sprawie kontynuowania działalności przez Spółkę, w związku z wielkością straty wykazanej za rok 2009. (art.233 k.s.h.)

 

Podpisano Prezes PZPN Grzegorz Lato

 

Art. 233.
§ 1. Jeżeli bilans sporządzony przez zarząd wykaże stratę przewyższającą sumę kapitałów zapasowego i rezerwowych oraz połowę kapitału zakładowego, zarząd jest obowiązany niezwłocznie zwołać zgromadzenie wspólników w celu powzięcia uchwały dotyczącej dalszego istnienia spółki.

Przez konto spółki przepływają transze sięgające sum nawet pięciu milionów Euro. Jeżeli spółka ma straty musi te miliony gdzieś wydawać bez równoważenia ich zyskami. Pytanie brzmi gdzie, jeżeli w zakresie działalności spółki trudno się doszukać obszarów inwestycyjnych rzędu takich kwot.

Pytanie gdzie rozchodzą się te pieniądze pozostawiam bez komentarza.

Myślę, że wnikliwość odpowiednich służb powołanych do kontroli finansowych podmiotów gospodarczych oraz tych stojących na straży praworządności da prędzej czy później odpowiedź na to pytanie. Chyba że nie.

 

Za kilka dni

Za kilka dni odbędzie się zebranie sprawozdawczo – wyborcze w Piłkarskiej Lidze Polskiej zrzeszającej kluby I ligowe. Obecnie przewodniczącym tego ciała jest Władysław Szypuła z klubu Podbeskidzie Bielsko Biała. Dzisiaj widać, że wybór tego pana na tę funkcję nie był przypadkowy.

Według mojego skromnego zdania naczelny przedstawiciel klubów powinien być menedżerem o cechach tygrysa. Jego działalność powinna cechować nieugięta postawa w walce o interesy klubów, które reprezentuje. Życie pokazało coś wręcz odwrotnego. Władzio przyjął pozycję wiernopoddańczą i zadowolił się powielaniem obietnic bez pokrycia, artykułowanych przez samego prezesa Lato.

Przed wyborami w 2008 starający się o głosy Lato, na spotkaniu w Bielsku Białej w obecności Szypuły i mojej zapewniał o pozyskaniu sponsora strategicznego dla I ligi. Szypuła potwierdzał to słowami, że to prawda i finalizacja umów jest już blisko. Padały kwoty około 5 milionów na sezon na dofinansowanie dla klubów. Na zapewnieniach się skończyło. Do dziś I liga nie ma sponsora strategicznego pomimo zapewnień dwóch najważniejszych osób odpowiedzialnych za pozyskanie takowego.

To było pierwsze kłamstwo w wykonaniu tego duetu.

Życie przyniosło kolejne obiecanki – cacanki bez pokrycia.

W noc poprzedzającą grudniowy zjazd, na którym miało być głosowane absolutorium dla władz związkowych, po hotelu krążyła wieść, że znajdzie się po 40 tys., a może i więcej dla klubów, za popierające głosowanie.

Do dziś, na różnego typu spotkaniach, gdy pytałem o te obietnice, nikt nie zdementował tych informacji, tylko zamykano sprawę stwierdzeniem, że to nie miejsce na te tematy.

Miały być transmisje telewizyjne z meczy, za które kluby będą otrzymywać pieniądze.

Skończyło się tylko na transmisjach. Pieniędzy w klubach nikt nie widzi.

Jaka sytuacja jest dzisiaj. Wiele klubów walczy o przetrwanie.

– nie ma sponsora

– brak innych strategicznych rozwiązań pozyskiwania zewnętrznych środków finansowych

– kluby dotykają coraz większe obciążenia finansowe np: opłaty za delegatów, obserwatorów i sędziów. Koszt za mecz może sięgać nawet do 5000 zł. KOSZMAR.

Mówi o tym :

Uchwała nr VII z dnia 24 czerwca 2010 r. Zarządu Polskiego Związku Piłki Nożnej w sprawie pokrywania przez kluby I i II ligi ryczałtów sędziów, obserwatorów i delegatów.

  1. Począwszy od sezonu 2010/2011 kluby I i II ligi będące gospodarzami meczów ligowych i pucharowych zobowiązane są do pokrywania po każdym spotkaniu ryczałtów sędziów, obserwatorów i delegatów, wyznaczonych na dany mecz.

(Do tej ustawy jeszcze nawiążę za kilka dni).

Zmarnowano ponad półtora roku kadencji władz PLP. Szypuła i spółka dalej chcą kandydować i zarządzać. Do tej pory robili to bardzo nieudolnie. Właściwie oprócz czczych obietnic niewiele robili. Czy jest cień gwarancji, że to się zmieni. Żadnego. Jest nawet pewność, że nic. Czy ludzie, którzy dziś nawet nie protestują przeciw krzywdzącym rozwiązaniom, a sami nie podejmowali do tej pory żadnych konstruktywnych działań zmienią swoją postawę z dnia na dzień. Nierealne.

Jeżeli będą inne władze i inni ludzie, a nie klakierzy i (jak to się może nieładnie mówi) przydupasy otworzą się szanse na realne zmiany.

I liga to ścisłe zaplecze ekstraklasy. Potrzebuje jak powietrza profesjonalnego, prężnego zarządzania.

Są trzy rozwiązania.

Pierwsze: prezesem PLP zostaje kolejny raz obiecujący gruszki na wierzbie Szypuła trzymający stronę nie klubów tylko władz PZPN.

Drugie: kandyduje człowiek, który w konsekwencji przyjmie postawę równie uległą w stosunku do PZPN jak ta dzisiejsza.

Trzecia: środowisko znajdzie i powierzy swoje interesy człowiekowi, który będzie ich rzetelnym reprezentantem i gwarantem zmian in plus .

Zainteresowani muszą wykazać się czujnością i sami zdecydować. To w końcu im będzie w przyszłości albo gorzej, albo tak samo, albo lepiej.

O czym marzy Grzegorz Lato

Niedawno prezes Grzegorz Lato zachował się kolejny raz przedziwnie i w nieformalnej rozmowie z członkami jednego wydziałów, konkretnie zagranicznego, wyraził niewiarygodne życzenie. Marzy się Grzesiowi, by zjazdy PZPN odbywały się tak jak konferencje FIFA. Na pozór nic złego, a nawet pierwsze wrażenie jest dość pozytywne. O co więc chodziło szefowi PZPN? Oto jak prezes związku krajowego postrzega sposób funkcjonowania światowej centrali piłkarskiej.

– Są głosowane wszystkie zgłoszone punkty, wszyscy jednogłośnie głosują, nikt o nic nie pyta, nikt nic do końca nie wie i nie zastanawia się nad czym głosował itd. Nikt nie ma wiedzy jakie pieniądze są na koncie i co robi zarząd i prezes.

Takie ma marzenia prezes Lato i nie są one już tylko ciche, bo zaczął o takich rzeczach mówić na głos. Zacząłem się zastanawiać, czy Lato ma świadomość znaczenia wypowiadanych słów, czy nie. Jeżeli nie ma to powinien się piorunem podać do dymisji, bo to oznacza, że jest groźny dla otoczenia. Jeżeli ma świadomość to oznacza, że jest jeszcze groźniejszy więc rezygnacja powinna nastąpić natychmiast.

Lato w tej całej paranoicznej sytuacji zapomniał, że jako prezes krajowego związku powinien opiekować się z całą mocą reprezentacjami, drużynami krajowymi i odpowiadać za całość wykonanych prac przed najwyższym organem związku czyli Zjazdem. Lato chciałby rządzić i dzielić bez obciążeń wynikających z obowiązków, bez rozliczeń, bez kontroli, bez nadzoru. I na dodatek bezkarnie. To się marzy Grzegorzowi Lacie. Chciałby, żeby na Zjazd PZPN przyjeżdżali delegaci głusi, niemi i niewidomi.

Tyle właśnie wyniósł Lato (oprócz gadżetów) z obrad FIFA obradującej w RPA.

Biblijne trąby pomogły rozwalić mury Jerycha. My świadomi delegaci na Zjazd PZPN nie będziemy używać wuwuzeli, by doprowadzić do zmian w polskiej piłce.

Będziemy „trąbić” do skutku argumentami, dokumentami i apelować do zdrowego rozsądku wszystkich, którym naprawdę zależy na reformach, autentycznych zmianach.

Zmianach, które Lato obiecywał, a potem oszukał całe ( z nielicznymi wyjątkami) środowisko piłkarskie.

Polski Związek Piłki Nożnej pomimo parasola ochronnego kilku kancelarii prawniczych nie będzie w nieskończoność działał na peerelowskiej zasadzie: – Czy się stoi, czy się leży kasa się należy.

Czy tak mają wyglądać delegaci na Zjazd PZPN? Głusi, niewidomi, niemi?