Król jest nagi

Podkarpacki Związek Piłki Nożnej to czwarty co do wielkości – pod względem ilości klubów -związek w Polsce. Zrzesza ich ponad sześćset. Fakt, że ma to miejsce w jednym z najbiedniejszych regionów Polski świadczy tylko o jednym. Na Podkarpaciu mieszka i działa niezwykle prężna grupa ludzi,którzy na dodatek kochają sport, a w szczególności piłkę nożną. Nie ma się za tym co dziwić, że podkarpaccy działacze mieli i mają ambicję działać na szerszym forum niż województwo, tym bardziej,że nie brakowało im nigdy pomysłów, energii, a tym bardziej kompetencji.

Dwa lata temu wydarzyła się ku temu doskonała okazja. Polski Związek Piłki Nożnej tonął w ogólnopolskiej niesławie, spowodowanej gigantyczną aferą korupcyjną.Ówczesny prezes związku Michał Listkiewicz zdecydował, że nie będzie się ubiegał o prezesurę w następnej kadencji. Wpływ na to, w jakimś stopniu miały też głosy opinii publicznej, której tubą stały się także media i to nie tylko te sportowe.

Działacze Podkarpackiego Związku Piłki Nożnej postanowili wystawić w nadchodzących wyborach własnego kandydata.I nie miała to być tylko sztuka dla sztuki. Mieli pomysły i to mocno sprecyzowane po co to zrobić, czyli mówiąc w skrócie i kolokwialnie – jak poprawić stan polskiego futbolu. Spośród kilku kandydatów wybrano – wydawało się wtedy, że najlepszego – osobę Grzegorza Lato. Nierozerwalnie związany z piłką, człowiek z Podkarpacia. Jeden z najlepszych piłkarzy świata. Były senator RP.

Patrząc z perspektywy czasu okazało się, że nie był to najbardziej fortunny wybór.

Sama osoba Laty, choć o tak znanym nazwisku nie gwarantowała jednak sukcesu wyborczego. Pan Lato swoje sukcesy odnosił grubo ponad 20 lat temu. Potem trochę grał za granicą i trenował kilka zespołów bez jakichkolwiek zresztą sukcesów. Dwadzieścia lat to nawet jak na środowisko działaczy szmat czasu, ale w klubach po takim okresie to już jest całkowita wymiana pokoleniowa. Wniosek: Grzegorz Lato osobiście znał niewielu działaczy w klubach ekstraklasy i I ligi, a jeszcze mniej w związkach wojewódzkich. Przypomnijmy.Ordynacja wyborcza stanowi, by kandydat na prezesa zebrał właśnie z klubów i związków 15 głosów poparcia. I tu drzwi panu Lacie miał otworzyć prezes Podkarpackiego Związku Kazimierz Greń. Najpierw jednak należało określić zasady postępowania przed i po wygranych wyborach i na tej podstawie zdobyć poparcie zarządu podkarpackiego związku, dla tej kandydatury. Nie wszyscy członkowie zarządu bowiem bezkrytycznie oceniali osobę pana Laty. Prezes Greń zorganizował spotkanie z kandydatem na które przybył cały Zarząd oraz władze okręgów i podokręgów zrzeszonych w podkarpackim związku. Padły na nim publicznie jasne i zdecydowane deklaracje przyszłego prezesa, co do realizacji programu wyborczego, decyzji personalnych i wizji pracy w PZPN po październikowych wyborach. Lato, przy ewidentnej pomocy Grenia, przekonał wszystkich do siebie hasłami reform i odnowy. Dzięki tym hasłom zresztą wygrał, jak się później okazało, całe wybory. Zadeklarował daleko posuniętą pomoc również dla podkarpackich klubów sportowych. Można było przystąpić do kampanii wyborczej. Profesjonalna i katorżnicza praca sztabu wyborczego, na czele którego stanął Kazimierz Greń przyniosła efekt. Grzegorz Lato w październiku 2008 roku został wybrany w pierwszej turze, otrzymując 57 głosów, prezesem Polskiego Związku Piłki Nożnej.

W pierwszych dniach listopada na spotkaniu w Boguchwale od kilkudziesięcioosobowej grupy podkarpackich działaczy przyjął kwiaty i prezenty w kształcie szabli (jako symboliczny oręż do walki o potęgę polskiego futbolu) odebrał życzenia i w krótkim wystąpieniu stwierdził: Dziękuję za wszystko, co dla mnie uczyniliście. Nigdy wam tego nie zapomnę. Po czym zapomniał. Wyjechał do Warszawy i całkowicie zerwał kontakty z podkarpackim środowiskiem piłkarskim.

Mijały miesiące. Hasła i deklaracje przedwyborcze okazały się pustymi frazesami. Zarówno te ustne, jak i te spisane w programie wyborczym.

Niezadowolenie w środowisku piłkarskim w skali kraju zaczęło narastać, a cierpliwość kibiców i sympatyków futbolu osiągnęła apogeum.

Cóż bowiem dało się zaobserwować.Z jednej strony kominowe podwyżki zarobków prezesa i sekretarza generalnego. Z drugiej mizeria wyników polskich reprezentacji. Dla zarządu ekwiwalenty liczone w tysiącach złotych za posiedzenia, a na szkolenie dzieci i młodzieży w skali kraju śmieszne kwoty. Wydatki na administrację przekraczały kilkakrotnie dotacje na te cele. Podpisywanie umów tych pomniejszych i tych strategicznych bez zgody i wiedzy Zarządu i najprawdopodobniej bez żadnych konsultacji i analiz merytorycznych. Nie nastąpiła nawet próba realizowania przedwyborczych obietnic i deklaracji. Nie podjęto się realizacji praktycznie żadnego z punktów programu wyborczego, a przecież motorem tych poczynań miał być prezes Lato. Nie kto inny. Związkiem zaczęła zarządzać wąska grupa ludzi, przy biernej postawie i cichym przyzwoleniu większości z pozostałych, aczkolwiek dobrze honorowanych członków Zarządu PZPN. Na to wszystko,bardziej lub mniej świadomie przyzwalał również prezes Lato. Media w tym okresie nie analizowały szczegółowo przyczyn tego stanu rzeczy. Wiele win za tą całą mizerię i hucpę jakiej byliśmy obserwatorami przypisywano także członkowi zarządu Kazimierzowi Greniowi, którego ciągle kojarzono jako bliskiego współpracownika prezesa. – Nie mogę firmować rzeczy , na które nie mam żadnego wpływu i z którymi się całkowicie nie zgadzam – mówił tym okresie Greń, po czym złożył rezygnację z pełnionej funkcji. Odszedł działacz, który do zarządu podczas wyborów wszedł z największą ilością głosów. Na zwołanej w Warszawie konferencji prasowej w obecności dziennikarzy wszystkich najważniejszych mediów, dokonał podsumowania kilkunastu miesięcy pracy prezesa i związku. Merytoryczna analiza, poparta argumentami i dokumentami ukazała faktyczne przyczyny degrengolady polskiego futbolu.

Nadchodził wielkimi krokami czas Walnego Zgromadzenia Delegatów, na którym zgodnie ze statutem miało być głosowane udzielenie absolutorium dla Prezesa i członków Zarządu.

Nadchodził czas, w którym można było oficjalnie wyartykułować swoje niezadowolenie, licząc przy tym na praktyczną możliwość dokonania rzeczywistych zmian. Ciężar tej akcji wzięli na siebie K. Greń, T . Jagodziński (GKS Bełchatów) i A. Padewski (Dolnośląski ZPN). Zorganizowano szereg spotkań, na które zapraszano przedstawicieli klubów i związków wojewódzkich. Nikogo do niczego nie nakłaniano. Tłumaczono swój punkt widzenia i przedstawiano dokumenty. Każdy kto się zapoznał z faktami, mógł się określić, czy będzie tolerował bądź popierał ten stan rzeczy czy nie.

Grupa ta zwiększała swój stan osobowy z tygodnia na tydzień.

Szefowie w PZPN, którzy byli cały czas informowani o rozwoju sytuacji ze swoich źródeł, też nie stali z założonymi rękoma. Telefony z obietnicami funkcji w komisjach i innych profitów były dość częstym zjawiskiem. Nietypowa i zaskakująca prośba sekretarza generalnego związku o przesłanie adresów domowych i telefonów osobistych,skierowana do delegatów na Zjazd w całej Polsce, też miała swój podtekst. Na spotkaniu jednej z komisji pewien punkt programu miał wydźwięk – Co uczynić by Zjazd nie przemienił się w sejmik szlachecki?. Podjęto decyzję o pozbawieniu mandatu delegata Kazimierza Grenia jako przedstawiciela klubu Stalowa Wola,pomimo że wszelkie statutowe terminy zostały dochowane. Takich i podobnych sytuacji było więcej.

Nadszedł dzień 19 grudnia. W Warszawie na dzień przed Zjazdem zaplanowano obchody 90- lecia powstania Związku. Lista gości zaproszonych na tą uroczystość, a konkretnie tych nie zaproszonych do dzisiaj budzi emocje. Na salę nie wpuszczono również ani jednego przedstawiciela mediów. Racje tych,którzy mówili że to ze strachu, były dementowane w dziecinny i naiwny sposób.Czego się obawiano, bo jakaś racjonalna przyczyna tej decyzji musiała być.Porównania z Białorusią są już cięższego kalibru, ale przyznać trzeba jedno.Tam gdzie sumienie nieczyste, zaczyna się próba ukrywania tego, czego na dłuższą metę przecież ukryć się nie da. Nie inaczej było w dniu następnym.Akredytacje zostały obcięte do niezbędnego minimum. Nie otrzymali ich np. tacy analitycy i recenzenci futbolu jak Roman Kołtoń, czy Mateusz Borek z TV Polsat.

Noc z 19 na 20 grudnia była bardzo długa. Rozmowy w hotelowych pokojach, barach, na korytarzach trwały do świtu. Liczył się każdy człowiek,każdy delegat, bo jego głos mógł się okazać zbawienny. Jednym mógł pomóc przetrwać, drugim mógł dać szansę na przerwanie wszystkiego tego, z czym się nie zgadzało 97% opinii publicznej.

Obrady rozpoczęły się wystąpieniem prezesa, który przeczytał z kartki, że może były jakieś drobne niedopatrzenia, ale wynikały one z tego, że nie korzystano ze sprawdzonych wzorców. Za rewolucyjne zmiany określił zorganizowanie kursu dla animatorów. (Najprawdopodobniej chodziło o kurs UEFA C. Dla porównania w Polsce odbył się jeden taki kurs, w Wielkiej Brytanii odbywa się ich blisko 1000 rocznie). Prosił o cierpliwość i współpracę zgodnie z zasadą, „Zgoda buduje, niezgoda rujnuje”.

Dalej obrady prowadził sekretarz generalny Zdzisław Kręcina. Po kurtuazyjnych przemówieniu gości – ministra Adama Giersza i przewodniczącego Andrzeja Rusko – kolejny punkt obrad przewidywał wybór przewodniczącego zebrania. Został on poprzedzony wielokrotnymi wnioskami formalnymi, by delegaci na których ciążą wyroki sądowe nie brali udziału w głosowaniach, gdyż jest to niezgodne ze statutem. Dotyczyło to czterech delegatów z Zachodniopomorskiego ZPN i delegata z klubu KSZO Ostrowiec. Na nic to się zdało. Nie pomogły wnioski delegatów Padewskiego, Duraja, Kruczkowskiego, ani apele posła Golby o zachowanie praworządności na sali obrad. Podobnie było przy wnioskach o przywróceniu do praw, delegatów z klubów Arka Gdynia, GKS Katowice i Stal Stalowa Wola. Kręcina pozostawał niewzruszony w swych decyzjach o niedopuszczeniu do głosowania tych wniosków. W sukurs przychodził mu prawnik związkowy prof. A. Wach wygłaszając różnego typu uzasadnienia m. in i takie, że wyrok w systemie procesowym nie skutkuje w odebraniu prawa do mandatu tym delegatom. Emocje sięgały zenitu do tego stopnia, że prof. Wach nazwał delegata Padewskiego tchórzem, za co po chwili go przepraszał. Ten fragment zjazdu okazał się kluczowy dla całych przyszłych obrad. O funkcję przewodniczącego zebrania ubiegało się dwóch kandydatów.Zdzisław Łazarczyk – kandydat urzędujących władz oraz mec. Jarosław Ostrowski -kandydat grupy reformatorskiej.

W pierwszym głosowaniu po optycznej przewadze podniesionych rąk wydawało się, że wygrał J. Ostrowski.Werdykt odczytany przez Kręcinę wzbudził zdumienie na sali. Brzmiał on 48 do 48 przy 9 wstrzymujących się. Po tym głosowaniu obecny na sali w charakterze gościa Włodzimierz Lubański opuścił salę i już się na niej nie pokazał do końca trwania obrad.

Drugie głosowanie: wynik 48 do 48przy 3 wstrzymujących się.

Trzecie głosowanie 55 do 49 przy4 wstrzymujących się na rzecz Zdzisława Łazarczyka proponowanego na przewodniczącego przez władze Związku.

Po zjeździe delegaci na Zjazd wydali komunikat w którym czytamy:

Jesteśmy oburzeni formą głosowania nad wyborem przewodniczącego Zjazdu. Istnieją bowiem poważne przesłanki, że powyższe głosowanie zostało zmanipulowane na rzecz obecnych władz PZPN .

Dowodem na to niech będą następujące fakty.

1. Prowadzący zjazd Zdzisław Kręcina wyznaczył, nie wiedzieć czemu, do liczenia głosów, członków Komisji Rewizyjnej,którzy w kolejnym punkcie programu Zgromadzenia mieli być oceniani ze swojej działalności. Stwarzało uzasadnione podejrzenie o stronniczość przy liczeniu głosów.

  1. Nie dopuścił pomimo zgłoszeń i propozycji, do wybrania z delegatów obecnych na sali liczących głosy, w tym głosowaniu.
  2. Nie poddał pod głosowanie formalnego wniosku o odwołanie skazanych wyrokami sądowymi delegatów mające na celu wykluczenia ich, zgodnie ze statutem, z uczestnictwa ze Zjazdu, w czym także z tego głosowania. Było to czterech delegatów z Zachodniopomorskiego ZPN oraz jeden z klubu KSZO Ostrowiec. Było to o tyle istotne, że brak tych pięciu głosów w pierwszym głosowaniu, przesądziłoby fakt, iż przewodniczącym Zjazdu zostałby mec. Jarosław Ostrowski, delegat Legii Warszawa.
  3. Nie przywrócono do praw delegatów, pomimo takich wniosków formalnych, dwóch delegowanych z klubu Arka Gdynia, oraz po jednym z GKS Katowice i Stal Stalowa Wola. Praktyka taka była do tej pory powszechnie stosowana, że to Zjazd przywracał delegowanych do praw na zjeździe. Ten fakt również wypaczył wynik głosowania.
  4. Nie dopuszczono, w obawie o inny wynik, do głosowania imiennego, które to również jest przecież głosowaniem jawnym.
  5. Po każdym głosowaniu zarządzano pięciominutowe przerwy, w trakcie których delegaci byli namawiani w kuluarach do zmiany stanowiska.
  6. W drugim podejściu po głosowaniu na Łazarczyka, wniosek z sali by podać liczbę głosów które otrzymał, został zbagatelizowany przez podsumowującego głosy. A jaka to tajemnica skoro głosowanie podobno było jawne i tej liczby nic nie powinno było już zmienić.
  7. Kartki z liczbami, podającymi liczbę otrzymanych głosów przez kandydatów, wylądowały w kieszeni marynarki Zdzisława Kręciny zamiast w protokole Zjazdu.

Te, oraz wiele innych wydarzeń, w tym nie głosowanie wniosków formalnych, są dowodem na łamanie zasad statutowych, a także brakiem przyzwoitości prowadzącego Walne Zgromadzenie Delegatów. Takie postępowanie jest rażącym naruszeniem zasad demokracji i prawa.

Dodając, że przewodniczący Zdzisław Łazarczyk podczas całych obrad nie poddał pod głosowanie ani jednego wniosku formalnego zgłaszanego z sali świadczy o tym, że było to działanie świadome mające na celu zmanipulowanie przebiegu Walnego Zjazdu Sprawozdawczego Polskiego Związku Piłki Nożnej.

Zjazd obfitował jeszcze w wiele emocjonalnych wystąpień, podczas których niektórym puszczały nerwy. Mecenas Wach, gdy brakowało mu już innych argumentów, cytował statut UEFA, tłumacząc z francuskiego na polski i interpretując po swojemu znaczenie nawet pojedynczych słów. Rzecznik Prawa Związkowego Józef Komandzik zarzucił salę maksymami łacińskimi, pewnie dla podniesienia doniosłości wypowiedzi i zwiększenia siły swoich argumentów. Prezesowi Lacie całkiem puściły nerwy i po wystąpieniu K.Grenia, obrzucił go, mówiąc do mikrofonu, niewybrednym epitetem. Przysłuchując się wystąpieniu A. Piechniczka odnosiło się momentami wrażenie, że żyjemy w piłkarskim raju. A jaka jest rzeczywistość, wie każdy działacz z najmniejszej nawet miejscowości. Dziw bierze, że wypowiadał te słowa światowej klasy autorytet, ale widocznie i on miał w tym, jakiś swój ukryty cel.

By dać sobie 3 lata swobody i bezkarności nastąpiła próba, na szczęście nieudana usunięcia ze statutu zapisu o corocznym głosowaniu nad absolutorium dla władz związku.

Zjazd został przerwany po godz. 23 z powodu braku quorum. W myśl statutu powinien być dokończony w ciągu 30 dni, gdyż nie zostały zrealizowane jeszcze dwa punkty z przyjętego porządku obrad. Były tam m.in. wnioski o zmniejszeniu poborów prezesa do 10 tys. zł oraz zniesieniu wynagrodzenia wynoszącego dwa tysiące złotych dla każdego członka zarządu za posiedzenie.

13 stycznia Zarząd PZPN na swoim posiedzeniu podjął decyzję, że Zjazd został zakończony. Na ile była to praworządna decyzja, powinny i to w trybie pilnym wypowiedzieć się organy kontrolne Stowarzyszenia.

Opozycja związkowa pokazała, że dysponuje dużą siłą. Świadczy to dobrze, o ludziach działających w polskiej piłce. Już teraz widać, że głosy pro związkowe nie były głosami w obronie prezesa, tylko głosami w obronie swoich pozycji. Kwalifikacji na wycieczki zagraniczne przy reprezentacjach, funkcji w niezliczonych komisjach i wydziałach. Pięćdziesiąt procent ze 116 delegatów chce zmian. I one nastąpią. Nie trzeba już szukać małego baśniowego chłopca, który odważy się krzyknąć: – Król jest nagi.

Tekst ukazał się w biuletynie Futbol Podkarpacki 1/23

Debata w Rembertowie

W dniach 19-21 lutego brałem udział w debacie, która odbyła się w Rembertowie.Wzięli w niej udział przedstawiciele m.in. PZPN, rządu, policji, kibiców oraz kierowników ds.bezpieczeństwa klubów ekstraklasy, pierwszej i drugiej ligi.

4 marca Zarząd Polskiego Związku Piłki Nożnej odwołał mnie z funkcji delegata ds. bezpieczeństwa w sezonie 2009/2010. Powodem, jak poinformował PZPN, jest moje „niestosowne zachowanie” podczas lutowej debaty w Rembertowie.

Bardzo mnie ciekawi, cóż takiego kryje się pod sformułowaniem„niestosowne zachowanie”. Nie zapytam o to pani rzecznik Olejkowskiej, bo skąd ona ma to wiedzieć skoro nie przebywała tam w tym czasie.

Na jakiej zatem podstawie Zarząd PZPN podjął taką decyzję. Otóż na podstawie relacji pana Matusiaka. Zaznaczam, że decyzja Zarządu nie została podjęta jednogłośnie. Znaczy to tylko tyle, że kilku członków Zarządu jest w stanie myśleć samodzielnie, nie podejmuje decyzji pochopnie bez zapoznania się z racjami drugiej strony, krótko mówiąc nie daje się manipulować Lacie, któremu wydaje się, że jest pierwszy po Bogu.

Lato dobrze wie, że moje działania nie są zagrożeniem dla rozwoju futbolu, nie są zagrożeniem dla poszczególnych działaczy, tylko są skierowane przeciwko wyniszczającym związek działaniom. Ponieważ Lato jako prezes wręcz firmuje te działania, siłą rzeczy wszystko czemu się przeciwstawię (w słusznej przecież sprawie) pośrednio bije w niego samego, a konkretnie w jego ogromne profity jakie czerpie z bycia w związku. Bo przecież nie z pracy w związku. Stąd każdy powód jest dobry, by Grenia odsunąć od jakiejkolwiek związkowej działalności. „Kto nie jest z nami ten jest przeciwko nam”- to dewiza Laty i jego drużyny. I nie ma znaczenia czy naciągają fakty, czy wręcz posługują się kłamstwem.

Podczas debaty dwa razy zabrałem publicznie głos zadając pytania.Pierwsze, czy można zostać delegatem UEFA nie znając języków obcych, bo taki przypadek ma miejsce. Drugie skierowałem do Władysława Szypuły czy obietnice wypłacenia po 40 tys. złotych dla klubów I ligi za głosowanie za udzieleniem absolutorium dla Laty i zarządu zostały spełnione. Oceńcie Państwo sami w którym miejscu te pytania zawierają formę „niestosownego zachowania”. Nie wspomnę nawet o zarzucanych mi wulgaryzmach wygłaszanych publicznie. Nie używam w wystąpieniach publicznych wulgaryzmów, a jeśli ktoś zna takie przykłady niech się ze mną podzieli nagraniami z takowych.

Oto kolejne dowody na to, że postawione mi w tej formie zarzuty są wyssane z palca. Dlaczego, jeżeli zakłócałem swoim zachowaniem obrady, zaczyna się o tym mówić dopiero po dwóch tygodniach. Dlaczego prowadzący obrady, ani razu nie zwrócił mi uwagi, ani nie przywoływał do porządku. Mam na to całą salę świadków. W końcu jeżeli moje zachowanie zakłócało porządek, mogła mnie wyprowadzić firma ochroniarska Zubrzycki wynajęta właśnie po to, by tego porządku pilnować. Jeżeli nic z tych rzeczy nie miało miejsca tzn. że jest to kolejna manipulacja Laty i jego świty w stosunku do mojej osoby.

Niestosownym zachowaniem (delikatnie mówiąc) było podsłuchiwanie, a może nawet nagrywanie przez delegata z PZPN, pełniącego chyba rolę tajnego agenta, moich – i nie tylko moich – prywatnych rozmów, prowadzonych na sali głównej i w kuluarach. Komentowałem wypowiedzi delegatów i wcale się tego nie wstydzę. Mało tego, dalej będę komentował i krytykował. Pan Lato na pewno nie zamknie mi ust. W tym wypadku jednak były to wypowiedzi skierowane tylko i wyłącznie do osób przebywających w moim najbliższym otoczeniu i nie miały one charakteru publicznych wypowiedzi. Czego zatem one dotyczyły. Podam jeden przykład. Wychodzi na mównicę delegat, którego kilkanaście razy w życiu widziałem – i to nie prywatnie – pijanego. Czy zatem wygłoszona szeptem troska czy dzisiaj jest trzeźwy była taka bezzasadna?

Ja chciałbym, się zatem zapytać prezesa Lato:

Jak to jest, że do dzisiaj Wydziałem ds. Bezpieczeństwa na Obiektach Piłkarskich kieruje Andrzej Bińkowski ( z Mielca zresztą), którego sprawa trafiła do prokuratury, o to że publicznie chwalił się w kuluarach podczas zjazdu, że zapłaci kibolom „parę groszy” i rozgonią oni manifestację KoniecPZPN.pl.. To Lacie i Pani rzecznik Olejkowskiej nie przeszkadza?

Jak to jest, że delegatami na zjazd są ludzie z wyrokami sądowymi.

Czy aprobowanie tych rzeczy jest zatem „właściwym zachowaniem”.

Lato myśli, a może „myśli” to za duże słowo, że jak odsunie mnie od jakichś tam funkcji, to odsunie mnie od futbolu i od ludzi w nim działających. Jest w wielkim błędzie. Ja na każdy mecz mogę pojechać prywatnie i spotkać się z przyjaciółmi, których mam we wszystkich środowiskach piłkarskich w całej Polsce.

To co się wydarzyło, po tym jak nie zaproszono mnie na obchody 90-lecia PZPN i wezwaniu mnie bez powodu na Wydział Dyscypliny, to kolejny przykład, że mentalność Laty nie wyszła poza czasy PRL-u i do dzisiaj stosuje metody z tamtego okresu. Jego zdaniem zamykanie ust adwersarzom, bezpardonowe,siłowe eliminowanie ich ze środowiska to dobra droga, by ratować swoje stanowisko, (czytaj: wysoką pensję).

Pani Agnieszce Olejkowskiej proponuję, by poprosiła o podwyżkę, motywując ją dyskomfortem w pracy, bo nie wierzę by Pani rzecznik utożsamiała się ze sposobami działań swego szefa, a tym bardziej z jego mentalnością.